napisał(a) walp » 27.02.2023 12:18
Dzień dobry.
W miniony weekend warunki nie były łatwe. Trochę wiało, trochę padało, ale
friluftsliv najważniejszy.

Ponad 10 km w lasach nad Zalewem Koronowskim.
Powiadają, że najlepsze lata polskiej turystyki pieszej trwały do lat 90. XX wieku. Był to wówczas okres charakteryzujący się powszechnym spędzaniem czasu na wolnym powietrzu, wędrowaniem z plecakiem, spaniem w namiotach, organizowaniem klasowych biwaków, rajdów pieszych, itd. Powszechny styl życia.
Po zmianach ustrojowo-ekonomicznych, w latach 90-tych nie skorzystaliśmy z doświadczeń Skandynawów, gdzie rządowe instytucje i różne stowarzyszenia, w sposób niezwykle zorganizowany pracują nad tym, aby istniało powszechne życie obywateli na łonie natury. Oni nazywają to „frilufstliv” i uczą tych zasad m. in. w szkołach, a lekarze wypisują na receptach przebywanie w lesie.
My poszliśmy niestety inną drogą. Na szlakach, nawet w okresie wakacji trudno spotkać wędrujących z plecakami, oznakowanie szlaków turystycznych się zaciera, bo nie ma potrzeby, aby te szlaki odnawiać, ponieważ mało kto nimi nie wędruje. (oczywiście nie mówię tu o modnych i obleganych szlakach np do Morskiego Oka). Doświadczyłem tego na wielu odcinkach pięknego Szlaku Brdy, czy ostatnio na Szlaku na Diabelce nad Wisłą. A przecież nie ma lepszej i tańszej metody na polepszanie zdrowia, jak ruch na świeżym powietrzu. Oczywiście są i powstają nowe inicjatywy „polskiego frilufstliv”, ale mam wrażenie, że jest tego mało. Warto uczyć się wzorców od Skandynawów.

P.S.
Nowa odsłona forum, to może i ten wątek odżyje.
