Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Środkowa Dalmacja oczami MMMSów - wrzesień 2013

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 09.02.2014 19:40

Ruszamy dalej, tym razem w stronę knajpek. O tej porze mało jeszcze w nich ludzi, zresztą z każdym dniem będzie ich coraz mniej, aż do wiosny, gdy znów Chorwację zaleje fala zakochanych w jej urokach turystów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy już mamy wyjść starą bramą poza obręb miasta, znajdujemy zabytkowy dom rodziny Čudina, na którym umieszczony jest najstarszy zachowany zegar z I w. n.e.

Obrazek

Obrazek
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 09.02.2014 19:54

Skręcamy jeszcze do piekarni, by kupić na jutrzejszą podróż pieczywo. Skoro zaszliśmy tu, to jeszcze na chwilkę idziemy na plażę. Siadamy na jednym z kamieni i zjadamy kupione ciastka. Wpatrujemy się w morze, słuchamy jego szumu. Byle jeszcze chwilę, jeszcze moment nacieszyć się Jadranem. Synek wrzuca do wody kamienie – to jego ulubiona zabawa podczas tegorocznych wakacji.

Obrazek
Brama prowadząca do starej części Primošten. My akurat za chwilę nią wyjdziemy

Obrazek
Koło piekarni stoi kaplica sv. Roko

Upał daje się dziś we znaki, zatem powoli kierujemy się w stronę apartamentu, by coś przekąsić, trochę odpocząć i niestety zabrać się za pakowanie. Tak zżyliśmy się z naszą piniową nadmorską trasą – jej widokami, ogłuszającym dźwiękiem cykad, a nawet jej niewygodami – wystającymi skałami, brakiem latarni, a co za tym idzie zupełną ciemnicą w nocy… Oj będziemy za tym wszystkim tęsknić.

Obrazek
Piniowa trasa

W pokoju szybkie odświeżenie, posiłek i spanko Synka, a my na tarasie pijemy winko i rozmyślamy o jutrzejszej trasie. Humory mamy bardzo dobre, bo w końcu wakacje jeszcze trwają, a przed nami przecież podróż do Wiednia, gdzie mamy zarezerwowany hotel.

W końcu zaczynamy się pakować. Idzie nam mozolnie, ale jakoś udaje się ogarnąć większość chaosu. Mąż wynosi część rzeczy, żeby rano jak najwcześniej wyjechać i nie zmęczyć się za bardzo, jeszcze nim ruszymy. Po zachodzie słońca wychodzimy na krótki spacer. Robimy oficjalne pożegnanie z morzem na kameralnej plaży przy skałkach – przy Bau Barze. Z głośników sączy się cicha, nostalgiczna muzyczka, a my siedzimy na skale i cieszymy się, że nasze upragnione i wyczekiwane wakacje udały nam się tak, jak to zaplanowaliśmy.
W zasadzie udało nam się zrealizować większość punktów wakacyjnego programu, zobaczyliśmy miejsca zarówno już znane, jak i zupełnie nowe. Pokosztowaliśmy lokalnych specjałów, nasze ciała nabrały bursztynowej barwy a kości wygrzały się na słońcu. Do tego zdrowy ruch w morskiej wodzie – czegóż chcieć więcej? Oczywiście tylko bezpiecznej podróży do kraju.

Co do ogólnych refleksji odnośnie wrześniowych wakacji, to z plusów – w niektórych miejscowościach rzeczywiście mniejsze tłumy, więcej miejsca na plaży, więcej kameralnej atmosfery. Szukanie miejsca noclegowego, przynajmniej w tym rejonie, nie należy niestety do najłatwiejszych – liczyliśmy na szybkie, łatwe i przyjemne znalezienie apartamentu w upatrzonej części miasta – a tu klapa – tłumy jak w środku sezonu. Co do cen – też jakoś specjalnie nie odczuliśmy, że jest po sezonie. Za apartament zapłaciliśmy sporo – i to po mocnym targowaniu się z właścicielką. I jeszcze jedno – we wrześniu zdecydowanie są już krótsze dni, co może być przeszkodą dla osób, które lubią dużo zwiedzać i cieszyć się widokami za dnia.
Wracamy do pokoju, niestety znów zrywa się bardzo silny wiatr, dlatego nie posiedzimy dziś na tarasie. Za to spotyka nas miła niespodzianka – pomocniczka naszej właścicielki przynosi nam duży talerz palaczinek z różnymi smakami dżemów. To tak na pożegnanie :)

