Dol cz. 2 i Sutivan ze snuŻegnamy się z sympatycznym mułem i jego równie sympatycznym panem i wspinamy się na wzniesienie o nazwie Glavica, na którym stoi widoczny z dołu przedromański kościół zbudowany w XI wieku - crkva Sv. Petra
Wspinamy

, to za dużo powiedziane, droga pod górę nie jest forsowna i nie zajmuje więcej niż 8 - 10 minut.
Oto kościółek...Kiedyś był kościołem parafialnym

(ciekawe ilu wiernych mieści się w środku?

), a teren wokół niego był cmentarzem. Teraz cmentarz mieści się w zupełnie innym miejscu.
Kościół pochodzi z XI w. , ale dzwon na dzwonnicy jest młodszy - XIV - wieczny i jest największym dzwonem na Braču...
.
Stąd roztacza się miły widok w kierunku Postiry - spodziewam się, że przy dobrej pogodzie można zobaczyć morze.
Obok zauważam dach budynku gdzie stare kamienne dachówki połączono zgrabnie z nowymi.
Idziemy dalej chłonąc senną atmosferę tego niezwykłego miejsca...
Zauważam piękny portal zwieńczony herbem - to chyba jakaś konoba???
Nie jakaś, tylko wspaniała restauracja z tarasem widokowym w zabytkowym renesansowym budynku, który był kiedyś weneckim zamkiem - Kaštil Gospodnetić

Mieszkają tu potomkowie (dwunaste pokolenie) szlacheckiej rodziny do której należała rezydencja, którzy urządzili wnętrza w stylu XIX - wiecznego Art Nouveau - w godzinach popołudniowych można je zwiedzić i dowiedzieć się jak żyła dalmatyńska arystokracja pod koniec XIX stulecia. My ich nie zwiedziliśmy..bo...po prostu nie wiedzieliśmy, że można - niestety nie przygotowałam się do zajęć i nie przeczytałam np. opisu Kaštilu w relacji Marsallah

Mądry Polak po szkodzie - planuję tę przyjemność już za 3 miesiące
Jednak nie zmarnowaliśmy zupełnie tej wizyty
Zajęliśmy stolik z takim widokiem...
...i poprosiliśmy o jelovnik

Mają tu pekę z ośmiornicy i jagnięcą, jak też jagnięcinę z rożna i grilla...

Ślinka poleciała na wspomnienie jagnięciny z Pelješca - ciekawe, czy bracka jest równie dobra?
Na pewno jest trochę tańsza

, ale i tak jej dzisiaj nie zjemy

Po pierwsze nie zamówiliśmy peki z wyprzedzeniem, po drugie musimy bardzo uważać na kurczący się budżet. Poza tym nie ma dzisiaj pogody do podziwiania zachodu słońca, a w takich okolicznościach byłoby idealnie zjeść kolację. Obiecujemy sobie przyjechać tu w słoneczne popołudnie przed samym wyjazdem (czyli wkrótce

)i o ile będzie to możliwe spróbować tej janjetiny...
Na tę chwilę zamawiamy po kawałku migdałowo - orzechowej hrapoćušy i pół litra Maraštiny - białego wina.
Chociaż nie jestem fanką ciast, a do eksperymentów deserowych w Chorwacji podchodzę z rezerwą po tym jak spróbowałam słodkiej specjalności ze Stonu -
stonska torta od makarona 
, to muszę przyznać, że to ciasto jest znakomite, zwłaszcza w połączeniu ze schłodzonym białym winem

Wygląda inaczej, niż to samo ciasto reklamowane przez konobę "Toni" - trzeba będzie je kiedyś porównać
Mam nadzieję,że ich mięso jest równie dobre, bo zdecydowanie chcę tu wrócić.
Tymczasem opuszczamy z żalem to piękne miejsce...
Decydujemy nie iść już do wyżej położonego , kolejnego kościoła - Sv. Mihovila ,który ma ponoć drzwi zrobione z rzymskiego sarkofagu..Skoro mamy tu wrócić na jagnięcinę, to trzeba zostawić kilka atrakcji na tę okoliczność
W jednym z opuszczonych domostw wykorzystywanych jako szopy zazdrościmy kotkowi który nieźle sobie tu wymościł

Żegnamy Dol i wracamy do Sutivanu - widzieliśmy dzisiaj Pučišćę i Dol..no i nic nie jedliśmy oprócz ciasta
"Jedźmy zjeść cokolwiek lokanie i spróbujmy uchwycić zachód słońca w Sutivanie...

