napisał(a) Franz » 05.06.2016 17:58
Jest krótki, więc nie będę odpinał rakiet - próbuję wspinaczki w moich płetwach. Zawieszam kijki na nadgarstkach i łapię za ostre krawędzie kamieni, znajdując dla stóp prowizoryczne oparcia. Kilka kroków w ten sposób - zdaję sobie sprawę z tego, jak pociesznie muszę w tej chwili wyglądać - po czym wbijam pazury w śnieg ponad kamiennym grzebieniem, by się wydostać na górę. W końcu mam to miejsce za sobą i znów mogę poruszać się stosownie do aktualnie używanego sprzętu. Teraz grzbiet wznosi się tylko nieznacznie i stopniowo zmniejsza się różnica wysokości w stosunku do podnoszącego się systematycznie dna dolinki, którym podchodzi Bercik.