Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

W 5 koni u wybrzeży Hvaru

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Adam.B
Cromaniak
Posty: 4491
Dołączył(a): 12.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Adam.B » 25.05.2010 19:19

a chłopaki bez piwa ? : :D
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 14985
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 25.05.2010 23:23

Wirze , pięknie opisujesz Waszą przygodę :)
To wielka przyjemność śledzić ją przed nowym sezonem wakacyjnym , szczególnie , że jak piszesz - pierwszy raz w CRO z pontonem . Zatoczek tam nie braknie , nawet na bardzo długi urlop :wink:

Niecierpliwie czekam na dalszy ciąg

Pozdrawiam
Piotr
monia85
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 666
Dołączył(a): 05.02.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) monia85 » 26.05.2010 12:13

Baaaardzo mi się podoba Wasza przygoda!
Niecierpliwie czekam na jeszcze 8)
wir955
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 59
Dołączył(a): 29.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wir955 » 26.05.2010 12:27

Tymona napisał(a):

teraz już ze spokojem mogę czekać na kolejne letnie i beztroskie odcinki :D




tak, tak - beztroskie :wink:

śpieszę donieść też wszystkim szanownym czytelnikom(czkom), że mój foto-mistrz już po pierwszym odcinku oddał w pełni swój czas na potrzeby niniejszej relacji i jakiekolwiek opóźnienia w przyjętym tempie (1 dzień - 1 rozdział) mogą co najwyżej wyniknąć z mojego "stanu wyższej konieczności".

Uprasza się o "nie strzelanie do pianisty" :oops: :D
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 14985
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 26.05.2010 16:45

wir955 napisał(a):Uprasza się o "nie strzelanie do pianisty" :oops: :D


Tak , tak , " bo pijanista , to musi mieć w sobie takie cóś " :wink:
wir955
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 59
Dołączył(a): 29.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wir955 » 26.05.2010 19:23

6. Starigradzki chrzest.

Rano w recepcji pobieramy wydruk 7-dniowej prognozy pogody dla Hvaru. Akurat dziś w środę ma się zachmurzyć i silniej powieje po południu, czwartek i piątek patelnia, sobota z lekkimi chmurkami, niedzielny wieczór z burzą i dalej załamanie pogody - deszczowo i chłodno. Widząc niepewne miny chłopaków zapewniam, że z tym załamaniem to z pewnością lipa... w Chorwacji to niemożliwe... a prognozowanie na kilka dni to wróżenie z fusów.

Uzupełniamy zapasy paliwa i wody na naszym "okręcie", i opuszczamy spokojne wody zatoki. Zaraz za cyplem dostajemy ostrzeżenie - zaczyna solidnie wiać a na północy gdzieś za wyspami Solta i Brać niebo ciemnieje. Chwila wahania ale załoga nawet nie chce słyszeć o powrocie - "Stalingrad" ma być zdobyty dziś i kropka. Oczywiście chodzi o Stari Grad ale po paru nieudolnych próbach odmiany /np. do Stariego Gradu, w Starim Gradzie.../ ktoś zaproponował solidny sowiecki zamiennik i tak już się przyjęło. Na razie falka skłania do figli. Sternik umiejętnie manewrując rumplem i manetką gazu łapie co niektórą falę "na buźkę" chlapiąc smażącego się na dziobie Szymka. Igraszki przerywają co jakiś czas okrzyki zachwytu - po prawej mamy piękne skaliste wybrzeże, a w wysokie, strome i zalesione zbocza wcinają się niczym fiordy wąskie zatoczki.

Wygląda to tajemniczo i niedostępnie, a jednak w wielu miejscach widzimy pojedyncze domki - czasem pozamykane na głucho, gdzie indziej ze śladami ludzkiej obecności. Jedną z zatoczek wybieramy dla siebie - kusi kamyczkową plażą, osuwiskiem skalnym tuż obok i ... ruinami domku /rybaczówki?/. Woda krystaliczna do przesady... Szymek widząc płyciznę tuż pod dnem pontonu /jak mu się wydaje/ szybko wysuwa nogę za burtę by wyskoczyć i podholować a tu... głębia, a że druga noga została w środku, traci równowagę i zsuwa się za burtę. Palce próbują jeszcze uchwycić się czegoś, szukają rozpaczliwie jakiegoś punktu zaczepienia na śliskiej burcie - ale daremnie... niczym w zwolnionym tempie nasz nawigator z bardzo zdziwioną miną ląduje z głową pod wodą. Zamiast pomóc - skręcamy się ze śmiechu, co oczywiście doprowadza poszkodowanego do stanu "lekkiego poirytowania".

