napisał(a) Franz » 22.11.2011 17:01
Po chwili dojeżdżamy do mostu, skąd roztacza się całkiem ładny widok. Ale jest tu zbyt wąsko, bym nawet na chwilę się zatrzymał - nie zamierzam blokować ruchu. Przejeżdżamy więc na drugą stronę i zjeżdżam tuż przy moście na szerokie pobocze. Tyle co wychodzimy z samochodu, a już biegnie do nas jakaś pani, wołając, że tu nie można parkować. Przekonuję ją jednak do swoich racji, tłumacząc, że my tylko na momencik. Wracamy na most, gdzie teraz możemy spokojniej przyjrzeć się rzece oraz zboczom wąwozu - miejscami spadającymi pionowymi ścianami, to znów łagodniejszymi stokami, gdzie pojedyncze skały wystają ponad zieleń krzewów.
Ale okazuje się, że i w samej rzece można coś interesującego zobaczyć. Bea dostrzega podłużny kształt wijący się pośród kamieni. W pierwszej chwili mały fragment, który zaraz pokazuje się w całej okazałości, by po chwili zniknąć pod większym głazem.
- Zdążyłaś gadzinę uwiecznić?
Bea potakuje z triumfem w oczach. Była szybsza ode mnie.
Wracamy do samochodu zgodnie z danym słowem i na odjezdnym macham wesoło do pani, która odwzajemnia się uśmiechem. Za nami zostaje Roski slap, ale i stąd słabo go widać.
- To jak? Wracamy do niego?
- Wiesz, napatrzyliśmy się dziś na takie mnóstwo kaskad, że te możemy już sobie darować. Poszukajmy lepiej tego, czego jeszcze dziś nie było.
