napisał(a) Bocian » 14.11.2009 22:45
Z blogu...
Biskupi są dziś celebrytami na miarę Joli Rutowicz. Toteż, jak zwykle po 1989 roku, podczas uroczystości 11 listopada, było czarno od sutann. Fiolet miał odcień biskupi, a zapięte pod szyją były nie amaranty, ale koloratki.
Kler, niczym rzep, podczepił się pod Święto Odzyskania Niepodległości, choć w okresie międzywojennym biskupi zabraniali odprawiania w tym dniu mszy dziękczynnych, o które prosiły władze II RP, bo 11 listopada był dla nich dniem triumfu socjalisty Piłsudskiego. Odprawiano wówczas msze żałobne. Podobnie, jak za mordercę prezydenta Narutowicza.
Zgodnie z maksymą Karla Krausa: "czyje serce jest puste, tego usta słów pełne", podczas uroczystych liturgii, biskupi pouczali o patriotyzmie i swoich zasługach w odzyskaniu niepodległości. Oczywiście nie wspomnieli ani o tym, że ich poprzednicy stanowili trzon Targowicy, ani o tym, że 11 sierpnia 1794 r. prymas Polski, a szpieg pruski, Michał Poniatowski, popełnił samobójstwo, aby uniknąć procesu o zdradę. Zapewne słusznie. Prawda jest okrutna. Nie ma się czym chwalić.
Biskupi zachowywali się, jak kocioł, który przymawia garnkowi. Piętnowali rządzących za dbanie o własny interes bardziej niż o dobro Polski, choć każdy już widzi, że robią dokładnie to samo. Może nawet są gorsi, bo bardziej obłudni.
Klerowi usiłował się przypodobać prezydent Kaczyński. Podjął się obrony krzyża, którego nikt nie atakuje, a jedynie wskazuje właściwe i niewłaściwe miejsca jego adoracji. Bez najmniejszego sensu i związku ze świętem niepodległości, powiedział: "Nikt nie będzie w Polsce przyjmował do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży, nie ma na co liczyć. Być może gdzie indziej tak, ale w Polsce nie". Czyżby prezydent uznał, że tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Wolską, a Polak Wolakiem?