napisał(a) minimartini » 18.02.2014 15:43
HVAR
23.08.2013… i kocham to miasto tak kolorowe, gwarne i tętniące życiem. Wtapiając się w tłum, znikam – w jednej z uliczek, gdzie na plecach czuć oddech historii a wszystko dookoła jest tak bajkowe. Faworyzuję Hvar. Jakoś tak podświadomie. Nie wiem, z czego to wynika. Kocham przecież magiczny Stari Grad, spokojną sielską Jelsę… A jednak jakaś niewidzialna nić przywiązała mą duszę właśnie do tego tygla rozmaitości.
Kiedy więc przez okno zaczynają wpadać pierwsze promienie słońca… STOP! Promieni nie było, przysłaniały je rolety…

Kiedy więc nadchodzi moment, gdy wydaje mi się, że przez okno powinny wpadać pierwsze słoneczne promienie, budzę mego M. i zarządzam wyjazd do Hvaru. Im wcześniej, tym lepiej. Nie chodzi już wcale o dziesiątki innych dwunogów dookoła (trudności związane z wymijaniem, podeptane palce – albo co gorsza białe tenisówki, niemożność uchwycenia kadru bez głów, rąk lub też innych części ciała) lecz o taką zachłanną chęć nacieszenia swych zmysłów czymś na wyłączność. No dobrze. Kogo ja oszukuję?

O to w nawiasie też chodzi…
Tak więc kierunek
HVAR. Naszą ulubioną szutrówką.




Widać już nową drogę do Hvaru. 



Tradycyjnie już (będąc w Hvarze do południa) parkujemy pod
Twierdzą Španjola. Parking zacieniony (przynajmniej częściowo), darmowy, a co najważniejsze... Przed nami to:




Schodzimy w dół:



Katedra Sv. Stjepana
W tle Twierdza.
Renesansowa loggia i wieża zegarowa przy Pjaca.
Widoki z Arsenału. Teatru (najstarszy Teatr Miejski w Europie). 



Jako, że lawendowa podróż poślubna, to i cudności wszelakie być muszą






... za chwilę dalsza część relacji
