Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Drezno i Wiedeń

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 01.04.2015 19:06

FUX napisał(a):Drezno warto „zgrzeszyć".
Koniecznie do muzeum wermachtu, znaczy armii niemieckiej.
No i centrum z kościołami i muzeami.
To z ceramiką koniecznie.


Niestety żyjemy obecnie w wielkim pędzie i takie również są nasze wycieczki. Jesteśmy coraz bardziej podobni do japońskich turystów, którzy zwiedzają dziesięć stolic w siedem dni :lol:
No może trochę przesadzam, bo my jeździmy w jeden region na dwa czy trzy dni, ale coś w tym jest.
W związku z tym w muzeum armii nie byłam. Nie wchodziłam też do wszystkich mijanych kościołów. Bardziej chłonęłam atmosferę Starówki. Ale zachwyciłam się kościołem Marii Panny.
Jeśli chodzi o ceramikę, to będzie filmik, ale z Fabryki Porcelany w Miśni. Przepiękne rzeczy tam wytwarzają.
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 01.04.2015 19:10

Po wyjściu z terenu Zwingera naszym oczom ukazała się Rezydencja Wettynów, zamek rezydencjonalny książąt Saksonii, stanowiący przykład sztuki renesansowej i barokowej.
Rezydencja mieści się w centralnym punkcie Starówki. Jest olbrzymia i nie jest to tylko jedna budowla, a cały kompleks budynków, posiadający wiele zakamarków, przejść nadziemnych, dziedzińców, wież, bram, kapliczek oraz kościół. Aby obejść wokoło całą rezydencję trzeba poświęcić na to trochę czasu, nie mówiąc już o zwiedzaniu jej wewnątrz. Spacerując uliczkami Starówki można natknąć się na kilka wejść prowadzących na teren Rezydencji.
Zamek ma 800 letnią tradycję, bowiem już w XII wieku istniał tutaj niewielki zamek, o czym świadczą fundamenty, które znajdują się pod główną wieżą. Pod koniec XIV wieku zamek został powiększony, a w wieku XV wybudowane zostało obecne skrzydło zachodnie. W roku 1485 Drezno stało się rezydencją władców i od tego czasu datuje się rozpoczęcie przebudowy średniowiecznego zamku w renesansową budowlę. Na przestrzeni lat dobudowywano różne budowle na terenie kompleksu. Między innymi wybudowany został reprezentacyjny zamek mieszkalny, który został nazwany budowlą Jerzego (na cześć księcia Jerzego Brodatego, który zlecił jego budowę). Wejście do tej budowli znane jest jako brama Jerzego.
W roku 1701 zamek częściowo spłonął. Do jego odbudowy August II Mocny zatrudnił znanych ówczesnych architektów.
W czasie nalotów dywanowych w lutym 1945 roku zamek został zbombardowany i spłonął. Jego odbudowa trwała bardzo długo, bo aż do 2004 roku.
Obecnie w Rezydencji dynastii Wettynów znajduje się kilka sal muzealnych, w których zgromadzone są skarby królów saskich.
Obok królewskiej rezydencji (zaraz przy wejściu do Zwingera) znajduje się pałac Taschenberg, podarowany przez Augusta II Mocnego hrabinie Cosel, posiadający nawet nadziemne połączenie z pałacem. Obecnie w pałacu tym mieści się wystawny hotel.

Idąc dalej uliczkami Starówki zachwycam się tym, w jaki sposób funkcjonują tu obok siebie różnego rodzaju środki transportu, którymi turyści mogą poruszać się po mieście. Jest dyliżans ciągniony przez dwa konie (i nikt nie krzyczy, że to wykorzystywanie zwierząt i znęcanie się nad nimi, a przecież dyliżans jest piętrowy i do tego wypełniony turystami, a więc na pewno jest ciężki), dorożki, riksze, zabytkowe samochody oraz różnego rodzaju dziwne pojazdy, jak np. rower w kształcie koła, którym jeździ naraz kilka osób samodzielnie pedałując (fajne).

