Platforma cro.pl© Chorwacja online™ - podróżuj z nami po całym świecie! Odkryj Chorwację i nie tylko na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków ツ

luźne pogawędki o wszystkim

Rozmowy na tematy nie związane z Chorwacją i turystyką. Tu można dyskutować rozrywkach, muzyce, sporcie itp. Można też prowadzić rozmowy "ogólnotowarzyskie". Zabronione są dyskusje o współczesnej, polskiej polityce.
Ale uwaga! Również tu obowiązuje przestrzeganie regulaminu forum i kulturalne zachowanie!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
platon
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3540
Dołączył(a): 03.08.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) platon » 18.10.2005 21:31

Carla Del Ponte idzie na wojnę .
Główny bohater komiksu chorwackiego artysty Stiva Cinika do złudzenia przypomina gen. Ante Gotovinę. Czy Carla Del Ponte (z tyłu na plakacie) wygra z nim wojnę.

Dlaczego prokurator haskiego Trybunału oskarża Watykan, że pomaga ukrywać zbrodniarzy wojennych z byłej Jugosławii? Bo boi się, że za kilka miesięcy straci szansę, by kiedykolwiek zobaczyć ich w Hadze

Carla Del Ponte, naczelna prokurator ONZ-owskiego Trybunału ds. Zbrodni Wojennych w b. Jugosławii, raz jeszcze zbulwersowała chorwacką i światową opinię publiczną. W wywiadzie dla "The Daily Telegraph" oskarżyła chorwacki Kościół o ukrywanie gen. Ante Gotoviny, a Watykan o odmowę współpracy z Trybunałem.

Doprawdy co najmniej dziwny jest fakt upubliczniania treści rozmów dyplomatycznych, a już zwłaszcza tych, które toczą się za murami Watykanu. Jednakże prawdziwą przyczyną paniki, jaka zapanowała we wspólnocie międzynarodowej nie jest sam wywiad, tylko determinacja pani prokurator, którą słychać w jej deklaracjach, że po Nowym Roku ujawni szokujące dokumenty udowadniające indolencję, obłudę i dwulicowość wspólnoty międzynarodowej. W wywiadzie dla sarajewskiego "Avazu" z 9 września na pytanie dziennikarza, czy, jak to zapowiadała wcześniej, opublikuje dossier o przyczynach niepowodzeń NATO w wyłapywaniu zbiegów ściganych przez Trybunał, odpowiedziała: "Niczego takiego nie mówiłam. Powiedziałam, że jeśli Karadżić i Mladić nie zostaną przekazani Hadze do końca roku, będę zmuszona ujawnić, dlaczego tak się stało".

Del Ponte: Boję się, że zostanę sama

Na pytanie, czy ujawni chociaż niektóre szczegóły tego dossier, odparła: "Nie mogę tego uczynić, bo, po pierwsze, jest jeszcze czas do końca roku, a ja wciąż pracuję intensywnie, spodziewając się, że obaj rzeczywiście mogliby zostać w tym terminie przekazani. Po drugie, między 12 a 16 grudnia mam się stawić przed Radą Bezpieczeństwa ONZ, by zdać sprawę z mojej działalności. Jeśli do tego czasu Karadżić i Mladić nie zjawią się w Hadze, Radę Bezpieczeństwa poinformuję jako pierwszą, dlaczego tak się dzieje. Ona pierwsza powinna się o tym dowiedzieć".

W wywiadzie dla "The Daily Telegraph" Carla Del Ponte dała do zrozumienia, że jest zdecydowana na wszystko, by postawić oskarżonych przed Trybunałem w Hadze. Jej determinację pokazuje też to, iż nawet wspierającą Serbów Rosję zmusiła do poszanowania przyjętych zobowiązań międzynarodowych, wskutek czego pod koniec sierpnia aresztowano tam poszukiwanego za zbrodnie w Bośni Dragana Zelenovicia, który czeka na ekstradycję do Hagi. Vlastimira Dziordzievicia, oskarżonego o zbrodnie popełnione w Kosowie, rosyjskie władze nadal poszukują, bo Haga twierdzi, że ukrywa się na ich terytorium.

Poza przywódcą serbskich separatystów w Chorwacji Goranem Hadżiciem, który jest na terytorium Serbii, i Gotoviną Haga wciąż poszukuje Karadżicia i Mladicia. Carla Del Ponte boi się, że w walce prowadzącej do ich schwytania zostanie sama. W wywiadzie dla "Avazu" powiedziała: "W przyszłym roku będzie już wyjątkowo trudno aresztować ukrywających się oskarżonych. Jeśli rozmowy o podpisaniu przez Serbię i Czarnogórę unijnego Porozumienia o Stabilizacji i Stowarzyszeniu zaczną się, gdy będą oni nadal pozostawać na wolności, stracimy skuteczny środek nacisku. Co więcej, czas robi swoje. Karadżić i Mladić są na wolności od ponad dziesięciu lat. Ten problem nie należy już wśród światowych priorytetów. Nie spocznę tak długo, póki nie zostaną złapani Karadżić i Mladić. Boję się jednak, że od końca bieżącego roku pozostanę w tej walce osamotniona". Jak się wydaje, dokładnie z tych właśnie powodów bezpośrednio przed kolejną rundą rozmów w sprawie decyzji o rozpoczęciu procesu akcesyjnego Chorwacji Carla Del Ponte w sposób przemyślany i w pełni świadomie zaczęła mówić o Watykanie i Kościele katolickim jako instytucjach, które wspierają Gotovinę. Obawia się, że po zaakceptowaniu daty rozpoczęcia rokowań straci instrument nacisku na Chorwację, by ta nadal poszukiwała Gotoviny. Swoim pociągnięciem Carla Del Ponte powiększyła rozłam między "katolickim" i "protestanckim" blokiem w UE i rozpętała dyskusje, które mogłyby zapewne wstrzymać proces wejścia Chorwacji do Unii. "Sfrustrowana jako katoliczka" (to jej własne słowa) pani prokurator wyznała, że jest "podwójnie rozczarowana" Watykanem. A to dlatego, że "Kościół rzymskokatolicki (chorwacki przede wszystkim) i watykańska hierarchia ochraniają jednego z najbardziej poszukiwanych zbrodniarzy", Gotovinę.

Do tych konkluzji Carla Del Ponte doszła, obserwując poczynania Kościoła katolickiego, ale także watykańskiej hierarchii z arcybiskupem Giovannim Lajolo, watykańskim szefem dyplomacji na czele. Del Ponte spotkała się z nim 1 lipca i zażądała pełnej współpracy przy poszukiwaniach Ante Gotoviny, a także tego, by Watykan wywarł nacisk na katolickie duchowieństwo i hierarchów Kościoła w Chorwacji, których opinia publiczna uważa za głównych obrońców Gotoviny.

