Dawno, dawno temu - ale nie w odległej galaktyce, jeno w Zakopanym - byłem w Obrochtówce na kociołku. Było to... dawno (powtarzam się ?

)... lat temu naście.
Mówię Wam co to był za kociołek
Pychota.
Wiedziony fascynacją mej córy, lat ledwie 8 sobie liczącej, zawitałem in AD 2012 do tejże Obrochtówki. Bom widział Kuchenne Rewolucje, które tam zawitały.
Zamówiłem.... no a jakże... kociołek.
Żona kwaśnicę, córa naleśniki i lody.
Siedzące obok 2 panie w sile wieku też zamówiły naleśniki.
Va bene, com poczuł i widział, Wam rzeknę:
- kociołek taki sobie, mięsko twarde, średnio doprawione
- kwaśnica smaczna, ale bez rewelacji
- naleśniki dziecku smakowały, lody zaś jej nie smakowały, bo ich nie BYŁO
- naleśniki, owych 2 dam obok siedzących poszły zuruck do kuchni, bo przyjarane i wczorajsze (tak owe damy orzekły, jam tego nie sprawdzał)
Suma sumarum najeść się nie najadłem, ulgę w portfelu poczułem znaczną, uczucie niedosytu względem smaku i jakości potraw pozostało.
Sam program bardzo lubię. Nawet nie wiem dlaczego, mnie się wydaje w miarę prawdziwy.
Ale jak komuś nie leży, to nie lzia oglądać.
I tyle.
pzdr