Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Lubię wracać tam gdzie byłam... Hvar 2019

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
corrina
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 551
Dołączył(a): 09.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) corrina » 30.10.2019 11:41


DZIEŃ 2
16.08.2019 piątek, Zagrzeb-Mostar


Wstajemy w miarę wyspani i o 7:00 meldujemy się na śniadaniu w niewielkiej hotelowej restauracji. Szału nie ma, ale jest góra usmażonych przed chwilą naleśników, co bardzo pasuje dziewczynom. Sam hotel trochę… dziwny, ale na jedną noc zdecydowanie się nadaje.

01.jpg

02.jpg

03.jpg

Zagrzeb opuszczamy o 8:00 i bez spowolnień po niedługim czasie wjeżdżamy na autostradę, którą sprawnie mkniemy w kierunku granicy w Gradiška. Do granicy z BiH dojeżdżamy po godzinie i 20 minutach.

04-1.JPG

W sumie nawet nie ma kolejki, stoi dosłownie kilka samochodów po stronie chorwackiej. Ale czynne jest tylko jedno okienko i już po kilku minutach widać, że mimo wszystko może to trochę potrwać... :? Mamy jednak szczęście bo celnik, który właśnie otworzył drugi przejazd, wywołuje z końca kolejki akurat nasz samochód :lol: Omijamy więc kolejkę i już po chwili jesteśmy na moście granicznym na rzece Sawa.

05.jpg

06.jpg

Niestety tu już nie jest tak fajnie, bo most zawalony samochodami w obydwu kierunkach, co nie wróży szybkiego przejazdu. Słońce przypieka, pozostaje tylko cierpliwie czekać. Ta kolejka jednak tylko tak groźnie wygląda, w praktyce na moście staliśmy niecałe 20 minut, sam wjazd do BiH bez najmniejszych problemów – pan celnik rzuca od niechcenia okiem na dowody i zieloną kartę, uśmiecha się spod wąsa i macha na pożegnanie.

07.jpg

08.jpg


Jesteśmy w naszej ukochanej Bośni i Hercegowinie :hearts: (w Republice Serbskiej, co dobitnie podkreślają serbskie flagi na każdym kroku) i po kilkunastu kilometrach śmigamy już autostradą, która w tym momencie ma niecałe 30 km i kosztuje 2,5 KM.

09.jpg

10.jpg

11.jpg

12.jpg

Autostrada kończy się na przedmieściach Banja Luki. Tegoroczna trasa jest nieco inna, niż ta, którą pokonaliśmy rok temu w drodze do domu. Absolutnie nie żałuję tego pomysłu, wręcz przeciwnie, jestem zachwycona. Niestety zdjęć z Banja Luki nie będzie, bo jedziemy tylko tranzytem :roll:

13.jpg

14.jpg

15.jpg

Pierwszy króciutki postój na bośniackiej ziemi robimy na północy Banja Luki – na stacji benzynowej, gdzie tankujemy najtańszą benzynę, jaką widzieliśmy w Bośni, a stacji (o czym nieco później) mijaliśmy naprawdę wiele. My tankujemy za 2,20 KM (co daje jakieś 4,85 zł tamtego dnia, co przy polskich cenach paliwa wtedy, np. na stacji Makro po 5,20, jest absolutnym hitem), a najdroższa, jaką gdzieś w głębi kraju widzieliśmy, była bodajże za 2,36 KM. Stacja mieści się dokładnie tu

Ale największe wrażenie robi na nas nie cena paliwa, a sama stacja. Pierwszym pozytywnym zaskoczeniem jest czystość toalety. A to dopiero początek. Sklep w środku wypucowany jak na święto, przy stolikach siedzi sporo mężczyzn popijając kawę, w ogóle nie czuć, że to stacja, bardziej chyba restauracja. Ale największym hitem jest pan, który… myje karcherem stanowiska podjazdu do dystrybutorów. Serio, z czymś takim się nigdy nie spotkałam. Wszędzie czysto, wręcz sterylnie. Na drogę kupujemy sobie podwójne espresso w tak śmiesznej cenie, że aż trudno uwierzyć (równowartość niecałych 2 zł) i tak smaczne, że szkoda, że tak szybko się kończy :roll:

Bezkolizyjnie mkniemy dwupasmową ulicą przez miasto, niestety omijając szerokim łukiem centrum. Po niedługim czasie opuszczamy Banja Lukę, trochę z żalem, bo chętnie by się zobaczyło ją chociaż w pigułce.