Kładziemy się spać, by jutro mieć jak najwięcej sił na długą jazdę.

c.d.n.
Vesna
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 180
Dołączył(a): 19.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vesna » 13.02.2014 12:20

Wasze zdjęcia z Makarskiej Riwiery są niesamowicie piękne :)

Nie zaglądałam jakiś czas i sądziłam, że zakończyłaś już swoją opowieść, a tu proszę, niespodzianka ;)
Mam wrażenie, że zaczynałaś ot, tak sobie, a z każdym dniem coraz bardziej się rozkręcałaś, wchodziłaś w coraz to więcej szczegółów, dodawałaś więcej zdjęć... chyba przyjemnie snuć takie wspomnienia w środku zimy ;) Relacja jest świetna.

Ja szykuję się na Chorwację pewnie dopiero w 2015... ech.
Sara76
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 718
Dołączył(a): 25.02.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Sara76 » 15.02.2014 18:12

W nawiązaniu do "Kładziemy się spać, by jutro mieć jak najwięcej sił na długą jazdę" coś długo śpicie..., a relacja czeka, a w zasadzie to ja czekam na ciąg dalszy
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 18.02.2014 12:34

napisał(a) Vesna » 13.02.2014 12:20
Wasze zdjęcia z Makarskiej Riwiery są niesamowicie piękne :)

Nie zaglądałam jakiś czas i sądziłam, że zakończyłaś już swoją opowieść, a tu proszę, niespodzianka ;)
Mam wrażenie, że zaczynałaś ot, tak sobie, a z każdym dniem coraz bardziej się rozkręcałaś, wchodziłaś w coraz to więcej szczegółów, dodawałaś więcej zdjęć... chyba przyjemnie snuć takie wspomnienia w środku zimy ;) Relacja jest świetna.


Cieszę się, że zainteresowała Cię moja relacja :) To prawda, z każdym kolejnym opisywanym dniem przenosiłam się do Chorwacji. To właśnie zimą ma się najbardziej ochotę tam wracać, ta tęsknota jest ogromna!

napisał(a) Sara76 » 15.02.2014 18:12
W nawiązaniu do "Kładziemy się spać, by jutro mieć jak najwięcej sił na długą jazdę" coś długo śpicie..., a relacja czeka, a w zasadzie to ja czekam na ciąg dalszy


Oj tak, trochę zaniedbałam relację, ale za chwilkę nadrabiam zaległości. To już niestety końcówka, ale cieszę się, że wytrwałaś z nami do końca :)
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 18.02.2014 12:39

Dzień 15 – 16.09.2013 r., poniedziałek
Ostatnie chwile w Chorwacji i deszczowy Wiedeń z przygodami


Niestety nadszedł dzień, gdy musimy udać się w drogę powrotną do kraju. Z jednej strony się cieszymy, bo zobaczymy bliskich, za którymi już bardzo tęsknimy, Miś pobawi się swoimi zostawionymi w domu zabawkami, wreszcie zaśniemy we własnym łóżku… z drugiej jednak strony żal opuszczać tak ukochane rejony…

Budzik dzwoni parę minut po 6, jednak z łóżek wyskakujemy o 6:30 i pierwsze, co robimy, to wyglądamy przez okno. W nocy wiał najsilniejszy wiatr, jaki do tej pory widzieliśmy i słyszeliśmy. Wstawaliśmy patrzeć na smagane na wszystkie strony pinie i cisy (są naprawdę wytrzymałe). Byliśmy przekonani, że wywieje nam z tarasu krzesła i stolik. Nie mówiąc już o plażowej macie, którą zostawiliśmy. Faktycznie pofrunęła hen, hen daleko, ale to żadna strata, bo i tak mieliśmy ją wyrzucić. W nocy morze było niesamowicie wzburzone – ogromne fale rozbijały się z hukiem o pobliskie skały, zalewając też całkowicie plażę.

Chwytam po aparat, by po raz ostatni uwiecznić tak miły naszym oczom widok – czyli morze i samotną, maleńką wysepkę Smokvicę.

Obrazek

Nie obyło się bez dodatkowych nocnych „atrakcji” w postaci komarów. Do tej pory nie wspominałam o tym w relacji, ale niestety zmagaliśmy się ze strasznymi atakami krwiożerczych robali przez cały pobyt. Już pierwszego dnia nasze dziecko pogryzione zostało na odsłoniętych częściach ciała. Nie pomagały żadne środki odstraszające! Najdziwniejsze jest to, że komarom nie „smakowaliśmy” my dorośli, ale właśnie nasz maluszek.

