Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Chciałem Ograbić Orebić, ale Baśce Vody odeszły...

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3641
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 13.02.2012 22:52

DZIEŃ 6. - WINA, WINA, WINA, WINA DAJCIE...

To będzie błyskawiczna relacja z całego dnia...z pewnych względów :lol:.

Zaczęło się standardowo łapaniem słońca, kąpielami, jakimś obiadem...cóż tu wklejać zdjęcia, skoro wyglądają tak samo, jak wszystkie inne z plaży...a i nawet nie wiem, czy akurat na tą część dnia braliśmy tego dnia aparat... Słońce praktycznie w tym samym punkcie, co zawsze...niebo też...w sensie koloru...a i morze takie samo, jak i wcześniej...

Na naszą zgubę, ale i również na naszą mega radość, wzięliśmy go na wieczorny spacer. Spacer ten umilał nam ten oto trunek, zakupiony kilka dni wcześniej w Makarskiej.

Obrazek

Ekhm...czy jedna butelka owego trunku??? Niekoniecznie :lol: . Dobre to wino było, nie zaprzeczę... Bardzo lekko się je piło... Czy mocne?? Na początku nie :twisted: .

Mieliśmy ze sobą aparat, statyw i...coraz lepsze humory oraz coraz ciekawsze pomysły na zdjęcia...na początku jeszcze normalne, np.

Obrazek

Potem się rozkręciliśmy o wiele bardziej:). Bez zbędnych skojarzeń tylko proszę. Jeszcze czasami ktoś przechodził koło nas, więc....no :lol:

W naszym domowym archiwum, zdjęć z tego wieczoru jest więcej, ale...jak napisałem, "w naszym domowym archiwum", więc pozostawię je tam, gdzie się na chwilę obecną znajdują 8) .

Relacja z kolejnego dnia będzie dłuuuuga i obfitująca w zdjęcia, bo kolejny dzień był jednym z dwóch najdłuższych i najcięższych ze wszystkich dni. Tak szybko, jak z tą relacją mi nie pójdzie :lol: .
gslawek
Odkrywca
Posty: 73
Dołączył(a): 02.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) gslawek » 15.02.2012 17:49

Bardzo ładnie. MY CHCIEĆ WIECEJ :oops:
trevia
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 366
Dołączył(a): 28.08.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) trevia » 15.02.2012 19:40

Bardzo fajna relacja :D Chętnie zasiądę na dłużej :)

Tylko w kwestii francuskich aut pozwolę sobie mieć odmienne zdanie :P Takim n R przemierzyliśmy Chorwację pięciokrotnie, robiąc każdorazowo po 3-4 tys, km i nigdy nie zawiodło, a szósty raz już innym francuzem też odbyl się bez problemu :wink: Ale wiem że z markami samochodów to nie tak jak z Chorwacją, że wszyscy ją kochają :wink: :lol:

Nocny Split piękny, mnie było dane zobaczyć go tylko za dnia, choć raz o 4 rano :wink:
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3641
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 16.02.2012 00:26

A podziękował. Myślałem, że już nikt tu nie zagląda i sobie piszę dla siebie, co też jest przyjemne:).

A odnośnie francuskich samochodów :lol: ...takie dwie szybkie historie

1. Pewnego dnia dyrektor w pewnej dużej firmie informatycznej, nawet notowanej na GPW, stwierdził, że wymieni flotę na francuskie R. Handlowcy i managerowi byli zadowoleni, bo przecież dostaną nowe fury. Dostali je. Handlowcy więcej czasu spędzali w serwisach niż u klientów.

