janniko napisał(a):AdamSz.
Miło, że jeszcze są jacyś normalni, trzeźwo myślący ludzie.
Niestety z jakiegoś niepojętego dla mnie zupełnie powodu część naszego społeczeństwa gloryfikuje Rosję i potępia wszelkie racjonalne oceny sytuacji, nazywając je zaściankowością, ksenofobią, rusofobią, nacjonalizmem i anachronicznością... itp.

Tylko nie śpiesz się aby mnie zaliczać do tych drugich.
Jestem całkiem normalnie myślący i właśnie dlatego zdaję sobie sprawę, że tak naprawde KAŻDY KRAJ ma coś na sumieniu, bo większość państw tworzyła sie na czyjejś krzywdzie, niewoli lub podbiciu - od Ameryki po Antypody. Żeby jedni mogli się urządzić, innych trzeba było wyrżnąć lub pognębić. Historia jest jawna.
Każde państwo ma na koncie wykorzystywanie czyjejś słabości do swoich celów. W polityce nie ma miłości i bezwzględnego dotrzymywania słowa- za to jest kalkulacja i dbanie o własny interes.
Do wyjątków należeli władcy, którzy tylko budowali zamiast wojować i zdobywać. Myślę, że zdajesz sobie z tego sprawę.
Dlatego też uważam od dawna, że w takiej Europie jaka jest dzisiaj, nie ma sensu z nikim drzeć kotów, wiecznie czegoś komuś wypominać, ale raczej należy być zręcznym dyplomatą zamiast strugać gieroja.
Stara zasada mówiąca że racja leży po stronie silniejszego nadal znajduje zastosowanie, ale jednocześnie-przecież nie żyjemy w jakimś Kosowie czy Kongo, gdzie wojsko musi pilnowac prawa i porządku (nawet względnego), żeby państwo mogło normalnie funkcjonować.
Skoro nie mamy większych atutów, to trzeba wybierać najlepszy możliwy kompromis. Sytuacja rózni się wiele od czasów, gdy Regan i USA uważali, że Polska i Jan Paweł II mogą sporo zmienić w tej części Europy.
USA od paru lat nas olewa a mimo to koniecznie się z nimi jednoczyliśmy- nawet ładując się w bezsensowne akcje typu zakup F-16 czy wojna w Iraku, Afganie.
Oni nas karmią zapewnieniami, że Polska jest "waznym sojusznikiem", ale nic w praktyce z tej gadaniny nie wynika.
Poczytajcie jakie problemy ma teraz USA...
Ich dominacja się kończy, dlatego mądrzy ludzie, politolodzy i stratedzy od paru lat nawołują, aby trzymać się raczej Europy niż kurczowo łazić do wujka Sama, który i tak nas ma gdzieś.
Przypomnijcie sobie, jak niemile było odbierane we Francji czy Niemczech to, że Polska popierała USA i interwencję zbrojną w Iraku, pomimo niechęci Zachodu. Myślę, że i tak dobrze, ze nas za to nikt nie piętnuje i nam tego wiecznie nie wypomina, lecz że Niemcy potrafili i chcieli z nami dojśc do ładu.
Nie mnie oceniac, czy to tylko ich interes własny, czy chłodna kalkulacja, jednak dzisiaj Europa Zachodnia i Środkowa jest na tyle w miarę stabilnym rejonem, że byłoby ze szkodą dla wszystkich, gdyby sie tu zaczęły dziać jakieś nowe tarcia. Skoro już jesteśmy pomiędzy Zachodem a Rosją a oni są świadomi tego, że chcą i nawet muszą ze soba jakoś żyć, to aż się prosi wyciągnąć z tej sytuacji maximum korzyści, zamiast szukać wrogów i podstępu.
Rosja na swój sposób prowadzi swoje sprawy a Zachód na swój.
Skoro i tak każdy szuka swojej korzyści, to i my poszukajmy swojej.
Drogą do tego nie są jednak podejrzliwość i pretensje...
