Dzień 1 (26 grudnia, wtorek): Spacerkiem po Pałacu Dioklecjana - część drugaIdziemy, przez podziemia, w stronę Mosiężnej Bramy i Rivy. Większość straganów pozamykana:
A na Rivie taka sytuacja:
Wszystkie knajpki pełne:
Trochę akcentów świątecznych:
Spodziewałam się, że na jarmarku będzie więcej budek. A tylko w jednym punkcie można na Rivie zjeść
fritule (malutkie pączki), stoisk z grzanym winem w ogóle nie widzę

Za to są budki z rękodziełem i sklep Hajduka

:
Okazuje się, że to nie ten adres. Żeby napić się grzańca i coś przekąsić, najlepiej udać się na
Trg Republike (Prokurative). Właśnie zmierzamy w tamtym kierunku:
Na placu można pojeździć na łyżwach:
I usiąść przy jednym z wielu stolików:
Wieczorami (i przede wszystkim w sylwestra) będzie się tu działo!

:
Taki jarmark to rozumiem! Na gliwickim rynku w okresie przedświątecznym jest może i sympatycznie, ale nie ma miejsc siedzących

Stwierdzamy, że południe to zbyt wczesna pora na grzańca

Wrócimy tu, co prawda dopiero pojutrze, ale później jeszcze kilka razy

Teraz chcemy się przespacerować:
Pozuję ze splitskim dziennikarzem i pisarzem:
i z Placem Republiki

:
Muszę też oczywiście przywitać się z Jadranem, który ma około 15 stopni:
Nie mamy ochoty na kąpiel

Zdradzę, że nie wykąpiemy się do końca pobytu, choć kilku "śmiałków" spotkamy

Idziemy w "uliczki" i odkrywamy malutki romański kościół z przełomu XI i XII wieku. Niezwykle urocza
crkva sv. Nikoli:
A to już ulica Marmontova, deptak prowadzący na Rivę:
Zawsze coś się tu dzieje:
W tym zaułku wieczorami będzie gęsto:
Jedna z wielu uliczek czy raczej korytarzy w Pałacu Dioklecjana:
Voćni trg i Wieża Wenecka:
oraz pomnik Marka Marulića - renesansowego poety uważanego za ojca chorwackiej literatury:
Dokładnie w tym miejscu zaczyna padać:
Na razie słabo, więc szczególnie nas to nie zraża. Wyciągamy kurtki i spacerujemy dalej. Bezgłowy sfinks przed dawną świątynią Jowisza, która w 1493 roku została przekształcona w chrześcijańskie baptysterium:
Świątynia zamknięta, ale byliśmy w środku w 2012 roku, więc jakoś przeżyjemy.
Przeniesione z katedry i raczej bardzo cenne

:
Dziwi mnie, że wystawiają takie zabytki na zewnątrz, gdzie działać może na nie natura i (tym bardziej!) - człowiek
Pokazuje się nam wieża katedry (zbudowana na przełomie XIII i XVI wieku, przebudowana w XIX-XX wieku):
Na Perystylu, tradycyjnie

, pusto:
Bardzo żałujemy, że katedra jest zamknięta...
Poszwendamy się jeszcze w uliczkach, zaglądając w różne urokliwe zaułki:
Wejście do jednego z pałaców, w którym mieści się muzeum (również zamknięte

):
A taki ładny "smoczek" nad bramą:
Czasami zaglądamy ludziom na podwórka

:
Gacie na zabytkach 
:
Tego napisu w 2012 nie było:
ale teraz taka moda (na wielkie napisy). Wizualizacja, jak Dioklecjanowy Pałac musiał wyglądać. Niesamowite!:
Podobnie jak fotka, którą udaje mi się ustrzelić pod koniec spaceru

:
Gdyby jedna z tych osób zamieniła się z partnerem stronami, byłoby jeszcze lepiej
Trochę współczujemy nowożeńcom, bo właśnie zaczyna lać, a oni dzielnie pozują na opustoszałym (teraz już całkowicie!) Persytylu. Choć wyglądają na szczęśliwych

Powoli zmierzamy w stronę apartmanu, w którym coś zjemy (zapasy z polskiej Wigilii

) Jeszcze tylko jedna ważna sprawa - znalezienie sklepu z gumowymi kaczkami (
Duck Shop Split)

Czytałam, że w mieście są dwa; jeden z nich będzie zamknięty podczas naszego pobytu, a do drugiego właśnie wchodzimy

:
Ceny kaczek kosmiczne - najtańsza (zupełnie "zwykła") za 13 euro, większość kosztuje od 20 do 30 € za sztukę

W dodatku okazuje się, że dzisiaj i tak nie uda nam się nic kupić - sprzedawczyni mówi, że zepsuła się kasa i ona nie może niczego sprzedawać. W takim razie, dlaczego nie zamknie sklepu?
Jeszcze nie wiemy, że dobrze się złożyło - kupimy sporo tańszą kaczkę w Szybeniku