2. Dyrektor Regionalnej Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, czyli już państwowa firma, musiał ogłosić przetarg na kolejną flotę. Wiadomo z czym i z jaką prędkością muszą przemieszczać się samochody z tym logo. Przetarg wygrało francuskie R. Setkę nerwowych godzin przeżywało później Centrum z wiadomych względów. Po kilka latach stwierdził, że tym razem tak ogłosi przetarg, aby R. nie mogło do niego przystąpić, bo zapewne znowu wygra. Wiadomo, firma państwowa, więc wygrywa najtańszy spełniający wszystkie wymogi kwalifikacji. Co się stało? R. zaskarżył Centrum o świadome działanie na rzecz ich eliminacji z przetargu. Mieli rację? Mieli, ale Centrum za żadne skarby nie chciało już mieć floty z R., stąd też takie warunki:)

R. to straszna marka na chwilę obecną. Mówimy o nowszych modelach. C. ok, ale nie R.

Z kolejnej strony...teraz już niestety nie kupi się praktycznie dobrego samochodu. W miarę dobre, ale nie dobre marki można policzyć na palcach jednej ręki.
MWN
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1968
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) MWN » 16.02.2012 10:05

A są to:
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3641
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 16.02.2012 10:47

Hehehe, tylko błagam, nie polemizujcie nie wiadomo jak, bo w każdym stadzie trafi się czarna owca, ale z rozmów z klientami i z osobami z branży najwięcej zachwytu jest nad:

1. Toyota - jednak nadal
2. Mazda
3. Mitsubishi
4. Citroen - ostatnio słyszałem wiele pochlebnych recenzji, nie prasowe, nie telewizyjne, ale posiadaczy tych samochodów
5. Hyundai
6. Kia

Czyli Japonia, ewentualnie Korea górą!:)

Przez właścicieli salonów, tudzież pracowników, a mam z nim kontakt, został obalony mit o niezawodności Mercedesa i Volvo. Z Mercedesem mam do czynienia często i tak..stare modele, nawet nie "beczki", ale pierwsze "okulary", tudzież "łezki", czyli przełom wieków, to świetne maszyny, nowe - out.

Znam również fanatyków Fordów, a z drugiej strony znam naprawdę świetnych mechaników, którzy na widok Forda pod warsztatem, od razu mówią "Nie obsługujemy".:)

A odnośnie mojego samochodu. Rocznik 2003, mam go dokładnie 3,5 roku, przebieg 200 000, przy czym mój to 120 000 w ciągu tych 3,5 roku - wkład 700zł. Tyle ten samochód mnie kosztował, poza oczywiście standardami przy użytkowaniu. Do tej pory mam pewność, że wsiądę, odpalę i pojadę.
gslawek
Odkrywca
Posty: 73
Dołączył(a): 02.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) gslawek » 16.02.2012 11:26

Prosze
Wracajmy do Chorwacji
Salon samochodowy zostawcie w pokoju

do relacji wroc , odmaszerowac
darek1
zbanowany
Posty: 9346
Dołączył(a): 27.06.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) darek1 » 16.02.2012 13:04

Na R badziewie 8O 8O 8O czy to Renault - trafiłem?. Pozdrawiam
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3641
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 16.02.2012 13:43

Tak, chodzi o Renault..."ładne opakowanie nędznej zawartości w przystepnej cenie", jak to pewien właściciel pewnego salonu opisał...ale proszę, nie brnijmy w ten temat. Opisałem tylko relacje i odczucie innych ludzi, z którymi mam styczność, czy to użytkowników, czy też serwisantów, handlowców itp. Pewno znajdą się tysiące za i tysiące przeciw.

Relacja z dnia kolejnego gotowa, w sensie treści. Jeszcze tylko troszkę fotek na serwer i wkleję...ale to jakoś wieczorkiem:).
croart
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 60
Dołączył(a): 13.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) croart » 16.02.2012 18:18

MRK napisał(a):Tak, chodzi o Renault..."ładne opakowanie nędznej zawartości w przystepnej cenie", jak to pewien właściciel pewnego salonu opisał...ale proszę, nie brnijmy w ten temat. Opisałem tylko relacje i odczucie innych ludzi, z którymi mam styczność, czy to użytkowników, czy też serwisantów, handlowców itp. Pewno znajdą się tysiące za i tysiące przeciw.


Nie chcąc brnąć w ten temat... ale.... jako właściciel kolejnego już auta "nędznej zawartości" znam nieszczęśnika, który służbowo obdarowany został avensisem (tak jak i kilku jego kolegów), po serii problemów z elektroniką chciał powrócić do swojego starego..... mondeo.