Jednakże opinia publiczna nie wie, że Del Ponte domagała się wówczas rozmowy bezpośrednio z papieżem Benedyktem XVI, a nie z jego szefem dyplomacji. Dysponowała bowiem informacjami, że bezpośrednio przed śmiercią papieża Jana Pawła II abp Lajolo zaprosił na rozmowę ambasadorów USA, Wielkiej Brytanii i Holandii, by "lobbować" na rzecz przyłączenia Chorwacji do UE. Jednocześnie "w bardzo niedyplomatyczny sposób" wytknął ambasadorom, że w polityce prowadzonej przez rządy ich państw w odniesieniu do Chorwacji można dostrzec "antykatolickie nastawienie". Trybunał próbował za pośrednictwem przedstawicielstwa Watykanu w ONZ dotrzeć bezpośrednio do papieża, ale odmówiono Carli Del Ponte spotkania, udzielając suchego uzasadnienia, że Ojciec Święty w tym momencie, kiedy zajęty jest zaznajamianiem się ze swą nową posługą, ograniczył zakres swoich protokolarnych obowiązków, tak więc najpierw przyjmować będzie jedynie szefów państw, monarchów i premierów.

Lajolo: To nie nasza sprawa

Jednym z powodów, dla którego Del Ponte domagała się rozmowy z papieżem, jest to, że w tym właśnie czasie trwała promocja książki Benedykta XVI poświęconej europejskiej integracji i koncepcji Europy widzianej z perspektywy światopoglądu katolickiego. A ponieważ Chorwacja to jedyne katolickie państwo w Europie, które nie jest członkiem UE, jasne wydaje się założenie, że wśród priorytetów Watykanu musi być jego szybkie przyłączenie do Unii. Główną przeszkodą na drodze dalszego procesu integracji jest sprawa Ante Gotoviny i domniemana negatywna rola części Kościoła katolickiego w Chorwacji, uznano więc za naturalne, że należy o tym rozmawiać z czołowym architektem katolickiej Europy Benedyktem XVI, by usunąć przeszkody na drodze do ostatecznego przyłączenia Chorwacji.

Na rozmowy z abp. Lajolo sztab Carli Del Ponte dostarczył między innymi fotokopie i tłumaczenia wywiadów udzielonych przez kilka spośród wielu wybitnych postaci chorwackiego Kościoła katolickiego, w których jasno rysowała się ich antyhaska i antyeuropejska postawa. Przypomnijmy choćby tylko wywiad kontrowersyjnego stygmatyka ks. Zlatka Sudaca, „tuby” nieformalnej, ale wpływowej frakcji Kościoła, w którym to wywiadzie Sudac otwarcie wzywał Gotovinę, by nie oddawał się w ręce Hagi i formułował antyeuropejskie tezy, twierdząc, że Chorwacji wcale nie jest potrzebne przystąpienie do UE. Zaledwie w kilka dni później Mile Bogović, biskup Senja i Gospicia, niemalże explicité podtrzymał stanowisko Sudaca, przeciwstawiając się tym samym bezpośrednio wiceprzewodniczącemu europejskiej konferencji biskupów i arcybiskupowi zagrzebskiemu Josipowi Bozaniciowi, który w tym samym czasie powiedział wprost, że „patriotyzmu nie demonstruje się na plakatach”.

Ten, nazwijmy go, konflikt wokół Gotoviny, ale też wokół Jeleny Brajszy [dyrektorka Caritas w Zagrzebiu, oskarżona o tuszowanie pedofilii w podległym jej domu dziecka - red.] i rozmaite inne wydarzenia pokazują, że w chorwackim Kościele katolickim istnieją dwie przeciwstawne tendencje: Bozanicia i Bogovicia. W takim to właśnie kontekście prokurator Carla Del Ponte domagała się od Lajoli, by Watykan odciął się od oświadczenia Bogovicia, że "Trybunał jest sądem politycznym, którego celem jest wypaczanie chorwackiej przeszłości, a Gotovina to symbol zwycięstwa". Tymczasem jednak Lajolo oznajmił pani prokurator, że "Stolica Apostolska nie ponosi bezpośredniej odpowiedzialności za poszczególnych biskupów", co nie tylko nie jest ścisłe, ale brzmi wręcz niepoważnie dla każdego, kto choćby trochę zna model rządzenia Kościołem katolickim.

Po tej rozmowie Carla Del Ponte z końcem lipca wystosowała obszerny, szczegółowy list do Papieża, w którym wyłożyła swoje stanowisko. W ten sposób także Papieża uczyniła (współ)odpowiedzialnym, parafrazując słowa Jana Pawła II, który, odnosząc się swego czasu do wojny w byłej Jugosławii, powiedział: "Tym razem nikt nie może powiedzieć, że nie wiedział, co znaczy, że wszyscy jesteśmy (współ)odpowiedzialni za to, co się tam dzieje". Wysyłając list, Carla Del Ponte wyczerpała wszystkie możliwości bezpośredniego kontaktu z Watykanem i tym samym otworzyła sobie przestrzeń do manewru: przerzucenia piłeczki na forum europejskie. A ponieważ nie otrzymała odpowiedzi od Papieża w "żadnym rozsądnym terminie", zdecydowała się na ofensywę i nacisk polityczny za pośrednictwem opinii publicznej.

Franciszkanie: Gotovina tak, Gotovina nie

Teza Carli Del Ponte, że generał Gotovina ukrywa się w klasztorach Franciszkanów w Chorwacji (i w Hercegowinie), nie jest wcale nowa. Swoje opinie opiera ona na informacjach dostarczonych przez służby wywiadowcze kilku krajów. Wielokrotnie mówiła o tym szczegółowo na zamkniętych spotkaniach przedstawicieli instytucji UE, co potwierdzają źródła dyplomatyczne.

O tym, że część Kościoła katolickiego i zakonu franciszkanów byłaby gotowa dać schronienie Gotovinie, świadczy także oświadczenie Andrii Bilokapicia, przeora klasztoru św. Franciszka w Zadarze dla gazety "24 sata": "Carla Del Ponte obdarzyła nas komplementem, ale my tego od niej nie potrzebujemy. Byłby to zaszczyt dla zakonników ukrywać bohatera Wojny Ojczyźnianej, generała Ante Gotovinę, lecz on znajduje się w o wiele bardziej bezpiecznym miejscu niż nasz klasztor".

