Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

W 5 koni u wybrzeży Hvaru

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Mdziumka
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 392
Dołączył(a): 22.10.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Mdziumka » 27.05.2010 12:03

O Hvarze mogę czytać zawsze i wszędzie 8) . A jeszcze ta adrenalina...(jak to dobrze, że to nie ja jestem tą Mamą... 8O) i spojrzenie z zupełnie innej strony, tzn. tej od morza. Czytam z przyjemnością, tym bardziej, że my w tym roku, też w tym kierunku , ale zdecydowanie lądowo :lol:
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11808
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 27.05.2010 12:29

Przeczytałam ostatni odcinek z zapartym tchem. Niezła przygoda! Wspaniale stopniujesz napięcie.
Fajnie, że cała Wasza trójka ma poczucie humoru :)
Tymona
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2140
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Tymona » 27.05.2010 12:44

wir955 napisał(a):
Tymona napisał(a):
teraz już ze spokojem mogę czekać na kolejne letnie i beztroskie odcinki :D

tak, tak - beztroskie :wink:
No to teraz rozumiem :lol: Po takim jednym, małym rejsiku poziom stresu niejednego mógłby powalić :wink: :D


wir955 napisał(a):Nie puszczając jedną ręką steru, drugą rozerwał mokry kartonik i bez pośpiechu, spokojnie wciął spory kawałek
:lol: podobno najważniejsze w życiu są priorytety :lol:

pozdrawiam
:D
wir955
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 59
Dołączył(a): 29.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wir955 » 27.05.2010 15:00

renatalato napisał(a):Mówiąc z perspektywy mamy 8O .......

........chyba nie chciałabym tego widzieć :wink:


No,to mnie pocieszyłaś :?


yskyerka napisał(a): Powie: nie jadę i basta Choć jakoś w to nie wierzę.


Pojedzie... co najwyżej ponton się "nie zmieści" :(
mottom
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 762
Dołączył(a): 02.09.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) mottom » 27.05.2010 15:16

wir955 napisał(a):Pojedzie... co najwyżej ponton się "nie zmieści" :(

Bez pontonu? :D
Zawsze można wieźć na przyczepce albo na dachu (pytanie co/kogo ? :oops: :wink: )
wir955
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 59
Dołączył(a): 29.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wir955 » 27.05.2010 15:26

mottom napisał(a):
wir955 napisał(a):Pojedzie... co najwyżej ponton się "nie zmieści" :(

Bez pontonu? :D
Zawsze można wieźć na przyczepce albo na dachu (pytanie co/kogo ? :oops: :wink: )


tylko,że to nie brak miejsca może być przyczyną tego "niezmieszczenia" :lol:
wir955
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 59
Dołączył(a): 29.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wir955 » 27.05.2010 21:23

7. Po drugiej stronie tunelu.

Czwartkowy ranek wita nas upałem, a ponieważ do południa zaplanowane leniuchowanie więc czas wypełniamy na zmianę: kąpielami w morzu i plażowaniem. Potem pakowanie, pożegnanie z Virą i kierujemy się w stronę Pitve /bo jak tu nie zaliczyć tego słynnego na cro-forum tunelu/. Atrakcje zaczęły się jednak już wcześniej - na wysokości Jelsy skręcamy na południe i tu okazuje się, że dotychczasowe "mocne" doświadczenia z hvarskimi drogami to pestka. Odcinek Jelsa - Zavala daje "popalić": super wąsko, zero widoczności przed zakrętami /a prostych odcinków nie uświadczysz/, brak poboczy no i jeszcze całkiem spory ruch.

