Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

ANEGDOTY Z RÓŻNYCH STRON

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 11.12.2013 17:21

CZERWIEC 2013 C.D.
Lecieliśmy śmigłowcem dowódcy., który przekrzykując hałas objaśniał szczegóły ataku.
- Nadlecimy od strony słońca. A potem puścimy muzykę.-
- Muzykę? –
- Pieśni Kurpiowskie Szymanowskiego. Upiorne dźwięki. Mazurzy srają od tego ze strachu.-
Atak o świcie zniszczył doszczętnie wioskę powstańców, zostały tylko stare poniemieckie bunkry. Na skraju lasu nieprzyjaciel rozlokował toitoiki, zdecydowanie nieczyste zagranie. Musi być z nimi krucho, bo broń biologiczna, to już ostateczność. Muzyka zrobiła swoje i pojemniki wypełnione były cuchnącą zawartością..
- Zbombardować mi ten las na 100 metrów w głąb. Muszę mieć czym oddychać!-
Pułkownik wezwał lotnictwo które po krótkim czasie spaliło niebieskie obiekty.
- Czujesz ten zapach? Czujesz go?
- Co takiego? -
- Napalm, synu.
Nic innego na świecie tak nie pachnie.
Uwielbiam zapach napalmu o poranku.
Wiesz, kiedyś bombardowaliśmy zasrany dziki obóz na półwyspie Kula przez 12 godzin.
Kiedy było już po wszystkim, poszedłem na tę górę. Nie znaleźliśmy ani jednego śmierdzącego gówna.
Ale ten zapach,
rozumiesz,
ten zapach benzyny z Orlenu,
roztaczał się po całym wzgórzu.
Pachniało jak...
zwycięstwo.
Załączniki:
kilgore.jpg
Roztaczał aurę nieśmiertelnosci
jency.JPG
Ostatni ukrywający się od wojny Niemcy zostali wzięci do niewoli.
bun2.JPG
Bohaterscy obrońcy.
bun1.JPG
Bunkry poniemieckie w Mamerkach
wódz i k.JPG
I znów mordercza, wyniszczająca siły wachta.
most.JPG
Most w Mamerkach, początek kanału Mazurskiego
łódz.JPG
Łódź gotowa do akcji.
kwiaty.JPG
Mazurska obrona zrzucała doniczki na głowę.
Ostatnio edytowano 19.12.2013 01:32 przez dżejbo, łącznie edytowano 2 razy
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 11.12.2013 18:53

dżejbo napisał(a): Mazurzy tresowali tu bociany bojowe do przenoszenia torped i wysyłali je z misjami samobójczymi przeciw naszej flocie.
.


Amerykańce w tymże celu szkolili delfinki, a Mazurzy nie chcieli być gorsi jak widać .... :lol:
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 12.12.2013 12:08

