Platforma cro.pl© Chorwacja online™ - podróżuj z nami po całym świecie! Odkryj Chorwację i nie tylko na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków ツ

This time for Africa

Afryka jest drugim co do wielkości kontynentem. W Afryce są 54 kraje. Prawie jedna trzecia światowych języków jest używanych w Afryce. Jezioro Wiktoria w Afryce jest największym jeziorem i drugim co do wielkości jeziorem słodkowodnym na świecie. Nigeria ma najwyższy na świecie wskaźnik urodzeń bliźniąt. W Sudanie znajduje się ponad 200 piramid, czyli więcej niż w Egipcie.
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 26.10.2026 08:05

piekara114 napisał(a):Opisy przekraczania granic jak zawsze the best :lol:

Jak na takich campach wygląda kwestia łazienki, toalety i bieżącej wody?


Na większości campów były wspólne sanitariaty z bieżącą wodą, prysznicem, toaletą.
Na jednym mieliśmy zupełnie prywatną łazienkę i toaletę.
Na niektórych przy stanowisku był kranik z wodą – wygodne żeby opłukać ręce czy nabrać wody do gotowania.
Dwa campy były zupełnie bez infrastruktury.

majkik75 napisał(a):Z ciekawości: pizza jest wyborem bo jest "pewna"? Czy nie mieliście ochoty / okazji spróbować jedzenia lokalnego?


Kuchnia botswańska raczej nie słynie z wyszukanych smaków ;-) . Coś tam jedliśmy ale bez szału. Pizza, makaron, burgery to pewnik - zwłaszcza dla dzieci.
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 26.10.2026 09:46

Wstajemy o tej samej porze co dzień wcześniej, ale pakowanie idzie nam sprawniej. O 7.30 już jesteśmy w drodze ale wcześniej sesja zdjęciowa ptaszków campingowych.

IMG_6204.JPG

IMG_6216.JPG


Najpierw 18 km przyzwoitym asfaltem (ale wleczemy się jak żółwie, bo na tak krótki odcinek nie chciało nam się dopompować kół). A potem zaczyna się prawdziwy afrykański off road – tylko piach i busz. Jestem dumna z mojego męża, bo radzi sobie świetnie ani razu nie obawiałam się, że utkniemy. Ale co by nie mówić miał też świetnego pilota :verryhappy: .

20260814_132659.jpg

20260814_121233.jpg

20260814_091510.jpg


Zwierzyny nie ma jakoś dużo a nawet jeśli coś jest to staramy się nie zatrzymywać, żeby potem nie było, że nie ruszymy.
Generalnie drogi na naszej mapie są dwie (prawie równoległe) jedna oznaczona jako „sand road” druga jako „gravel”. Idąc za radą naszego gospodarza z poprzedniego campu trzymamy się „gravel road” – czasem był tu naprawdę głęboki piach, boję się pomyśleć co jest na sand road… Zgodnie z planem, po około 2h osiągamy bramę parku. Wpisujemy się do zeszytu wjazdów (mimo dość późnej pory jesteśmy chyba dopiero 5 samochodem, który wjeżdża tu tego dnia). Mała przerwa na rozprostowanie kości, toaletę i coś do zjedzenia i ruszamy w drogę. Wjechaliśmy w rejon Savuti, który przynajmniej w teorii jest jednym z najlepszych do oglądania dzikich zwierząt. Jest tu tylko jeden camping dla namiotowców – oczywiście był już zajęty. Dlatego jedziemy dalej aż do Mababe River Lodge & Campsite. Do przejechania mieliśmy w sumie ok 150 km. 8 godzin w drodze…
Niestety dla nas Savuti nie było łaskawe, spotykaliśmy głównie antylopy. Objechaliśmy miejsca, gdzie często można spotkać dzikie koty, ale znów nie mieliśmy szczęścia. Tylko raz przez drogę przebiegło nam bardzo szybko jedno kocisko – po kolorze odwłoka wnioskuję, że mógł to być karakal, ale 100% pewności nie mam.

