Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

ANEGDOTY Z RÓŻNYCH STRON

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012
ANEGDOTY Z RÓŻNYCH STRON

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 30.11.2012 01:58

1. DEČIN,CZECHY, SIERPIEŃ 2010
Zwiedzamy starówkę i zamek, którego zabudowania górują nad miastem. Do 1993 roku stacjonowaly w nim wojska radzieckie, które w przenośni i dosłownie zrobiły w nim chlew.
W zamkowych stajniach była kuchnia, w fosie trzymali krowy, świnie i kury. Wot kultura.
Obecnie zamek wyremontowano i można go zwiedzać w określonych godzinach.
Fryderyk Chopin gościł na zamku w 1835 na zaproszenie rodu Thun-Hohensteinów i napisał walca zwanego „Deczyńskim”, posłuchaj http://pl.chopin.nifc.pl/chopin/composi ... ail/id/228
Czekając na wstęp do zamku, przysiedliśmy w kawiarni zamkowej, na dziedzińcu, by się czegoś napić.
Uwagę naszą przykuła duża tablica ozdobiona gwiazdami, informująca, że lokal uczestniczy w unijnym programie aktywizacji osób niepełnosprawnych.
Z menu wybraliśmy piwo dla mnie, capuccino dla żony i kofolę dla syna.
Podchodzi kelner i czeka z nagim długopisem, by przyjąć zamówienie.
Mówię wyraźnie, po czesku : PIVO, CAPUCCINO A KOFOLA.
W odpowiedzi słyszę jakiś bełkot i wtedy jedno zerknięcie na kelnera wystarczyło, aby stwierdzić, na czym polega jego niepełnosprawność.
Czesi popadają w skrajności: jeden obsługuje angielskiego króla, drugi z powodu opóźnienia umysłowego, nie jest w stanie obsłużyć nikogo.
Próbujemy jeszcze raz. Bardzo powoli i wyraźnie powtarzam: PIVO, CAPUCCINO A KOFOLA.
Znów bełkot i pokazywanie na menu.
Przy stoliku obsługi siedzi jeszcze jeden idiota i kula się ze śmiechu, poklepując w uda i pukając w głowę.
On śmieje się z NAS, że tacy normalni , a nie potrafimy niczego zamówić. Sytuacja patowa. Kelner stoi i bełkocze. Nam nie wypada się śmiać, choć bardzo się chce. W końcu pojawia się ktoś normalny z obsługi i wyjaśnia, że należy podać KOD z menu. Kod owszem jest w karcie - małe cyferki przed każdym napojem, daniem itp
Uroczyście podajemy KODY i po chwili twarz kelnera jaśnieje uśmiechem szczęścia i ulgi.
Dostaliśmy zamówienie , lecz z trudem udało nam się wypić cokolwiek, bo co chwila parskaliśmy śmiechem.
Wpadam na pomysł : - Lepiej i szybciej będzie, jak zapłacę w barze.-
Idę do baru i mówię do odwróconego tyłem barmana: - Prominte, učet prosim, a rychlo.-
Barman odwraca się do mnie wesoło bulgocząc.
Ale wpadłem, to jeden z NICH.
decin1.jpg
fosa.jpg
tutaj Ruskie hodowali świnie
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 30.11.2012 12:56

2.LONDYN, GRUDZIEŃ 2011
Idziemy deptakiem wzdłuż Tamizy w kierunku teatru Globe, Szekspira. Rozkopana ulica utrudnia ruch pieszych. Odwracam się do Ewy i mówię żartem:
- Patrz, rozkopią te s...syny Angole ulicę i przejść nie można -
Kilka metrów dalej mijamy robotników w odblaskowych kamizelkach i słyszę polską mowę:
- Patrz Józek, łażą te s...syny Angole i pracować nie można -
deptak.jpg
drake.jpg
Okręt Francisa Drake"a - Złota Łania
Globe.jpg
Ten biały budynek to Globe
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 30.11.2012 14:21

3. BOLONIA, WŁOCHY, SIERPIEŃ 2009
Wchodzę do sklepu z winami, prowadzonego przez Pakistańczyka. Chcę kupić niedrogie, czerwone wytrawne na wieczór.
Wybieram jakąś butelkę, ale nie mogę bez okularów przeczytać małych literek na nalepce.
Z butelką w ręce podchodzę do sprzedawcy i pytam, czy wytrawne, z najbardziej angielskim akcentem na jaki mnie stać:
- DRY ? -
- NEIN, DREI UND FÜNFZIG ! -
bol1.jpg
W średniowieczu takich wież było w Bolonii ok 200
bol2.jpg
Nasi tu byli
Załączniki:
bol3.jpg
Obok był sklep z winem
krystian186
Odkrywca
Posty: 105
Dołączył(a): 27.01.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) krystian186 » 30.11.2012 16:04

