yzedef napisał(a):Jakoś ten temat umarł ? czyżby towarzystwo zmieniło upodobania i np. popija teraz tylko napoje z ziemniaków lub żyta ?
Ziemniaki i żyto tyż dobre. Życie jest za krótkie, żeby się ograniczać
Co do łychy, to polubiłem ją dość wcześnie, bo na studiach. Wtedy (i tak do trzydziestki) popijałem głównie proste produkty - popularne szkockie blendy takie jak Teacher's, Famous Grouse, J&B, czy Ballantine's. Oczywiście trafiał się też Jack Daniel's, czy amerykańskie bourbony.
Gdzieś koło trzydziestki, a był to dla mnie koniec kawalerstwa - poznałem urok irlandzkiej whiskey - Tullamore Dew, Bushmills, a zwłaszcza Jameson i te smaki towarzyszyły mi przez parę dobrych lat (Jamesona wciąż co jakiś czas zakupuję, natomiast znacznie rzadziej amerykańce, które są dla mnie za słodkie), czasem przeplatane czymś lepszym (jak częstowali).
Czymś lepszym, czyli albo premium blendem (np. różne odcienie J. Walkera - poza czerwonym oczywiście, który zawsze uważałem za niepijalny), albo single maltem. Ostatni okres, jeśli chodzi o whisk(e)y stoi dla mnie głównie pod znakiem jednosłodowych szkockich łiskaczy. Szczególnie upodobałem sobie mocne, przesiąknięte aromatem torfu, bandaży i jodyny single malty z wyspy Islay, a więc Laphroaig, Ardbeg, Lagavulin, Kilchoman...
Nie, żebym "zesnobiał", po prostu wyrabiam sobie smak i już praktycznie nie kupuję "w ciemno", zresztą kto w XXI wieku wydaje swoje ciężko zarobione pieniądze bez sprawdzenia w sieci, czy jest choćby szansa, że będzie z nabytku zadowolony? Wiem jedno - nie smakują mi tanie, jadące alkoholem blendy, przesadnie perfumowane whisk(e)y oraz łiskacze mocno słodowe, słodkie (np. Ballantine's). Celuję w wyrazisty, wytrawny smak, mile widziany jest torf (wspomniane wyżej trunki z Islay) lub sól (np. Talisker).
P.S. Ostatnio odkryłem ciekawą whisky - co prawda nie single malt, ale blend, natomiast stanowiący mieszankę torfowych whisky z wyspy Islay właśnie. Za niewielką kwotę można spróbować, czym to pachnie