Z Savuti na nasz camp można dojechać dwoma drogami tzw. „sand ring” albo „marsh road”. Doradzono nam “marsh road” i to był dobry wybór. Marsh road to droga przez Savuti Marsh, na których w porze deszczowej tworzą się rozległe rozlewiska. Wtedy droga jest nieprzejezdna. W porze suchej jak już wszystko wyschnie jest to bardzo przyjemna, twarda, choć dość wąska droga. Dodatkowo w miarę zbliżania się do Mababe River zaczęła pojawiać się dzika zwierzyna.

Najpierw guźce:

IMG_6261.JPG


Potem strusie:

IMG_6242.JPG


Stada słoni

IMG_6277.JPG

IMG_6271.JPG

IMG_6398.JPG

IMG_6412.JPG


Żyrafy

IMG_6297.JPG

IMG_6300.JPG


W trawie zamajaczył nam lew, ale bardzo szybko zniknął. Mimo że postaliśmy chwilę w tym miejscu już nie udało nam się już ponownie go zobaczyć.

Hipcie

IMG_6385.JPG

IMG_6371.JPG

IMG_6366.JPG

IMG_6385.JPG


A na koniec crème de la crème – całe stadko likaonów (African Wild Dogs):

IMG_6421.JPG

IMG_6425.JPG



Do tego piękne krajobrazy.

IMG_6285.JPG


W pełni usatysfakcjonowani dojeżdżamy do Mababe Gate, wpisujemy się do książki wyjazdów i jedziemy na camp. To jeszcze około 40 minut przez busz. Tym razem wybraliśmy jakiś skrót i to nie była najlepsza opcja. W jednym miejscu musimy zrobić mijankę z nadjeżdżającymi z naprzeciwka. Zjeżdżamy w bok, wydaje nam się, że za chwilę powinniśmy wrócić na drogę, bo objeżdżamy tylko jakiś krzaczek a przez dobre 15 minut kręcimy się w kółko. Na szczęście jakoś udaje się wrócić na kurs i ścieżkę.

Meldujemy się na campie. Nasza przydziałowa miejscówka ma własną toaletę i łazienkę a do tego mały aneks kuchenny + miejsce na grill. Ostrzegają nas, żeby niczego nie zostawiać na noc, szczególnie jedzenia, bo przychodzą hieny. Poza tym wychodząc nocą mamy bardzo uważać, bo camp jest nieogrodzony i dzikie zwierzęta mogą sobie swobodnie chodzić.
Camp ma miły basen i taras z widokiem na sawannę.

IMG_6446.JPG

IMG_6442.JPG


Jak tak sobie siedzimy ktoś ze współgości wypatruje dzikie kocisko. Niestety bardzo szybko chowa się w trawach i już z nich nie wychodzi. Najprawdopodobniej był to serwal, ale znów 100% pewności nie mam.

Jemy kolację i idziemy spać. Około 23 budzi nas rumor nie z tej ziemi – to hieny próbują się dobrać do naszego kosza na śmieci (i nawet im się to udaje ☹ ). Z naszego namiotu niestety nic nie widzimy za to dzieciaki mają świetny punkt obserwacyjny. Są tak zafascynowane, że zapominają, że mają telefon i mogą jakoś uwiecznić to spotkanie :rotfl: .

Z kronikarskiego obowiązku – koszt campu dla naszej rodziny – 1110 puli. 50% zaliczki przy rezerwacji, reszta przy przyjeździe.

Tłoku nie było – poza nami chyba tylko jedno miejsce namiotowe było zajęte i 2-3 rodziny w lodgach.
_Piotrek_
Cromaniak
Posty: 1165
Dołączył(a): 27.02.2011

Postnapisał(a) _Piotrek_ » 27.10.2026 11:39

Poprzednia afrykańska podróż do Namibi bardzo mi się podobała i zainspirowała, to i tu będę zaglądał. Z perspektywy czasu jesteś w stanie powiedzieć, który kierunek jest ciekawszy? Coraz bardziej dojrzewam do tego, żeby tą prawdziwą Afrykę zobaczyć, tym bardziej, że widzę, że loty można trafić w całkiem ciekawych cenach. Sorki, że trochę nie w tym temacie, ale ten jest bieżący, czy np 10 pełnych dni na miejscu w tym pierwszy i ostatni to przylot/wylot, pozwala na to żeby zrobić w miarę spokojnie plan
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 27.10.2026 13:22

_Piotrek_ napisał(a):Poprzednia afrykańska podróż do Namibi bardzo mi się podobała i zainspirowała, to i tu będę zaglądał. Z perspektywy czasu jesteś w stanie powiedzieć, który kierunek jest ciekawszy?