Jednocześnie jego zwierzchnik z Zadaru, prowincjał franciszkańskiej prowincji zakonnej św. Hieronima, ojciec Bernardin Szkunca powiedział gazecie "Jutarnji list": "Dobrze znam swoje klasztory i swoich zakonników i wiem, że żaden z nich nic takiego by nie uczynił nawet w myślach. Potwierdzam, że szanujemy trybunał w Hadze, szanujemy i kochamy swoją ojczyznę, szanujemy zatem także naszych bohaterów, ale czegoś takiego, o co nas się oskarża, nawet w najśmielszych myślach nigdy nie zapragnęlibyśmy uczynić".

Nie dziwmy się zatem stanowisku Carli Del Ponte. Jak mają poradzić sobie i Haga, i wspólnota międzynarodowa wśród tych tak diametralnie przeciwstawnych sobie stanowisk w tym samym zakonie franciszkanów? Z jednego oświadczenia wyczytać można, co większość zakonników myśli, a z drugiego to, co mądrzy zwierzchnicy muszą mówić, by usłyszały ich uszy świata. A jedno i drugie to - Kościół katolicki.
platon
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3540
Dołączył(a): 03.08.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) platon » 18.10.2005 21:35

Powstanie Jugosławii

Data: 1 grudnia 1918


Najbardziej dramatycznym ciągiem wydarzeń społeczno – politycznych w Europie w ostatniej dekadzie XX w. był rozpad Jugosławii. Powstałe w 1918 r. państwo południowych Słowian, noszące do 1929 r. nazwę Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców, przetrwało 73 lata. Kres jego istnieniu położyła wojna domowa, która wybuchła w czerwcu 1991 r., kiedy to zdominowana przez Serbów armia federalna uderzyła na Słowenię i Chorwację, które wcześniej ogłosiły niepodległość.

Istnienie Jugosławii jest dziś bezpowrotną – najprawdopodobniej – przeszłością. Myśl o ponownym powstaniu państwa jednoczącego żyjących nad Adriatykiem Słowian wydaje się obecnie czymś równie – jeśli nie bardziej – absurdalnym, niż myśl o odrodzeniu się Związku Radzieckiego.

Skąd zatem Jugosławia w ogóle się wzięła? Jak w okresie, kiedy w Europie tworzyły się państwa narodowe doszło do powstania struktury będącej prawdziwą mozaiką różnych narodów i grup etnicznych, które co prawda mówiły podobnymi językami, lecz wyznawały różne religie i – co ważniejsze – należały do rozmaitych kręgów kulturowych?

Z głów intelektualistów

Idea powstania Jugosławii pojawiła się w głowach intelektualistów serbskich i chorwackich podczas odrodzenia narodowego w XIX w. Osnową pomysły utworzenia wspólnego państwa południowych Słowian było etniczne pokrewieństwo poszczególnych grup narodowościowych i zagrożenie przez wrogów – Austriaków, Greków, Węgrów i Włochów, a także słowiańskich Bułgarów. Poszczególne nacje były zbyt słabe, by samodzielnie przeciwstawić się czyhającym na nie zagrożeniom. Serbskim i chorwackim intelektualistom wydawało się, że jeśli „słowiańscy bracia” zjednoczą się we wspólnym państwie, to łatwiej będzie im sprostać przeciwieństwom losu.

Przed I wojną światową

Sytuacja ziem południowosłowiańskich wyglądała następująco:

Słowenia była częścią Austrii, a przetrwanie narodu słoweńskiego było możliwe wyłącznie dzięki ogromnemu uporowi słoweńskich chłopów i heroicznym działaniom duchownych protestanckich.
Chorwacja od kilkuset lat pozostawała w unii z Węgrami (tworzącymi przed 1918 r. wspólne państwo z Austrią), które – jako silniejszy partner – zdominowały jej elitę społeczno – kulturalną i w efekcie zaczęła ona ulegać powolnej madziaryzacji. W XIX w. na ziemiach chorwackich rozpoczął się proces odrodzenia narodowego, w którym główną rolę odgrywało bogate mieszczaństwo.
Bośnia i Hercegowina, stanowiąca prawdziwą mozaikę trzech grup etnicznych – Serbów, Chorwatów i Bośniaków - część przyszłej Jugosławii od 1908 r. była prowincją monarchii austro–węgierskiej. Spośród żyjących w niej nacji tylko Serbowie i Chorwaci mieli wyraźne poczucie odrębności narodowej. Inaczej było z Bośniakami – istniejące w średniowieczu Królestwo Bośni nie zdołało w nich takiego poczucia wyrobić. Po najeździe tureckim przeważająca część Bośniaków przyjęła islam, a niektórzy z nich zrobili oszałamiające kariery na dworze sułtańskim w Stambule. Oderwanie Bośni i Hercegowiny od Turcji było dla Bośniaków prawdziwym szokiem
Serbia – od 1878 r. niezależne państwo, początkowo pod władzą proaustriackiej dynastii Obrenoviciów, później pod władzą prorosyjskiej dynastii Karadziordzieviciów.
Macedonia – przed wojnami bałkańskimi w granicach imperium osmańskiego, potem podzielona między Serbię, Bułgarię i Grecję. Zamieszkała przez Słowian, których Bułgarzy uważali za Bułgarów, a Grecy za mówiących słowiańskim językiem Greków. Sami mieszkańcy tej krainy określali się mianem Macedończyków.
Czarnogóra – niezależne i nigdy nieujarzmione przez Turków królestwo, położone w górach.
Strzały w Sarajewie

Sposobność do realizacji idei utworzenia Jugosławii dała I wojna światowa. Wojnę tę w sposób symboliczny rozpoczęli południowi Słowianie, którzy 28 VI 1914 r. dokonali w Sarajewie zamachu na austriackiego następcę tronu, arcyksięcia Ferdynanda. Organizatorem tej akcji była organizacja serbskich nacjonalistów „Czarna Ręka”, a człowiekiem, który oddał strzały do arcyksięcia był urodzony w Bośni Gawriło Princip.

W 1915 r. powstał w Londynie Komitet Jugosłowiański. W 1917 r. południowosłowiańscy posłowie do parlamentu austriackiego utworzyli parlamentarny Klub Jugosłowiański. W lipcu tego samego roku przedstawiciele Komitetu Jugosłowiańskiego i rząd serbski podpisali na wyspie Korfu wspólną deklarację zapowiadającą utworzenie wspólnego państwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców pod berłem rządzącej Serbią dynastii Karadziordzieviciów. W październiku 1918 r. w Zagrzebiu powstała Rada Narodowa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, a chorwacki Sabor (parlament) zerwał unię z Węgrami. W listopadzie tego samego roku parlamenty Czarnogóry i Wojewodiny podjęły uchwały o przyłączeniu się do państwa serbskiego.