W wielu miejscach aby minąć pojazd z przeciwka zatrzymujemy, przytulamy się do skałki, wciągamy powietrze i patrzymy jak na grubość kurzu przesuwa się koło nas ten drugi.
Przypomina mi się przytoczone w przewodniku Pascala funkcjonujące kiedyś w Chorwacji przekleństwo "obyś zginął na drogach Hvaru" - pasuje jak ulał. Mijamy Pitve - droga kręci nieprawdopodobnie między budyneczkami, wydaje się momentami przecinając podwórka. Po chwili opuszcza malutką, senną /pora sjesty/ wioskę i doprowadza nas do tunelu. Wyciosany topornie w skale, wąski, z malutkim światełkiem przeciwległego wylotu przypomina raczej jaskinię niż fragment drogi. Ba, teraz mamy świetlną regulację ruchu ale jak tu dawniej radzili sobie kierowcy?

Wyjeżdżamy i... olśniewa nas kolejna odsłona hvarskiej baśni. Jesteśmy bardzo wysoko, zbocze wydaje się niemal pionowo opadać na spotkanie z morzem. Przejrzyste powietrze oddaje całą głębię kolorów. Szarawe skały przeplatają się z mocną, czerwcową zielenią karłowatych drzewek, niżej regularne kształty poletek winorośli i niewielkie kępy piniowych gaików, i wreszcie bajecznie lazurowy, po horyzont sięgający Adriatyk. Tak... tu koniecznie trzeba było przyjechać.

Obrazek
z Korculą w tle


Zjeżdżamy nieprawdopodobnie wąską agrafką - planujemy obejrzeć kempingi w Zavali, Ivan Dolac i Jagodnej i wybrać ten najlepszy. Zaczynamy od tego ostatniego - kusi pięknym położeniem, rozległością, zatoczką z atrakcyjnymi skałkami i plażą tylko... jak my tu damy radę z pontonem na wąskim i stromym zejściu? Jakiś pan z kempingu doprowadza nas jednak do miejsca gdzie od biedy można by zwodować nasz "okręt", wahamy się, idziemy jeszcze na plażę i tu... chłopaki tracą zapał - kilka pań /powiedzmy w lekko zaawansowanym wieku/ w toples, a na skałkach opodal już zupełna natura. Nie przekreślając Jagodnej wracamy do Ivan Dolac. Tu niestety również utrudnione dojście do morza, a i jakoś mniej ciekawie - odpada.

Po chwili jesteśmy w Zavali z trudem mieszcząc się w ciasnych 180-cio stopniowych zakrętach. Trochę błądzimy szukając kempingu ale cierpliwość zostaje nagrodzona - mamy to czego oczekiwaliśmy. Stanowiska usytuowane na tarasach, wszystkie solidnie ocienione, wolne miejsce w pierwszej linii od morza z widokiem, że ho, ho... no i najważniejsze - dogodne dojście do plaży w zatoczce. Na zapleczu plaży natura wyżłobiła coś w rodzaju potężnej groty, w której "garażuje" kilka pontonów i łódek. Wygląda to świetnie i tylko wiszące nad nimi skalne "kruszyny" nie do końca budzą zaufanie. Nie bez problemów rozkładamy nasz domek. Wbijanie śledzi idzie opornie - skałki, kamienie i korzenie wyginają miękki metal i w efekcie tylko co drugi, a czasem trzeci naciąg jest solidnie przytwierdzony do podłoża. Pozostaje mieć nadzieję, że nie trafi się jakaś wichura.

Obrazek
Zavala z przybrzeżnej ścieżki

Obrazek
sporo tu uroczych zatoczek[i]

Obrazek
[i]locum, że "palce lizać"


Obrazek
niczym w twierdzy

Obrazek
na "parkingu" pustawo

Obrazek
tylko mocno się wybić


Końcówkę dnia przeznaczamy na spacer wzdłuż wybrzeża. Wąski deptaczek prowadzi nad skałkami do kolejnych żwirowych plaż. Jest ładnie - gustowne murki i bramy, sporo drzewek i kwiatów a powyżej wspinają się na zboczu czerwone dachy domostw i górująca nad tym dzwonnica starego kościółka. Wieczór przynosi jednak pewną skazę na tym pięknym wizerunku Zavali - komary. Tego jeszcze nigdy w Chorwacji nie doświadczyliśmy. Bzyczące wampirzyce wykorzystały efekt kompletnego zaskoczenia, nie przygotowanie do obrony i obficie zebrały krwawe żniwo. Na moje szczęście zdecydowanie gustowały w młodej krwi. Salwowaliśmy się ucieczką do namiotu i nawet o kolacji jakoś nikt nie wspomniał.
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5529
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 27.05.2010 21:40