Swoją "R" o podobnym przebiegu jak twój trzy razy byłem w trasie dłuższej niż 4000 - zawsze wróciłem do domu bez przygód - po twoich powyższych słowach zacząłem zdawać sobie świadomość jak dużym jestem farciarzem!
Nawet osłony mam wszystkie :P
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3641
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 16.02.2012 22:46

Dlatego pisałem, aby nie ciągnąć dalej tematu. Każdy napisze cos o "swojej" marce pochlebnego i zrobi sie z tego temat motoryzacyjny. Przytoczylem znane mi przypadki, na podstawie których wyciagnalem wnioski...i teraz każdy tak moze...i pewno każdy wyciągnie inne. Na całe szczescie mamy wolność wyboru, więc...:)...a niektórzy w dodatku sa farciarzami:). Pozdrowionka dla Ciebie:).

Ps. Jedna tylko uwaga: pisałem o opiniach właścicieli salonów, serwisantow, tudzież z punktu widzenia właścicieli flot, czyli chodziło mi o samochody nowe, nie o kilkuletnie. Carina E czy "beczka" potrafiły przejechać 1 000 000 km. Twój Renault czy moja Toyota mogą zapomnieć o takim przebiegu:).
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3641
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 19.02.2012 01:29

DZIEŃ 7. - ROAD TO NOWHERE


Ciężko było wstać...oj ciężko, szczególnie, że "wieczór fotograficzny" nie zakończył się zbyt wcześnie...a i mały ból głowy doskwierał. Papierochy i alkohol to tragiczne połączenie:). Człowiek o tym wie, ale...co z tego?:p

Jedno oko zerknęło na zegarek, drugie za okno, w myśl prawie-dokładnego-cytatu "Oczy masz takie niebieskie, a jedno o drugim nic nie wie". Przekazały impuls do mózgu "Na nogi" i nie było wyjścia. Zapas wody z sokiem do lodówki turystycznej, dobór odpowiedniej muzyki (dziś w większości moja, czyli ta mocniejsza), rzut okiem na poziom naładowania baterii w aparacie (co było kluczowe, gdyż z tego dnia zachowało się blisko 500 zdjęć, więc zakładam, że zrobiliśmy ok. 600 sztuk, bo część krzywych/rozmytych/bez żadnej wartości staraliśmy się na bieżąco usuwać), kluczyki w dłoń i...jazda!

Było jakoś przed 09.00. Na całe szczęście "wiatowaliśmy" się, więc zawsze samochód witał nas miłych chłodem. Ruszamy. Część trasy już widzieliśmy, gdyż jechaliśmy nią już...ale za Drvenik jeszcze nie byliśmy. Rzucam żonie, aby robiła zdjęcia z trasy, czego Ona już totalnie nienawidziła:)...zresztą nie dziwię się:). Jak już słyszała zdania w stylu: "Wyciągnij aparat", "Tu zrób!!", "To masz?" miała serdecznie dość. Robi prawo jazdy, więc następnym razem siedzę z boku i pstrykam wszystko, co mi się tylko spodoba...więc pewnie będę musiał mieć dwie karty na chociażby taki dzień, który to właśnie staram się opisać.

W pewnym momencie noga na hamulec!!! Nie ma szans teraz, aby spokojnie przejechać. Bez fotek? NEIN!!! Samochód na pobocze, akurat się kawałek trafił i już trzaskam, już napieram na obiektyw!! Naszym oczom ukazał się taki widoczek!!! No klękajcie narody!!!!

Obrazek

Baćinskie Jezera!!! Coś pięknego. Tak blisko trasy! Zieleń/granat/błękit/cholera wie, jaki kolor pomieszany z zielenią brzegów i górami w tle zapierał dech! Jak to mówią znajomi "10". Nawet żonę wzięło na foty:).
Trzeba ruszać dalej. Toć jeszcze kawał drogi. Jeziora ciągną się dalej. Żona tym razem ochoczo pstryka. Już nie muszę nic mówić. Trzy minuty później kolejny cudny widoczek. Osiedla nad samą wodą. Niektóre jakby wtopione w nią. Się skurkowańce nie boją tak mieszkać? Ploce?? Tym razem po prawej stronie trasy.