CZERWIEC 2013 C.D.
Było ciepło i pochmurno, znad wody unosiła się mgła. Wpłynęliśmy na spokojne wody Mazurskiego Kanału. Łódź nurza się w zieloności i powoli brodzi, Wśród fali drzew szumiących i zielska powodzi.
- Uwaga, Szefie omiń te wyspy burzanu.
- Stójmy, wydawało mi się, ze ktoś woła. Po litewsku.
- A jak się woła po litewsku?
- Tak jak po polsku.
- Zdawało ci się, to były skrzypiące żurawie. Stanica jakaś albo hutor niedaleko...
- Chreptiów, ostatni punkt kontrolowany przez nasze wojska pod dowództwem pułkownika Wołodyjowskiego, a za nim śluza w Leśniewie Górnym.
Ta cisza nie wróży nic dobrego, musimy przemknąć się jak wąż, co śliską piersią dotyka się Zioła.
- Kucharz, co ty tam jarasz? Śmierdzi na kilometr.
- Ale wyostrza wzrok, jak u sokoła i słuch, że słyszę jak się motyl kołysa na trawie.
- Trawa, trawa. Jarasz to gówno i mózg ci się zlasował.
Szef oddał ster kucharzowi i przysiadł się do mnie.
- Dobrze, że jesteśmy w alternatywnej rzeczywistości, to i Niemcy zdążyli śluzę wybudować i uruchomić. Ale nocami Mazurzy starają się ją popsuć.
- Taa, a nasi naprawiają i tak w kółko. Ważne, żeby w sztabie mogli wydać komunikat, że szlak wodny do Królewca znajduje się pod naszą kontrolą.
-No nie wiem, tu my, tam Mazurzy, a dalej Kurz i jego armia. Co za pieprzony przekładaniec.
- Co o tym myślisz szefie?
- Ja nie myślę.
Moje rozkazy mówią, że nie powinienem wiedzieć dokąd zabieram tę łódź,
ale wystarczy jedno spojrzenie na pana i wiem, że będzie gorąco, gdziekolwiek to jest.
- Płyniemy w górę kanału, jakieś 75 km za śluzę Piaski.
- To Rosja, kapitanie.
- To poufna informacja. Nie powinniśmy być w Rosji, ale tam właśnie zmierzam.
Podrzućcie mnie jak najbliżej celu, a odpuszczę twojej załodze.
- W porządku, kapitanie.-
- No to jedźmy, nikt nie woła.-
Ostatnio edytowano 13.01.2014 14:16 przez dżejbo, łącznie edytowano 1 raz
Kowal38
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1069
Dołączył(a): 16.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kowal38 » 13.12.2013 11:58

Hejka :papa:

Witaj Captain ! My Captain !


..na święta postaram sie odświeżyć moje siano w gowie :wink:


...i dokleję tu w tym Zacnym Wątku Dżejba , jeśli można oczywiście , moją skromną Anegdotę :smo:


Niech żyje Stowarzyszenie Żyjących Poetów :wink: :wink: :papa:


Pozdrówki dla Dżeja od :wink: :wink: :papa: Kowola :wink:
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 13.12.2013 13:16

Dzięki Kowal, liczę na Ciebie. Na razie ciągnę dalej sam...
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 13.12.2013 13:18

CZERWIEC 2013 C.D.
Rozświetlona mocnymi reflektorami pojawiła się przed naszym dziobem śluza Leśniewo.
Mazurzy ostrzeliwali ją bezustannie ze swoich pozycji. Na spawaczy naprawiających metalową konstrukcję leciały miotane przez powstańcze katapulty strugi gorącej kaszy perłowej, mazurskiej. Brr okropność, szczególnie dla tych, w których tkwiła trauma z dzieciństwa. Kasza z cynaderkami, wątróbka, szpinak.
Pamiętam też roznoszący się po całym przedszkolu zapach gotującej się zupy jarzynowej, od którego ściskało coś w żołądku. Raz zjadłem parę łyżek, zupa cofnęła mi się i narzygałem do talerza. Nikt tego nie zauważył. Oczywiście nie chciałem już tego tknąć, ale Nasza Pani posadziła mnie z tym talerzem przy parapecie i powiedziała, że nie pójdę do domu, póki tego nie zjem. Wstydziłem się przyznać, co mi się przytrafiło i siedziałem patrząc przez okno, a z oczu płynęły mi łzy, które powiększały objętość brei w talerzu.
Otrząsnąłem się z czarnych myśli, dostrzegając ponure piękno oglądanej sceny:
Snopy sypiących się iskier wśród pełzających obłoków siwej mgły. Flary opadając powoli, swym białym upiornym światłem wywoływały ruszające się cienie. Wybuchy granatów z kaszą i figurki spawaczy spadające do czarnej wody, gdzie czekały krwiożercze mazurskie szczupaki. Piekło jak z obrazów Boscha , Siemensa, czy też innego Indesita.
Zobaczyliśmy żołnierza dającego nam znaki z brzegu.
-Oczekiwano tu pana wcześniej.
To poczta dla łodzi.
- Nie wie pan jaki jestem teraz szczęśliwy, sir.
- Dlaczego?
Mogę się wreszcie stąd wydostać, jeśli odnajdę drogę.
Jest pan w dupie świata, kapitanie!
Zeskoczyłem na brzeg.
- Kapitanie, dokąd pan idzie?
- Muszę kogoś znaleźć. Potrzebuję informacji.
Spotkamy się po drugiej stronie śluzy.
Dotarłem do okopów, w których siedzieli odrętwiali nieruchomi żołnierze. Z kaseciaka leciała ostra gitarowa muzyka Hendrixa. Murzyn (skąd tu murzyn?) przy cekaemie napierdalał w ciemność.
-Do czego strzelacie, żołnierzu?
-A do czego, kurwa, myślisz?
Przepraszam, sir.
Dupki są przy kablu.
Ale myślę, że ich zabiłem.
- Kto tu dowodzi?
- Nie pan?
Tu nie było pieprzonego dowódcy. Wróciłem na łódź. Nie było tu czego szukać.
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 13.12.2013 13:51

