Kolejny dzień.
Wstajemy dosyć późno bo wczoraj urządziliśmy sobie romantyczny wieczór przy świecach i wyciu szakali

.Przyznam, że gdy pierwszy raz usłyszałam te dzikie odgłosy czułam się trochę nieswojo.
(...Moja dzika wyobraźnia spuszczona ze smyczy snuła krwawe scenariusze... (nasze słodkie, niewinne, niczego nieświadome dzieci śpią w cienkiej pałatce a te potwory schodzą pod osłoną nocy ze wzgórza osaczając nasz namiot ze wszystkich stron. W głuchej ciszy zamglonej nocy, fosforyzują białe kły i wściekle czerwone oczy...skradają się cicho, podstępnie by zaatakować znienacka....)
Jak się okazało lokalne szakale poza 3, 4 razowym koncertem w porze nocnej są zupełnie grzeczne.
Co prawda raz przeszperały nasz śmietnik, gdzie wyrzuciliśmy resztki po kolacji, ale poza tym incydentem nie było z nimi problemu
Z czasem to wycie zaczęło mi się nawet podobać! To poczucie, że
faktycznie jestem częścią natury, starożytnym skautem który przy łupce ognia konsumuje świeżo upolowanego bizona, łaskawie odrzucając obgryzione kostki mniejszym braciom...( no dobra, siedziałam ,przy świeczce i jednej elektrycznej lampce, jadłam świeżo upolowane w konzumie głowonogi z patelni i miałam wyborowe towarzystwo w postaci mej drugiej połówki , ale proszę wczujcie się w klimat!!!

)
Chcę powiedzieć ...nie wahajcie się! Żaden 5 gwiazdkowy apartament z klimą i wypasionym aneksem kuchennym nie zastąpi rozgwieżdżonego nieba, które wciągasz nosem na dobranoc wypełniając się szczęściem..!
Trochę odbiegłam od tematu...kontynuuję...
Po sowitym śniadanku idziemy na naszą rajską plażę...godz. 10...plaża jest prawie pusta
Tomcio wysnuł teorię, ze pustki na plaży są wynikiem faktu, iż 65 % populacji campingowej na Vrili to Niemcy...wiadomo nacja o jasnej karnacji , wrażliwa na poparzenia słoneczne....
Chyba coś w tym jest...większość z wczasowiczów rozwalona na hamakach oddaje się lekturze bądź innemu nic nie robieniu w przyjemnym cieniu campingowych drzew...
No cóż...Zajmujemy ławeczkę tuż przy prysznicu...adaptujemy ją na wygodne legowisko i rozkoszujemy się rozgrzanym, cykającym spokojem...
Każdy robi to co lubi...
Po chwili lenistwa Tomcio wyrusz na połów, oto jego zdobycze(

)
Wieczorkiem zachód...
Ten dzień pijemy przez rurkę...powoli...rozkoszując się każdym łykiem...ugłaskani muzyką cykad ,słońcem, aksamitem wody...nawet teraz kiedy sobie to przypominam mam uśmiech na twarzy...
Dobrej Nocy Kochani....