Z naszej perspektywy Namibia jest bardziej różnorodna - pustynia, morze, interior, safari w Etoszy, jak ktoś ma więcej czasu to Caprivi (klimaty chyba podobne jak w Chobe Riverfront w Botswanie) ale nie byliśmy więc na 100% nie jestem w stanie stwierdzić.

Botswana to więcej zwierząt (są praktycznie wszędzie, często również poza parkami) ale trudniejsza logistyka, gorsze drogi... ale można ją dość łatwo połączyć z Wodospadami Wiktorii.

Wszystko ma plusy dodatnie i ujemne.

_Piotrek_ napisał(a):Coraz bardziej dojrzewam do tego, żeby tą prawdziwą Afrykę zobaczyć, tym bardziej, że widzę, że loty można trafić w całkiem ciekawych cenach. Sorki, że trochę nie w tym temacie, ale ten jest bieżący, czy np 10 pełnych dni na miejscu w tym pierwszy i ostatni to przylot/wylot, pozwala na to żeby zrobić w miarę spokojnie plan


Moim zdaniem 10 dni na miejscu to mało jak na tak daleki wyjazd. Nam oba wyjazdy zajęły 14 dni na miejscu + 2 dni na podróż. W przypadku Namibii to było OK (chociaż zupełnie pominęliśmy północ), w przypadku Botswany/Zambii/Zimbabwe - z jednej strony mogliśmy się bardziej ścisnąć i pewnie wyrobilibyśmy się w 12 dni z drugiej mam wrażenie, że w niektórych miejscach mogliśmy zostać dłużej i byłoby trochę spokojniej, może zobaczylibyśmy jeszcze więcej zwierząt ...

Plan na Namibię z GW, który podlinkowałeś jest fajny ale to absolutne minimum, zakłada że wszystko pójdzie OK a w Afryce to nie zawsze tak jest; W ogóle GW to fajna firma - braliśmy od nich auto w Namibii :lol: .
piekara114
Opiekun działu
Avatar użytkownika
Posty: 17537
Dołączył(a): 30.06.2010

Postnapisał(a) piekara114 » 27.10.2026 15:02

Na jak dużym zumie robisz zdjęcia? bo efekt słonia jakby stał za szybą auta.
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 27.10.2026 15:30

piekara114 napisał(a):Na jak dużym zumie robisz zdjęcia? bo efekt słonia jakby stał za szybą auta.


Generalnie jestem człowiekiem starej daty i robię zdjęcia lustrzanką ale nie targam całej walizki obiektywów. Miałam dwa zmiennoogniskowe - 18-200 mm, i 70-300 mm.

Niektóre zdjęcia są robione komórką albo są zrzutami z filmików (głównie drogi).

Chodzi o tego pierwszego słonia, który jest, że tak powiem "en face"?

Był bardzo blisko, zdjęcie było bez jakiegoś specjalnego przybliżenia ale postaram się w wolnej chwili dokopać do oryginalnego zdjęcia i sprawdzę.
wiola2012
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3542
Dołączył(a): 26.07.2012

Postnapisał(a) wiola2012 » 28.10.2026 00:13

Cudowne słonie i żyrafy :hearts: . Jeden tak dostojnie przechodził przez drogę, jakby wiedział, że pieszy ma pierwszeństwo ;). Przyznam, że informacja, że camp jest nieogrodzony i mogą przyjść goście, trochę mnie zelektryzowała. :tak:
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 28.10.2026 09:13

wiola2012 napisał(a):Cudowne słonie i żyrafy :hearts: .


Cudowne, to prawda. Chociaż nas najbardziej tego dnia ucieszyły likaony. Nie jest łatwo je spotkać bo to zagrożony gatunek i szacuje się, że ostało się tylko kilka tysięcy osobników.

wiola2012 napisał(a):Jeden tak dostojnie przechodził przez drogę, jakby wiedział, że pieszy ma pierwszeństwo ;).