16.jpg

Ale w planach mamy dojechanie do Mostaru po południu, a po drodze jeszcze kilka przystanków, więc musimy odpuścić. Na marginesie, nazwa „Banja Luka” wywołuje u mnie bardzo miłe wspomnienia gastronomiczno-kulturalne. Kilkanaście już chyba lat temu była w Warszawie karczma nosząca taką nazwę. Prawdziwa bałkańska oaza przy głośnej i ruchliwej ulicy Puławskiej ma wysokości Parku Morskie Oko, z bardzo przyjemnym ogrodem, całkowicie odciętym od ulicy przez gęste drzewa. Jedzenie było wyborne a co weekend grała na żywo kapela. Banja Luka wprawdzie wciąż w stolicy funkcjonuje w ścisłym centrum, ale to już nie to samo. A właściwie zupełnie coś innego. Wielkim smutkiem napawa mnie fakt, że takiego miejsca nigdy potem nie było i pewnie nie będzie już w mieście... :roll:

Wracając do współczesności a konkretnie do trasy – pierwszym miejscem, które planujemy zobaczyć po drodze do Mostaru, jest Krupa na Vrbasu, czyli wodospady na rzece Vrbas, do których obejrzenia zachęcił nas oczywiście niejaki Robert Makłowicz w odcinku o Banja Luce i okolicach.
Zatem transmisja danych wyłączona, mapa ściągnięta wcześniej, punkt docelowy ustawiony. Jedziemy tak, jak nas nawigacja prowadzi. Początkowo wszystko idzie dobrze, widoki nam się podobają, a im głębiej się zapuszczamy w pagórkowate tereny za Banja Luką, tym bardziej nam się podoba. Trochę tu jak w Bieszczadach, pięknie i zielono. A to dopiero przedsmak tego, co czeka nas dalej.

17.jpg

18.jpg

19.jpg

20.jpg

21.jpg

W pewnym momencie mały dysonans. :? Nawigacja każe skręcić w lewo. A jedyna droga (szutrówka), jaka w tym miejscu się krzyżuje z „główną”, jest w prawo. W lewo tylko pola. No sami popatrzcie (nie, w lewo na pewno nie ma drogi):

22.jpg

No to pięknie. Zawracamy. Może skręt był gdzieś wcześniej. Aktualizuję trasę i nagle okazuje się, że do wodospadów mamy teraz 20 km, a dopiero co były ledwo 4! Ale ewidentnie nie było gdzie skręcić w lewo! No nic, jedziemy nadrabiając drogi.

23.jpg

Najwyraźniej coś poszło nie tak. Bardziej niż o dodatkowe kilometry, boję się o czas, bo naprawdę zależy mi, aby w końcu dojechać do Mostaru tak, żeby dało się go obejrzeć za dnia.
No to jedziemy dalej. Momentami nawigacja prowadzi nas po naprawdę uroczących wsiach, gdzie droga nagle robi się tak wąska, że mamy wrażenie, jakbyśmy zaraz mieli wjechać komuś na podwórko.

24.jpg

25.jpg

Po chwili mijamy stadko owiec. Zdezorientowany starszy pan, który go pilnuje, ze zdziwieniem patrzy na nasz samochód, którego raczej się tu nie spodziewał. Chciałam zrobić zdjęcie panu, bo wyglądał z tym stadem kapitalnie, ale jakoś zabrakło mi odwagi, bo patrzył się prosto na nas.

26.jpg

27.jpg

Jedziemy dalej, przez cudne wioski w górach. Zastanawiamy się, czym zajmują się ludzie tu mieszkający. Pól uprawnych jako takich nie widać, w każdej większej wsi jest natomiast szkoła. A dosłownie w każdej – czy to większej, czy mniejszej, jest mechanik samochodowy wulkanizator! :lol:

28.jpg

29.jpg

30.jpg

31.jpg

32.jpg

33.jpg

34.jpg

35.jpg

36.jpg

37.jpg

Po pół godzinie krążenia po górach zjeżdżamy do jakiejś doliny, gdzie według nawigacji, powinien być nasz cel. Oczywiście celu nie ma. Jestem trochę zła, ale trudno, ten punkt wycieczki musimy odpuścić.

38.jpg

39.jpg

Jak wielkie jest moje zdziwienie, kiedy po powrocie do domu, któregoś wrześniowego wieczoru przeglądam zdjęcia z wyjazdu i nagle przybliżam to…. 8O :roll: :?