Wirze :D - dzięki temu odcinkowi mogłem sobie odświeżyć moje hvarskie wspomnienia. :D
No i jeszcze to auto z numerami RPR ... pod piniami - sam miód na sercu ... :D :D
nomad
Cromaniak
Posty: 656
Dołączył(a): 06.10.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) nomad » 27.05.2010 22:18

wir955 napisał(a):Tą relację zacząłem pichcić jeszcze późnym latem ubiegłego roku z przeznaczeniem na cro-forum.


I to nazywa się cierpliwością. 8O


wir955 napisał(a): W międzyczasie pojawiło się jednak sporo innych wspaniałych opisów związanych z Hvarem toteż, żeby nie powielać i nie zanudzać mój tekst powędrował na półkę. Teraz, gdy niektórzy może zgłodnieli na progu wakacji myślę, że to coś da się przeczytać.


Jak najbardziej da się poczytać. :)
Czasem zakrawa to na tendencję do powtarzania pewnych (własnych) stwierdzeń, ale czasem trzeba (je powtórzyć).

Pewne relacje można czytać zdjęciami, pewne można oglądać tekstem.
Widzieć morskie przygody czytając, cóż dodać, tylko gratulacje.
Przygody z emocjami pamięta się długo, a Wy jeszcze dorzucacie do tego
własną radość z wspaniale spędzonego czasu.

A poza tą przygodą, uśmiechnąlem się z przy pewnym zdjęciu, które po części wprzedza mój zamiar na tytuł pewnego wątku (który zrodził się w mojej głowie, ale jeszcze nie ujrzał światła dziennego, a może w sobie nieść wiele niespodzianek również dla mnie).
Jakkolwiek tajemniczo to zabrzmiało, kiedyś zostanie to wyjaśnione.

Pozdrawiam całą ekipę. :papa:
smoki3
zbanowany
Posty: 4333
Dołączył(a): 29.11.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) smoki3 » 28.05.2010 07:29

Wszystkie moje posty stopniowo wycofuję z forum. Koniec pisania na tych kartach. Do czasu pozytywnych zmian jeśli kiedykolwiek tu wystąpią. smoki3
Ostatnio edytowano 20.05.2019 17:42 przez smoki3, łącznie edytowano 1 raz
renatalato
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4911
Dołączył(a): 04.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) renatalato » 28.05.2010 08:32

Nie no super, zdjęcia to mnie tak przyciągają do tego Hvaru, że zaczęłam czytać od nowa relacje z tej pięknej wyspy.


Zaczęłam od Wojankowej.......

wojan napisał(a):Wirze :D - dzięki temu odcinkowi mogłem sobie odświeżyć moje hvarskie wspomnienia. :D
No i jeszcze to auto z numerami RPR ... pod piniami - sam miód na sercu ... :D :D


Zavala nas powaliła :wink: , ale czy w połowie lipca i w ciemno nie będziemy zmuszeni nocować gdzieś na polu lawendowym :wink:
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 98318
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 28.05.2010 10:34

wir955 napisał(a):Wieczór przynosi jednak pewną skazę na tym pięknym wizerunku Zavali - komary. Tego jeszcze nigdy w Chorwacji nie doświadczyliśmy. Bzyczące wampirzyce wykorzystały efekt kompletnego zaskoczenia, nie przygotowanie do obrony i obficie zebrały krwawe żniwo.