Dochodzimy do Kościoła Marii Panny (Frauenkirche) na drezdeńskim Neumarkt (Nowy Rynek).
Teren wokół kościoła tętni życiem. Dzieci biegają zachwycone wokół ulicznego producenta olbrzymich baniek mydlanych. Przy pomniku Marcina Lutera odbywa się koncert fortepianowy, kawałek dalej stoją mimowie i namawiają do zrobienia sobie z nimi zdjęć.

Po wysłuchaniu koncertu fortepianowego wchodzimy do Kościoła Marii Panny.
To jeden z najważniejszych zabytków Drezna i jest naprawdę piękny. Został wybudowany z piaskowca.
W czasie nalotów dywanowych został niemal doszczętnie zniszczony. Jego ruiny przez wiele lat straszyły swym wyglądem ku przestrodze. Odbudowę rozpoczęto dopiero po upadku Muru Berlińskiego a jej efekt jest rewelacyjny. Do odbudowy wykorzystano wiele fragmentów murów odzyskanych z ruin i stanowią one w obecnej bryle kościoła około 34%. Z jednej strony kościoła na pamiątkę zniszczenia wystawiono jeden z niewykorzystanych przy odbudowie fragmentów kopuły. Te odzyskane fragmenty mają dużo ciemniejszy kolor niż nowy budulec i różnica jest widoczna gołym okiem.

Wejście do kościoła jest bezpłatne, ale nie w każdym momencie jest on dostępny dla zwiedzających.
Kościół można zwiedzać od poniedziałku do piątku w godzinach od 10-tej do 12-tej i od 13-tej do 18-tej, ale nie zawsze się to sprawdza. My byliśmy w Kościele Marii Panny o godzinie 14-tej, ale inne osoby z naszej grupy chciały tu wejść o 16-tej i niestety nie zostały wpuszczone z uwagi na próbę koncertu, który miał się odbyć wieczorem.
Kościelna wieża także jest dostępna dla zwiedzających, ale wejście na nią jest juz płatne. Nie pamiętam już teraz ceny za bilet wstępu, ale pamiętam, że była wysoka i z tego powodu zrezygnowałam z wejścia na wieżę.

To co zobaczyłam w środku kościoła Marii Panny bardzo mnie zaskoczyło. Nie tego się spodziewałam, ale jestem tym wnętrzem zachwycona. Tak wielkie wrażenie wywarły na mnie kolorowe, okrągłe galerie (empory), które otaczają z trzech stron przestrzeń kościoła .

Ostatnio edytowano 03.04.2015 17:41 przez megidh, łącznie edytowano 1 raz
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 02.04.2015 20:50

W dniu 31 maja 2014 roku w Dreźnie odbywała się parada STOP HOMOPHOBIA.
Trafialiśmy na nią w ciągu dnia. Podczas przejazdu przez Drezno widzieliśmy, jak zbierają się jej uczestnicy, chociaż jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy co to będzie za impreza. Później widzieliśmy paradę z tarasów Zwingera, aż w końcu trafiliśmy na nią na moście Augusta.
Nefer
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4681
Dołączył(a): 06.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Nefer » 03.04.2015 12:57

dhmegi napisał(a):Przy pomniku Martina Luthera ...

Ciekawe opisy, ładne filmiki. :)
Tylko mnie ten Martin Luther trochę zdziwił. Przez ułamek sekundy myślałem, że chodzi o pomnik Martina Luthera Kinga..., a to przecież nie o niego chodzi... :wink: .
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 03.04.2015 14:04

Nefer napisał(a):
dhmegi napisał(a):Przy pomniku Martina Luthera ...

Ciekawe opisy, ładne filmiki. :)
Tylko mnie ten Martin Luther trochę zdziwił. Przez ułamek sekundy myślałem, że chodzi o pomnik Martina Luthera Kinga..., a to przecież nie o niego chodzi... :wink: .


Ale napis na pomniku jest właśnie taki. Gdy zobaczyłam ten napis, też miałam takie skojarzenie jak Ty.
Ale faktycznie w szkole uczyli nas o niemieckim księdzu Marcinie Lutrze i ta polska pisownia tak myli.
Nefer
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4681
Dołączył(a): 06.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Nefer » 03.04.2015 16:08

dhmegi napisał(a):Ale faktycznie w szkole uczyli nas o niemieckim księdzu Marcinie Lutrze i ta polska pisownia tak myli.