Podciągamy ponton i za chwilę wszyscy baraszkujemy w wodzie. Kąpiel i nurkowanie dostarcza nam wiele atrakcji - pod skalną ścianą osuwisko utworzyło wnęki i szczeliny, są masy kolorowych rybek, a nawet piękne rozgwiazdy. Później penetrujemy brzeg. Chłopcy wyszukują na plaży sporych rozmiarów muszle, a ja rozglądam się za jakąś dróżką w głąb lądu. Znajduję tylko jedną pnącą się w górę wąską ścieżkę, miejscami niemal całkiem zarośniętą ciernistymi krzewami. Jesteśmy praktycznie odcięci od reszty lądu - z dwóch stron strome, zalesione zbocza, z trzeciej niewielka półka - ze dwa metry powyżej plaży i dalej osuwisko skalne kończące się w morzu.

Obrazek
przystanek: zatoka

Obrazek
z balkonu

Obrazek
j.w.

Obrazek
pokój do wynajęcia od zaraz


Czas na dalszą podróż, ale wcześniej demontujemy daszek - przy większej fali uginający się dziób pontonu poluzowywał jego naciągi i nad głowami zaczął łopotać nam "żagiel". Wpływamy na wielką zatokę Starigradzką, a że falka lekko popycha - szybko osiągamy cel naszego rejsu. Cumujemy przy nabrzeżu. Znajduję dla siebie ocienioną ławeczkę, a resztę załogi wysyłam na rekonesans po miasteczku i obiadek. Po drugiej stronie za pasem wody pięknie prezentuje się Stari Grad. Kamieniczki stoją tuż nad wodą, wydaje się, że niemal na jej poziomie. Większość miasta ścieśniła się na płaskim terenie u nasady zatoki, a okoliczne zielone wzgórza stanowią jakby tło jakiejś wielkiej teatralnej scenerii.

Obrazek
Stari Grad

Obrazek
jakby na wodzie postawione


W ten sielski widoczek wtrąca się wkrótce imponująca sylwetka katamarana pod austriacką banderą. Zakotwiczył przy boi jakieś 20 metrów przed moją ławeczką. Podziwiam piękną linię jachtu, przymierzam się do fotki, a tu z kabiny wysypało się na pokład 10-ciu hałaśliwie szwargoczących facetów i ku mojemu zniesmaczeniu rozebrawszy się do rosołu zaczęli pluskać do wody i z powrotem /a nie mogła to być żeńska załoga?/. Siadam bokiem - wkurzony, gdyż innej ławeczki nie ma, a przechodzący obok co jakiś czas spacerowicze mogą mnie wziąć za podglądacza, który znalazł sobie punkt obserwacyjny.

Wreszcie po kwadransie Austriacy /już ubrani/ przepływają pontonem do nabrzeża i znikają mi z oczu. Moi chłopcy wracają syci po obiadku dzierżąc jeszcze pod pachą pudełko z połówką wielkiej pizzy. Teraz zmieniamy się rolami. Kręcę się trochę po ciasnych uliczkach, zaglądam do kościółka, ale jakiś niepokój gna mnie z powrotem. Przyczyną jest pogoda - słońce piecze co prawda jeszcze niesamowicie, ale wzmaga się wiatr, a błękit nieba ustępuje ciemnoszarym, szeroką ławą idącym chmurom.

Odwrót - wypływamy na wielką Zatokę Starigradzką i z miejsca dostajemy falą w nos. Początkowo łapiemy na "buzię" tylko co niektórą, później już każda robi nam prysznic. Po paru minutach jesteśmy kompletnie mokrzy, a wody w pontonie przybywa... część bagażu już pływa. Przypominam sobie o zatyczce drenu - otwieram i... ulga. Większość wody wypływa przez otwór i tylko sternik musi dalej moczyć stopy. Witkowi nie jest łatwo utrzymać w rękach rumpel, ale nie chce zmiany. Trzeba przyznać, że znakomicie wywiązuje się ze swego zadania - manewrując gazem i sterem zmniejsza do minimum siłę uderzeń fal choć i tak maltretowany przód pontonu co chwila odkształca się do środka, a podłoga w tej części jakoś przestaje być sztywna wydając jeszcze niepokojące dźwięki.

Wkładamy kamizelki ratunkowe - chronią także przed wychłodzeniem, bo zimny wiatr i przemoczona odzież daje się nam już we znaki. Dodatkowo słona woda zalewając twarze wciska się w oczy tak, że nie sposób patrzeć. Wpadamy na pomysł, by wykorzystać maski do pływania pod wodą - wyglądamy komicznie, ale tu nikt nas nie obserwuje. Zatoka opustoszała. Nie brakuje humorystycznych sytuacji - oto Witek dojrzał taplające się na podłodze pudełko z pizzą i nie darował. Nie puszczając jedną ręką steru, drugą rozerwał mokry kartonik i bez pośpiechu, spokojnie wciął spory, doprawiony morską wodą kawałek. Dusimy się ze śmiechu, ale i pełni jesteśmy podziwu jak można tak sprawnie poradzić sobie ze sterem, pizzą i wodą zalewającą twarz na rozbujanym pontonie.