Wreszcie ktoś poprawnie określił kto zbiera "krwawe żniwo" :D
wir955
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 59
Dołączył(a): 29.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wir955 » 28.05.2010 11:50

wojan napisał(a):
No i jeszcze to auto z numerami RPR ... pod piniami - sam miód na sercu ... :D :D


U mnie "to samo", gdy gdzieś tam... 1500 na południe zauważę te literki :D

Dla wtajemniczonych: SG... też bierze za serce :lol:



nomad napisał(a):A poza tą przygodą, uśmiechnąlem się z przy pewnym zdjęciu, które po części wprzedza mój zamiar na tytuł pewnego wątku (który zrodził się w mojej głowie, ale jeszcze nie ujrzał światła dziennego, a może w sobie nieść wiele niespodzianek również dla mnie).
Jakkolwiek tajemniczo to zabrzmiało, kiedyś zostanie to wyjaśnione.


No to teraz będę Cię śledził :wink:


smoki3 napisał(a):Podróżuje z przyczepą kempingową, jak oceniasz szansę pokonywania tamtych serpentyn zestawem auto plus przyczepa.


Hvar - jako taki, jest do przejechania (poowooluutku). Jednak dojazdy do kempingów na południe od tunelu Pitve to już z przyczepą... wyższa szkoła jazdy (dla mnie byłby to horror).
Niemniej widziałem jedną małą przyczepkę w Zavali 8O



renatalato napisał(a):Zavala nas powaliła , ale czy w połowie lipca i w ciemno nie będziemy zmuszeni nocować gdzieś na polu lawendowym


Nie sądę renata - jak słyszałem od tamtejszych bywalców, to dopiero w drugiej połowie lipca zdarza się full.
Jednak w "razie czego" masz tuż obok np. piękny camp w Jagodnej.

Na polu lawendowym... to całkiem nieźle brzmi :wink:


Wszystkim cierpliwym czytelni(cz)kom - pozdrówka :D
Powalacie mnie recenzjami... gdzież mi tam... ale chyba w ramki i na ścianę - niech kiedyś wnuki (może takowe się trafią) docenią :oops: :wink:
Ostatnio edytowano 28.05.2010 13:39 przez wir955, łącznie edytowano 1 raz
ita
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1974
Dołączył(a): 22.01.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) ita » 28.05.2010 12:59

tak, tak spokojnie możesz w ramki i na ścianę, pochwały zasłużone. Czyta się świetnie.
(cicha czytelniczka ;) )
wir955
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 59
Dołączył(a): 29.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wir955 » 28.05.2010 21:12

8. Scedro i Jelsa.


W piątek po śniadaniu przygotowujemy ponton do kolejnego rejsu. Dziś na rozkładzie wyspa Scredo. Pogoda sprzyja - pełne słońce, lekka bryza i nieznacznie tylko rozfalowane morze. Szybko osiągamy zachodni cypel wyspy i dalej płyniemy wzdłuż jej południowego wybrzeża wypatrując miejsc nadających się na desant. Początkowo linia brzegowa jest dość monotonna i dopiero w połowie jej długości trafiamy na zatoczki i żwirkowe plaże.

Próbujemy wybrać coś dla siebie ale problemem stają się śmieci. Jest ich tu zdecydowanie za dużo, nawet w wodzie panoszą się jakieś folie. Manewrujemy ostrożnie ale w pewnym momencie silnik gaśnie - jakaś gruba płachta oplątała nam śrubę. Z trudem uwalniamy się od tej blokady i już zniechęceni rezygnujemy z próby lądowania w tym rejonie. Północny brzeg Scedro jest zdecydowanie czystszy i tam robimy przerwę na kąpiel.