Słoń ma zawsze pierwszeństwo a jak nie ma to patrz pkt 1) . Widzieliśmy efekt zderzenia ze słoniem. Z auta nie bardzo było co zbierać.

wiola2012 napisał(a):Przyznam, że informacja, że camp jest nieogrodzony i mogą przyjść goście, trochę mnie zelektryzowała. :tak:


W parkach wszystkie campy są nieogrodzone. Poza parkami różnie to bywa. Tylko na tym jednym mieliśmy tak spektakularnych nocnych gości. Był jeszcze jeden, na którym goście byli bardziej spektakularni ale nocą chyba nie przychodzili a jak przychodzili to nie robili takiej imprezy bo nic nie słyszeliśmy :lool: .
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 28.10.2026 10:26

Dziś czeka nas przejazd przez region Khwai do Hippo Pool Camp. To około 40 km ale chcemy jeszcze pokręcić się po Khwai w poszukiwaniu zwierząt.

Rano czeka nas jednak niezbyt przyjemna niespodzianka – na campie jest awaria pompy i nie ma bieżącej wody. Na szczęście mamy swój zapas więc jakoś udaje się umyć zęby i przygotować śniadanie. A jak już zjedliśmy i prawie spakowaliśmy auto to czekała na nas całkiem miła niespodzianka – w ramach przeprosin za brak wody dostaliśmy zaproszenie na śniadanie. Niby już zjedliśmy, ale w sumie czemu nie posiedzieć na pięknym tarasie z widokiem na sawannę i nie skubnąć czegoś jeszcze…
Najedzeni dwoma śniadaniami ruszamy w drogę.

Nie mamy specjalnego planu na Khwai, chcemy zjechać w busz i trochę pobuszować . Plan prosty, ale w praktyce nie był łatwy. Zaczęło się dobrze – na transit road spotkaliśmy słonie. Niestety nie były zachwycone spotkaniem z nami. Gdy zatrzymaliśmy się, żeby sobie trochę popatrzeć jeden podniósł trąbę, pomachał uszami i zaczął iść w naszym kierunku w sposób, który nie wróżył miłej pogawędki. Czym prędzej ruszyliśmy dalej – ze słoniem się nie negocjuje :lol: . Zjeżdżamy w busz. Zatrzymujemy się przy pierwszym oczku – jest hipcio. Spokojnie moczy się w wodzie.

IMG_6479.JPG


Chwila postoju i jedziemy dalej. Im dalej w busz tym więcej zebr i antylop spotykamy. Trafia się również żyrafa i gnu.

IMG_6471.JPG
IMG_6483.JPG
IMG_6504.JPG
IMG_6508.JPG


Ale to wszystko. Niestety nie jesteśmy w stanie dojechać do oczek wodnych i punktów widokowych, które mamy na naszej mapie – w wielu miejscach drogę odcina nam woda i to taka, której końca nie widać. Widoki za to całkiem ciekawe.

IMG_6485.JPG
IMG_6489.JPG


W pewnym miejscu próbujemy objechać jakieś wielkie koleiny. Dojeżdżamy do wody, wydaje nam się, że wracamy w to samo miejsce, ale to nie jest to samo miejsce za to znowu mamy przed sobą wodę. Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko a GPS kompletnie wariuje. Dzieci już mają wizję, że zginiemy nędznie w tym buszu pożarci przez zebry albo pochłonie nas woda. Krótki postój na uspokojenie nerwów i spokojną analizę mapy. Wreszcie znajdujemy wyjazd, trochę na azymut wracamy na transit road. Na dziś wystarczy, decydujemy się jechać na camp.