Tak, niemiecka wersja jest Luther, a w polskiej h zanikło.
Zawsze lepiej podać polską wersję nazwiska, jeśli taka jest, nie ma wtedy wątpliwości, o kogo chodzi. :wink: .
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 03.04.2015 17:44

Nefer napisał(a):
dhmegi napisał(a):Ale faktycznie w szkole uczyli nas o niemieckim księdzu Marcinie Lutrze i ta polska pisownia tak myli.

Tak, niemiecka wersja jest Luther, a w polskiej h zanikło.
Zawsze lepiej podać polską wersję nazwiska, jeśli taka jest, nie ma wtedy wątpliwości, o kogo chodzi. :wink: .


Ok. Poprawiłam post i już jest polska wersja.
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 03.04.2015 20:00

Wędrowaliśmy uliczkami Starówki, aż dotarliśmy nad Łabę. Tam usiedliśmy na ławce, żeby trochę odpocząć. Obserwowaliśmy, jak po Łabie pływają statki oraz inne dziwne jednostki pływające. W pewnym momencie wraz z nurtem rzeki przepłynął pod mostem statek turystyczny i nagle zaczął się dziwnie obracać, Miałam wrażenie, że stracił sterowność, bo nurt rzeki obrócił go o 180 stopni. Myślałam że staranuje płynącą w niedalekiej odległości tratwę. Ostatecznie okazało się, że statki w taki sposób cumują przy nabrzeżu, odwracają się, żeby później wypłynąć od razu w odpowiednim kierunku.
Potem poszliśmy tarasami wzdłuż rzeki w kierunku mostu Augusta.

megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 06.04.2015 17:03

Przyszła wreszcie chwila na odpoczynek. Usiedliśmy w knajpce przy pięknej fontannie. Na wprost mieliśmy wejście do Zwingera. Zamówiliśmy piwo i lody. Piwo dobre, lody niestety nie. Po tym małym odpoczynku udaliśmy się na dalszy spacer. Znów weszliśmy na teren Rezydencji Wettynów, dotarliśmy do bramy Jerzego (o której pisałam we wcześniejszym poście). W bramie znajduje się wejście na teren Stalhoff-u - przyzamkowego dziedzińca turniejowego, na którym niegdyś odbywały się turnieje rycerskie i zabawy dworskie. Obecnie organizowane się tutaj rozmaite przedstawienia, jarmarki i inne wydarzenia wraz z grudniowym jarmarkiem średniowiecznym.
Po przejściu na drugą stronę tego dziedzińca wychodzi się w miejscu, w którym rozpoczyna się Fürstenzug, czyli malowidło ścienne Orszak Książęcy, które powstało w latach 1872-1876. Jest to prawdziwe arcydzieło. Zostało wykonane w celu upamiętnienia 800-letniej historii władców z dynastii Wettynów i zostali na nim przedstawieni wszyscy wettyńscy władcy. Autorem dzieła jest Wilhelm Walther. Ponieważ dzieło to zyskało wielką sławę, w latach 1906-1907 - w celu ochronienia go przed zniszczeniem - malowidło przeniesiono na 25.000 ceramicznych kafelków z miśnieńskiej porcelany o wymiarach 20,5 x 20,5 cm. Malowidło ma 101,90 m długości i 10,51 m wysokości i zajmuje łącznie powierzchnię ponad 1000 m². Malowidło to ocalało z nalotu bombowego w 1945 roku. Z 25.000 kafelków jedynie 223 wymagały kompletnej rekonstrukcji.
Pod koniec dnia obejrzeliśmy jeszcze (ale tylko z zewnątrz) Katedrę Świętej Trójcy (Hofkirche). Jest to świątynia katolicka, położona nieopodal rezydencji Wettynów. Podczas nalotu dywanowego w 1945 roku kościół został zniszczony. Do wnętrza kościoła runęła większość dachów. Ocalała wieża i większa część rzeźbiarskich dekoracji z elewacji zewnętrznych. Odbudowa Katedry trwała do roku 1965. W Katedrze znajduje się krypta Wettynów, w której spoczywają szczątki dawnych władców Saksonii oraz członków ich rodzin. Znajduje się tu również urna z sercem Augusta II Mocnego. Jego ciało spoczywa w Polsce na Wawelu.
Ostatnim miejscem naszego pobytu w Dreźnie był place przez Operą. Odbywał się tam koncert jakiejś orkiestry. Posłuchaliśmy trochę i już trzeba było iść na miejsce zbiórki. Spędziliśmy piękny dzień w Dreźnie. Wróciliśmy do hotelu w Teplicach na obiadokolację i nocleg. Po drodze jeszcze wstąpiliśmy na drobne zakupy do jakiegoś marketu.

megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 08.04.2015 18:55

Następnego dnia w planie naszej wycieczki było zwiedzanie Pałacu w Moritzburgu.
Moritzburg leży w pobliżu Drezna (ok. 15 km), ale ponieważ my nocowaliśmy w Czechach, to nasza droga do Moritzburga była dłuższa (ok. 90 km), ale przejechaliśmy ją dosyć szybko.
W Moritzburgu znajduje się pałac na wodzie który wybudowany został w latach 1542-1546, jako pałac myśliwski dla księcia Maurycego Wettyna, od imienia którego powstała nazwa miejscowości. August II Mocny polecił przerobić ten pałacyk w letnią rezydencję myśliwską w stylu barokowym i tak w latach 1723-1733 powstał przepiękny pałac, położony na małej wysepce na środku jeziora. Pałac sprawia bajkowe wrażenie i pewnie z tego powodu były tutaj kręcone sceny filmu o Kopciuszku. W roku 1974 nakręcono tutaj czeską adaptację filmowej bajki „Trzy orzeszki dla Kopciuszka”. Pałac oraz schody, na których Kopciuszek zgubił pantofelek widać na filmie, do którego załączam link: 31:48; 54,57; 1:06:15.
FILM - Trzy orzeszki dla Kopciuszka

Przez miasteczko Moritzburg do pałacu wiedzie długa aleja, która dochodzi do samego jeziora. Od tego miejsca zaczyna się szeroka grobla obsadzona szpalerami drzew. Pałac jest wybudowany w sposób idealnie symetryczny, co robi duże wrażenie. Składa się z czterech identycznych skrzydeł - każde uwieńczone wieżą. Budowla znajduje się na podwyższeniu i aby dojść do wejścia do pałacu należy pokonać łagodne wzniesienie. Wejście znajduje się od strony południowej. Od strony północnej jest takie samo wejście i gdy po zwiedzeniu pałacu wyszłam na stronę północną, to miałam wrażenie, że jestem w tym miejscu, w którym wchodziłam. Dopiero spojrzenie na teren wokół pałacu uświadomiło mi, że jestem po jego drugiej stronie. Nawet poroża wiszące pod okapem są takie same, jak od strony frontowej. Wokół pałacu rozciąga się taras, po którym można obejść budowlę dookoła. Z wielkiego tarasu rozciąga się widok na park oraz na jezioro. Z tarasu można też zejść na trawnik okalający budowlę po pięknych bajkowych. Chodząc po trawniku trzeba jednak bardzo uważać na liczne odchody, pozostawione chyba przez kaczki.
Zwiedzanie zamku jest płatne, jednakże bez żadnych opłat można wejść i obejrzeć główny hall pałacu a także wystawę sprzętów kuchni dworskiej, która mieści się w dwóch pomieszczeniach zaraz przy wejściu do pałacu po lewej stronie. Aby zobaczyć pokój z piór oraz piętro pałacu należy już kupić bilet. My jako grupa płaciliśmy za wstęp po 5,5 euro. Po wejściu do Pałacu najpierw kierujemy się do tzw. „moritzburskiego pokoju z piór, w którym z dwóch milionów kolorowych piór utworzono oryginalne kompozycje na ścianach oraz misterne szerokie bordiury baldachimu nad królewskim łożem i narzuty na łożu. W 2004 roku pałac otrzymał Nagrodę Europejskiego Dziedzictwa Kulturowego za pieczę nad tym pokojem. Niestety piór tych nie można obejrzeć z bliska, bowiem w drzwiach wejściowych do pokoju rozwieszony są liny zabezpieczające i tylko z tej odległości można zerknąć do wnętrza. Ponadto z piór tych unosi się wieloletni kurz, co spowodowało u mnie (i nie tylko) atak kichania i musiałam stamtąd szybko zmykać.
Potem udaliśmy się na piętro, gdzie obejrzeliśmy kolekcję poroży, wśród których znajduje się okaz poroża jelenia szlachetnego uważany za największy na świecie.
Część mieszkalna pałacu zawiera wspaniałe meble, obrazy, porcelanę. Bardzo ważnym eksponatem jest też pozłacana skórzana tapeta, której nawet można dotknąć, czego sobie nie odmówiłam. Tapeta jest tak idealnie położona, że nie widać żadnych łączeń ani nie czuć ich pod palcami. Duże wrażenie zrobiła na mnie sala, w której znajduje się olbrzymi stół bilardowy. W pałacu znajduje się także kaplica pałacowa.

Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 08.04.2015 19:37

Bardzo fajne filmiki :D

Moritzburg tak bardzo się nie zmienił od czasów NRD 8)
Wtedy nie można było zwiedzać pokoju z piórami
Nefer
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4681
Dołączył(a): 06.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Nefer » 09.04.2015 07:34

Moritzburg sprawia bardzo miłe wrażenie :wink: .
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 10.04.2015 19:42

Manufaktura Porcelany w Miśni

Miśnia to miasto, które ma długą i bogatą historią. Miejscowość powstała w 926 roku i była kiedyś stolicą Saksonii. Ponieważ jednak nie znalazła uznania w oczach księcia Alberta, ten pod koniec XV wieku przeniósł stolicę do Drezna.
W czasie II wojny światowej miasto nie uległo zniszczeniu.
Swą sławę Miśnia zawdzięcza jednak porcelanie, która produkowana jest w tutejszej Manufakturze od ponad 300 lat. Ojcami tej porcelany są Ehrenfried Walther von Tschirnhaus i jego uczeń Johann Friedrich Böttger. To oni, po wielu latach doświadczeń, stworzyli w 1708 roku z glinki kaolinowej skład masy porcelanowej. Dwa lata później powstała w Miśni wytwórnia porcelany – Królewska Saksońska Manufaktura. To pierwsza manufaktura porcelany w Europie. Aby utrzymać technologię produkcji w tajemnicy manufakturę, z polecenia Augusta Mocnego, usytuowano w średniowiecznym zamku warownym Albrechtsburg.
Od 1865 roku produkcja porcelany odbywa się w zakładzie położonym nieopodal zamku Albrechtsburg i właśnie tam się kierujemy.
Obok wejścia stoją trzy maszty, na których powiewają flagi ze znakiem firmowym miśnieńskiej porcelany - dwoma błękitnymi, skrzyżowanymi mieczami. Ten sam znak, ale w formie neonu, umieszczony jest na ścianie budynku Manufaktury.
Za zwiedzanie Manufaktury trzeba zapłacić. Jest to wydatek 7 euro (bilety grupowe), ale warto wydać tę kasę, aby zobaczyć cudeńka, które się tam znajdują. Za kasami znajduje się sklep, w którym można dokonać zakupów, ale niestety ceny przyprawiają o lekki zawrót głowy. Za malutki biały wazonik bez żadnych wzorów trzeba zapłacić 27 euro, ale już piękna, ozdobiona wzorem filiżanka z talerzykiem to już wydatek 3-cyfrowy.
Po stwierdzeniu, że zakupy nie wchodzą w grę, przestałam zwracać uwagę na tabliczki z cenami.
Z pomieszczeń sklepowych przechodzi się do muzeum, które mieści się na pierwszym piętrze. Znajduje się tutaj mnóstwo pięknych wyrobów. Są wspaniałe zastawy, rzeźby, piece kaflowe, żyrandole a nawet instrument muzyczny - małe organy, które mają piszczałki zrobione z porcelany.
Po zwiedzeniu sal muzealnych wchodzimy do pomieszczenia, w którym wyświetlany jest film o historii i produkcji miśnieńskiej porcelany. W zależności od narodowości grupy obsługa puszcza odpowiednią wersję językową, więc nie ma problemu ze zrozumieniem treści przekazywanej przez lektora. Nawet byłam zdziwiona, że mają wersję polską, bo przecież gdziekolwiek by się nie pojechało, to nasz język jest traktowany "per noga" (nawet w Chorwacji), a tu - miła niespodzianka. Film trwa około 5 minut. Po jego obejrzeniu przechodzimy do pomieszczeń warsztatowych, w których demonstrowany jest cały cykl produkcji porcelany. Pokaz rozpoczyna się od przedstawienia pracy na kole garncarskim, na którym wyrabiany jest jakiś przedmiot.
W następnych pomieszczeniach widzowie oglądają kolejne etapy produkcji, takie jak dodawanie dekoracji, nanoszenie roztworem kobaltu słynnego miśnieńskiego wzoru cebulowego czy na końcu malowanie porcelany.
Wszystkie wyroby w Manufakturze Miśnieńskiej są malowane ręcznie, dlatego prawie 2/3 osób zatrudnionych w tej fabryce to rękodzielnicy, którzy w większości ukończyli miejscową przyzakładową szkołę średnią.
Od 1723 roku każdy wyrób wyprodukowany w Miśni zaopatrzony jest w znak firmowy - skrzyżowane błękitne miecze, namalowane ręcznie błękitem kobaltowym w technice podszkliwowej. Dzięki pokryciu szkliwem znak firmowy chroniony jest przed manipulacjami.
Całkiem niedawno, bo w 2010 roku w manufakturze miśnieńskiej doszło do dziwnego wydarzenia. Otóż dokonano stłuczenia bardzo wielu wyrobów. Ponoć fabryka nie mogąc sprzedać swoich wyrobów, zdecydowała się na zniszczenie części z nich, aby nie doprowadzić do obniżenia ceny i aby marka nie straciła wartości.

Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 10.04.2015 21:35

Trochę pamiętam wizytę w Miśni, też zwiedzaliśmy manufakturę porcelany 8)

Bardzo ciekawe miasto z gotycką katedrą, wtedy miasto było jakieś szare, zaniedbane, jak cała NRD
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2652
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 11.04.2015 07:07

Lednice napisał(a):Trochę pamiętam wizytę w Miśni, też zwiedzaliśmy manufakturę porcelany 8)

Bardzo ciekawe miasto z gotycką katedrą, wtedy miasto było jakieś szare, zaniedbane, jak cała NRD


Myślę, że teraz to każde miasto z terenu byłej NRD wygląda inaczej niż kiedyś. Ja za czasów NRD byłam w roku 1978 tylko przejazdem w Berlinie oraz kilka dni spędziłam w Magdeburgu, gdzie zaliczyłam nocny rejs statkiem po Łabie (z dancingiem), co było dla mnie (wtedy młodej dziewczyny), wielkim przeżyciem. Natomiast w roku 1986 byłam na wystawie kwiatów w Erfurcie.
I to było całe moje zwiedzanie NRD, nie licząc chyba dwóch wyjazdów na zakupy do Gubina, podczas pobytu na wczasach na pojezierzu lubuskim.
Faktycznie wtedy te miasta były szare, ale my nie mieliśmy wówczas możliwości porównania z innymi miastami na świecie, bowiem tylko nieliczni wyjeżdżali do krajów kapitalistycznych. U nas w Polsce wówczas też było szaro i buro, dlatego moje ówczesne wrażenia z wyjazdów do byłej NRD nie były najgorsze. Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę z tego, jak szaro było wówczas, że teraz wszystkie miasta wypiękniały i że to, co widzimy teraz, bardzo nam się podoba. A wrażenia z dawnych czasów powinny chyba pójść w zapomnienie.
Mój pierwszy wyjazd do kraju kapitalistycznego nastąpił w roku 1988. Pojechałam (popłynęłam) na wycieczkę do Kopenhagi i po powrocie do Polski prawie płakałam chodząc po naszych szarych i często brudnych rodzimych ulicach. W Kopenhadze zobaczyłam, że ulice mogą być kolorowe, wesołe, tętnić życiem i to mi się bardzo spodobało. Powrót do rzeczywistości był bardzo trudny.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Drezno i Wiedeń - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019