Z Boca do Inferno do Cascais wracamy na nogach. Przejście w tą stronę trwało trochę krócej, bo już nie robiliśmy zdjęć.
Dopiero przy Cytadeli zaczęłam robić zdjęcia.
Minęliśmy pomnik Jana Pawła II.
Tuż obok stoi kościół
Igreja Paroquial de Nossa Senhora da Assunção, do którego zajrzeliśmy, bo był otwarty.
Przyszła już pora, żeby wracać do Lizbony, więc poszliśmy spacerkiem w kierunku dworca, po drodze chłonąc jeszcze klimat Cascais.
Doszliśmy do dworca kolejowego.
Gdy weszliśmy na dworzec, to pociąg do Lizbony stał na peronie i gdy wsiedliśmy do niego, to po chwili ruszył. Dobrze, że mieliśmy Lisboa Card, to nie musieliśmy się martwić o zakup biletów, bo wtedy nie zdążylibyśmy na ten pociąg i musielibyśmy czekać na następny. One wprawdzie jeżdżą często (co 20 minut), ale 20 minut w plecy, gdy byliśmy już dosyć zmęczeni, robi różnicę.
Po niecałej godzinie jazdy dojechaliśmy na stację Cais do Sodre w Lizbonie. Było już ciemno, więc przesiedliśmy się na zieloną linię metra i pojechaliśmy prosto do apartamentu, nie mając już siły na żadne dodatkowe spacery. Chcieliśmy coś zjeść w wypatrzonej w pobliżu naszego apartamentu miejscowej knajpce, ale okazała się już zamknięta, co było bardzo dziwne, bo dzień wcześniej było w niej sporo miejscowych ludzi. Nie chciało nam się chodzić i szukać jakiegoś innego miejsca, więc zrobiliśmy sobie kolację na ciepło z piwem i winem, które kupiliśmy poprzedniego dnia.
A potem to już łóżko nas głośno wołało, więc nie daliśmy się długo prosić i poszliśmy spać.
To był bardzo długi i wyczerpujący dzień, ale dał nam sporo zadowolenia.