Z tym też było trochę przygód. Khwai nie jest parkiem narodowym tylko prywatnym rezerwatem (tzw. concession). Campów jest tu całkiem sporo. Jednak bliskość Moremi, które jest sercem Delty Okavango (gdzie campów jest mało) sprawia, że są dość oblegane i nietanie. Zdecydowaliśmy się na Hippo Pool Camp & Lodge. Poza miejscami campingowymi ma też lodge, restaurację, bar, taras z widokiem na rzekę a do tego mały basen. Cena – 120 USD/noc/2 dorosłych + 2 dzieci. Płacę 50% zaliczki przy rezerwacji. Drugie 50% na 60 dni przed meldunkiem. Po wpłacie drugiej raty dostaję voucher i informację, że z powodu niedawnej powodzi camp został tymczasowo przeniesiony w inne miejsce i tu mam namiar na współrzędne GPS. Myślę sobie spoko luz – to jeszcze 2 miesiące, wszystko wyschnie i wrócą do dawnej lokalizacji. Na około tydzień przed wyjazdem piszę mail z kontrolnym pytaniem, gdzie jechać i otrzymuję potwierdzenie, że nadal do nowej lokalizacji. Trochę mina mi rzednie, bo według mapy camping jest „in the middle of nowhere” i nie ma tam żadnej drogi (a to dobrze nie wróży). Jakoś udaje mi się namierzyć miejscówkę na mapie Tracks4Africa – potwierdzam, którędy mamy jechać (bo teoretycznie można z dwóch stron, ale jak się okazuje jedna jest chwilowo zalana).

Z drogi na camp jedziemy w jeszcze jedno miejsce, gdzie teoretycznie bywa sporo hipciów, ale znów nie mamy szczęścia, za to widzimy, że poziom wody jest naprawdę wysoki.

IMG_6512.JPG


Kierujemy się na camping, po zjeździe z transit road (które też nie jest w zbyt dobrym stanie) ładujemy się w piach, który miejscami jest głębszy niż na drodze do Savuti. Tylko droga węższa a z każdej strony krzaki.

Zrzut ekranu 2026-10-28 092005.png

20260816_090459.jpg


Modlimy się, żeby nie spotkać słonia, bo jak wyjdzie na drogę i będziemy musieli stanąć to już raczej nie ruszymy… Modły zostały wysłuchane – słonie były ale w krzakach.

Po kilkunastu kilometrach osiągamy cel. Meldujemy się na recepcji. Prowadzą nas na naszą miejscówkę. Jest pięknie położona tuż nad rzeką.

IMG_6531.JPG


Standardowe ostrzeżenie – nie zostawiać jedzenia ani śmieci na zewnątrz, w nocy lepiej nie wychodzić z namiotu. Kamping jest nieogrodzony, może przyjść zwierz wszelaki…

Zaczynamy od ogniska, potem namioty, obiad. Mamy duuuużo czasu, więc robimy totalny chill out. Pod prysznic wszyscy idą za widoku, bo do łazienki mamy kawałek. Kolacja o zachodzie słońca była bardzo przyjemnym doświadczeniem.

IMG_6568.JPG
IMG_6550.JPG
IMG_6580.JPG


Jednak jak tylko się ściemniło i busz zaczął wydawać „dziwne” odgłosy moje potomstwo uciekło do namiotu. Z góry kibicowali rodzicom, którzy w pośpiechu starali się przemyć naczynia. A jak już zupełnie się ściemniło na niebie ukazała się feeria gwiazd, której nie ma chyba nigdzie na świecie.

20260815_192918.jpg

20260815_195254.jpg


Usypiają nas pomrukujące gdzieś hipcie i inne odgłosy otaczającej przyrody.
Kapitańska Baba
Weteran
Avatar użytkownika
Posty: 14154
Dołączył(a): 16.12.2016

Postnapisał(a) Kapitańska Baba » 29.10.2026 10:19

A jak już zupełnie się ściemniło na niebie ukazała się feeria gwiazd, której nie ma chyba nigdzie na świecie.


Jest jest, na środku morza, dziesiątki czy setki kilometrów od najbliższego lądu, gdzie nie ma żadnych sztucznych świateł - tam są najpiękniejsze gwiazdy :hearts:
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 29.10.2026 10:39

Kapitańska Baba napisał(a):
A jak już zupełnie się ściemniło na niebie ukazała się feeria gwiazd, której nie ma chyba nigdzie na świecie.