Fajnie się czyta takie "przygody" :-).
Pewnego razu w Genevie: Jak to człowiek na urlopie nabraliśmy ochoty na piwo ok 18 godziny. Sklepy w okół zamknięte, CPN również więc szybki spacer bardziej do "centrum". Główna ulica....znajdujemy mały sklepik cos a'la spożywczy, długi,wąski...jest i piwo :-). Szcześliwy z puszkami w ręce przemierzam cały sklep, podchodze do kasy i.....widzę ze sprzedawca (jakiejś ciemniejszej narodowości) kręci głową, coś mówi i pokazuje na zegar. Wkrótce zaczynam rozumieć że po 19 nie wolno im sprzedawac alkoholu. Jęk rozczarowania i kilka niewybrednych komentarzy z mojej strony popłyneło w eter :evil: . Wtedy następuje pytanie sprzedawcy: Where are you from...? Odpowiadam "Poland" i ......widzę chytry uśmiech na twarzy sprzedawcy po którym ów bierze nieprzezroczystą reklamowkę, rozgląda sie wokół i ....dyskretnie pakuje mój oczekiwany trunek do niej mówiąc i pokazując jednocześnie żeby "uważać". :idea:
Cro-świr
Odkrywca
Posty: 70
Dołączył(a): 05.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Cro-świr » 02.12.2012 18:17

Witam.
Nie wiem czy moja przygoda może zaliczać się do anegdot,ponieważ mogła się zakończyć tragicznie a co najmniej nie ciekawie.
Mamy piątek 17 sierpnia godz.19.40.Ruszamy w dwa auta na wakacje do CRO.
Kierunek Bielsko-Biała ,Słowacja,Węgry,Chorwacja.
Co ważne,do Bielska przez Brzeszcze,Bestwinę,ponieważ znam tą drogę na pamięć ale nie do końca.
Fakt faktem nie jechałem tą trasą od jakiegoś czasu i nikt mnie nie poinformował,że w miejscowości Dankowice
niedawno wybudowano rondo.
Jazda"na pamięć"mogła zakończyć naszą przygodę z Chorwacją po 20 minutach od startu.
Przepier......liłem rondo na wprost,a ponieważ było bardzo łagodne nic w samochodzie się nie stało.
Szczęście,że droga także była całkowicie pusta.
Najwięcej radochy miała załoga drugiego auta jadącego za mną,ponoć oprócz naklejki CRO.PL powinienem mieć jeszcze zielony listek.
Wypominali mi tą sytuację przez całe wakacje.
Szczęście,że tak to wszystko się zakończyło.
Pozdrawiam.
Marek.
MRK
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3733
Dołączył(a): 01.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) MRK » 03.12.2012 11:23

Cro-świr napisał(a):Przepier......liłem rondo na wprost,a ponieważ było bardzo łagodne nic w samochodzie się nie stało.



:D :D :D :D popłakałem się, jak sobie to wyobraziłem:). Masakra. Miałem ciut podobnie ostatnio na nowym mini rondzie w Katowicach, więc rozumiem Cię:)
Cro-świr
Odkrywca
Posty: 70
Dołączył(a): 05.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Cro-świr » 03.12.2012 20:45

MRK dzięki za słowa otuchy.Jeszcze można na Kogoś liczyć,a kociarstwo śmieje się ze mnie do dziś.
Szczęście,że w tym roku jechaliśmy bez boxa na dachu,bo pewno by ucierpiał.
Przypominają mi się nasze pierwsze wakacje w Bułgarii w 1984 roku.Jechaliśmy w dwie rodziny dwoma nowymi maluchami,a że bagażniki dachowe były przeładowane ponad granice możliwości to zanim dotarliśmy do granicy w Medyce musieliśmy kilkukrotnie je montować na nowo,ponieważ na większych dziurach wyrywało je z rynienek i opadały na dach skutecznie blokując drzwi.Wychodzić trzeba było przez okna.Daliśmy jednak radę i po czterech dniach dotarliśmy szczęśliwie do Sozopola.Trochę długo,ale wyobrażcie sobie że tylko w Medyce staliśmy ok.18h
a było jeszcze kilka granic.Przygody te skutecznie zniechęciły nas do wypoczynku w Bułgarii.
Pozdraw.
Marek.
greenrs
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4897
Dołączył(a): 30.05.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) greenrs » 03.12.2012 21:08