Wracamy do Zavali a po obiadku jeszcze jeden krótki wypad pontonem w stronę Ivan Dolac. Tu wybrzeże robi zdecydowanie ciekawsze wrażenie - są groźne skalne urwiska i niewielkie plaże dostępne praktycznie tylko od strony morza. Wybieramy jedną dla siebie - kilkunastometrowa ściana skalna jest nie tyle pionowa, co wręcz nachyla się nad maleńką plażą. Głębiej kusi wysoka grota ale tam się nie zapuszczamy widząc tonowe głazy niezbyt solidnie tkwiące w sklepieniu i to, że wiele podobnych już leży na dole. Trochę zdjęć, kąpiel i wracamy bo robi się późno a czas obejrzeć miasteczko Jelsę.

Obrazek
zajrzymy?... może nic nie spadnie

Obrazek
"Pan i Władca..." (no prawie)

Obrazek
ze 20 w pionie

Obrazek
no, coś z tym pionem nie tak

Obrazek
pod wodą też będzie super


Do tej kolejnej hvarskiej perełki docieramy samochodem. Może nieco ustępuje urodą Hvarowi ale też ma ten swój niepowtarzalny klimat, a i ludzie /miejscowi/ jacyś tu szczególnie życzliwi, bardziej na luzie, więcej uśmiechu na twarzach. Czy to w kafejce, czy w sklepach, czy w lodziarni odnosimy wrażenie, że faktycznie jesteśmy mile oczekiwanymi gośćmi.

No... w lodziarni to już do przesady - zamawiamy po trzy, cztery gałki a szefunio nie dość, że nabiera baaardzo kopiato to jeszcze dokłada po jednej gratis. Ma też czas na chwilkę rozmowy, a później pożegnanie. Ktoś powie - normalka, to wszystko wykalkulowane... niby tak, a jednak miło, no i przyjemny kontrast po Hvarze gdzie trafialiśmy raczej na zniecierpliwienie i opryskliwość.

Obrazek
Jelsa - kolejna perełka

Obrazek
jak wyżej

Obrazek
...

Wpadamy jeszcze na internet sprawdzić prognozę pogody i... szok, potwierdza się dokładnie wcześniejsza /wtorkowa/ czarna wizja tylko, że na dłuższą już metę. W sobotę wieczorem ma być burza, a w niedzielę deszczowo i raptowny zjazd temperatury o kilkanaście stopni. Jeszcze nie dowierzam... .

Obejrzyj droga Pitve - Jelsa




9. S.O.S.


W sobotę południowo-wschodni wiatr wypiętrza całkiem spore falki. Witek zaciera ręce, bo jest wspaniała okazja na zabawę z pontonem. Szymek stwierdza, że skoro to ostatni upalny dzień, to nie można marnować ani chwili słońca i wybiera smażalnię na skałkach. Ja oczywiście będę asekurował młodszego. Tym razem bez konkretnego celu płyniemy na wschód. Fala jest inna od tej pamiętnej "starigradzkiej" - wyższa, często przekracza metr ale jednocześnie wystarczająco długa, toteż wolno płynący ponton trochę mozolnie wspina się na grzbiet, by za chwilę gwałtownie runąć w dół schładzając załogę bryzgami wody. Zabawa przednia choć nasze żołądki nie są zachwycone taką huśtawką i dobrze, że śniadanko było raczej skromne.

Wybrzeże w tej części nie straszy skalnymi urwiskami, jest raczej niższe i łatwiej dostępne, a sporo maleńkich zatoczek zaprasza swoimi plażami. Zawracamy spory kawałek za Gromin Dolac wypływając jednocześnie nieco głębiej w morze. Teraz dla odmiany, płynąc z falą mamy okazję zabawić się w serferów. Lekkim skosem wskakujemy na grzbiet fali i trzymając ponton na pełnym gazie, zawieszeni na jej krawędzi mkniemy po kilkadziesiąt metrów czując "dopalacze". Jest bosko... przyspieszenie jakby naszej łupince przybyło kilkadziesiąt koni. Drogę, która przedtem zajęła nam ponad godzinę, teraz pokonujemy w 20 minut.

