Do Rafała:
Piszę dopiero teraz, bo wczoraj byłem na weselu:)
Trochę się nie zrozumieliśmy-polecam bieganie bardziej jako "styl życia" niz sposób na odchudzanie.A wracając do Twojego postu:
Po pierwsze-czy biegać mogą tylko osoby 100% zdrowe? NIE

(chyba nawet nie znam takich

)
Biegać może każdy komu lekarz po konsultacji i wykonaniu analiz pozwoli. Konsultacja lekarska jest pierwszym i koniecznym krokiem. Podobnie jak w przypadku jakiejkolwiek diety

. Chyba się ze mną zgodzisz?
Po drugie-żadna osoba z nadwagą, nigdy wcześniej nie biegająca nie zacznie od razu od biegania nie wiadomo ilu kilometrów dziennie. Na początku będzie to 100, 200, 300 metrów truchtu, potem spokojny marsz, potem 100 metrów truchtu, potem znowu marsz itd. To proces bardzo powolny i mozolny. Długość jego oczywiście zależy od wagi, wieku i jeszcze kilku innych czynników. Cały czas obowiązuje zasada "nic na siłę i słuchamy naszego organizmu". Ten powolny proces "dochodzenia" do formy, stawy i mięśnie osoby z nadwagą zniosą całkiem nieżle. Wierz mi, zanim dojdzie do "prawdziwego" biegania, waga tej osoby będzie już wyglądała zupełnie inaczej. A układ mięśniowo-szkieletowy będzie tym umiarkowanym wysiłkiem wzmocniony i uodporniony (nie mówiąc już o układzie oddechowym i sercowo-naczyniowym

) A wtedy naprawdę będzie bardzo przyjemnie...
Satysfakcja, endorfiny i wiele, wiele innych...

. Na redukcję wagi ciała wpłynie też zmiana trybu życia i związana z tym zminana zwyczajów żywieniowych (tutaj nie rozwijam bo temat "rzeka")
Argument o wyniszczonych wysiłkiem i treningiem organizmach wyczynowców jest absolutnie nie na miejscu. Nikt tu nie zamierza z nikogo robić zawodowca

. A tak na marginesie: podałeś przykład jednej z najzdrowszych dyscyplin jaką jest pływanie. Nie będę tu pisał o wszystkich zbawiennych efektach jego uniarkowanego uprawiania. Te, jak napisałeś, zwyrodniałe stawy czy inne uszkodzenia to efekt wielogodzinnych ćwiczeń na siłowni, a nie przebywania w wodzie. Oczywiście tutaj nieco uogólniam. Jasne, że w basenie również zdarzają się kontuzje itp. Tak czy inaczej mówimy o przypadkach zawodowców.
Dla nas "zwykłych zjadaczy chleba" rozsądna aktywność fizyczna to same plusy

Nie ma sensu straszyć "zmasakrowanymi" organizmami sportowców wyczynowych.
Jeśli chodzi o system red. Hopfera, to jest to tzw. "plan minimum" w zakresie ilości i długości trwania wysiłku. Z tętnem to trochę inna sprawa. Tutaj rzecz jest bardziej indywidualna. I to już temat na dłuższą dyskusję (raczej na innym forum

)
I w ogóle to bardzo przepraszam, że aż tyle napisałem (w sumie niezbyt na temat

)
Ale skoro sam wrzuciłem temat biegania, to czułem że muszę się do końca "ustosunkować"
Pozdrawiam