Proklamacja

Kulminacyjnym punktem procesu jednoczenia się południowych Słowian było proklamowanie 1 grudnia 1918 r. Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców. Jego regentem, a od 1921 r. królem, został Aleksander I Karadziordziević.

Potrójne morderstwo

Życie polityczne w Królestwie Serbów, Chorwatów i Słoweńców od samego początku zdominował konflikt między dążącymi do dominacji Serbami a Chorwatami i Macedończykami, którzy chcieli zachować większą niezależność. Kulminacyjny moment tego konfliktu miał miejsce w roku 1928, kiedy to czarnogórski poseł zastrzelił w Skupstinie (parlamencie) trzech przywódców Chorwackiej Partii Chłopskiej. W zaistniałej po zamachu sytuacji, groźnej dla istnienia państwa, Aleksander I Karadziordziević zawiesił konstytucję i zdecydował się na rządy osobiste. Aby bardziej zunifikować państwo (w którym Serbowie odgrywali rolę kluczową) zmieniono jego nazwę na Królestwo Jugosławii, a nadto dokonano podziału kraju na banowiny, znosząc historycznie ukształtowane krainy, z których powstało królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców.

Śmierć króla

W 1931 r. król Aleksander I nadał Jugosławii nową konstytucję, rozszerzającą prerogatywy monarchy i ograniczającą prawa i wolności obywatelskie oraz samą demokrację. W 1934 r. Aleksander I zginął w zamachu zorganizowanym przez terrorystów chorwackich i macedońskich. W imieniu następcy tronu, Piotra, władzę przejęła Rada Regencyjna.

Czetnicy i ustasze

W czasie II wojny światowej na Jugosławię najechały Niemcy, przy współudziale Włochów, Bułgarów i Węgrów. Część terytorium okupanci włączyli do swoich państw, na pozostałej części powstały: Niezależne Państwo Chorwackie (obejmujące także Bośnię i Hercegowinę) i Królestwo Czarnogóry (pod patronatem włoskim), a w okrojonej Serbii Niemcy powołali marionetkowy rząd M. Nedicia. Walkę przeciwko okupantom podjęli serbscy partyzanci – czetnicy pod dowództwem D. Mihailovicia, wierni królowi i rządowi na emigracji oraz komunistyczni partyzanci Josifa Broz–Tito. Wojna wyzwoleńcza w Jugosławii stała się wkrótce wojną domową, gdyż po stronie Niemców walczyli chorwaccy ustasze i oddziały gen. Nedicia, a czetnicy i komuniści zwalczali się nawzajem.

Nowa federacja

W 1945 r. proklamowano powstanie Federacyjnej Ludowej Republiki Jugosławii, złożonej z sześciu republik – Serbii (w skład której wchodziły autonomiczny region Wojewodina oraz mający podobny status okręg Kosowa i Metochii), Chorwacji, Macedonii, Bośni i Hercegowiny, Słowenii i Czarnogóry. W styczniu 1946 r. Skupstina uchwaliła konstytucję, która usankcjonowała zniesienie monarchii i przeprowadzoną już wcześniej nacjonalizację przemysłu.

Rządy Tito

Niepodzielnie panującą w powojennej Jugosławii siłą polityczną był Związek Komunistów Jugosławii, na którego czele stał dowódca komunistycznej partyzantki z okresu II wojny światowej, gen. Josif Broz–Tito. Rządzona przez niego Jugosławia była nie mniej totalitarną dyktaturą, niż którekolwiek z pozostałych państw komunistycznych w Europie środkowej i wschodniej.

Jednocześnie Tito prowadził politykę niezależności od ZSRR. Jej skutkiem był, z jednej strony, ostry konflikt ze Stalinem (w 1948 r. Komunistyczną Partię Jugosławii wykluczono z Biura Informacyjnego Partii Komunistycznych i Robotniczych, a Tito nazywany był m.in. w Polsce „psem łańcuchowym imperializmu”), z drugiej, uzyskanie pomocy gospodarczej od Zachodu.

Kryzys państwa

Rządy Tito trwały do jego śmierci w roku 1980. Po śmierci marszałka Tito odżyły, tłumione wcześniej jego autorytetem i dyktatorską formą sprawowania władzy, antagonizmy narodowościowe. Narastający w latach 80 kryzys gospodarczy i strach przed rozpadem federacji – w której, podobnie jak przed wojną, największą rolę odgrywali Serbowie – wywołały wzrost nacjonalizmu wśród Serbów. Na fali serbskiego nacjonalizmu w 1989 r. prezydentem Serbii został wyznający skrajnie nacjonalistyczne poglądy przywódca tamtejszych komunistów, Slobodan Miloąević.

Po dojściu do władzy Miloąevica najbardziej widocznym zjawiskiem w życiu politycznym Jugosławii stał się serbski nacjonalizm. Jego przejawem było m.in. zniesienie w 1990 r. autonomii Wojewodiny (z liczną mniejszością węgierską) i Kosowa, zamieszkanego głównie przez Albańczyków.

Przed rozpadem

Wprowadzanych przez Miloąevica porządków mieli jednak dość Chorwaci i Słoweńcy. W 1990 r. w poszczególnych republikach Jugosławii odbyły się demokratyczne wybory parlamentarne (nie odbyły się one nigdy na szczeblu całej federacji). Poza Serbią, gdzie wybory wygrała wywodząca się z ZKJ Socjalistyczna Partia Serbii Slobodana Miloąevica i Czarnogórą, gdzie wybory wygrali komuniści, zwycięzcą głosowania były partie narodowe.

Koniec państwa

W czerwcu 1991 r. Chorwacja i Słowenia ogłosiły niepodległość. W tym samym miesiącu zdominowana przez Serbów armia federalna zaatakowała Słowenię. Wojna w tej najbardziej wysuniętej na zachód republice Jugosławii trwała 10 dni. Po wycofaniu się armii jugosłowiańskiej ze Słowenii wojna przeniosła się do Chorwacji, gdzie trwała do początku 1992 r. Ogłoszenie deklaracji niepodległości przez Bośnię i Hercegowinę (X 1991) i Macedonię (XI 1991) sprawiło, że Socjalistyczna Federacyjna Republika Jugosławii (nazwa przyjęta w konstytucji z 1963 r.) rozpadła się w sposób ostateczny. Nie znaczy to jednak, że "kocioł bałkański" wygasł na zawsze - napięcia w tym rejonie Europy są nadal silne.