CZERWIEC 2013. C.D.
Nie mogliśmy wygrać tej wojny. W odebranej poczcie natrafiłem na raport opisujący warunki terenowe miejsc, gdzie toczyły się walki. Nawet przyroda sprzyjała Mazurom, my walczyliśmy o wielkie NIC.
Analityk ze sztabu, podpisany A.M. pisał, ku...wa, wierszem!:

Któż zbadał puszcz mazurskich przepastne krainy,
Aż do samego środka, do jądra gęstwiny?
Rybak ledwie u brzegów nawiedza dno morza;
Myśliwiec krąży koło puszcz mazurskich łoża,
Zna je ledwie po wierzchu, ich postać, ich lice,
Lecz obce mu ich wnętrzne serca tajemnice.
Wieść tylko albo bajka wie, co się w nich dzieje;
Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
Trafisz w głębi na wielki wał pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącem strumieni
I siecią zielsk zarosłych i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.
Gdybyś i te zapory zmógł nadludzkim męstwem,
Dalej spotkać się z większym masz niebezpieczeństwem:
Dalej co krok czyhają, niby wilcze doły,
Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,
Tak głębokie, że ludzie dna ich nie dośledzą,
(Wielkie jest podobieństwo, że diabły tam siedzą).
Woda tych studni szkli się, plamista rdzą krwawą,
A z wnętrza ciągle dymi, zionąc woń plugawą,
Od której drzewa wkoło tracą liść i korę;
Łyse, skarłowaciałe, robaczliwe, chore,
Pochyliwszy konary, mchem kołtunowate,
I pnie garbiąc, brzydkimi grzybami brodate,
Siedzą wokoło wody, jak czarownic kupa,
Grzejąca się nad kotłem, w którym warzą trupa.
Za tymi jeziorkami już nie tylko krokiem,
Ale daremnie nawet zapuszczać się okiem,
Bo tam już wszystko mglistym zakryte obłokiem...

Boże, i to ONI uważają Kurza za szaleńca!
Załączniki:
drzewiec.jpg
Drzewce wspierają Mazurów.
Ostatnio edytowano 18.12.2013 14:04 przez dżejbo, łącznie edytowano 1 raz
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 17.12.2013 01:14

CZERWIEC 2013 C.D.
Kanał zarośnięty na brzegach bujną roślinnością, powoli płyniemy jakby zielonym tunelem. Duszno i wilgotno, jak w wietnamskiej dżungli. Czujemy, że z brzegu śledzą nas czyjeś oczy.
Mazurzy, czy ludzie Kurza?
tunel.jpg