Obrazek

Obrazek

Ok. 10.30 mijamy taki znak, chwilę później granica.

Obrazek

Wygląda mniej przyjaźnie niż słoweńsko-chorwacka. Ta, która będzie za chwilę również. Podjeżdżamy. Blisko plącze się kobieta w mundurze...myślę sobie, jak Ona będzie nas sprawdzać, to pozamiatane. Mam takie zdjęcie w paszporcie, że wyglądam, jak rasowy Talib. Na szczęście wzięła sobie inny samochód. Wyciągam paszporty, rzut oka młodego "wopistę"..."jechać"...a obok jakiś Włoch wybebesza właśnie bagażnik:). Mam CB i zastanawiałem się, czy ściągać. Zostawiłem. Nie było problemów.

Jesteśmy w Neum. Bośnia i Hercegowina zaliczona:). Można dodać kolejne Państwo, w którym się było...nieważne, że kilkanaście minut, ale...

Za chwilę kolejne przejście...równie bezproblemowe. Znowu w Chorwacji. Dziwne uczucie, ale i u nas są takie sytuacje, szczególnie na Śląsku. Jedno miasto się kończy, a drugie zaczyna, ale jak skręcisz, to się może okazać, że mimo, iż nie wyjechałeś z tego drugiego, to i tak nagle widzisz tabliczkę wjazdu do pierwszego...ale zamotane zdanie:).
Droga wiedzie dalej... Teraz pewno każdy myśli, że nasz cel to miasto, którego nie odwiedzić, będąc w Cro, to grzech wielki, czyli Dubrownik, ale...nic z tego...odbijamy w prawo. Znowu kolejne zaparcie dechu. Jesteśmy na Peljesacu!!! No trzeba się zatrzymać. Foty, foty, foty!!!

Obrazek

Obrazek

A o 11.10 naszym oczom ukazał się takowy widok!

Obrazek

Chwilę później już jesteśmy na parkingu. Aparat w dłoń i ruszamy rozprostować kości po Stonie, a i przy okazji coś na szybko zjeść, bo to jeszcze nie cel naszej włóczęgi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mury zostały odpuszczone, nie było czasu. Zrobiliśmy kółeczko labiryntami i wróciliśmy na parking. O 11.50 ruszyliśmy dalej. Ależ zaczęły się widoki. Gdzieś powyżej napisałem, że nadejdzie relacja z dnia, w którym Chorwacji mnie pogrąży. To właśnie ten dzień...cały dzień...a tutaj dopiero jestem przy południu:). Oczywistą oczywistością jest, że postoje były częstsze. O 12.30 widzimy znak witający nas w Orebić, jednakże dopiero 15 minut później ukazuje nam się widok miasteczka, a i tak jeszcze 10 minut nam zajmie dojazd do centrum. Przez te kilkanaście minut rozkoszowałem się jazdą w dół. Te zawijasy, to morze, te góry. To jest niesamowite!! W międzyczasie mijaliśmy rozproszoną grupkę niemieckich rowerzystów, którzy akurat wspinali się pod górkę. Wspinali się, bo mało kto jechał na rowerze, większość prowadziła go grzecznie z boku. Nie wiem, kto im polecił tą trasę, ale:
1. Średnia wieku 55 lat
2. Stromo jak diabli
3. Większość kobiet (tutaj upatruję się decyzji o wyjeździe grupy:))
4. Skwar blisko 40 stopni
Nie wiem, ilu przeżyło:).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Słowo wyjaśnienia. Ja musiałem tam pojechać! Przecież to właśnie Orebić miał być celem całego wyjazdu, o czym pisałem wcześniej. Poza tym, musiałem zobaczyć Peljesac po tym wszystkim, co się naczytałem na tym zacnym forum. I co? No i Orebić wydało mi się bardzo dziwnym miastem, miasteczkiem, ale nie zaprzeczę...podobało mi się. Cisza i spokój jakiś taki tam panował. Klimatem jakoś tak pasował mi do Toskanii, w której spędziłem dwa tygodnie trzy lata wcześniej. Tak...luźno, bez pośpiechu, tłoku... Parę foteczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak wspominałem wcześniej, skwar był straszny. Miałem wrażenie, że różnica temperatur pomiędzy Baśka Voda a Orebić jest taka, jak pomiędzy czyśćcem, a piekłem. Obejrzeliśmy część tylko miasteczka...swoją drogą, nie bardzo też wiedzieliśmy, gdzie skierować nasze nogi, aby coś zobaczyć...tak więc, z racji żaru lejącego się z góry, po zorientowaniu się, jak wygląda sytuacja z promami na Korczulę, udaliśmy się do...konoby:). Tak na jedno Karlovacko.
Nad głowami w knajpce mieliśmy coś takiego...

