mutrus -zapewne, też tam sobie czasami zaglądam.
No do idziemy dalej:
13 czerwca
Trzeciego dnia postanowiliśmy po raz pierwszy wziąć rowery. Padło na pomnik skrzydła mewy i szwędanie się na 2 kółkach po Podgorze zahaczając o Podgorę Cakje bo dzień wcześniej dotarliśmy tylko do jej początku.
Powiem tak niby do tej mewy mieliśmy śmieszne 500m spod kwatery (tak podawał GPS). Śmieszne 500m a nasapałam się, naświszczałam (astma) jakbym przejechała 50km w Tour de France – odcinek górski (nie to co pętelka Ruda Śl. Halemba, Chudów, Bujaków, Mikołów Mokre - mieszkańcy okolic kojarzą

).
Niby taka mała niepozorna góreczka 5 minutek jazdy a przy 32 stopniach w cieniu wypociłam z litr wody z siebie. I ci Chorwaci, którzy podjeżdżali tam na skuterkach z bezczelnymi uśmiechami na twarzy (w tej chwili tak je widziałam) a ja tam wyczyniam miss mokrego podkoszulka. Nawet nie miałam siły zakląć siarczyście bo w gardle zaschło po pierwszych 300m i tylko z otchłani moich ostrzeli wydobywał się świsssst przy każdym wdechu. Za to jakich rumieńców nabrałam, wyglądałam jakbym urlopowała się co najmniej od 2 tygodni i opalała... tylko twarz...
Oczywiście PM dzielnie wjechał i czeeeeeeekał na mnie, a mnie nie ma. Po jakimś czasie pokonana na ostatnich 10 metrach przez rower doczołgałam się ostatkami sił podpierając sie rowerem i dysząc ... wooooody.
Ale nie ma co fajne widoczki z góry były.
Wspomniane skrzydło
Po mewie jak wspomniałam była Podgora na rowerze i oczywiście molo i zdjęcie z rowerkiem

na potwierdzenie.
I inna panoramka
A tu większy rozmiar:
http://img691.imageshack.us/img691/2165 ... oramad.jpg
No i Podgora Caklje z daleka
Jazda rowerkiem i zwiedzanie w ten sposób miasteczek jest bardzo przyjemne. Nie marnujemy czasu na szukanie parkingów, kasy na ich opłacenie.
Jedyna rzecz jaka mnie doprowadzała do szału to ludzie :> Obojętnie czy to deptak (wiadomo tam mają powiedzmy pierwszeńtwo), czy to droga wchodzą pod koła jak samobójcy. Idzie taki, albo nagle wbiega pod koła patrząc się w całkiem inną stronę niż się porusza (dla mnie niepojęte bo zawsze się gapie pod nogi). Rower jedzie wolno, zdąży wyhamować, ale jakby to było auto to już by się tak fajnie nie skończyło. Tragedia.
Po króciutkiej wycieczce rowerowej szybki powrót i wymarsz na meczyk i piwko. Przy okazji rozmowa z właścicielem (akurta nie było pod ręką jego synów władających biegle angielskim).
Rozmowa w stylu:
JA: K i e d y TV s a t b o football;
WLAŚCICIEL: (potok niezrozumiałych słów) majster sat sutro (potok niezrozumiałych słów) rakija, maraska sutro.
JA: hvala
Kurcze zna się te języki
Swoją drogą właściciele przesympatyczni, zawsze chętni do rozmowy i cierpliwi w tłumaczeniu o co im chodzi i bardzo gościnni