Czyścioch słucha kasety, z nagraniem od mamy. Płyniemy prawie na ślepo wśród mgły. Jakby tego było mało, Greg zapala świecę dymną w kolorze różowym. Pedalski kolor rozjuszył widocznie prawdziwych mężczyzn wśród naszych wrogów i nagle posypał się na nas grad kul. Grzechotały po blachach łodzi, a Greg i Czyścioch odpowiedzieli ogniem z karabinów. Wódz dodał gazu i silnik ryknął pełną mocą.
- Wstrzymać ogień, to żołędzie! - ryknąłem i ja. Ostrzelali nas żołędziami!
Chcieli nas przestraszyć i muszę przyznać, że im się udało. Czyścioch złapał się za serce i osunął martwy na pokład.
Z magnetofonu, w ciszy, jaka zapadła, słychać było monotonny głos Mamy Czyściocha:
„... myj regularnie zęby i uważaj na siebie, pamiętaj, że masz słabe serce. Twoja kochająca Mama.”
Przed nami zaczęły majaczyć jakieś drewniane zabudowania. Na brzegu lichej zrujnowanej przystani stali mężczyźni z długimi do pasa brodami. Fani ZZ TOP? Nie, Raskolnicy, czyli Starowiercy – wyznanie powstałe wskutek rozłamu w Rosyjskim Kościele Prawosławnym w XVII wieku. Prześladowani,zaczęli porzucać dotychczasowe miejsca zamieszkania i zakładać w trudno dostępnych miejscach własne kolonie. Motywacją dla tego typu zachowania było przekonanie o rychłym nadejściu Antychrysta na ziemię.
Reforma liturgiczna patriarchy Nikona (NB wynalazcy aparatu fotograficznego)
była straszliwa np znak krzyża czyniony dwoma złożonymi palcami został zakazany i na jego miejsce pojawiła się konieczność czynienia tegoż znaku trzema złożonymi palcami. Niektórzy wyznawcy religii nie mogli znieść tak radykalnych zmian i odsunęli się, tworząc zamknięte społeczności, trwające w starej wierze. Najbardziej fanatyczni wśród staroobrzędowców dokonywali rytualnych samospaleń, traktowanych jako oczyszczenie w ogniu i ucieczka przed światem opanowanym przez Antychrysta. Modnym stało się również pozbawianie się życia w głębokich ziemiankach, wystarczyło usunąć drewniany słup podpierający strop, by wszystkich zainteresowanych pogrzebać w jednej chwili pod grubą warstwą ziemi. Umiarkowanym męskim wyznawcom starej wiary, czasami przytrafiało się samokastrowanie, aby odsunąć od siebie pokusy cielesne.
- Trochę racji w tym mają, patrząc na ten cały otaczający nas burdel. A Kurz może jest rzeczywiście Antychrystem?- pomyślałem sobie.
Pochowaliśmy ciało Czyściocha. Podczas zakopywania musieliśmy zniechęcić paru chętnych do pogrzebania żywcem.
Wódz wymyślił w tym celu sprytny wybieg: rozdał każdemu po flaszce „Żywca” i kazał im pogrzebać nim w Matuszce Ziemi. Zimne piwo ogrzewało się i nie było już tak atrakcyjne, toteż jeden po drugim porzucał prace ziemne i duszkiem opróżniał flaszkę. Upijali się, aż miło było popatrzeć.
Ostatnio edytowano 18.01.2014 23:09 przez dżejbo, łącznie edytowano 3 razy
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 19.12.2013 00:50

CZERWIEC 2013, C.D.
raskol.jpeg
święci mężowie

Wybiegł starzec w czarnej sukni, spróbował piwa i głosem drżącym z tłumionego gniewu przemówił:
- A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust.
Splunął i zwracając się do mnie rzekł już spokojniej :
- Zapuść Twój sierp i żniwa dokonaj, bo przyszła już pora dokonać żniwa, bo dojrzało żniwo na ziemi!
Miał rację, to co musiałem zrobić, było nieuniknione. Miałem wrażenie, że im bliżej Królewca się znajdujemy, tym mocniejszy jest imperatyw kategoryczny.
Obecność ludzi Kurza była już nie do zignorowania. Słychać było ich wołanie na puszczy. Znów próbowali nas nastraszyć, tym razem strzelając do nas patykami. Wódz wygarnął do nich z 50- tki,
lecz nadleciał harpun, jak z gry w bierki za 15 pkt, i przebił go na wylot.
Podtrzymując opadającą głowę Wodza, pochyliłem się nad nim. Ten skurwiel złapał mnie za kark i próbował nadziać na trzęsącą się dzidę. Też mu się zebrało na granie w kalambury. Fucking "Shakespeare" !Wygrałem!
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 23.12.2013 01:25