Obrazek


A taki był szyld tej knajpki

Obrazek

Zeszło nam 1,5h i niejedno Karlovacko:). Rachunek 80 kun, tyle tylko napiszę:). Ciężko było wstać, ale trzeba ruszać dalej. Zanim jednak udaliśmy się na wodną taksówkę, wróciliśmy się do samochodu, wzięliśmy ręczniki i wykąpaliśmy się w morzu. Zbawienie!!

O 16.00 wyruszyliśmy na Korczulę, a tam ruszyliśmy znowu bez planu przed siebie. W międzyczasie pizza w towarzystwie wycieczki amerykańskich uczniów, jakieś lody, klapnięcie nad morzem itp.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

0 19.00 powrót do Orebić. Nie bez wrażeń. Siedząc już na łodzi i czekając na "odjazd" w pewnym momencie dobiła do nas kolejna łódka, która przypłynęła z Orebica. Nie miała gdzie zacumować, więc podpięła się pod nas. Po chwili "kapitan" zaczął się niemiłosiernie drzeć. W eter "powietrzny" i w eter radiowy. "O co Mu chodzi?" Normalnie, jakby mu ktoś pięty przypalał. Zaczął odwiązywać liny, odpychać drugą łódkę, razem z "kapitanem" tej drugiej...myśleliśmy, że może będą kogoś gonić. Ale kogo? Kawałek dalej płynął sobie tylko większy statek. Szybko poczuliśmy jednak, o co im chodziło. Jak nie rzuciło w pewnym momencie łódką. Normalnie Titanic w oczach!!! Ten większy statek przepływał za blisko. Zrobił tak wielką falę, która nie zdołała się "rozejść" przed dobiciem do nas, a jak już dobiła...zaczęło się dziać mało przyjemnie!

Wysiadając z łodzi w Orebicu byliśmy już zmęczeni okrutnie i nie przewidujący, że droga "z" będzie dłuższa niż droga "do". Ok. 21.00 jeszcze zatrzymaliśmy się na...ekhm...:)...znowu przy latarce z komórki itd.:)...

Obrazek

W międzyczasie odwiedziliśmy również jedną z przydrożnych winnic, gdzie zakupiliśmy i wino, i prosek (yach! Jakie to słodkie!!) i rakiję...

Po pewnym czasie zaczął się koszmar. Chciałem znowu być mądrzejszy od mojej intuicji! A tyle razy sobie obiecywałem, że już nie będą. Zresztą macie przykład z przygody na granicy polsko-czeskiej. Zobaczyłem pierwszy możliwy znak na autostradę (Vrgorac), więc stwierdziłem, że wrócimy autostradą i zjedziemy sobie zjazdem Sestanovic i fru do Baśki. Coś mi mówiło, abym jechał Jadranką, no ale...co z tego, że mówiło. Skręciłem...i nie mam pojęcia, ile jechaliśmy totalnymi zawijasami w maksymalnych ciemnościach, zanim odnaleźliśmy autostradę. Chorwaci dali znak, ale nie napisali, że do tej autostrady jest aż tyle kilometrów. Przypuszczam, że w ciągu dnia ta trasa zrobiłaby na nas wrażenie, teraz jednak nie było widać absolutnie nic, poza kilkoma metrami przed samochodem.
Tankowanie w Ravca i jedziemy dalej! Żona już ledwo siedzi, a ja miałem tak dość, że stwierdziłem, że już nawet nie będę zjeżdżał w Sestanovic, ale wcześniej, zjazd Zagvozd bodajże...taaaaa...znowu dałem radę...na bramce uprzejma Pani oświadczyła mi, że tym zjazdem nie dostanę się w okolice Makarskiej, bo drogi prowadzą w głąb lądu, a nie nad morze. Na całe szczęście było już tak późno, że za mną nie zrobiła się kolejka, więc mogłem cofnąć i nawrócić.