Generalnie nie jest jednak zbyt ciekawie, posuwamy się wolno mimo pełnej mocy silnika, a ciśnie się pytanie - co będzie jeśli ON zawiedzie? Brzeg blisko, ale czy na wiosłach damy radę wpłynąć do jakiejś zatoczki, ominąć skały? Jeśli tak to czy będzie tam droga, czy choćby ścieżka - bo strome zbocza wydają się być trudno dostępne? "Odpycham" szare myśli pocieszając się, że sprzęt nowiutki i dobrej firmy, chłopaki "w razie czego" pływają znakomicie, a telefon dobrze zabezpieczony w nieprzemakalnym etui pozwoli nam uniknąć losu Robinsona C. Nastroje załogi falują jak dzisiejsze morze - jest sporo humoru, ale gdy kilka czap wody przykrywa jedna za drugą nasz okręcik, twarze poważnieją. Niektóre uderzenia są tak silne, że strugi przelatują nade mną i Szymkiem /półleżąc dociążamy dziób/ i lądują za rufą a częściowo na... sterniku. Dobija mnie jeszcze pytanko jednego z chłopaków - "Jak sądzisz, co by Mama powiedziała gdyby nas zobaczyła w tej sytuacji?" Odpowiedzi nie było.

Po pół godzinie jesteśmy już oswojeni z sytuacją, po godzinie mamy dość. Mija półtorej godziny od wyjścia z portu w Starim Gradzie, przepłynęliśmy jakieś 7 km i teraz gdy zbliżamy się do wyjścia z zatoki dręczy nas obawa - jaka fala przywita nas na pełnym morzu? Jeszcze chwila i mamy odpowiedź... jest dobrze... fala co prawda dalej wysoka, ale i długa, wiatr silny ale nie ścina jej grzbietów... jakby ktoś zakręcił prysznic. Teraz mamy ją z boku więc pozwala na lepsze tempo sympatycznie bujając przy okazji. Jeszcze godzina i bez problemu cumujemy w "naszym porcie". Jest o czym rozmawiać wieczorkiem przy kolacji, herbatce i piwku. Trochę żałujemy, że nie mamy zdjęć z powrotu - aparat przeleżał drogę w wodoszczelnym futerale. Już w namiocie gdy położyliśmy się do spania wszyscy mamy podobne odczucia - nasze materace unoszą się i opadają.

Obrazek
dobranoc Vira
trinity
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 415
Dołączył(a): 07.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) trinity » 26.05.2010 19:58

no, no, ale adrenalina 8O
Wasz rejs do Starigradu to prawie jak rafting :wink:
Super przeżycia, gratuluję :D
Aldonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4190
Dołączył(a): 07.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Aldonka » 26.05.2010 20:45

O wow!!!
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 14985
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 26.05.2010 23:29

To tak wygląda spokój 8O
. . . faktycznie - ze spokojem :wink: czekamy na dalszy ciąg Twojej relacji :wink:
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45309
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 27.05.2010 07:48

...i co pan na to panie wilson? :wink:
smoki3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4333
Dołączył(a): 29.11.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) smoki3 » 27.05.2010 08:15

Wszystkie moje posty stopniowo wycofuję z forum. Koniec pisania na tych kartach. Do czasu pozytywnych zmian jeśli kiedykolwiek tu wystąpią. smoki3
Ostatnio edytowano 20.05.2019 18:43 przez smoki3, łącznie edytowano 1 raz
mottom
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 762
Dołączył(a): 02.09.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) mottom » 27.05.2010 08:55

wir955 napisał(a): "Jak sądzisz, co by Mama powiedziała gdyby nas zobaczyła w tej sytuacji?" Odpowiedzi nie było.

Co Mama powiedziała po Waszym powrocie (a może dopiero z tej relacji się dowie)?
Dawkujesz napięcie co najmniej jak Agatha Christie 8)
renatalato
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4911
Dołączył(a): 04.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) renatalato » 27.05.2010 11:13

Mówiąc z perspektywy mamy 8O .......

........chyba nie chciałabym tego widzieć :wink:
wir955
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 59
Dołączył(a): 29.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wir955 » 27.05.2010 11:55

mottom napisał(a):Co Mama powiedziała po Waszym powrocie (a może dopiero z tej relacji się dowie)?


Tak, zgadłeś :oops:
Ale to pewnie już czas, by moja "druga połowa" zaczęła się z tematem oswajać, bo w tym roku planujemy chorwackie wakacje całą rodzinką :wink:
Aldonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4190
Dołączył(a): 07.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Aldonka » 27.05.2010 12:32

Oby to tylko nie zadziałało w przeciwną stronę :) Powie: nie jadę i basta :) Choć jakoś w to nie wierzę.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
W 5 koni u wybrzeży Hvaru - strona 4
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019