Nie tak straszne były nam zatem ich ugryzienia, jak koszmarny dźwięk, który wydawały krążąc nocą nad naszymi głowami. W pokoju mieliśmy specjalną lamę odstraszającą te potwory, ale świeciła tak mocnym światłem, że nie sposób było przy niej spać.

Tak więc nasze pragnienie wyspania się przed daleką podróżą legło w gruzach, bo mniej więcej co pół godziny mąż wstawał, by utłuc paskudy. To był istny koszmar, bo polowanie na jednego, maleńkiego komara, w dużym pokoju, do najłatwiejszych niestety nie należy. Cios wymierzony w moskita musiał być tyleż celny, co w miarę delikatny, by choć trochę ocalić przed biało-czarną mazią bielutkie ściany pokoju. Nie zawsze się to udawało, ale poprzedni lokatorzy apartamentu zupełnie nie zwracali na to uwagi, czego efekty były dość obrzydliwe.

I tak właśnie – słuchając wycia wiatru i zabijając komary, minęła nam ostatnia noc w Chorwacji ;)
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 18.02.2014 12:41

Część rzeczy mieliśmy już wyniesione do samochodu, zatem pozostało już tylko zjedzenie śniadania przez Synka (my postanowiliśmy zjeść na parkingu w trasie) i dopakowanie resztek.

Przed 8 byliśmy gotowi do opuszczenia Primošten. Nasza gospodyni jeszcze spała, ale wymieniliśmy słowa pożegnania z jej sympatyczną pomocnicą, która od samego rana krzątała się, usuwając ślady nocnej wichury.
Zatem – żegnaj Primošten – mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś tu zawitamy. Od rana kropił deszcz, ale z każdym ujechanym kilometrem robiło się coraz pogodniej. Niebo nabierało mojej ulubionej błękitnej barwy. Ze smutkiem zerkałam na krajobrazy za oknem, zwłaszcza dopóki po lewej stronie mieliśmy morze. Po wjechaniu na autostradę zrobiło się nieco bardziej monotonnie, ale nadal ładnie.

Obrazek
ginare78
Plażowicz
Posty: 5
Dołączył(a): 27.01.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) ginare78 » 18.02.2014 13:02

Witam.

Świetna relacja tylko pozazdrościć. Czy możesz przesłać namiary na apartament ewentualnie na agencję turystyczną ???. mój email adres e-mail widoczny tylko dla zalogowanych na cro.pl

Dziękuję i pozdrawiam
ginare 78
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 18.02.2014 13:40

Po około dwóch godzinach jazdy zatrzymaliśmy się na śniadanie. Było już całkiem ciepło, dlatego rozsiedliśmy się przy stolikach i chwilkę pobiesiadowaliśmy. Pora ruszać dalej. Chcemy dotrzeć do Wiednia, gdzie mamy zarezerwowany nocleg, w miarę wcześnie, by jeszcze choć chwilę pochodzić cesarskimi uliczkami.

Jedzie nam się bardzo dobrze – kierowca skupiony, Synek bawi się samochodzikiem lub patrzy na drogę a ja wyciągam niesamowicie wciągającą książkę. Około południa robimy ostatni przystanek w Chorwacji – tankujemy i pijemy kawę. Dalej jedziemy znów przez Słowenię, mijając Ptuj i inne ładne miejscowości, aż wreszcie wjeżdżamy do Austrii. O ile w Chorwacji i Słowenii świeciło słońce i pogoda była bez zarzutu, o tyle na austriackiej autostradzie rozpoczął się istny koszmar pogodowy. Zaczęło się od małego deszczu, który stopniowo przerodził się w ulewę. Nie dość, że zalewało nam całkowicie szyby, to jeszcze pojawiła się mgła. Widoczność prawie zerowa.