40.jpg

Na tabliczce jak wół stoi : Krupa na Vrbasu! Czyli przejechaliśmy przez tą wioskę nawet o tym nie wiedząc! Było to już po tej pomyłce trasy, kiedy musieliśmy nadrabiać kilometry. Słów brak… :evil:

A oto i sam Vrbas, który od tego momentu będzie nas prowadzić:

42.jpg

41.jpg

43.jpg

44.jpg

Kilkanaście minut po południu docieramy (w sumie dość przypadkiem) do miejsca, które również bardzo chciałam zobaczyć – do punktu widokowego za zaporą na Vrbasie, dokładnie tu

Spotykamy tu akurat dwa samochody z polskimi tablicami, obydwa z Wrocławia, chociaż wygląda na to, że kierowcy się nie znają. Chwilę rozmawiamy o drogach w Bośni i o tym, że nie tylko nas nawigacja nie doprowadziła do celu, którym były wodospady.
Widoki trochę jak w Norwegii, nie spodziewałam się, że tak tu pięknie.

45.jpg

46.jpg

47.jpg

48.jpg

49.jpg
corrina
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 551
Dołączył(a): 09.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) corrina » 30.10.2019 13:29

Po kilku minutach wracamy do samochodu i ruszamy dalej. Kawałek dalej opuszczamy Republikę Serbską i kontynuujemy jazdę drogą wijącą się wzdłuż malowniczego kanionu rzeki Vrbas.

50.jpg

Mijamy liczne tunele. Za jednym z nich spotykamy uroczą oślą rodzinkę.

51.jpg

52.jpg

53.jpg

54.jpg

55.jpg

56.jpg

57.jpg

58.jpg

59.jpg

Otaczają nas coraz piękniejsze widoki, a ich kulminacja następuje na ostatnich kilometrach przed Jajce. Żadne z moich zdjęć niestety nie odda nawet w połowie tego, jak wygląda ta droga.
Pokusiłam się właśnie o wrzucenie poglądowego filmiku na yt, niestety w pionie. Przejedźcie się tą drogą. Powiadam, warto!



60.jpg

61.jpg

Do Jajce, którego z kolei zwiedzać nie planowaliśmy (wyłącznie ze względu na ograniczenia czasowe), wjeżdżamy o 13:00.

62.jpg

63.jpg

64.jpg

65.jpg

Od czasu do czasu podaję godziny w różnych momentach relacji z tej trasy, żeby ewentualni zainteresowani podobnym przejazdem, mieli świadomość, jak realnie czasowo wychodzi taki przejazd. Mocno upraszczając, przejazd przez BiH zajął nam tego dnia praktycznie cały dzień, oczywiście z przystankami. Chociaż kilometrowo to zaledwie 280 km :roll: :lol:

Ale wracając do Jajce… W pewnym momencie, przejeżdżając przez miasto, spontanicznie jednak mamy ochotę zobaczyć wodospady, koło których właśnie przejeżdżamy. Skręcamy więc nieplanowanie w prawo na parking tuż koło wodospadów. Niestety tam miejsc brak (parking nie jest zresztą duży), ludzie parkują nawet w niedozwolony sposób na pobliskim dworcu autobusowym. Nie chcemy ryzykować. Dziś piątek, dzień wolny od pracy, więc wycieczkom sprzyja. Po drugiej stornie ulicy na wysokości dojścia do wodospadów i dworca autobusowego tu znajduje się miejski parking. Płatność w parkometrze 1 KM (nie rozkminiliśmy niestety, czy za godzinę, czy za inny czas, wszyscy wrzucali do parkomatu po prostu po 1 KM). Niestety nie mamy ani jednej marki, więc będzie problem. Postanawiamy jednak zaryzykować. Dojście do punktu widokowego nad wodospadem to dosłownie 3 minuty. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zjawi się żadna straż miejska, bo z zeszłego roku mamy niemiłe wspomnienia związane w parkowaniem w Starim Gradzie...

66.jpg

67.jpg

69.jpg

W punkcie widokowym ludzi po horyzont. Przeważają liczne saudyjskie rodziny z Niemiec. Momentami trudno się przebić przez ten głośny tłum. Ciężko zrobić nawet zdjęcie, ale w końcu się udaje. Po kilku minutach tu spędzonych dokonujemy podziału – M wraca z Natalią do samochodu, a ja z Martą chcemy jeszcze rzucić okiem na zamek, niestety tylko z dołu i z oddali.