Jest jest, na środku morza, dziesiątki czy setki kilometrów od najbliższego lądu, gdzie nie ma żadnych sztucznych świateł - tam są najpiękniejsze gwiazdy :hearts:


Trochę tych mil mam w książeczce, również na nocnych wachtach (ale pewnie nie tyle co Ty ;-) ) i jednak będę się upierać przy swoim. Nad morzem często jest jakieś zachmurzenie, które trochę jednak zaburza widoczność (albo miałam pecha ;-) ). Co nie zmienia faktu, że noc na środku morza ma swój urok (szczególnie jak wieje, leje i trzeba akurat zwrot zrobić ;-) ) podobnie jak noc w buszu albo na pustyni (podobnie pięknie rozgwieżdżone niebo mieliśmy np. na Wadi Rum).
Kapitańska Baba
Weteran
Avatar użytkownika
Posty: 14154
Dołączył(a): 16.12.2016

Postnapisał(a) Kapitańska Baba » 29.10.2026 10:43

Aglaia napisał(a):
Kapitańska Baba napisał(a):
A jak już zupełnie się ściemniło na niebie ukazała się feeria gwiazd, której nie ma chyba nigdzie na świecie.


Jest jest, na środku morza, dziesiątki czy setki kilometrów od najbliższego lądu, gdzie nie ma żadnych sztucznych świateł - tam są najpiękniejsze gwiazdy :hearts:


Trochę tych mil mam w książeczce, również na nocnych wachtach (ale pewnie nie tyle co Ty ;-) ) i jednak będę się upierać przy swoim. Nad morzem często jest jakieś zachmurzenie, które trochę jednak zaburza widoczność (albo miałam pecha ;-) ). Co nie zmienia faktu, że noc na środku morza ma swój urok (szczególnie jak wieje, leje i trzeba akurat zwrot zrobić ;-) ) podobnie jak noc w buszu albo na pustyni (podobnie pięknie rozgwieżdżone niebo mieliśmy np. na Wadi Rum).


Przy deszczu czy zachmurzeniu wszędzie będzie widać nic - czy to morze czy Afryka. Bardziej chodzi mi o to, że na morzu nie ma śmiecia o pięknej nazwie "sztuczne światło". Ono niestety bardzo przeszkadza w podziwianiu nieboskłonu.
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 29.10.2026 11:45

Kolejnego dnia czeka nas przejazd przez Moremi Game Reserve. Nasz początkowy plan zakładał spanie w rezerwacie – najchętniej na kultowym Third Bridge Camp. Ale zadowolilibyśmy się również noclegiem na campie Xaxanaxa a w ostateczności nawet na najmniej polecanym campie przy South Gate. Niestety na początku roku wszystkie były wyprzedane. Stąd wybór padł na Khwai Hippo Pool – miało być wygodnie, bo z pierwotnej lokalizacji do bramy parku było kilka kilometrów i max. 10 minut drogi. I tak mieliśmy zrobić pętelkę przez cały park. Wyjeżdżając wiedzieliśmy, że to się chyba nie uda, bo północna droga miała być zalana. Ostateczna trasa miała się wyklarować na miejscu.

Ale camp jak już pisałam przenieśli i z kilku km zrobiło się ok 15 km, a w praktyce nawet więcej, bo musieliśmy objechać zalany fragment drogi. W tych okolicznościach zamiast 15 min. jechaliśmy ok 45 min. (z uwzględnieniem postoju w Khwai Shopping Center)

IMG_6596.JPG


I przejazdem przez taki wspaniały most

Zrzut ekranu 2026-10-23 163650.png


Nie chciało nam się też zbyt wcześnie wstawać (kardynalny błąd na safari) i w efekcie na bramie parku byliśmy dopiero ok 9.30. Od miłego strażnika dowiedzieliśmy się, że północna droga rzeczywiście jest zalana i po ok 15 km będzie nieprzejezdna. Mimo to chcieliśmy spróbować chociaż tych 15 km. Nawet tyle się nie udało, bo już po 8 natknęliśmy się na duże rozlewisko.

IMG_6605.JPG


Robimy odwrót i jedziemy w kierunku South Gate. W północnej części parku spotykamy słonie i trochę antylop. Na chwilę zatrzymuje się też nad rzeką i podziwiamy widoki.

IMG_6611.JPG
IMG_6618.JPG


Spotkani Szwajcarzy pokazują nam zdjęcia geparda, które spotkali rano w południowej części parku.

Transit road jest niespecjalnie ciekawym, piaszczystym odcinkiem pomiędzy krzakami. Czasem mignie w nich jakaś antylopa. Dojeżdżamy do południowych granic parku, odbijamy w kierunku oczka, przy którym Szwajcarzy widzieli geparda, ale nie mamy szczęścia. Są za to 2 słonie.