Bartłomiej Kozłowski
aneta_jacek
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1065
Dołączył(a): 05.07.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) aneta_jacek » 19.10.2005 07:33

...... A kto prośby nie usłucha ....
tego czeka w koncu skrucha,
pieczemy dzis jabłka i ryz,
nie chcecie od nas jadla napoju,
zostawcie nas wiec w spokoju .....
A kysz, a kysz, a kysz .....


:D
platon
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3540
Dołączył(a): 03.08.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) platon » 19.10.2005 10:42

Zbrodnie o które oskarżony jest generał Gotovina zostały popełnione w trakcie operacji „Burza”. Dotyczą bezprawnego zabicia co najmniej 150 Serbów chorwackich, obrabowanie i niszczenie mienia, co miało na celu zniechęcenie lub powstrzymanie Serbów chorwackich od powrotu do ich domów. Ante Gotovina przebywa obecnie na wolności, najprawdopodobniej w Chorwacji.



„Zadanie uporania się z bezkarnością za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, których popełnienie zarzuca się członkom Armii Chorwackiej oraz policji, nie powinno spoczywać jedynie na Trybunale. Chorwackie władze muszą przeprowadzić szczegółowe i bezstronne dochodzenia w tych sprawach, cofając się aż do roku 1991, kiedy rozpoczął się konflikt zbrojny” powiedział Omer Fisher.



Próby postawienia sprawców zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości na Serbach chorwackich przed wymiarem sprawiedliwości są jak na razie nieskuteczne. Postępowania przed sądami krajowymi zakończyły się jedynie kilkoma wyrokami, a problem bezkarności wciąż pozostaje nierozwiązany.



Poniższy przypadek to jedynie przykład możliwej porażki w doprowadzeniu przed wymiar sprawiedliwości wszystkich sprawców pogwałceń praw człowieka w trakcie wojny. W nocy, z 3 na 4 października 1991 roku, sześciu pojmanych rezerwistów Armii Jugosłowiańskiej zostało, według relacji, przeniesionych przez mężczyzn w mundurach chorwackiej policji specjalnej z miejsca ich zatrzymania ( Komisariat Policji w Bjelovar) do lasu niedaleko Malo Korenovo. Zostali tam zastrzeleni. Upłynęło prawie 15 lat od czasu tej zbrodni, a wciąż pozostaje ona niewyjaśniona. Podejrzewani o udział w tej zbrodni trzej byli chorwaccy policjanci oraz jeden wciąż pełniący służbę w policji stanęli przed sądem i w 2001 roku zostali uniewinnieni przez Sąd Okręgowy w Bjelovar. W maju 2004 roku chorwacki Sąd Najwyższy uchylił ten wyrok i zarządził ponowny proces. Kolejne postępowanie, które rozpoczęło się w listopadzie 2004 roku w Sądzie Okręgowym Varazdin, zakończyło się uniewinnieniem w lutym 2005 roku, z powodu braku dowodów.



Kryteria kopenhaskie Unii Europejskiej wymagają, by instytucje kraju kandydującego gwarantowały demokrację, rządy prawa, przestrzeganie praw człowieka oraz poszanowanie i ochronę mniejszości.



„Nieudolność chorwackich władz w poruszaniu tematu łamania praw człowieka w czasie wojny jest poważną przeszkodą w realizacji rządów prawa i poważnie osłabia powojenne pojednanie” stwierdza Omer Fisher.





Tło wydarzeń



Deklaracja niepodległości Chorwacji od Socjalistycznej Federacji Republik Jugosławii z czerwca 1991 roku pociągnęła za sobą konflikt zbrojny pomiędzy Armią Chorwacji a siłami zbrojnymi Serbów chorwackich, wspomaganych przez Jugosłowiańską Armię Ludową, który zakończył się w 1995 roku. W trakcie trwania konfliktu, w latach 1991-1995, masowych i poważnych pogwałceń praw człowieka dopuściły się wszystkie strony konfliktu – siły zbrojne Chorwacji, Serbii i Jugosławii. Były to między innymi samowolne zabójstwa, tortury, gwałty, „zaginięcia”, samowolne więzienie i bezprawne wygnania z kraju; setki tysięcy ludzi stało się uchodźcami lub uchodźcami wewnętrznymi.



Około 300,000 Serbów chorwackich opuściło Chorwację w trakcie konfliktu. Szacuje się, że ponad 200,000 chorwackich uchodźców, w większości Serbów chorwackich, przebywa w państwach sąsiedzkich lub innych. Serbowie chorwaccy, którzy wrócili, są dyskryminowani przy zatrudnianiu, przyznawaniu mieszkań, a także w dostępie do ich praw socjalnych czy ekonomicznych.
platon
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3540
Dołączył(a): 03.08.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) platon » 19.10.2005 10:43

Serbskie spory o historię najnowszą i jej skutki


Pamiętać, ale jak?

Wojciech Stanisławski z Belgradu





W Serbii politycy przestają się interesować przeszłością: w niedawnej kampanii prezydenckiej nikt prócz radykalnych nacjonalistów nie odwoływał się do dziejów ostatniej dekady. Historia najnowsza i doszukiwanie się sprawiedliwości stają się za to przedmiotem coraz ciekawszych polemik między ludźmi, którzy niedawno jeszcze razem walczyli o demokrację i zgadzają się, że w latach 90. Serbowie popełniali liczne zbrodnie.


Na pierwszy rzut oka polemiki te zdają się częścią szerszego zjawiska: obserwowanego od kilku lat w naszej części Europy „odmrożenia pamięci”. Nie jest to jedak analogia do końca prawdziwa. Tylko najbardziej niezależnie myślące jednostki w Belgradzie dojrzały, aby rozważać zbrodnie lub międzypaństwowe spory minionego półwiecza, jak dzieje się to w Czechach czy Polsce. Póki co silniejszym bodźcem dla serbskich dyskusji są wydarzenia ostatnich lat – i haski proces Miloševicia. Analogię z debatami w Europie Środkowej dostrzec można natomiast w czymś innym: w coraz ostrzejszym podziale na „moralizatorów” i „real-polityków”; na tych, którzy mają ambicje „wychowywania społeczeństwa” i tych, którzy chcą ukazać mu prawdziwy obraz przeszłości bez popadania w samooskarżenia. Oczywiście zostaje jeszcze trzecia i najliczniejsza strona: wszyscy niechętni kwestionowaniu niedawnej przeszłości. Nie trzeba dodawać, że konflikty „moralistów” i „realistów” umacniają ich pozycje.
Tendencje te widać było szczególnie podczas dwóch niedawnych wydarzeń: objazdowej wystawy zdjęć amerykańskiego fotoreportera Rona Haviva i toczącej się już trzeci miesiąc na łamach tygodnika „Vreme” polemiki, dla której punktem wyjścia był sposób relacjonowania procesu Miloševicia. Oba przerodziły się w spór, jak przekazywać społeczeństwu prawdę o wydarzeniach (i zbrodniach) ostatnich 12 lat.