70.jpg

71.jpg

72.jpg

Niewiele udało się zobaczyć w Jajce, ale biorąc pod uwagę, że w ogóle miało nas tu nie być, jestem w pełni usatysfakcjonowana :)

Mandatu na szczęście nie mamy. Ruszamy więc w dalszą drogę, przez urocze wioski, gdzie życie płynie leniwie. Naszym kolejnym punktem jest Semešnica. Restaurację, jedyną w swoim rodzaju, polecił mi ktoś w wątku Droga przez BiH.
Coś pochmurno zaczyna się robić....

73.jpg

74.jpg

W sumie nie jesteśmy jeszcze głodni, ale mały pstrąg i kawa w pięknych okolicznościach przyrody na pewno nie zaszkodzą :wink: Mięsna uczta planowana jest w Mostarze.

Po ok, 45 minutach dojeżdżamy do miejscowości Donji Vakuf. Są tu 4 meczety, w tym największy, Baš Džamija a dosłownie po drugiej stronie ulicy kościół Wniebowzięcia NMP (Crkva Uspenja Presvete Bogorodice). Żałuję bardzo, że przejazdem widzieliśmy tylko wieżę kościelną, bo sam kościół na pewno wart bliższego poznania.

75.jpg

76.jpg

77.jpg

Tutaj nawigacja zawodzi nas po raz drugi tego dnia. Do restauracji faktycznie trzeba odbić w prawo, ale nie koniecznie w środek jakiegoś osiedla, z którego na dodatek nie ma wyjazdu. Cofamy się do miejsca, w którym chwilę wcześniej kątem oka zauważyłam duży baner z reklamą restauracji. Żadnej strzałki, żadnej wskazówki, tylko zdjęcie i info: 3 minuty. :? :roll: Postanawiamy zaryzykować i zawracamy na tej drodze, która biegnie wzdłuż rzeki – przypomnijmy, że podróżujemy cały czas wzdłuż Vrbasu.
Po chwil droga robi się szutrowa i miejscami dość wyboista. To chyba nie może być tutaj. :x Mija nas jakiś dziadek na rowerze, ale chyba się z nim nie dogadamy. Poza nami nikt w tym kierunku nie jedzie. Nie mam przekonania, że dobrze jedziemy. Szczególnie, że nawigacja znów dołożyła kilka kilometrów. Już mamy odpuścić i zawrócić, kiedy zza drzew wyłania się jakiś samochód, za nim drugi, a potem trzeci. Wszystkie pełne ludzi. Czyli jest jednak nadzieja, że coś na końcu drogi jednak jest. :twisted:
W końcu docieramy do celu. Jesteśmy na środku jakiegoś lasu, ale już wiem, że to na pewno tu. Wzdłuż drogi dużo zaparkowanych samochodów głównie na bośniackich numerach oraz kilka busów, z których wysypują się całe rodziny saudyjskie, pewnie część z nich spotkaliśmy wcześniej w Jajce.

Lokalizacja restauracji i okoliczności przyrody są naprawdę wyjątkowe.

78.jpg

79.jpg

80.jpg

81.jpg

Rzutem na taśmę znajdujemy wolny stolik (pomimo, że jest ich sporo). Po szybkim przestudiowaniu menu decydujemy się finalnie nie tylko na pstrągi, ale i na mięso. Na sąsiednich stolikach wszystko wygląda tak apetycznie, że po prostu nie możemy sobie odmówić. Szczególnie, że ceny tak zachęcające! Biorąc pod uwagę ilość jedzenia, rachunek przy 4 osobach jest (w porównaniu z cenami chorwackimi) naprawdę niewielki – 42 KM. Do tego 2 dzbanki wody z cytryną za darmo. Zdziwiłabym się zresztą, gdyby za wodę z górskiego potoku ktoś kasował pieniądze.

88.jpg

89.jpg

90.jpg

91.jpg

92.jpg

Płacimy częściowo w EUR, częściowo w kunach, bo kelner nie ma jak wydać. Wszystko było tak pyszne i w takiej ilości, że musimy chwilę pospacerować po okolicy. Zapraszam na mały tour po restauracji i jej przyległościach.

