Spod kolegiaty niedaleko jest już na jarosławski Rynek. I tu – niestety – spotka mnie pewne rozczarowanie, trochę podobne do tego jakiego doświadczyłem gdy byliśmy 2 lata wcześniej w Gdańsku. Widać, że Jarosław jest jednak trochę zaniedbany, uliczki w samym przecież centrum są nadal takie, jakie były w latach 80-tych, czyli krzywe, zniszczone, z rozpadającymi się chodnikami, kamieniczki też w większości pozostały takie same, nie odrestaurowane. Przydałby się też plan choćby częściowej odbudowy tych części zabudowy, które zniknęły po wojnie, sporo jest w centrum (od północnej strony Rynku) pustych parceli porośniętych po prostu trawą. Oczywiście nie zmienia to mojej sentymentalnej może trochę opinii o Jarosławiu
A druga rzecz która się nam nie podoba, tutaj też i Małgosia od razu zwróciła uwagę że nie powinno tak być, to taka, że w Rynku wciąż bez żadnych ograniczeń dozwolony jest przejazd i (zwłaszcza
Zadbany Rynek w Jarosławiu mógłby być prawdziwą perełką na polskiej mapie
A jego wizytówką, jak również całego miasta jest piękny Ratusz
Pierwszy, drewniany ratusz istniał tutaj już w XV wieku, po pożarze w 1600 roku odbudowano już murowany. Po kolejnym pożarze zyskał wygląd renesansowej, jednopiętrowej budowli z podcieniami. Austriaccy zaborcy zajęli go na cele wojskowe, dopiero w połowie XIX wieku miasto wykupiło budynek. Obecny, neorenesansowy wygląd Ratusz otrzymał w końcu XIX wieku.

.png)
.png)
.png)