.
Veli LošinjWisienką na lošinjskim torcie jest dla mnie Veli Lošinj zwany niegdyś Velo Selo - oczywiście naprawdę wcale nie taki
veli, tylko kameralny i przytulny.

Choć dawno przestał być najważniejszą miejscowością na wyspie, nie stracił swojego niepowtarzalnego, klimatycznego uroku.
Patrząc z góry na miasteczko nie mogłam się nadziwić, skąd w takim maleństwie tak wielki kościół:
Od niego więc zaczniemy wycieczkę po Velim Lošinju.
Barokowy kościół św. opata Antoniego pustelnika pochodzi z XVIII wieku. Jego budowę rozpoczęto w 1774 roku w miejscu XV-wiecznego kościoła. Znajdują się w nim m.in. organy słynnego weneckiego mistrza Gaetana Callida z 1876, obraz Matki Boskiej z dzieckiem Bartłomieja Vivariniego z 1475, czy sarkofag z ciałem męczennika św. Grzegorza Spoleta.
Gdy patrzę na kościół, a zwłaszcza zaglądam do środka, czuję się trochę jakbym została przeniesiona prosto do Włoch.

Cała zatoka zachwyca świeżutkimi pastelami elewacji starych kamienic:

Mijamy wieżę kościelną i docieramy do nabrzeża z latarnią morską. Stąd też miasteczko ciekawie się prezentuje:
Podoba mi się.
Tuż obok jest kaplica Zwiastowania NMP:
I cudownie położony tuż nad wodą cmentarz:
Sosnowym lasem / parkiem i uliczkami miasteczka, mijając zielone ogrody mieszkańców, docieramy do Matki Boskiej Anielskiej:
Szwendamy się tu i tam, mijając też zabytkową wieżę (
kulę) z wystawą - ale wszystko
bezzdjęciowo. Pochłonął nas klimat miasteczka.

Wreszcie lądujemy w knajpce niedaleko zatoki, zamawiamy jumbo pizzę i fantastyczną lemoniadę, oczywiście ze świeżo wyciskanych cytryn.

Chwilo trwaj...

Kiedyś trzeba jednak wrócić, więc żegnamy się z tym naprawdę uroczym zakątkiem na Lošinju...

Właściwie chyba nawet mogłabym tu zamieszkać.