Cro-świr napisał(a):Jechaliśmy w dwie rodziny dwoma nowymi maluchami,a że bagażniki dachowe były przeładowane ponad granice możliwości to zanim dotarliśmy do granicy w Medyce musieliśmy kilkukrotnie je montować na nowo,ponieważ na większych dziurach wyrywało je z rynienek i opadały na dach skutecznie blokując drzwi.


Ajajaj... Już widzę ten porysowany lakier na dachu w tym nowym maluchu... Serce nie bolało :?: :D

Cro-świr napisał(a):...po czterech dniach dotarliśmy szczęśliwie do Sozopola.Trochę długo,ale wyobrażcie sobie że tylko w Medyce staliśmy ok.18h a było jeszcze kilka granic.


To się nazywa wyprawa ekstremalna :!: Obrazek
Cro-świr
Odkrywca
Posty: 70
Dołączył(a): 05.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Cro-świr » 03.12.2012 21:35

Trochę serce bolało,ale autka były kupione na "talony"i nawet porysowane miały prawie dwukrotną wartość niż
w salonie.Takie były czasy.
greenrs
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4897
Dołączył(a): 30.05.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) greenrs » 03.12.2012 21:48

No wiem. Sam takiego miałem w pięknym białym kolorze. W drodze do Tychów zastanawiałem się jaki wziąć kolor. Na miejscu dowiedziałem się, że w tym tygodniu "lecą białe" :D
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 03.12.2012 21:57

4.BOBOSZÓW, PRZEJŚCIE GRANICZNE, MARZEC 2001
Przebywałem jakiś czas u mojej koleżanki ze studiów, Kai, w Kotlinie Kłodzkiej. Przed powrotem do Łodzi, postanowiłem zrobić zakupy w Czechach (wtedy jeszcze pewny i tani alkohol). Nie miałem wykupionej "zielonej karty", więc pożyczyłem od Kai samochód.
Obowiązywały wtedy limity na przywożone trunki m.in. maksymalnie 2 butelki mocnego alkoholu.
Celnicy przeważnie przymykali oko na lekkie przekroczenie limitu. Ja kupiłem 3 butelki Metaxy (jedna dla ojca, druga dla teścia i trzecia dla mnie) i kilka piw.
Wracam do Polski, na przejściu granicznym pustki - luzik. Polski pogranicznik (celnik?) wypytuje, a czyj samochód, a po co jechałem itd, wreszcie pada pytanie o alkohol - ILE?
I wtedy zachowałem się jak dziecko z przedszkola. Skłamałem, że mam 2 butelki i to w dodatku nieudolnie, bo mi się głos załamał ze zdenerwowania.
Nie uszło to uwadze celnika - kazał mi otworzyć bagażnik i sprawa się rypła.
"Oj niedobrze, po co pan kłamał? Teraz nie dość, że muszę skonfiskować alkohol, to jeszcze będzie grzywna i to wysoka. A niech pan jeszcze otworzy maskę. Acha, nie wie pan gdzie się otwiera.... No ja mam czas, poczekam, aż pan znajdzie. Proszę wyjąć koło zapasowe. Co nie chce się odkręcić śrubka?
No to odetniemy. Fotele odsunąć, podnieść kanapę i oparcie. Wyjąć wszystko ze schowka. Mapy?
Po co panu mapy Niemiec? Nie są pańskie, tylko koleżanki, aaa... rozumiem. "
I tak mnie złośliwie ćwiczył dobre pół godziny, cały czas strasząc karą i bawiąc się moim strachem.
W końcu wręczył mi dokumenty i powiedział:
"Niech pan jedzie. Gdyby moja żona nie była koleżanką pani Kai, to byśmy inaczej pogadali"
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 05.12.2012 02:16