85.jpg

86.jpg

87.jpg

94.jpg

95.jpg

97.jpg

98.jpg

99.jpg

93.jpg

Semešnica to przede wszystkim pokaźna hodowla pstrąga:

96.jpg

96-1.jpg

83.jpg

Jest też "mini zoo":

82.jpg

84.jpg
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12631
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 30.10.2019 13:52

Nawigacja wystawiła Waszą cierpliwość na próbę, ale ostatecznie dotarliście w piękne miejsce. I jakie smaczne! :D Jedzenie wygląda bardzo zachęcająco. Zrobiłam się bardzo głodna, a do obiadu jeszcze daleko :roll:

Zapisuję sobie tę restaurację na przyszłość :D
corrina
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 551
Dołączył(a): 09.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) corrina » 30.10.2019 15:32

Poza restauracją plenerową, jest tu także restauracja w budynku (zapewne w użyciu głównie poza sezonem) oraz małe domki, które można wynająć na nocleg.

100.jpg

101.jpg

102.jpg

103.jpg

Najwyższa pora ruszać, bo do Mostaru mamy jeszcze 130 km a tu już prawie 16:00. Coś czuję, że znów będzie tylko Mostar by night…
No to jedziemy dalej. Nadal doliną Vrbasu. Przez wioski i miasteczka, którym nie można odmówić uroku.
Mijamy mizary (cmenarze muzułmańskie) oraz cuda agrotechniki.

104.jpg

105.jpg

Gdyby ktoś potrzebował zatankować (aczkolwiek tu już nieco drożej niż na północy w okolicach Banja Luki), to we wsi (a może małym miasteczku - mają swój stadion i supermarkety) Gornji Vakuf-Uskoplje może to zrobić co jakieś… 100 metrów :lol:

105.jpg

106.jpg

Zaraz za tablicą mijamy pierwszą stację:

107.jpg

A po chwili następną:

108.jpg

I kolejną:

110.jpg

Jeszcze jedną:

111.jpg

UPS! przez kolejne 200 metrów nie ma żadnej stacji 8O

109.jpg

Cała wieś ma jakieś 1,5 km długości. I nagle taka sytuacja: na nawigacji widzę korek! I faktycznie, już po chwili jest korek :roll: Co się okazuje – ruchem przed światłami kieruje policja... ponieważ w restauracji przy skrzyżowaniu odbywa się właśnie wesele i co chwila pod wejście podjeżdżają samochody gości :lol: :oczko_usmiech:
No dobrze, wyjedźmy już z tej miejscowości. Niech Was nie zwiedzie wyjazd z terenu zabudowanego. Często wcale nie oznacza to znacznego przyspieszenia...

112.jpg

I wszyscy radzą, żeby jednak przestrzegać ograniczeń. Kraj ten usiany jest pojawiającymi się znikąd patrolami z suszarką. Aczkolwiek w tym roku na całej trasie nie spotkaliśmy naprawdę ani jednego :!: :mrgreen:

Trafiają się natomiast dodatkowe spowalniacze, np. nauka jazdy :wink:

113.jpg

Kilka kilometrów dalej żegnamy się w końcu z Vrbasem, który towarzyszył nam przez długi fragment podróży. Zaczynamy się piąć się znów w górę, aby po kilkunastu minutach zacząć zjeżdżać w dół.

114.jpg

I znów jakiś spowalniacz...Niektórzy decydują się na wyprzedzanie na ciągłej, tuż przed zakrętem 180 stopni.. My mijamy go kawałek dalej :wink:

115.jpg

Ta droga zimą musi być niezłym wyzwaniem, ale bywa i latem, kiedy trafi się jakiś zawalidroga.

Dalej widoki to prawdziwy miód dla oczu. Zdjęcia za tej podróży, z totalnego lenistwa, robiłam tylko telefonem :? W dolinie malowniczo położone Gmići. Widok ten można podziwiać chwilę po zawinięciu o 180 stopni na agrafce. Mniej więcej tu

116.jpg

117.jpg

118.jpg

119.jpg

Niestety kilkuminutowy postój na fotki powoduje, że znów jesteśmy ZA tym panem... :evil:

120.jpg

Jest już późne popołudnie, kiedy mijamy Jablanicko Jezero oraz Górną i Dolną Jablanicę.

121.jpg

122.jpg

123.jpg

124.jpg

125.jpg

Od tego miejsca do dzisiejszego celu prowadzić nas będzie już Neretva.