Krew, miód i gaz łzawiący

Z wystawą rzecz jest bardziej jednoznaczna: Haviv, współpracownik m.in. „Newsweeka”, w pierwszej połowie lat 90. starał się dokumentować wojny i zbrodnie w Chorwacji, Sławonii i Bośni. Opublikowany pod koniec lat 90. album „Krew i miód” zrobił – jeśli można tak to ująć – furorę [http://www.photoarts.com/haviv/bloodandhoney/], a zdjęcie przedstawiające wynędzniałych jeńców za drutami obozu koncentracyjnego w Trnopolju obiegło świat.
Latem tego roku wystawa Haviva na zaproszenie jednej z fundacji dotarła do Serbii – i stało się to, co nietrudno było przewidzieć. W Nowym Sadzie, Czaczku, Kragujevcu, Użicach krótko ostrzyżona i „patriotyczna” młodzież – przy biernej postawie policji i nierzadko przychylnej widzów – protestowała przeciw „antyserbskiej prowokacji”. Możliwe, że protestów nikt nie inspirował, a źródłem powtarzalności obelg, zakładania t-shirtów z portretem Karadżicia [ściganego dziś lidera Serbów w Bośni – red.], skandowania „Tu jest Serbia!” czy wrzucania na wystawę petard z gazem łzawiącym może być po prostu ubóstwo wyobraźni.
Sprawa wydaje się jednoznaczna – i takich też, jednoznacznych, doczekała się komentarzy. Nie sposób bronić osiłka, policzkującego organizatorkę za jakoby „znieważanie chwały serbskiego oręża”; pomijając już, że na zdjęciach żadnej chwały dostrzec nie sposób. Być może jednak tu pies jest pogrzebany? Haviv dokumentował niemal wyłącznie poczynania (nierzadko zbrodnie) Serbów. Tylko żołnierze serbscy paradują w papachach, tylko oni triumfalnie pociągają rakiję na ulicy zdobytego miasteczka – choć wiadomo, że armia chorwacka abstynencji nie ślubowała.
Zdjęcia są prawdziwe, co nie wyklucza faktu, że dobrane zostały w sposób mało korzystny dla Serbów. Warto pamiętać o tym kontekście: agresję osiłków i obojętność na nią „serbskiej ulicy” wywołuje nawet nie poruszanie kwestii zbrodni, co uznawania, a prori Serbów za jedynych winowajców. To, naturalnie, przerysowany obraz – ale nie da się podjąć rozmowy o przeszłości bez uwzględnienia tego czułego miejsca w serbskiej świadomości.

„Wojna o pamięć”

O tym, jakie rozmiary ono zajmuje, przekonuje jednak dopiero dyskusja na łamach „Vreme”, rozpoczęta w sierpniu i nadal daleka od zakończenia, której protagonistami stali się z jednej strony aktywiści belgradzkiego Komitetu Helsińskiego, z drugiej – redakcja tygodnika i dziennikarze rozgłośni radiowo-telewizyjnej B-92.
O randze tej dyskusji świadczy nie tylko temat i intensywność, ale osoby protagonistów: większość to ludzie-legendy. Legendarne jest prowadzone przez Verana Maticia i Saszę Mirkovicia radio B-92 – najbardziej wpływowy, zwłaszcza wśród młodego pokolenia, opozycyjny środek przekazu II połowy lat 90., wówczas zamykany i zagłuszany, a dziś rozrastający się o profesjonalną informacyjną witrynę internetową, wydawnictwo książkowe i lokalną TV. Opozycyjny rodowód ma też tygodnik „Vreme” Dragoljuba Żarkovicia.
Ale także ich polemiści szczycą się świetnymi nazwiskami: Komitet Helsiński odgrywa do dziś w Jugosławii rolę o wiele istotniejszą niż jego odpowiedniki w szczęśliwszych krajach Europy Środkowej. Jego przewodnicząca Sonja Biserko to jedna z najbardziej zasłużonych weteranek serbskiej opozycji, a liczne wydawnictwa Komitetu należą do najuważniej czytywanych w Belgradzie tytułów. Obie strony sporu to zatem, użyjmy tego słowa, bohaterowie. Co się stało, że wybuchła między nimi „wojna o pamięć”?
Streszczanie debat prasowych to niewdzięczne zadanie; tym bardziej dotyczy to sporu o „denazyfikację Serbii” lub „dehelsinkizację Biserko”, co proponują sobie nawzajem strony, nie przebierając w epitetach. Trudność stanowi nie tylko objętość debaty (każdy numer tygodnika przynosi kilkanaście listów do redakcji i tekstów; jedna z pierwszych i jeszcze niewinnych złośliwości polemicznych dotyczyła wizji „Vreme” w roku 2084, kiedy to zdaniem humorysty Dejana Nikolicia będzie się on składać wyłącznie z polemik, oświadczeń i kontr-oświadczeń), lecz również jej temperatura i wielowątkowość.
Tej pierwszej można pozazdrościć: w sporze biorą udział świetne pióra i choć sami autorzy, prywatnie często (do wybuchu sporu) zaprzyjaźnieni wyrażali ubolewanie, że „ulica” nadstawia uszu na kłótnie „w rodzinie”, to w imieniu tejże ulicy można tylko wyrazić uznanie. W imieniu „ulicy” polskiej również: po polskich politycznych fechtunkach na kłonice, belgradzkie złośliwości wydają się zapisem podwieczorka u markizy de Merteuil.
Gorzej z wielowątkowością: początkowy casus belli – skrytykowanie przez Sonję Biserko trybu relacjonowania przez „Vreme” i B-92 procesu Miloševicia w sposób jakoby „zbyt neutralny”, a więc przychylny oskarżonemu – został porzucony na rzecz debaty o koncepcji „serbskiej winy zbiorowej”, a z czasem – dociekań o motywacji „ludzi Komitetu” i „ludzi mediów”. Swój atak Biserko i Luković podjęli na łamach chorwackiego tygodnika „Feral Tribune”: skrytykowany przez nich „obiektywizm” mediów prowadzić ma do tego, że stosunek nowych serbskich elit do zbrodni Miloševicia pozostaje równie przychylny, jak w przypadku jego pretorian, tyle że dziś ich wybielanie dokonuje się w bardziej subtelny sposób: przez „de-etnizację” ofiar wojen, czyli jakoby zacieranie faktu, że w ich wyniku mamy do czynienia z chorwackimi i bośniackimi ofiarami serbskich zbrodni.
Zaatakowani dziennikarze zaczęli się bronić: w imieniu „Vreme” zrobił to naczelny Dragoljub Żarković, per analogiam do „de-etnizacji” tworząc kolejny dziwoląg: „dehelsinkizację”, której proponował poddać Komitet. Jego zdaniem „każda próba obwiniania całego narodu za zbrodnie jest w swej istocie rasistowska, jeśli nie totalitarna”, a takiej operacji dokonuje Komitet Helsiński. W obronie Biserko wystąpiła jej współpracowniczka z Komitetu Natasza Kandić, a także (mniej zasłużona dla walki o demokrację, lecz nadrabiająca to skłonnością do prowokacji obyczajowych) Svetlana Slapsztak, pierwsza dama postjugosłowiańskiego feminizmu. Zaczęło się robić groźnie: po „helsińskiej” stronie barykady znalazły się – prócz Srdjana Popovicia, kiedyś współzałożyciela „Vreme”, a dziś („wojny o pamięć” zmieniają bieg okopów) sekundującego Biserko – jedynie damy i wokół ich oponentów zaczął się unosić zapaszek machismo; zabójcza broń w polemice oświeconych, tym bardziej na Bałkanach, gdzie zarzut ten częściej jest zasadny niż pod innymi szerokościami geograficznymi.
Ale meritum sporu dotyczyło nie kobiet, lecz koncepcji rozliczania przeszłości i motywów, jakimi kierują się jej zwolennicy.