IMG_6652.JPG
IMG_6658.JPG
IMG_6660.JPG


Jedziemy dalej do następnego oczka, ale drogę do niego tarasuje złamane drzewo – złamanie wygląda na świeże (czyżby słonie?), nikt nie wyjeździł jeszcze objazdu a my nie jesteśmy tacy odważni. Jedziemy dalej, ale po kilku kilometrach zawracamy przed kolejnym rozlewiskiem. Na chwilę stajemy przy pierwszym oczku bo słoni jest już trochę więcej.

Zatrzymujemy się przy South Gate żeby rozprostować kości i skorzystać z toalety. Przy okazji idę zapytać się jak wygląda sytuacja na innych drogach. Sfochowana strażniczka burka, że ujedziemy góra 8 km, bo wszystko zalane. Mimo to postanawiamy spróbować.

Na początku nie jest zbyt ciekawie. Mijamy duże oczko wodne, ale przy nim żadnego zwierza. Droga raz jest sypkim piachem po kolana, żeby zaraz przejść w mega koleiny w zaschniętym błocie. Im dalej w Deltę tym bardziej zielono. Przejechaliśmy już na pewno więcej niż 8 km. Mijamy objazd do Third Bridge I Xaxanaxy (a to znaczy, że na naszej trasie na pewno za jakiś czas spotkamy wodę nie do przejechania). I kiedy już zupełnie tracimy nadzieję na ciekawy dzień – mamy je – całe stado lwów (a właściwie lwic) – są trochę daleko, ale spokojnie możemy je obserwować z drogi. Mamy je tylko dla siebie …

IMG_6708.JPG
IMG_6683.JPG


Decydujemy się jechać dalej, ale mimo, że droga wygląda na bezpieczną dochodzimy do wniosku, że powoli trzeba wracać – mamy bardzo długą drogę na miejsce noclegu a powinniśmy tam dojechać przed zmrokiem. Nowych lwów raczej nie będzie, bo to jednak terytorialne zwierzęta. Na inne koty chyba nie ma co liczyć. Ale wracając znowu stajemy przy „naszych” lwach – łaskawie kierują się bliżej drogi – coś czuję, że populacja antylop, które kręcą się po okolicy może się tego wieczoru nieco skurczyć . Niestety pora robi się taka, że już naprawdę trzeba odpalać wrotki na powrót. Na camp mamy od bramy około 60 km, czyli teoretycznie +/- 2 godziny. A do bramy jakieś 40 minut, jeśli będziemy jechać sprawnie. Teoretycznie…
Wracając do bramy spotykamy trochę więcej zwierza. Są guźce:

IMG_6720.JPG


Zeberki:

IMG_6739.JPG


Hipcio:

IMG_6730.JPG


W krzakach buszują słonie.

Przy bramie krótki postój – rozprostowanie kości, toaleta i w drogę.


IMG_6760.JPG


Znalezienie campingu w okolicach Moremi nie jest łatwe.

Ostatecznie decydujemy się na Semowi Nature Camp. Znalazłam tylko jeden camping bliżej bramy, ale na odpowiedź czy znajdzie się dla nas miejsce czekam do dzisiaj .

Niestety zarówno Google jak i Tracks4Africa mocno przeszacowują prędkość z jaką można pokonać tę drogę. Pierwszy odcinek drogi (do Mawana check point – punktu kontroli sanitarnej) jest w bardzo złym stanie i to właściwie slalom w piasku między dziurami. Sprawy nie ułatwiają liczne zwierzęta (śmiejemy się, że to te co nie chciały płacić za wstęp do parku). Spotykamy m.in. zebry, żyrafy (których nie było w parku), słonie w ilościach hurtowych.

IMG_6763.JPG
IMG_6777.JPG


Ale naszym prywatnym hitem jest hiena, której poza śmietnikową akcją kilka dni temu nie mieliśmy okazji spotkać. A tu proszę – w całej okazałości:

IMG_6768.JPG


Zwierzaki te rzeczywiście mają fantastyczny węch. W aucie wieźliśmy śmieci (na poprzednim campie nie było koszy) – hiena obeszła nasz samochód bez większego zainteresowania – intensywnie węszyła tylko z tej strony, gdzie była siatka ze śmieciami. Na szczęście nie próbował sforsować karoserii Hiluxa.