126.jpg

Uśmiechamy się przejeżdżając obok odwiedzonej w zeszłym roku restauracji Kovačević (z Mostarskiego odcinka Makłowicza). Pomimo, że jagnięcina była tu zacna i miejsce bardzo widokowe, od dziś w pojedynku na restauracje plenerowe wygrywa odtąd Semešnica. Na szczęście jesteśmy wciąż najedzeni po pstrągach i mięsie, więc unoszące się w powietrzu zapachy w ogóle nas nie ruszają.

Ostatnie 40 kilometrów to znana nam już droga do Mostaru, którą rok temu jechaliśmy do Sarajewa.

127.jpg

128.jpg

129.jpg

130.jpg

131.jpg

132.jpg

133.jpg

A oto i (w końcu!) sam Mostar. Nic się nie zmieniło, nawet Serbska Cerkiew Prawosławna Św. Trójcy dalej w budowie (remoncie/odbudowie?)

134.jpg

135.jpg


I budynki pamiętające czasy wojny...

136.jpg

137.jpg

Nocujemy dokładnie w tym samym miejscu, co rok temu (Hostel Aurora) i tym razem trafiamy bezbłędnie, przygotowani z nawigacją offline, chociaż nawet ona nie była potrzebna, bo mamy wrażenie, jakbyśmy w Mostarze byli dosłownie wczoraj.

Wita nas córka właścicielki, której chwilowo nie ma w domu, oraz jej mieszkający w sąsiednim domu ojciec. Starszy pan bardzo lubi rozmawiać z gośćmi, ale nie zna angielskiego, więc przez chwilę próbujemy my po swojemu, on po swojemu. Z grubsza się dogadujemy :wink:

138.jpg

Niestety w tym roku do Mostaru docieramy jeszcze później niż w ubiegłym :( Ruszamy więc w miasto „z buta”, bo szkoda czasu.

Tak wygląda typowe parkowanie po mostarsku na ulicy Celebica. Czy ktoś ma z tym jakiś problem albo ma wątpliwości, do czego służy chodnik? :wink:

139.jpg

140.jpg

Okazuje się, że na zachód słońca spóźniliśmy się niestety kilkanaście minut…
Ale na pocieszenie Mostar ma dla nas cudowny wieczór, który właśnie się zaczyna oraz jedną niespodziankę, na którą nie załapaliśmy się w zeszłym roku. :)
Idziemy w kierunku mostarskiej plaży. Pod piekarnią Day&Night trwają wieczorne debaty.

140-1.JPG

Wreszcie poza telefonem, zaczynam pstrykać zdjęcia aparatem. Ale też nie za często…

141.jpg

142.jpg

143.JPG

W tej restauracji odbywa się właśnie wesele:

143-1.JPG

Idziemy niespiesznie w kierunku Starego Mostu.

143-2.JPG

143-3.JPG

143-4.JPG

Mijamy Hamam Museum.

144.jpg
Ostatnio edytowano 30.10.2019 16:37 przez corrina, łącznie edytowano 2 razy
corrina
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 551
Dołączył(a): 09.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) corrina » 30.10.2019 16:31

Zbliżamy się do mostu, a tam jakieś poruszenie. Okazuje się, że czeka nas tu właśnie niespodzianka w postaci słynnych skoczków. Tłum widzów kłębi się na samym moście i na plaży pod nim. My znajdujemy sobie wygodną miejscówkę w jednej z kawiarni.

145.jpg

146.jpg

147.jpg

148.jpg

Skok do Neretvy to całe widowisko, poprzedzone wielokrotnym przechadzaniem się skoczka po moście. Już na sam widok chodzenia po murku robi mi się słabo. Okazuje się, że skoczków jest dwóch. Jeden rozgrzewa się na barierce, podczas kiedy drugi chodzi po niej i zbiera datki od widzów. Skoczek kasjer zachęca publiczność do braw. Skoczek „skoczek” już zbiera się do oddania skoku, po czym… nagle rezygnuje i schodzi z murku. Show trochę się przeciąga, chyba nie ma jeszcze pełnej kasy. I nagle następuje szach mat, skoczek „skoczek” nagle zmywa się z murku, na którym staje skoczek numer 3 – skoczek właściwy w czarnej piance i bez żadnych ceregieli po prostu skacze do lodowatej rzeki.