Cholernie późno byliśmy w Baśce...padając plackiem na łóżko.


ps. wybaczcie za rozpisanie i dużą ilość fotek. Ciężko było się streścić, a fotki i tak wybierałem z dwie godziny:).
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3641
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 19.02.2012 11:09

DZIEŃ 8. - TRJEBA NA SEDESI, KISZKA ME BOLI

No to mamy mały zonk... Wracając z Korczuli żona stwierdziła, że "oczywiście nie chce nic krakać, ale pogodę, póki co, mamy bajeczną"... Jak nie chciała, tak wykrakała. Dzień nr 8. przywitał nas tak...

Obrazek

W ciągu kilkunastu minut, zrobiło się tak....

Obrazek

Obrazek

Aby po kolejnych kilkunastu było już tak...

Obrazek

W międzyczasie padło hasło Trogir. Ja bardzo chciałem. Szybki rzut oka na Google Maps i...ble...odechciało nam się. Niby nie jest daleko, ale 80 km Jadranką, to pewnie jakieś dwie godziny, w dodatku leje. Nie chce nam się już. Uwielbiam prowadzić samochód, kocham to wręcz, ale chwilowo miałem przesyt tej miłości...ale ale...skoro nie Trogir, to może cały czas przesuwany Omis? No ba!! Pewnie! Jedziemy!!

Omis przywitał nas...skwarem. Była sobie burza! Parkujemy przy dużym Studenacu przy wylotówce na Split. W planach też małe zakupy, więc nie kombinujemy z pchaniem się na jakiś bliższy centrum parking, bliżej tych "magicznych i romantycznych uliczek", jak to stwierdziła moja koleżanka z pracy, o czym pisałem na pierwszej stronie mojej relacji. A tak w ogóle, uliczek tych, to tam za dużo to nie ma. Można je obejść w godzinę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stwierdziliśmy, że poszukamy prezentów dla rodzinki i przyjaciół. Oczywiście na "dzień dobry" dopadła nas kobieta i zaprosiła na degustację wszelkiej maści rakiji i win... Wiadomo, jak się skończyła... Portfel lżejszy-plecak cięższy:).
Część prezentów udało się zakupić, jednak również na Chorwacji ciężko znaleźć coś oryginalnego. Nawet, jak coś wygląda na "chorwackie", to i tak znajdzie się z tyłu, z boku napis "made in China". Małe, chińskie rączki są wszędzie. To przerażające! Pod względem tego, co tam się dzieje i pod względem tego, że opanowali już cały świat. Ale nie ma źle...w Splicie kupiliśmy świetne pamiątki dla siebie, rasowe chorwackie:).