Zaczęliśmy przeczuwać, że planu zwiedzania Wiednia prawdopodobnie nie zrealizujemy. Naszym priorytetem było teraz bezpiecznie dotrzeć do kolejnego punktu trasy – a to było naprawdę trudne. Byliśmy niesamowicie zmęczeni jazdą a deszcz wcale nie ustawał. Wreszcie dojechaliśmy do Wiednia. Niestety tu dopadł nas kolejny koszmar komunikacyjny – korki. Gps informował, że do naszego hotelu jest już naprawdę blisko, problem w tym, że za nic nie mogliśmy wjechać w odpowiednią uliczkę. Pomimo wskazówek maszyny, hotelu po prostu nie było! Maksymalnie zmęczeni i poirytowani postanowiliśmy zdać się na własną umiejętność rozpoznawania terenu a nie wskazówki gps’a, który zwariował. Wreszcie znaleźliśmy hotel, ale, jak to bywa we Wiedniu – hotel jest w jednym miejscu, a parking w zupełnie innym. Kierowaliśmy się informacjami z Internetu odnośnie lokalizacji parkingu, a ta okazała się błędna – prawdopodobnie uległa zmianie w trakcie pobytu w Chorwacji. Zrezygnowani, postanowiliśmy zatrzymać samochód przed hotelem – co groziło odholowaniem – i uzyskać informacje w recepcji. Hotel zlokalizowany był w starej kamienicy – odnowionej i eleganckiej. Niezwykle miły recepcjonista wyjaśnił mężowi trasę dojazdu do parkingu więc ponownie spróbowaliśmy go odnaleźć. Tym razem zgubiły nas jednokierunkowe uliczki. Czuliśmy się jak kretyni kręcąc się w kółko. Zapadła decyzja, że ja z Synkiem i podręcznym bagażem wysiądę i poczekam w hotelu a mąż postara się sam znaleźć parking. Chwile spędzone w hotelu dłużyły nam się niemiłosiernie. Mąż nie wracał a Synek dostał małej głupawki.

Zmordowana podróżą i doświadczeniami usiadłam na jednej z kanap i zaczęłam spoglądać na hotelowe wnętrza. Wyposażenie hotelu było w starym, dobrym stylu. Ciemne, drewniane, wygodne, klasyczne meble, wyściełane aksamitem kanapy i fotele, do tego ciężkie kotary. Bardzo elegancko – czyli tak, jak przystało na Wiedeń. Wreszcie, ku mojej przeogromnej radości, pojawił się mąż. Zmoczony do suchej nitki, ale szczęśliwy, bo udało mu się odnaleźć parking – zlokalizowany w podziemiach dużego centrum handlowego kilka ulic dalej.

Nie pozostało nam nic innego, jak pójść do pokoju i położyć się spać. Ze zwiedzania nici – deszcz nie przestał lać. Przed nami jeszcze dreszczyk ciekawości - jak będzie wyglądał pokój. Wjeżdżamy windą na nasze piętro. Wchodzimy do cichego korytarza – tu również jest bardzo elegancko. Domyślamy się, że pokój jest w tym samym stylu. Otwieramy drzwi i… ach… jak tu ładnie! Stare żyrandole, wielkie łoże, stylizowane meble, miękka wykładzina i do tego łazienka – duża, czysta, z wszystkimi wygodami i miękkimi ręcznikami.

Obrazek
Podczas , gdy ja zwiedzałam pokój i łazienkę, Synek z zachwytem zmieniał kanały w telewizji, a Mąż po dwóch tygodniach odcięcia od Internetu z zapałem klikał po serwisach informacyjnych

O nie, już nawet nie żałujemy, że nie pozwiedzamy Wiednia. Nasze łoże jest tak wygodne, pościel tak mięciutka, pachnąca, że z przyjemnością się w niej zanurzamy. Chwilkę jeszcze klikamy, bo hotel ma wi-fi i potem już smacznie śpimy i śnimy kolorowe sny.
Ostatnio edytowano 18.02.2014 16:03 przez Igłą pinii, łącznie edytowano 1 raz
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 18.02.2014 13:45

Dzień 16 – 17.09.2013 r., wtorek
Wracamy do domu, tylko czemu tu tak mokro i szaro?!?


Budzik dzwoni kilka minut po 6. Potrzebujemy kilku dobrych chwil, by dojść do siebie i zdać sobie sprawę, że jesteśmy w Wiedniu, w hotelowym łóżku. Uliczny gwar za oknem uświadamia nam, że miasto już od dawna nie śpi. Hotel zlokalizowany jest bardzo blisko zabytkowego centrum, stąd ten hałas. Przeciągam moment opuszczenia wygodnego łóżka.