Mam świadomość, że Rosja to ten sam kraj, w którym życie jednostki nie znaczy nic, a wiele spraw jest brzydko zamiatanych pod dywan.
Pamiętam o sprawie "Kurska", o Biesłanie, Czeczenii, Osetii Północnej, Kaukazie, Leninie, Stalinie, gułagach, dobijaniu głodem Ukrainy przez Stalina, tylko... że co mi z tego przypominania?
Jak spotkam Rosjanina, to mam mu o tym przypominać?
Pewnie on mi przypomni o tzw. Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej w XVIw, gdy to Polacy chcieli zagarnąć wiele ruskich ziem, zdobywając nawet Moskwę i lokując tam garnizon- czyli narzucając swoje im.
Wymawiamy Ukraińcom Banderę, ale mało kto zdaje sobie sprawę, co szlachta polska robiła z ich przodkami na kozackich ziemiach i na Zadnieprzu... i tak w kółko można się przedrzeźniać, kto komu co zrobił.
Niezgoda i nieufność jeszcze niczego dobrego nie zbudowały.
W tamtych czasach nikt nie używał tak poważnych określeń jak "zbrodnia przeciwko ludzkości", "niewolnictwo", ucisk i wyzysk, morderstwo itd. A wyrzynano sie często i gęsto. Może nawet bardziej okrutnie niż w XX w. bo wtedy każdy sam musiał osobiście kogoś zarżnąć- nie jak w erze nowożytnej, gdy wystarczają guziki do odpalenia rakiet czy torped lub dalekonośne działa i zabija się z daleka- nie sycąc oczu krwią.
Dzisiaj tortury są skandalem i powodem do wstydu- wtedy były normą.
A tak w ogóle, to skoro mamy pokój a nie stan zagrożenia, to czy jest lepsza rzecz, niż pomnażanie dóbr i budowanie silniejszego państwa?
Są takie kraje, które od dawna położone są pomiędzy silniejszymi sąsiadami. Jeśli mają mądrych gospodarzy i zarządców, to robią wszystko, aby z tego silniejszego sąsiedztwa wyciągnąć jak najwięcej korzyści i budować swoją pozycję. W dzisiejszych czasach jest to prostsze niż kiedyś, bo dzisiaj najazdy i inwazje mają zbyt poważne konsekwencje dla świata, dlatego wszyscy się ich boją- (vide sprawa Iranu).
Rosja nie musi stawiać czołgów pod granicą- wystarczy jej zamykanie kurka z gazem. Po co więc mówić jej: "mamy was gdzieś, sami se poradzimy"?
Nie ma w tym nic z poddańczej czy bojaźliwej aury.
Po prostu- jeśli ty masz coś, czego ja nie mam - a potrzebuję tego (dziś czy jutro)- to albo się dogadujemy i wymieniamy czym się da- (każdy przecież czegoś potrzebuje), albo po prostu to kupujemy w dobrej cenie, zarazem z innymi handlując tym, co my mamy (a nie jesteśmy jakąś Mołdawią, lecz krajem z dużym potencjałem, tyle że wciąż niewykorzystywanym).
Wojny często wybuchały nie dlatego, ze było za drogo, ale dlatego, ze ktoś chciał mieć za dużo naraz i wolał zabrać siłą zamiast ponegocjować i dogadywać się.
Podstawowe zasady w kontaktach międzyludzkich nadal są podstawowymi zasadami w kontaktach międzypaństwowych.
(Straszenie bombą atomową jest dzisiaj domeną fundamentalistów i szaleńców a nie sposobem na politykę).
Tego nie zmienia ani czyjaś ilość ropy, ani liczba głowic nuklearnych.
Myślę, że najlepiej dla nas będzie, jak nasi gospodarze najpierw sami swoje podwórko uzdrowią, wyleczą choćby z części chorób, a potem niech innym się postawią za wzór. Na razie mamy za wiele syfu i wad, aby innych pouczać.