Droga na południe.
Powieka ciężka, nawet ręką nie ruszam w celu zobaczenia, która godzina. Jedynie wstrętny budzik oznajmia, że to 5 rano.
Zanim otworzę oczy jeszcze przeżywam wczorajszy dzień. Pięknie było.
Znów odczuwam siłę, która wzywa. Wstaję, nie mam czelności jej się sprzeciwiać. Dzieci śpią, nawet po włożeniu do samochodu. Jak im jest dobrze.
I już samochód gna na południe. Zanim jednak jałowa A1, napawam się widokami przełęczy między Korenica, a Bjelopolje. W oddali góry, kilka pasm. Te najbliższe ostro widoczne, kolejne za nimi spowijane mgiełką tworzą perspektywę głębi przy której czuję się bardzo malutki.
Mija droga, opowiadanie Thorgal w tle. Światła już nie migają, słońce wyjrzało spoza gór. Nie ma chmurek, pomimo tego temperatura 15 kresek.
Pozostaje taka do tego magicznego miejsca, w którym masyw górski oddziela część lądową od Dalmatyńskiego nadbrzeża.

Tak to Święty Roch.

Z tunelu wyjeżdżam jak w zwolnionym tempie. Oczekuję innego, lepszego świata. W końcu jego siła swoim oddziaływaniem dała znać już na początku podróży.
Zamykam oczy i czekam….
…jest jasno, coraz jaśniej. Otwieram oczy i światło oślepia. Jeszcze kilka zakrętów, kilka minut za tunelem….
JEST !

Jadran w postaci Novigradsko More. Kilka zakrętów dalej już Jadran w pełnej postaci.
Ale on znika.
Nie smucę się bo wiem, że jeszcze kilka godzin i będę go miał tylko dla siebie, tylko dla nas.
Mija droga, łatwiej jakby. Muzyka w tle i mam już towarzyszy podróży. Południe już.
Magistrala Jadrańska przyciąga swoimi widokami, odpycha korkami. Nie mamy wyboru póki co. Może za kilka lat.
Jadran przyjmuje do siebie Naretvę, a ona chwali się swoimi walorami tuż przy ujściu rozpościerając wspaniały pawi ogon swojej delty.
Pelješac, Klek, Zaton – patrzę w prawo. Uważaj na drogę. Lecz nadal ciągnie na prawo. Orgia widoków, słońce w pełnym południu, Jadran bez fal, wyspy moczą swoje stopy w nim.
My już dzisiaj uczynimy to samo więc nie zazdrościmy im, jedynie udziela nam się ich stan ducha.
Witaj Srebreno, witaj Mlini, witaj Župo Dobrovacka.
Dobar Dan Vlaho.
Dobrodošli Krystian.
Nie ma czasu na myślenie ale zmęczenie nie pozwala szaleć więc spokojnie, ON nie ucieknie, odpoczywam lecz niezbyt długo.
Do tej chwili odczuwałem siłę, która ujawniła się po wejściu do samochodu w Polsce. Nagle zniknęła, odczułem ulgę. Zanurzam się w wodzie i już nie tęsknię.