Pogoda się już w ogóle poprawiła. Kilka chmurek po burzy zostało na niebie. Niebawem narobią nam mega frajdy i spowodują szczękościsk:). Póki co, lądujemy na piwku w barze Kapetan i ze stolika mam pełny widok na twierdze. Obmyślamy, po jakie prezenty się jeszcze wrócimy, wypisujemy kartki, kolejne fotki do albumu dochodzą, oglądamy zakupione wcześniej rakijki np. w butelce w kształcie gitary itp. Takie "logistyczne" piwko... btw, też tak macie, że bardzo chcecie wysłać kartki do Polski, ale jakoś zawsze nie macie po drodze poczty, a jak już macie, to się okazuje, że nie wzięliście kartek z apartamentu i wysyłacie w końcu w przedostatni, bądź ostatni dzień, bo wtedy nagle się okazuje, że i kartki są w plecaki, a i poczta zawsze była po drodze? Ale i tak później oskarżycie opieszałość poczty...czy to polskiej, czy też miejscowej?:)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy na parking. Jeszcze na zakupy. W Studenacu nareszcie kupujemy ketchupo-majonez Thomy. Myślałem, że będzie lepszy. Nie podszedł jakoś, jeszcze do Polski przywieźliśmy. Wracamy. Zachmurzyło się znowu, mijamy fragment kolejnej burzy. I dobrze, bo...zobaczcie, cóż Nam później uczynił Jadran, niebo i góry. M-A-S-A-K-R-A!!!!!!!!!!!! Musiałem się zatrzymać. Kolejne zaparcie dechu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na późny obiad robimy spaghetti, a zaraz potem ruszamy do jakiejś knajpki na plaży na jakieś winko tym razem. W okolicach fontanny, na balkonie, swoim głosem popisuje się jakiś śpiewak operetkowy...eee...nie bardzo dla nas, ale mały tłumik ustawił się i słucha. Nagle słyszę skądś dźwięk gitary. Już jestem "ugotowany"! Już me serce przeżywa kojącą palpitację:). Moje Kochania zostały w domu i mi ich brakowało, a tutaj proszę!!!! JEST! Lądujemy w barze, na plaży, naprzeciw kościoła. Jest gitara, jest głos, jest dobrze. Zamawiamy litr wina. Grajek wygrywa chorwackie szlagiery, czasem przeplatają się oryginalne wersje znanych nam kawałków Bregovica, których to polskie wersję nagrał u nas w duecie z Kayą lub Krawczykiem. Włącza też w swój repertuar The Beatles, Roda Stewarta, kawałki ogólnie znane. Angielskojęzycznym hitem jest "Proud Mary", które to szczególnie lubię. Szkopuł w tym, że grajek/śpiewak słabo zna angielski tekst i niemiłosiernie ściemnia niczym osoba zapowiadająca loty na lotnisku w "Misiu":). Chorwackojęzycznym hitem jest utwór, w którym to grajek/śpiewak śpiewa mniej więcej tak: "Trjeba na sedesi, kiszka me boli":). Pomoże ktoś w tłumaczeniu?

Obrazek

Wino wypite. Wracamy... Decydujemy, że jutro to już na bank nie odpalimy samochodu...tak się stało...ale pojutrze...ech...w kolejnych relacjach szczegóły:).
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3641
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 19.02.2012 15:58

DZIEŃ 9. - I'M EASY...EASY LIKE SUNDAY MORNING


Relacja z tego dnia będzie bardziej fotograficzna niż pisemna:).

"Planów brak!!". Z takim hasłem na ustach się obudziliśmy i tak też uczyniliśmy. Czyli totalnie przewidywalny standardowy dzień na urlopie. Znowu skwar, deszcze niespokojne odeszły w zapomnienie. Widok tego samego miejsca, co dzień wcześniej, 24h po burzy:).

Obrazek

Więc co? Plaża i "nicnierobienie". Wieczorkiem spacer do Breli...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Autor-widmo niniejszej relacji wygląda tak:

Obrazek

....winko w knajpce przy morzu w Breli, oddawanie się hazardowi, a to lubimy i pstrykanie fotek ciemną nocą. Wyszło to tak...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Odpoczęliśmy od samochodu, więc jutro znowu jedziemy na dłuższą wycieczkę...Znowu kupa kilometrów, znowu setki zdjęć...kolejne wrażenia, tym razem historyczno-sensacyjno-komediowe!:)...
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13688
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 19.02.2012 16:46

MRK napisał(a):...kolejne wrażenia, tym razem historyczno-sensacyjno-komediowe!:)...



Spotkaliście Asterixa :?: :wink:

Niecierpliwie czekam na dalszy ciąg


Pozdrawiam
Piotr
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



Chciałem Ograbić Orebić, ale Baśce Vody odeszły... - strona 5
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017