5. MONACHIUM-ŁÓDŹ, KWIECIEŃ 2005
Wyprawiłem się z synem po samochód do Niemiec. Pojechaliśmy do Monachium, gdzie mieszkał w tym czasie nasz wujek, który jako zawołany "samochodziarz" miał mi pomóc w kupnie wozu.
W końcu po wielu trudach udało mi się kupić Forda Escorta kombi.
DSCN8881.JPG
T ten samochód.
Koledzy z biura przykleili mi to z okazji 50 urodzin, podczas mojej nieobecności.
Turek, od którego kupowaliśmy przyniósł papiery, ubezpieczenie i tablice rejestracyjne. Żółte. Słabo się znałem na przepisach, ale wiedziałem, że powinny być czerwone. Upewniam się parę razy, czy wszystko jest w porzadku, ale wujek i Turek zgodnie twierdzą, że wszystko jest OK. Nie upieram się, znacie się lepiej.
No to w drogę - jedziemy do domu. Prosto, jak strzelił, przez Czechy, przenocujemy u Kai w Kotlinie Kłodzkiej i następnego dnia zostanie tylko 350 km.
Fajnie się jedzie, na nosie ciemne okulary, łokieć się chłodzi za oknem, Tomek nawiguje.
Dojeżdżamy do czeskiej granicy i tu okazuje się, ze Czesi żądają od nas "zielonej karty", której nie dostaliśmy. Wracamy do najbliższego miasteczka (Fürt um Wald) i kontaktujemy się telefonicznie z ubezpieczycielem. (Tomek pomógł swoim niemieckim)
"Grüne karte?- kein problem" tylko, że odebrać ją możemy w innym miasteczku 50 km zurück.
Donnerwetter! Wracamy. Operacja "zielona karta" zabrała nam cenne 3 godziny.
Już bez problemów przejeżdżamy granicę, jak mantrę powtarzam: "kupić winietę, kupić winietę"
i od razu skręcamy na stację benzynową.
Przykleiłem winietę, zatankowaliśmy i w dobrych humorach ( nie mają o co się do nas doczepić) wyjeżdżamy na drogę.
Zza krzaków wyskakują policjanci - teren zabudowany - a ja miałem RETY! 62 km/h.
Mandat 5 tys. koron, kredytowy, do zapłacenia w ciągu tygodnia (nie zapłaciłem do dziś)
Wk....wiony jadę dalej. Proszę Tomka, by mnie pilnował- by zwracał mi uwagę na znaki, ograniczenia itp.
Pilnujemy się nawzajem, przez co wleczemy się niemiłosiernie.
Ale czeska policja ma swoje sposoby - i tak nas upolowali.
Za Pilznem mijam znak "koniec autostrady" jadąc 110km/h i już 50 m dalej zatrzymuje nas kolejny patrol, ewidentnie polujący na obcokrajowca.
Czuję, że liczą na łapówę, więc , żeby nie tracić czasu daję im 20EUR (wyraźnie się ucieszyli, czyli dałem im za duzo) i zgrzytając zębami odjeżdżamy.CDN
Ostatnio edytowano 08.12.2012 17:32 przez dżejbo, łącznie edytowano 2 razy
Janus
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 38
Dołączył(a): 19.10.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janus » 05.12.2012 11:21

Musze.przyznac ze Dzejbo daje popis jest dobry tekst ladne zdjecie a i Chopina mozna posluchc.
Wiekszosc tych przygod to jednak czas mlodosci i szczescia...polaczony z absurdem komuny
No wlasnie czy aby na pewno? ?? Ta historia z kodem w resteuracji to tez absurd ale ten nowoczesny poprawny politycznie postepowo Europejski. Jakie to szczescie ze i nasze dzieci beda mialy co wspominac
Posmiac sie na spotkaniu konspiry w tajnym miejscu....bo na portalu internetowym to raczej juz nie...pracuje nad tym i Tusk i ONZ w tej chwili a moze i postepowa UE...
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 06.12.2012 16:43

