Dzień 5
Paralia Kira Panagia
Cel: Kira Panagia – 22 km /42 minuty. Zeszło nam dużo dłużej, bo punktów widokowych po drodze co niemiara
Pierwszy:
Kolejne:
Gdyby nie te widoki, to pewnie mielibyśmy leżaczek w pierwszej linii, a tak to dostaliśmy chyba w trzeciej
. No i muszę wspomnieć o tym, że po tej stronie wyspy wogóle nie było wiatru i fal. Pogoda była idealna, morze spokojne, ja przynajmniej takie preferuję, nawet po drodze, na punktach widokowych dało się odczuć, że ta część wyspy ma inny mikroklimat.
Woda jak to w Grecji, krystaliczna a temperatura idealna, nie zupa, bo takich nie lubię.
Na końcu plaży znajduje się mała nisza (jaskinia), można sobie zrobić ciekawe zdjęcie. Nad nią schodki prowadzące do kapliczki i tarasu widokowego a jeszcze wyżej do małej knajpki i apartamentów.
Z wysokości lepiej widać szmaragdowy odcień wody i cały urok tej plaży. Naprawdę jest piękna.
Jednak była to najbardziej zagospodarowana plaża na jakiej byliśmy, ciężko by było znaleźć bardziej odludny kawałek dla siebie.
Po powrocie do hotelu dalszy ciąg relaksu i kolacja w tawernie PARTHENON z widokiem na zachód słońca (trochę razi w oczy to obniżające się słońce podczas posiłku
). Ceny trochę wyższe niż w Petalouda, ale smakowo świetne, np. sałatka grecka najlepsza jaką jadłam na Karpathos, feta i oliwki to podstawa, a tutaj zaserwowano nam super jakościowo i smakowo produkt. Później mieliśmy małą przygodę z aparatem Marcela, który wraz z serwetkami i obruskiem wylądował w worku, więc ledwo zdążyliśmy na końcówkę spektaktlu

.png)
.png)
..png)
, łącznie z kościołem i widokami na okolicę
.png)
.