trup_w.jpg
Ciało Wodza oddaliśmy wodzie. Greg delikatnie odepchnął je, a woda przyjęła i zamknęła się nad nim bez jednego plusku. Musiałem chłopcom wyjaśnić, co tu robimy.
-Moją misją jest dostać się do Rosji
Jest tam pułkownik Czerwonych Beretów,
który oszalał. Mam go zabić.
- To, kurwa, typowe!
Cholera! Pieprzona mazurska misja!
Mam tego dość i musieliśmy płynąć aż tutaj, byś mógł zabić jednego z naszych!
To kurewsko zajebiście! To po prostu kurewsko zajebiście!
Cholera! To pierdolone szaleństwo!
- Myślałem, że płyniemy wysadzić most w Stańczykach!
Albo... jakąś pieprzoną kolej, czy coś!
- Nie ma sprawy.
- Nie! Nie, czekaj!
Popłyniemy dalej łodzią. Pójdziemy razem.
Dostaniemy się tam, ale łodzią.
OK?
Na brzegu pojawiły się nabite na dzidy odcięte głowy. Jednocześnie mijaliśmy wielkie kamienne popiersia Lenina i Stalina. Nie wiem, co straszniejsze... Przed dziobem, w poprzek kanału, drogę zagradzały nam stłoczone rybackie łodzie, ze stojącymi nań ludźmi.
- Nie zatrzymuj się. Greg, łapy precz od karabinu.
Łodzie rozsunęły się i przepuściły nas. Byliśmy na miejscu.
Na łódź wskoczył gadatliwy reporter z „Gazety Olsztyńskiej”
- Co to za ludzie? - Pokazałem na stojące na brzegu uzbrojone sylwetki.
- Myślą, że chcesz im go odebrać. Mam nadzieję, że się mylą.
- Kogo?
- Jego. Pułkownika Kurza.To jego dzieci, po horyzont.
- Możemy z nim porozmawiać?
- Z pułkownikiem się nie rozmawia. Jego się słucha. Ten facet mnie oświecił. On jest klasycznym poetą – wojownikiem. Ale ty nie... ty nie... Nie osądzaj pułkownika.
Nie oceniaj go, jak zwykłego człowieka.
Patrzysz na głowy.
Czasem przesadza.
Ale pierwszy to przyznaje.
Oszalał?
Błąd! Błąd!
Gdybyś go mógł usłyszeć jeszcze dwa dni temu... Gdybyś mógł go wtedy słyszeć.
On umie być straszny, okrutny. Ale często ma rację, w końcu jest na wojnie. To wielki człowiek.
Głowy. Spójrz na te głowy. Czasem posuwa się za daleko.
- Odbiło mu.
- Nieprawda.
- Chcę z nim porozmawiać.
- Nie ma go. Zabrał ludzi i zniknął gdzieś w puszczy.
Wróciliśmy na łódź. Usiedliśmy z kucharzem w sterówce.
- Ten pułkownik to wariat. Gorzej, to jakiś szatan.
Spójrz tylko na te pogańskie obrzędy. Kompletny pojeb.
- Pomożesz mi?
- Nie boję się odciętych głów, ani tych ich ołtarzyków. Kiedyś myślałem, że jeśli umrę w złym miejscu, to moja dusza nie zdoła dotrzeć do Nieba.
Ale teraz – pieprzę to! Niech idzie gdzie chce. I co zrobimy? Zabić sukinsyna?
- Masz radiostację, jeśli nie wrócę do dziesiątej, wezwij bombowce. Kod WSZECHMOGĄCY, współrzędne 0-9-0-2-6-4-7-1-2.
Poszedłem z Gregiem. Wszystko wskazywało na to, że Kurz rzeczywiście zwariował. Wszędzie pełno było trupów. Mazurów, Polaków, Niemców. Jeśli wciąż żyłem, to dlatego, że on tak chciał.
Ludzie Kurza odebrali mi broń, skrępowali i powiedli do niego.
Ostatnio edytowano 18.01.2014 22:54 przez dżejbo, łącznie edytowano 1 raz
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 31.12.2013 02:20