Gdzie są winowajcy?

Spór o „zakres winy” jest dla przyszłej Serbii tym ważniejszy, że obie strony są zgodne co do meritum: serbscy politycy, wojskowi, policjanci itd. dopuszczali się przestępstw. Niezależnie od dochodzenia sprawiedliwości na drodze prawnej (tu też strony są zgodne), zadaniem dla elit jest uświadomienie społeczeństwu – przez ponad dekadę poddawanemu propagandzie – zasięgu i wagi tych zbrodni. Jak to jednak robić: jak prezentować bałkańską krwawą dekadę? Czy rzeczywiście, jak chce Popović, „Serbia kipi od nieukaranych winowajców”?
„Co to znaczy – polemizuje felietonista „Vreme” Stojan Cerović – Serbia kipiąca od winowajców? Jak reagować na takie oskarżenie? Czy wszyscy, na których patrzymy na ulicy, to kryminaliści? Może oszczędzimy choć najmłodszych i najstarszych? Oczywiście, że nasze państwo powinno ich ścigać. Oczywiście, że powinniśmy rozmawiać o tym, jak to było możliwe, że w którymś momencie Milošević otrzymał niemal jednomyślne poparcie. Czy jednak musimy to robić w ten sposób?”.
Warto wrócić tu do wystawy Haviva: kluczem do intensywności sporów o przeszłość wydaje się fakt, że ogromna większość Serbów czuje się „zdemonizowana” przez światową opinię publiczną. Niewiele spotkałem w Belgradzie osób, które negowałyby, że w Bośni i Chorwacji strona serbska dopuściła się zbrodni; niemal równie niewielu wśród nich nie czuło się co najmniej rozgoryczonymi, że „świat wie tylko o Karadżiciu i Srebrenicy”. Naturalnie postawa taka ma dziesiątki odcieni: od sporów, kogo uznać za inicjatora konfliktu, przez przywoływanie „białych plam” na koncie armii bośniackiej i chorwackiej, aż po pragnienie przypomnienia jedynie, że i takie działania się zdarzyły.
Tym bardziej warto pamiętać, że choć globalizacja nie dokonała się jeszcze na płaszczyźnie politycznej, jest ona faktem, gdy mowa o środkach przekazu. To, jak postrzegani jesteśmy przez „świat” (który z tym rzeczywistym najczęściej wspólną ma jedynie wypukłą kulistość soczewki kamery) i jak zostaniemy przezeń zapamiętani, ma dla współczesnych coraz większe znaczenie. A Serbowie obawiają się, że świat pamięta ich jako naród zbrodniarzy. To wynikająca z obolałości przesada, lecz czytelników, którzy wątpiliby, czy coś jest na rzeczy, zachęcam, by spróbowali sobie przypomnieć, ile procesów toczy się dziś przed Trybunałem ds. zbrodni w b. Jugosławii? Otóż na wokandzie widnieją nazwiska kilkunastu oskarżonych, w tym Bośniaków i Chorwatów; większość z nas pamięta jednak tylko Miloševicia.

Pułapki dawnych ról

„Ludzie Helsinek” nie mają wątpliwości, co robić: „Priorytetem nowych władz – i nas wszystkich – powinno być przyjęcie odpowiedzialności za przestępstwa, jakich dopuścił się poprzedni reżim” – twierdzi Natasza Kandić. Od takiego przekonania niedaleko do oskarżenia mediów o „diabelskie przymierze” (Kandić) ze zwolennikami Miloševicia czy stwierdzenia, że są one „równie totalitarne jak nacjonalizm, który uruchomił całą wojnę” (Biserko).
Niewątpliwie, zacietrzewienie zaprowadziło „ludzi Helsinek” za daleko. A jednocześnie można ich zrozumieć: raz przyjąwszy jako zasadę absolutną bezkompromisowość, trudno z niej zrezygnować. Ten mechanizm trafnie opisał Cerović, charakteryzując postawy dawnych przyjaciół z opozycji demokratycznej: „Wszyscy ci, którzy czują się odrzuceni przez społeczeństwo, są tym bardziej przekonani, że to oni mają rację, że trafiają w sedno, że dotknęli tego, co najistotniejsze i że muszą w tym wytrwać. (...) Nigdy nie znuży ich powtarzanie, że uznanie winy i odpowiedzialności zbiorowej za zbrodnie wojenne jest najważniejszym zadaniem, którego trzeba dokonać, by Serbia mogła wrócić do świata”.
Cerović sformułował swą opinię w sposób wolny od demaskatorskiego triumfalizmu. I rzeczywiście, można mówić (ze współczuciem) o skutkach ubocznych zagrożeń, jakim przez lata poddani byli działacze serbskiej opozycji. Czy zresztą ta subtelna pokusa psychologiczna zagraża tylko mieszkańcom Belgradu? W Europie Środkowej jest więcej osób publicznych, które znalazłszy się – w konkretnej sytuacji i za sprawą swej niewątpliwej prawości – w roli „sumienia narodu”, nie potrafią się z nią rozstać, przekonani, że została im przypisana trwale.
Trudno o postawę, która skuteczniej wyzwalałaby irytację. Belgrad skłócony jest dziś niczym Warszawa przed 10 laty, a najostrzejsze (nieraz też najbardziej trafne) złośliwości w polemice na łamach „Vreme” dotyczą „samozwańczego obsadzania się w roli Autorytetów Etycznych” (Velimir Ćurgus). Znaczna część środowiska wokół Komitetu nie kryje poczucia wyższości moralnej. Konsekwencją tego musi być jednak (by sięgnąć po niemodne słowo) alienacja, a reszta jest już kwestią samospełniającej się prognozy: „Ktoś, kto wkroczy na szlak oskarżania przy każdej okazji społeczeństwa-jako-całości, (...) doczekać się może jedynie potwierdzenia przyjętych na wstępie założeń: Serbia (serbskie elity?) odmawiają przyjęcia odpowiedzialności. (...) To, że Serbia nie akceptuje ich i nie rozumie, uznają za jeszcze jeden dowód patologii społecznej” – pisze Cerović.