No to skoczka mamy zaliczonego, teraz można spokojnie iść na lody przez Stary Most. Rzut oka na Meczet Koski Mehmeda Pashy

149.JPG

I ten sam meczet z perspektywy kota:

150.JPG

Krótka przerwa na espresso i lody w tej samej kawiarni co rok temu. Jakoś same nogi nas tu poniosły :lol: Lubię wracać tam, gdzie byłam zaczyna być mottem tego wyjazdu…

151.jpg

152.jpg

153.jpg

154.jpg

155.jpg

Skąd oni biorą pomysły na te smaki lodów? 8O
Po krótkim resecie ruszamy na spacer po wschodnim brzegu Neretwy w kierunku meczetu Koski Mehmeda Pashy.

156.jpg

156-1.JPG

156-2.jpg

Wejście na dzieciniec meczetu jest bezpłatne. Postanawiamy przyjrzeć się budowli z zewnątrz w wieczorowej odsłonie.

157.jpg

158.jpg

Miałam wielkie plany kulinarne, jeśli chodzi o Mostar. Ale o 20:00 nadal jesteśmy najedzeni, a w każdym razie nie na tyle głodni, żeby zjeść jeszcze jeden duży posiłek. Moja długa lista miejsc, które rozważałam, zawierała m.in. restauracje Harmonija (kłania się Makłowicz), ale też Tima Irma, Hindin Han czy Taurus. Chodzimy uliczkami, knajpy się zapełniają.

159.jpg

160.jpg

Ostatecznie rezygnujemy z uczty i lądujemy, zupełnie spontanicznie, w miejscu, o którym nawet nigdy nie słyszałam, i które bynajmniej nie miało być spełnieniem kulinarnych mostarskich marzeń, mianowicie w restauracji o wdzięcznej włoskiej nazwie Mio Pasto. Restauracja znajduje się przy placu obok miejskiego targu (przy Mala Tepa) i jest to pewnie jedno z najmniej mostarskich miejsc kulinarnych na mapie miasta, ale sevdalinka (sevdah) - muzyka, która płynie z głośników w momencie, kiedy zaglądam na rekonesans sprawia, że szybko decyduję, że tutaj zostajemy. Włoska jest w sumie tylko nazwa restauracji i pizza z porządnego pieca. W karcie jest też sporo regionalnych dań. Udaje nam się złapać stolik na tarasie nad Neretwą, z widokiem na Stari Most w oddali. My decydujemy się jednak tylko na bałkański talerz z przystawkami i piwo, dla dziewczyn oczywiście pizza na spółkę, bo spora.

161.jpg

162.jpg

Ta spontaniczna kolacja w nieplanowanym miejscu okazuje się mimo wszystko dobrym pomysłem, widoki piękne, muzyka chwytająca za serce, kelner przemiły. Całość sprawia, że kolacja zostanie w naszej pamięci.
Po kolacji leniwym krokiem ruszamy w kierunku Aurory, bo okazuje się, że to już po 22:00. A Mostar dopiero się rozkręca...

163.JPG

164.jpg

165.jpg

166.jpg

Pod domem spotykamy właścicielkę, z którą witamy się jak starzy znajomi i rozmawiamy jeszcze chwilę. Wreszcie temperatura zrobiła się tak przyjemna, że aż się prosi trochę posiedzieć na zewnątrz, ale jesteśmy po całym tym długim dniu naprawdę padnięci.
Jutro kierunek Hvar. Ale zdradzę Wam, że to jeszcze nie koniec Mostaru :smo:

W następnym odcinku będzie także o pewnej niemiłej przygodzie, która na dobre popsuła kilka pierwszych dni mojego urlopu. Dotrzemy też w końcu do celu, czyli na Hvar.
majkik75
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1083
Dołączył(a): 25.10.2017

Nieprzeczytany postnapisał(a) majkik75 » 30.10.2019 17:35

Doczekałem się Mostaru, to się odzywam :)
Też w tym roku mieliśmy przyjemność tam zajrzeć, też widzieliśmy spektakl z skokami ;)
No i udało się dobre rzeczy zjeść i napić tego samego piwa :) Jest moja relacja też tutaj ...