W ciemnym wnętrzu bunkra pachniało powolną śmiercią.
Malaria...i koszmary. Sny o bankructwie filozofii kolektywnej , która
ujmując jednostkę jako funkcję masy poddaje ją rzeczywistości abstrakcjom , takim jak
klasa społeczna , państwo , naród , rasa .
Migoczący kaganek tylko pogłębiał panujące ciemności. Na posłaniu leżał ON.
- Skąd jesteś, Willard?
- Z Łodzi
- Wiem, czym przypłynęliście. Pytam, skąd pochodzisz?
- Z Mani. Polesie. To samo Zdrowie.
- A rodzina?
- Było kilku Julianów, Andrzejów i Józefów. Żyliśmy skromnie. Chociaż wyszliśmy z Kałów, potem długi czas były Doły. Ale przyszły dobre czasy i Kurczaki.
- Byłem tam raz, jako dzieciak. Jest tam takie miejsce, nie pamiętam nazwy, nad Olechówką.
Hodowali tam kiedyś rośliny, chyba konopie. Potem wszystko zdziczało i tak przez pięć kilometrów. Raj na ziemi. Kolega powiedział: -zapal sobie- no to podpaliłem. Jarało się, że hej!
Zastanawiałeś się kiedyś, czym jest prawdziwa wolność? Wolność od cudzych sądów, nawet od własnych.
Kurz długo obmywał wodą z miski łysą głowę i twarz. W końcu spojrzał spod oka i zapytał:
- Powiedzieli dlaczego? Dlaczego chcą, żebyś mnie usunął?
- Wysłali mnie z tajną misją, pułkowniku.
- Już chyba nie jest tajna. Co ci powiedzieli?
- Powiedzieli mi, że pan kompletnie oszalał. I że pańskie metody uległy wypaczeniu.
- I co uległy?
- Nie widzę w tym wszystkim żadnej metody.
- Spodziewałem się kogoś takiego, jak ty. Jesteś zabójcą?
- Jestem żołnierzem.
Głowa Kurza wyłoniła się z mroku, a głos mu zlodowaciał.
- Ani jednym, ani drugim. Jesteś chłopcem na posyłki, wysłanym przez sklepikarzy z Biedronki z zaległym rachunkiem.
Ostatnio edytowano 17.01.2014 14:04 przez dżejbo, łącznie edytowano 2 razy
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 13.01.2014 13:57

Kucharz na łodzi, przykryty peleryną , drzemał w ulewnym deszczu. Z zamkniętymi oczami wymamrotał do siebie:
- Śpię i śni mi się, że jestem na tej zasranej łodzi. Spokojnie, spokojnie, bez paniki. Ze strachu niejeden stracił głowę.-
- Może sobie poczytam dla uspokojenia. Mam tu wodoodporną Biblię, otworzę na chybił – trafił.

„... A gdy otworzył pieczęć siódmą,
zapanowała w niebie cisza jakby na pół godziny.
I ujrzałem siedmiu aniołów,
którzy stoją przed Bogiem, a dano im siedem trąb.

I pierwszy zatrąbił.
A powstał grad i ogień - pomieszane z krwią,
i spadły na ziemię.
A spłonęła trzecia część ziemi
i spłonęła trzecia część drzew,
i spłonęła wszystka trawa zielona.