Mijamy Pragę i polska granica już coraz bliżej. Dobrze, bo benzyna się kończy, a mam tylko złotówki. O zmroku dojeżdżamy do przejścia granicznego w Boboszowie.
Przemiły pogranicznik kontroluje nasze dokumenty, w końcu oddaje je nam i uprzejmie informuje:
"Ale tym samochodem to pan do Polski nie wjedzie"
KURRR... ŻÓŁTE TABLICE! - DZIĘKUJĘ WUJKU!
Samochód z takimi tablicami może do Polski wjechać tylko na lawecie.
Kontaktuję się z koleżanką Kają mieszkającą niedaleko, która znajduje mi lawetę w Bystrzycy.
Niestety, mogą przyjechać dopiero za 4 godziny.
Wracamy z Tomkiem do najbliższej czeskiej miejscowości, żeby zjeść obiad i skrócić nieco oczekiwania. Lampka rezerwy pali się już dosyć długo, ale na szczęście paliwa wystarczyło.
Po 4 godzinach przyjeżdża laweta, wciągają nasz samochód i przypinają pasami. Gotowe w 10 minut, ale straży granicznej się nie spieszy. Odprawiają nas po 1,5 godzinie czekania, choć na granicy byliśmy sami.
W warsztacie laweciarze zamalowują czarnym sprejem żółty kolor na tablicach i radzą, żeby jechać nocą, to się jakoś przemknę. OK, tylko szkoda, bo nie będziemy nocować u Kai. Zajeżdżamy do niej na chwilę - kawa, herbata, paletko i w drogę.
Jest tuż przed północą. Zaczyna padać ulewny deszcz, asfalt paruje, tworząc dodatkowo mgłę, a my jedziemy po górskich serpentynach z Kłodzka do Złotego Stoku. Potem jest już łatwiej i w końcu, o świcie, docieramy do domu.
Byliśmy w podróży 20 godzin, przejechaliśmy ponad 1000 km.
Zasypiamy w jednej chwili, w wygrzanym przez żonę łóżeczku.
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 12.12.2012 01:13

6.SŁOWACJA, SIERPIEŃ 2004
Piesza wycieczka po okolicy znanej z zimowych pobytów narciarskich. Choczskie Wierchy, a konkretnie to zostawiamy samochód na parkingu u wejścia do doliny Prosieckiej i ruszamy w górę. Latem też jest pięknie, wędrujemy dziarsko kilka godzin i w końcu schodzimy do sąsiedniej doliny, do Liptovskiej Anny. (Tu zimą wynajmowaliśmy domek i dojeżdżaliśmy na Chopok) Chmurzy się i zaczyna lać i to zdrowo. Całe szczęście, że we wsi jest fajny lokalik, w którym się schroniliśmy. Z zewnątrz wygląda jak jeden z wielu okazałych bogatych domów, ale po wejściu na 1 piętro, znajdujemy się w przytulnym lokalu z wyszynkiem. Jest tu izba dla tubylców i salonik dla "lepszych" gości ze starymi meblami i gustownymi obrazami. Na parterze można zagrać w bilard. Gospodarz, sympatyczny facet, pamięta nas jeszcze z zimy (byliśmy tu co wieczór). Pokrzepiamy się rozgrzewającymi płynami i patrzymy przez okno jak leje bez szansy na przejaśnienie.
A samochód w sąsiedniej dolinie.
Wielkodusznie proponuję, że wyprawię się po samochód. Gospodarz pożycza mi rower - duże bydlę i siodełko ma cholernie wysoko, bez możliwości opuszczenia. Chłostany deszczem jadę pod górę, na razie idzie dobrze. Woda wypływa mi nogawkami, ale rozgrzałem się. Robi się coraz bardziej stromo, więc redukuję biegi i jadę wolniej, wolniej... wolniej. W końcu wolniej się już nie da, nie ma już większego trybu. Uda bolą i pieką, i w końcu stanąłem. Ale nie byłem w stanie przerzucić nogi nad wysokim siodełkiem i zwaliłem się na bok w to całe błoto i płynącą wodę. Poleżałem sobie dobrą chwilę ciężko dysząc i wreszcie pozbierałem się i wprowadziłem rower na najwyższy punkt rozdzielający doliny.
A z góry już poszło jak po... błocie. Jechałem jak na zawodach crossowych, jak wielka kula w otoczce rozpylonej żółtej gliny i wody. Przewróciłem się już tylko jeden raz, a po dotarciu do samochodu zapakowałem rower do środka.
Zeskrobałem z grubsza glinę, wylałem wodę z butów i siedzenie wyłożyłem torbami foliowymi.
Kiedy ruszałem z parkingu zza chmur wyjrzało słońce i świat poweselał.
slow1.jpg
U wejścia do Prosieckiej Doliny
slow3.jpg
A to już Słowacki Raj - przełom rzeki Hornad
Ostatnio edytowano 13.12.2012 22:54 przez dżejbo, łącznie edytowano 1 raz
Następna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
ANEGDOTY Z RÓŻNYCH STRON
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019