Gdzie dwóch się bije...

Podział w środowisku serbskich elit wywodzących się z opozycji demokratycznej prowokuje, by sięgnąć po szkic Maxa Webera, traktujący o odpowiedzialności polityka – szerzej: osoby publicznej – która różni się od odpowiedzialności moralisty, a przecież istnieje i da się zdefiniować. O podejściu, które – dalekie od luksusu absolutyzowania – uwzględnia możliwy zakres działania i ustępstw.
Spór między B-92 a Komitetem Helsińskim można postrzegać jako spór tych dwóch rodzajów odpowiedzialności. Nie będzie między nimi zgody: ludzie B-92 nadal będą starali się jak najuczciwiej informować i przypominać o „bałkańskiej dekadzie”, będąc zarazem świadomi serbskich urazów i starając się znaleźć równowagę między „wybielaniem” a „oczernianiem”. Niezmordowana Sonja Biserko i jej środowisko będą zaś nadal, uznając się za „głos sumienia”, przypominać o zbrodniach, przyjmując rolę kamienia, na który trafia kosa.
Obie postawy mają swą wartość społeczną. Lepiej by jednak było, gdyby rozdzielono je w sposób świadomy. „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” – chciałoby się przypomnieć Kandić, Biserko i innym uczestnikom „wojen o pamięć”: w wyborach prezydenckich w Serbii radykalny nacjonalista šešzelj, któremu ani w głowie rozważanie „serbskich win”, uzyskał aż 22 procent głosów.
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3464
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 19.10.2005 11:22

Luźne pogawędki a więc wszystko dozwolone - od piaskownicy do najnowszej historii i polityki :wink:
Platon, tylko bardzo proszę, po wklejeniu zamieniaj cudzysłowy zwykłe na górne, i myślniki długie na krótkie, bo robaki wyłażą :)

No i coś żeby było "na temat"...
Eurosport, magazyn WATTS. Migawki z niedawnego meczu (turnieju ;) ) w Belgradzie, Serbia i Czarnogóra - Bośnia i Hercegowina. Przed meczem wypuszczanie białych gołąbków. Facet otwiera klatkę. Gołąbki nie mają jednak najmniejszej ochoty wyfrunąć. Facet bierze rękami po dwa i wyrzuca na siłę w powietrze. :lol:
drusilla
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2864
Dołączył(a): 18.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) drusilla » 19.10.2005 11:42

Nie ma to jak przymusowy locik 8O :lol: :lol: :lol:
krakuscity
Koneser
Avatar użytkownika
Posty: 7939
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 19.10.2005 12:05

A czy gołąbki były zdrowe? Bo ptasia grypa już jest w Europie.

Drussi znowu inny mundur? Jakaś przemiana? :lol:

Pozdrawiam.
drusilla
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2864
Dołączył(a): 18.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) drusilla » 19.10.2005 12:22

Yhy - zmieniam się jak kameleon :lol: No ale tym razem mam prawdziwy generalski 8)
pozdrav
krakuscity
Koneser
Avatar użytkownika
Posty: 7939
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 19.10.2005 13:23

Kobieta chce być generałem? :lol:


Kako je dobro... . :D

Pozdrav :wink:
drusilla
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2864
Dołączył(a): 18.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) drusilla » 19.10.2005 13:32

No chce ...zawsze chciała :wink: :lol:
Kako je dobro ... :D
platon
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3540
Dołączył(a): 03.08.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) platon » 19.10.2005 13:36

drusilla napisał(a):Yhy - zmieniam się jak kameleon :lol: No ale tym razem mam prawdziwy generalski 8)
pozdrav

czyli chciałbyś być generałem? ale takim męskim czy damskim?to znaczy wolisz być mężczyzną czy kobietą?
Finestra
Croentuzjasta
Posty: 470
Dołączył(a): 11.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) Finestra » 19.10.2005 14:12

platon napisał(a):
drusilla napisał(a):Yhy - zmieniam się jak kameleon :lol: No ale tym razem mam prawdziwy generalski 8)
pozdrav

czyli chciałbyś być generałem? ale takim męskim czy damskim?to znaczy wolisz być mężczyzną czy kobietą?


hej platonie,
dobrze, że znów jesteś sobą bo ostatnio trochę zmaślaczyłeś się.
dytchen
Croentuzjasta
Posty: 121
Dołączył(a): 10.10.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) dytchen » 19.10.2005 14:21

Ojej, ale mam zaleglosci 8O

Drusi, nareszcie General :D no, no...

Platon, dzieki! Wszystko podane na srebrnej tacy :D

Od wczoraj mam urwanie glowy, tyle do zrobienia... Do tego musze jeszcze znalezc jakis transport do Chorwacji.


Pozdrowionka :wink:
drusilla
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2864
Dołączył(a): 18.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) drusilla » 19.10.2005 14:30

dytchen napisał(a):

Drusi, nareszcie General :D no, no...


No czas był już chyba najwyższy :wink: :D

dytchen napisał(a):Od wczoraj mam urwanie glowy, tyle do zrobienia... Do tego musze jeszcze znalezc jakis transport do Chorwacji.


Znaczy vredna jesteś 8) :D
No to szukaj dziewczynko ,szukaj :!: :lol:
Ja też zaraz biorę się do pracy chyba 8O
pozdrav svima !
8)
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Prawie Hyde Park, czyli wszystko oprócz polityki.

cron
luźne pogawędki o wszystkim - strona 106
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Platforma cro.pl© Chorwacja online™ wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja platformy cro.pl© Chorwacja online™ nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl© nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

Copyright: cro.pl© 1999-2026 Wszystkie prawa zastrzeżone