Przy obiedzie Szymek opowiada o swoim odkryciu - trafił na dostępną z lądu półkę skalną zawieszoną kilka metrów powyżej morza, a woda tam podobno głęboka i bezpieczna. Nowe wyzwanie dla chłopaków, a dla mnie spora porcja niepokoju. Po słabym i krótkim oporze zgadzam się sprawdzić co to jest. Płyniemy pontonem by obejrzeć to coś od strony morza. Wygląda groźnie - 4-ro, może 5-cio metrowa pionowa ścianka... ale sprawdzam wpław i potwierdza się, że pod wodą bezpiecznie - parę metrów w dół żadnych skał. Jest więc zgoda i tylko problem jak się tam wydrapać.

Na szczęście kilkadziesiąt metrów dalej brzeg obniża się i chłopaki klucząc między ostrymi na- i podwodnymi przeszkodami docierają tam wpław. Potem trochę wspinaczki (po drodze przepłaszają parkę nudystów) i już stoją na krawędzi. Mam skurczony do granic żołądek i trochę nadziei - może się wycofają... przynajmniej młodszy. Gdzie tam, po chwili wybijają się tam w górze, lecą, a potem wzbijając fontannę wody nikną na sekundy. Po kilku próbach syci emocji i zadowoleni z nakręconego filmiku wdrapują się na ponton, chwila na wymianę wrażeń i szybko zbieramy się do powrotu - bo oto pociemniało, zza gór od północy wyłoniły się nagle ciężkie chmury, a charakterystyczne pomruki zwiastują burzę.

Obejrzyj skoki

Witek śpiesznie odpala silnik, Szymek rutynowo /jak to nawigator/ rozgląda się jeszcze dookoła i... "tam chyba ktoś daje znaki" - słyszymy. Rzeczywiście jakieś 200 m za rufą widzimy mężczyznę na desce z żaglem machającego energicznie rękami. Zmieniamy kurs o 180st. i po chwili rozumiemy już co się dzieje. Wiatr i fala zepchnęły go za blisko do skalistego półkoliście ukształtowanego wybrzeża. Nie ma już widocznie możliwości ucieczki z tej pułapki - wygląda na mocno zmęczonego.

Podpływamy. Z trudem wciągamy "rozbitka" i deskę na ponton ale z żaglem już nie dajemy rady - musi płynąć przed dziobem. Niestety próba płynięcie z takim "antysterem" pali na panewce - ponton nie słucha własnego steru, a spychani przez wiatr i fale niebezpiecznie zbliżamy się do skalnych grzebieni. Co robić? Trochę panikujemy, na szczęście Witek próbuje na wstecznym i to jest strzał w dziesiątkę. Teraz udaje się przyjąć właściwy kurs. Do "portu" mamy ledwie pół kilometra ale płyniemy bardzo wolno - rufą pod całkiem już sporą falę, co skutkuje, że do środka pakują się nam kolejne wiaderka wody.

Dren w tym układzie nie działa, a wody przybywa błyskawicznie. Wylewamy ją czym się da, idą w ruch maski, jakiś kubek, czapka... . Nasza zatoczka przybliża się w żółwim tempie, za to skłębione, czarne chmurzyska zdają się pędzić na złamanie karku. "Nasz rozbitek" dochodzi wreszcie do siebie - przedstawia się, jest Słoweńcem /z naszego zresztą kempingu/. Mówi, że krzyczał i machał do nas ze 20 min ale my zajęci skokami do wody nic nie słyszeliśmy. Gdy zobaczył, że uruchamiamy silnik i płyniemy w przeciwnym kierunku był bliski załamania i... wtedy "stał się cud" ponton nawrócił i skierował się w jego stronę.

Uff... wygrywamy z czasem, jest już nasza plaża. Wysadzamy gościa, błyskawicznie demontujemy ponton i z pierwszymi kroplami deszczu mamy już wszystkie jego części koło namiotu.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
W 5 koni u wybrzeży Hvaru - strona 5
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019