Obrazek

Synek skacze radosny a mąż wyjątkowo rusza jako pierwszy pod prysznic. Emocje związane z jazdą biorą górę. Mąż nawet stwierdził, że najfajniejsza z całego naszego wyjazdu była dla niego jazda i możliwość sprawdzenia się na różnych trasach. No cóż, każdy ma prawo do różnych upodobań ;)
Schodzimy na śniadanie. Po raz pierwszy w życiu zjadamy posiłek przy dźwiękach walca wszystkich walców, czyli „Nad pięknym, modrym Dunajem”! Tak! Muzyka klasyczna sączy się delikatnie, stanowiąc piękny początek nowego dnia. Restauracja hotelowa jest nieduża, ale każdy stolik jest nakryty białym obrusem, do tego filiżanki, ładna zastawa, uczynni kelnerzy. Śniadanie to bufet - mnóstwo tu przeróżnych pyszności. Do tego pyszna, esencjonalna kawa.
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 18.02.2014 13:50

Pora jednak opuszczać hotel i ruszać w dalszą drogę. Rezygnujemy ze zwiedzania, bo przed nami wiele godzin jazdy. Ja we Wiedniu byłam kilkanaście lat temu, szkoda, że w tym roku nie przypomnę sobie dawno temu poznanych miejsc.

Obrazek
Uliczka przy hotelu

Obrazek
Jeden z elementów dekoracyjnych hotelu

Planowo w domu mamy być około 21, ale wiadomo, że czas ten na pewno się wydłuży. Tym bardziej, że sine niebo nad Wiedniem nie zwiastuje dobrej aury w trasie.

Śmiejemy się, że wyczerpaliśmy limit ładnej pogody i teraz to już tylko deszcze, śniegi i tak aż do maja. Wiedeń „zwiedzamy” zatem tylko przez szyby samochodu. Z bardziej atrakcyjnych turystycznie miejsc przejeżdżamy obok bajkowej spalarni śmieci zaprojektowanej przez Hundertwassera.

Obrazek
Zwiedzanie Wiednia zza szyb samochodu. Eskortuje nas sama austriacka policja ;)

Obrazek
Przed nami komin spalarni śmieci projektu Hundertwassera

Obrazek
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 18.02.2014 13:51

Przejeżdżamy przez Austrię, potem Czechy i wreszcie wjeżdżamy do kraju. Niby radość, że jesteśmy „u siebie”, ale czemu tu tak brzydko? Po przekroczeniu „granicy” w Gorzyczkach i ujechaniu kilku kilometrów dojeżdżamy do Mszany. Można przeżyć tu prawdziwy szok, po tym, co widziało się w Chorwacji. Leje deszcz, dookoła brudno, szaro, smutno, drogi rozkopane, hałdy węgla i ziemi a do tego jeszcze korek. Witamy w Polsce!

Po kilku przystankach na rozprostowanie nóg (brrrr jak zimno!) i posiłek, po kilkunastu godzinach jazdy, około godziny 23 parkujemy przed własnym domem :)

Na tym kończy się nasza relacja z wakacji w Chorwacji anno Domini 2013 :)
Dziękuję wszystkim, których zainteresowała moja opowieść. Jeśli kogoś nasza wakacyjna trasa zwiedzania zainspiruje – będzie nam bardzo miło. Już zaczynamy planować kolejne wakacje w Chorwacji. Tym razem w połowie czerwca. Zatem – przystępujemy do odliczania! Do zobaczenia na chorwackich szlakach! :papa:
Igłą pinii
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 714
Dołączył(a): 28.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) Igłą pinii » 18.02.2014 13:59

ginare78 napisał(a):Witam.

Świetna relacja tylko pozazdrościć. Czy możesz przesłać namiary na apartament ewentualnie na agencję turystyczną ???. mój email adres e-mail widoczny tylko dla zalogowanych na cro.pl

Dziękuję i pozdrawiam
ginare 78


Namiar już wysłałam na maila. Pozdrawiam :)
Nefer
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4696
Dołączył(a): 06.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Nefer » 18.02.2014 20:55

Dziękujemy raz jeszcze za świetną relację. :)
Szkoda tylko, że nie udało Wam się pozwiedzać Wiednia, liczyliśmy na więcej zdjęć z tego miasta.
Pozdrawiamy :papa:
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 15177
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 18.02.2014 23:13

Właśnie dotarłem do domu w Twojej pięknej relacji :D
Szkoda , że to już koniec , ale trzeba coś zostawić na następny raz , potem następny . . . :wink:
Wiedeńskiego spaceru jednak trochę szkoda , tym bardziej że w zamian mieliście atrakcje związane z korkami . . . :roll:

Najważniejsze , że wróciliście zadowoleni , z dobrze naładowanymi akumulatorami , pięknymi wspomnieniami i zdjęciami wrześniowymi , które sobie jeszcze raz pooglądałęm . :D


Dziękuję i pozdrawiam
Piotr
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Środkowa Dalmacja oczami MMMSów - wrzesień 2013 - strona 10
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019