Kolejny odcinek, mniej więcej do wioski Phologelo to piaskowa autostrada. Przynajmniej nie trzeba jechać slalomem. Za Phologelo zaczyna się asfalt, ale taki, że człowiek serdecznie za niego dziękuje, bo dziury dość spore i niespodziewane a w zachodzącym słońcu naprawdę dość słabo je widać.

Dlaczego tak zależy nam na czasie – na camp musimy dotrzeć przed zmrokiem. Normalna droga jest nieprzejezdna – powódź – trzeba jechać objazdem, który poprowadzony jest kompletnymi bezdrożami. Dostajemy z campu bardzo szczegółowe wskazówki z wyraźnym przykazaniem – musicie dotrzeć zanim zrobi się ciemno inaczej będzie bardzo trudno.

W Shorobe (jakieś 10 km od celu co równa się około 30 min. jazdy, a do zachody słońca jakieś 20 minut) łapiemy zasięg i piszemy na camp gdzie jesteśmy. Za wioską zjeżdżamy z drogi i jedziemy przez busz, bujamy się w głębokim piachu, mijamy krowy, kozy i inny inwentarz, przejeżdżamy przez mostek, gdzie woda stoi prawie równo z drogą, a za mostkiem woda… Spodziewaliśmy się tego, bo w instrukcji było napisane, że będzie taki fragment, ale myśleliśmy, że po prostu musimy przekroczyć jakiś bród albo większą kałużę, gdzie będzie widać drugi brzeg a nie kluczyć z zanurzonymi kołami pomiędzy krzaczorami ale wyjścia specjalnie nie mamy… Jednak udało się i nie zatopiliśmy auta. W zanikającym dziennym świetle meldujemy się na campingu. Zamiast 2h zajęło nam to około 2,5h a naprawdę jechaliśmy sprawnie jak na warunki, które mieliśmy. Dobrze, że na ten wieczór zamówiliśmy kolację, bo po takich atrakcjach należało nam się coś więcej niż makaron i sos ze słoika.
majkik75
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3199
Dołączył(a): 25.10.2017

Postnapisał(a) majkik75 » 29.10.2026 12:17

Pięknie :proszedzieki: :hearts:
Ale jak czytam te opisy tras, to widzę oczyma wyobraźni, jak jadę tam z żoną i ona do mnie mówi brzydko. Bardzo brzydko :lezekwicze:
Aglaia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1915
Dołączył(a): 03.08.2007

Postnapisał(a) Aglaia » 29.10.2026 12:29

majkik75 napisał(a):Pięknie :proszedzieki: :hearts:
Ale jak czytam te opisy tras, to widzę oczyma wyobraźni, jak jadę tam z żoną i ona do mnie mówi brzydko. Bardzo brzydko :lezekwicze:


Na pokładzie byli nieletni. Nie można było mówić brzydko (a przynajmniej nie można było tego mówić głośno :glupek: ). Poza tym nawet w najgorszym piachu, pod największą górkę, ze słoniem na horyzoncie trzeba utrzymywać, że mamy wszystko pod kontrolą i to bujanie to fajna zabawa. Inaczej panika na pokładzie murowana.

Tak strasznie to wygląda głównie na zdjęciach i w opisie (relacja ma swoje prawa) - w praktyce nie było tak źle. Nigdzie się nie zakopaliśmy (a tego bałam się najbardziej). Nie urwaliśmy niczego w aucie. Autu przybyło kilka drobnych rys od krzaków ale wynajmujący nie uznał ich za bardzo istotne i zwrócił nam całą kaucję :proszedzieki: .

Nie mamy też specjalnego doświadczenia off roadowego (poza Namibią i Gruzją). W Polsce jeździmy zwykłym kombi.

Ale trzeba mieć świadomość, że dla kierowcy to jest wymagający wyjazd. Trzeba lubić takie klimaty i z pogodą ducha przyjmować pewne niedogodności.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Afryka

cron
This time for Africa - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Platforma cro.pl© Chorwacja online™ wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja platformy cro.pl© Chorwacja online™ nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl© nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

Copyright: cro.pl© 1999-2026 Wszystkie prawa zastrzeżone