I drugi anioł zatrąbił:
i jakby wielka góra płonąca ogniem została w morze rzucona,
a trzecia część morza stała się krwią
i wyginęła w morzu trzecia część stworzeń
- te, które mają dusze -
i trzecia część okrętów uległa zniszczeniu.

I trzeci anioł zatrąbił:
i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia,
a spadła na trzecią część rzek i na źródła wód.
A imię gwiazdy zowie się Piołun.
I trzecia część wód stała się piołunem,
i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie.

I czwarty anioł zatrąbił:
i została rażona trzecia część słońca
i trzecia część księżyca i trzecia część gwiazd,
tak iż zaćmiła się trzecia ich część
i dzień nie jaśniał w trzeciej swej części,
i noc - podobnie.”

- Bardzo mnie ta lektura pocieszyła, bardzo.-
Lepiej odgrzeję dla kapitana zupę jarzynową, jak wróci to chętnie zje. Tylko ten deszcz...
Jakby ktoś płakał do zupy.
Ostatnio edytowano 17.01.2014 14:09 przez dżejbo, łącznie edytowano 1 raz
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 15.01.2014 13:57

Zamknęli mnie w leszczynowej klatce, z prawdziwej pruskiej twardej leszczyny i zostawili samego w parne popołudnie, które wkrótce zrobiło się ulewnym wieczorem. Pojawił się gadatliwy dziennikarz.
- Dlaczego? Dlaczego taki miły facet jak ty miałby zabić geniusza?
Dał mi napić się wody.
– I co, lepiej?-
-Wiesz, że pułkownik naprawdę cię lubi? I ma wobec ciebie jakieś plany.
Nie jesteś ciekaw jakie?
Tam się coś dzieje.
-Wiesz co, wiem coś, o czym ty nie wiesz.
On ma jasny umysł, ale obłąkaną duszę.
O, tak.
Myślę, że umiera.
Nienawidzi tego wszystkiego. Nienawidzi.
Ale...ten człowiek jest... -
Brakło mu słów i wykonał okrągły gest dłonią.
-Czyta poezję na głos, kapujesz?
A jego głos...
ten głos...
- Lubi cię, dlatego jeszcze żyjesz.
Ma już plany co do ciebie.
Nie, nie... Nie mam zamiaru ci pomóc.
Ty mu pomożesz, stary. Ty mu pomożesz.
Co powiedzą, kiedy odejdzie?
Bo jak on umrze, wszystko się rozpieprzy.
Co o nim wtedy powiedzą?
Że był miłym człowiekiem, że był mądrym człowiekiem?
Że miał plany, że miał mądrość?
Gówno prawda, stary!
Czy ja mam być tym, który ma przekazać im prawdę?
Spójrz na mnie... Błąd.
Ty to zrobisz. Ty!
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 15.01.2014 23:55

W nocy przyszedł do mnie Kurz. Wyglądał jak wielki pogański bóg, którym zresztą był.. Przypatrywał mi się bez słowa, w końcu położył mi na kolanach odciętą głowę Kucharza.
O Boże ! – Kucharz - On chciał tylko gotować. Zginął przeze mnie.
Sine usta poruszyły się w jakimś dziwnym spazmie, jakby chciały szepnąć: „Zupa gotowa”. Płakałem z żalu i bezsilności, a chmury rzygały deszczem.
głowa_kuch.jpg

Zostałem sam. Kurz chciał mi pokazać, że nie mogę na nikogo liczyć, że jestem absolutnie zdany na jego łaskę. I pokazał.
Dostałem wysokiej gorączki. Leżałem majacząc, niewiele pamiętam. Przenieśli mnie do bunkra, gdzie mieszkał Kurz. Zdawało mi się, że odprawiał nade mną modły pogański kapłan, prosząc Peruna o pomoc. Porządnie mnie okadził świętym dymem i włożył pod materac solidny święty topór. Nie było wygodnie na nim leżeć, ale, o dziwo, choroba opuściła moje ciało.
Zbliżała się noc przesilenia letniego, noc Kupały, tutaj zwana Palinocką.
Było gorąco, a ja słaby. Słuchałem z mojego posłania, jak pułkownik czyta na głos wiersze mazurskiego poety Tomasza Ludwika Jeziorkowskiego, który wyemigrował do Ameryki i pisał pod pseudonimem Thomas Eliot (LJ)