"
Mamy koniec września, więc słońce będzie niedługo zachodzić - około 18.30. Zanim to nastąpi, trzeba szybko coś przekąsić.
W Sutivanie wita nas porywisty wiatr, o któym zapomnieliśmy będąc w Dolu - Dol jest przecież położony w zacisznej dolinie, natomiast tu głowę chce urwać, podobnie jak przed południem w Pučišći...
Odnajdujemy rekomendowaną konobę "Dora" w głębi miasteczka. Ma duży ogród i piękny stół z brackiego kamienia zaraz przy wejściu - mam ochotę i zamiar usiąść właśnie przy tym stole..
Niestety kelner uznaje to za dziwny pomysł

i sadza nas przy jednym z wielu nakrytych stolików...Próbuję coś jeszcze załatwić w sprawie stołu, pytam ,czy tam jest już rezerwacja, ale obcesowo wywija się od odpowiedzi. Hmmm..., pierwsze wrażenie nie jest najlepsze..
Zamawiamy bulion wołowy - po kilku tygodniach wakacji zatęskniłam za ciepłym rosołkiem

, oraz kotleciki jagnięce z kością z grila plus frytki.
W międzyczasie przychodzi grupa Niemców, i bez pytania kelnera rozsiada się przy "moim" kamiennym stole...Kelner próbuje ich odwieść od tego zamiaru, ale oni zdecydowanie go ignorują i już tam zostają...

Jestem lekko fkoorwiona...
Goveđa juha - czyli rosół na wołowinie to kompletne nieporozumienie - toż to nawet nie stało obok bulionu wołowego. Ciecz bez smaku - albo z ledwo wyczuwalnym posmakiem rosołu w wodzie pozostałej z płukania garnka po tym rosole

, a w niej trzy nitki makaronu. Trzeba powiedzieć, że na rosołach Chorwaci chyba się nie znają, choć raz jadłam podobny bulion w Žuljanie i bardzo mi smakował - aczkolwiek mieliśmy podejrzenie,że był z kostki wołowej

Ten tutaj też mógłby być z takiej kostki - przynajmniej miałby jakiś smak.
Kotleciki jagnięce - nie pamiętam ich za dobrze - czyli niezbyt pamiętne to było doświadczenie...W zestawieniu z olewackim zachowaniem kelnera wizyta w tej konobie zaliczona została przez nas do "zmarnowanych okazji"...A trzeba było dołożyć i zjeść godziwie w Dolu..
Rozczarowani wychodzimy z "Dory"...
...i idziemy na rivę na zachód słońca pięknie już zaróżowioną, słynną aleją palmową.
Na rivie nie spodziewaliśmy się takich widoków i kolorów

Miejsce wygląda nierealnie - jak ze snu

O wściekle wiejącym wietrze świadczą układ chmur i targane nim pióropusze palm..
Obchodzimy kościół licząc na to,że będzie zaciszniej na jego tyłach...Trochę jakby mniej wieje w tych zaułkach.
Kota z wieży wywiało?
Jak widać na powyższych zdjęciach - ludzi też
Ten wiatr nie dość, że silny, to jeszcze lodowaty

Zamawiamy coś do picia na kantunie, ale z powodu zimna wracamy wcześnie do apartmana. Czytam na Cropli relację Malvki na żywo z Sumartinu - pisze, że siedzą w miejscówce pod kocami - to chyba ten wieczór, Martyna...?

Bo prawie każdy kolejny będzie podobny pod względem zimna, oprócz ostatniego..
Na jutrzejszy dzień planuję Vidovą , Zlatni Rat i Bol
Laku noć
