napisał(a) margaret-ka » 04.01.2026 12:10
Granicę lądową Gambia-Senegal przekraczaliśmy cztery razy. Niestety, pod żadnym pozorem nie można tam wyciągnąć telefonu, bo byłby to pretekst do płacenia kolejnego haraczu.
A było to ciekawe doświadczenie. Fizycznie taka granica to zardzewiały łańcuch, albo podparty deską szlaban i obskurna buda z zakratowanym okienkiem. Pracuje tam bardzo dużo osób, z których każdy ma władzę i może spowodować, że będziemy stali kilka godzin. W takiej sytuacji bardzo przydatny był miejscowy przewodnik. Na pierwszej granicy miał kuzyna, na następnych wiedział z kim rozmawiać.
Duża ilość ludzi w takich miejscach to liczni sprzedawcy wszystkiego oraz chmary żebrzących dzieciaków. Jest wśród nich grupa szczególna- tzw. dzieci ulicy i tych należy się obawiać. Są to dzieci autentycznie pozostawione na ulicy przez samotne matki, dzieci osierocone lub pochodzące z wielodzietnych rodzin, które nie były w stanie ich wykarmić. Takich dzieci szukają „opiekunowie”, traktując je jak inwestycję, która musi się zwrócić. Są w specjalny sposób szkolone żeby kraść. Np. z zawieszonego i ozdobionego dzwoneczkami ubrania muszą wyjąć telefon czy portfel w taki sposób żeby nie narobić hałasu. Po zdanym egzaminie są wysyłane na ulicę, gdzie maja ze sobą współpracować. Nawet jeżeli turysta szybko zorientuje się, że został okradziony i wezwie policję, ta zastanie tylko biedne płaczące dziecko, a zdobycz podawana z rąk do rąk jest już u zleceniodawcy. Dzieci często są okaleczane- oślepiane, ze złamanymi kończynami, poparzone, żeby wzbudzały litość. Za powrót bez łupów są karane. W końcu są sprzedawane jako dawcy organów lub zabawki pedofili. Zajmują się tym całe gangi, a korupcja jest tak daleko posunięta, że fałszowanie dokumentów nie stanowi żadnego problemu.
Łapownictwo jest tez zasadniczą przyczyną, dla której nie zainwestuje tu żadna firma. O ile koszty budowy i wyposażenia przedsiębiorstwa, szkolenia pracowników i płac da się oszacować nawet gdyby były wysokie, to kwoty, które trzeba dawać na każdym etapie pod stołem nie są nawet w przybliżeniu określone i nie mają górnej granicy. Kosztuje każdy papier, na każdym etapie …
Oprócz granic płaciliśmy na tzw. punktach kontrolnych; w Senegalu Południowym dosłownie na każdym. Policja zawsze jest w stanie znaleźć usterkę w rozklekotanym busie na łysych oponach i przedłużyć kontrolę do kilku godzin, na co nie mogliśmy sobie pozwolić. Nasz czarnoskóry przewodnik miał już to przećwiczone. Wyskakiwał z odliczoną kwotą, witał się z mundurowym, klepali się po pleckach i jechaliśmy dalej. W innych krajach afrykańskich wymuszanie płatności jest bardziej zawoalowane, np. taki stęka, że napił by się kawy, zapalił fajkę- a nie ma. Albo, że wczoraj wydał córkę za mąż i dużo go to kosztowało … Wszędzie w Afryce policja dorabia w ten sposób.
Ostatnio edytowano 04.01.2026 20:20 przez
margaret-ka, łącznie edytowano 2 razy