Niestety nie mogliśmy czekać do nocy, bo mieliśmy "tylko" 200km do naszej kwatery, co bośniackimi drogami daje jakieś 5h drogi ... :roll: Także zazdraszczam możliwości oglądania mostu w nocy ... :papa:

pozdrawiam, Michał
walp
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12800
Dołączył(a): 22.12.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) walp » 30.10.2019 18:32

corrina napisał(a):Wreszcie poza telefonem, zaczynam pstrykać zdjęcia aparatem. Ale też nie za często

Dobre. Cztery stacje benzynowe na odcinku kilkaset metrów, 4x lody ... :mrgreen:
Jeszcze dużo muszę ćwiczyć, aby wejść na taki "level pstrykania". :oczko_usmiech:

Nadrobiłem. Ogólnie pięknie i ciekawie. :wink:

W Mostarze też mieliśmy okazję oglądać skoki ze Starego Mostu.
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11529
Dołączył(a): 30.06.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 30.10.2019 19:11

My Mostar zwiedzaliśmy w południe w mega upale, ale na skoczka się załapaliśmy...ale do muzeum/wystawy wojny nie trafiłam (dalej nie wiem gdzie ono jest).... Nocny Mostar przed nami, może w przyszłym roku....
agata26061
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3528
Dołączył(a): 04.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) agata26061 » 31.10.2019 11:06

Jestem również i ja. Z przyjemnością będę śledzić Twoją relację :D
kaeres
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2452
Dołączył(a): 11.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) kaeres » 31.10.2019 11:21

Relacja z Jajce przypomniała mi wspaniały kanał na yt od Piotra Ryczka.
Generalnie koleś rozwala swoją wiedzą o Bałkanach więc jeżeli byście chcieli poznać np. CALUTKĄ historię wojny, niemal dzień po dniu to warto go posłuchać.
Tutaj odcinek z Jajce z podróży po Bałkanach ze swoją dziewczyną jeszcze (6 lat temu

St.Witch
Globtroter
Posty: 59
Dołączył(a): 23.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) St.Witch » 01.11.2019 12:42

Hello!
czytam i ogladam z zapartym tchem. Mostar ,moje prawie spelnione marzenie.W zeszlym roku mielismy zarezerwowany nocleg w Mostarze ,rowniez w Aurorze i... d..pa. W drodze do Mostaru auto odmowilo wspolpracy,wyladowalismy w warsztacie i przymusowo nocowalismy w Szybeniku. Nocleg w Aurorze przepadl. No, ale co sie odwlecze to moze sie zisci w przyszlym roku.
Piekne te mozaikowe tace i talerze. Kupilabym caly zestaw ,ale jechac z tym na Hvar potem,hmm...?
Ural
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2492
Dołączył(a): 13.03.2015

Nieprzeczytany postnapisał(a) Ural » 03.11.2019 16:36

Bardzo przyjemna relacja.
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11529
Dołączył(a): 30.06.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 03.11.2019 20:02

St.Witch napisał(a):Piekne te mozaikowe tace i talerze. Kupilabym caly zestaw ,ale jechac z tym na Hvar potem,hmm...?
A co za problem: weź od razu z domu jakiś karton czy pudło plastikowe i kilka ściereczek kuchennych na przekładkę i bez problemu przewieziesz... A potem pudło dopchasz ciuchami, dla większego bezpieczeństwa.
Ural
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2492
Dołączył(a): 13.03.2015

Nieprzeczytany postnapisał(a) Ural » 04.11.2019 11:20

piekara114 napisał(a):
St.Witch napisał(a):Piekne te mozaikowe tace i talerze. Kupilabym caly zestaw ,ale jechac z tym na Hvar potem,hmm...?
A co za problem: weź od razu z domu jakiś karton czy pudło plastikowe i kilka ściereczek kuchennych na przekładkę i bez problemu przewieziesz... A potem pudło dopchasz ciuchami, dla większego bezpieczeństwa.


Też bym tak zrobił.
travel
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2381
Dołączył(a): 20.11.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) travel » 04.11.2019 11:51

piekara114 napisał(a):
St.Witch napisał(a):Piekne te mozaikowe tace i talerze. Kupilabym caly zestaw ,ale jechac z tym na Hvar potem,hmm...?
A co za problem: weź od razu z domu jakiś karton czy pudło plastikowe i kilka ściereczek kuchennych na przekładkę i bez problemu przewieziesz... A potem pudło dopchasz ciuchami, dla większego bezpieczeństwa.


Ja zawsze zabieram ze sobą taką plastikową składaną skrzynkę i szkła w niej wożę różne - płaskie i podłużne :mrgreen:
Krążą one ze mną po różnych wyspach i nigdy nic się nie stłukło. Oczywiście warunkiem jest, jak pisała Piekara owinięcie powyższych szkieł czymś nawet starą gazetą , żeby się o siebie nie obijały :papa:
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Lubię wracać tam gdzie byłam... Hvar 2019 - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019