My, wydrążeni ludzie
My, chochołowi ludzie
Razem się kołyszemy
Głowy napełnia nam słoma
Nie znaczy nic nasza mowa
Kiedy do siebie szepczemy
Głos nasz jak suchej trawy
Przez którą wiatr dmie
Jak chrobot szczurzej łapy
Na rozbitym szkle
W suchej naszej piwnicy

Kształty bez formy, cienie bez barwy
Siła odjęta, gesty bez ruchu.
(...)
Życie jest
Albowiem Tuum est
I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem.
Ostatnio edytowano 18.01.2014 22:51 przez dżejbo, łącznie edytowano 1 raz
dżejbo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 17.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) dżejbo » 17.01.2014 13:37

Ludzie Kurza traktowali go, jak boga. Tak jak pewien marzyciel z Liverpoolu odrzucił państwo, własność, religię. Nie odrzucił zabijania, ze śmiercią był za pan brat. Swoim ludziom pozwalał na wyznawanie religii cofniętej o tysiąc lat do prasłowiańskich korzeni. Czcili Peruna i Swantewita, składali ofiary zarzynając zwierzęta i jeńców pod świętym dębem. Teraz szykowali stosy drewna na ogniska w noc Kupały. Posąg Swantewita miał, jak wiemy, cztery twarze. Z tęsknoty za zbankrutowanym systemem socjalistycznym jedna twarz miała rysy Lenina. Wszak byliśmy na ziemiach tymczasowo okupowanych przez Rosjan.
swantewit.jpg

Na rzece, myślałem, że w momencie, gdy na niego spojrzę, będę wiedział co robić.
Ale tak się nie stało.Spędzałem z nim długie dni,bez nadzoru.
Byłem wolny.
Ale on wiedział, że nigdzie się nie wybieram.
Wiedział więcej o tym, co mam zamiar zrobić, niż ja sam.
Czego jego dawni ludzie chcieliby od niego, gdyby wiedzieli, jak bardzo się od nich oddalił?
Oderwał się od nich,a potem od siebie samego.
Nigdy nie widziałem człowieka tak rozbitego,rozdartego na kawałki.

Od wody niosła się rzewna pieśń, śpiewana przez czysty kobiecy głos:

„O jeziora tak wspaniałe,
Co zdobicie nasze strony,
Czyli wielkie, czyli małe,
każdy z nas zadowolony
I podziwia wasze brzegi,
Wasze kształty i też biegi.

Kiedy stanę przy twym brzegu
I tam wątek myśli snuję
o twym kształcie, o wód biegu,
serce jakiś powab czuje,
Wzrok zaś śledzi przestrzeń wkoło.
Jakoś raźnie i wesoło.

W dali gdzieś tam łódka płynie
i po falach się unosi,
Z łodzi rzewna piosnka płynie,
Co ją pierś mazurska głosi,
A jej wdzięczne, miłe tony
Echem płyną na wsze strony.

Wy prześliczne jezior wody,
Wysrebrzone w swej ozdobie,
Podczas ciszy i pogody
malujecie tedy w sobie
Łany,lasy i też wioski
I cały firmament Boski.”

Idylla – można by pomyśleć, gdyby nie trupy pływające w wodzie, wiszące na drzewach i czaszki nabite na pal. Tysiące czarnych ptaków z Mordoru, żywiących się padliną i szczury podobne z pyska do Putina.Było mi ciężko, jakbym nosił zawieszony na szyi złoty pierścień.
zwłoki.jpg
Zwłoki były wszędzie...
Ostatnio edytowano 22.01.2014 00:33 przez dżejbo, łącznie edytowano 1 raz
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
ANEGDOTY Z RÓŻNYCH STRON - strona 12
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018