11.09 CDZ twierdzy zeszliśmy po 10 i po 3 minutach byliśmy już w apartamencie.
Dalsze plany na dzień dzisiejszy to Budva, Sv.Stefan i plażowanie.
A jak plażowanie to trzeba kilka niezbędnych rzeczy na plażę zabrać
Torbę zapakowałam , wychodzę przed apartament ...... a tam już chmury nadciągają
To nic , może nad pełnym morzem będzie lepsza pogoda.
Wprawdzie do Budvy mamy całe 18 km, ale może tam będzie lepiej
Opis naszej podróży muszę zacząć od wyjazdu z parkingu , bo była to bardzo skomplikowana i stresująca procedura
Jak wcześniej wspominałam drogą dojazdową do apartamentu była bardzo stroma ,wąska i jednokierunkowa uliczka.
Wyjazd z parkingu pod apartamentem wyglądał tak:
Misiek wyjeżdża tyłem i zjeżdża z górki pod prąd , żeby się rozpędzić i wjechać pod górkę
Może to śmiesznie brzmi , ale górka jest tak stroma , że Misiek woli nie męczyć sprzęgła.
Ale to nic

Wyjeżdżając z parkingu nie widzi nic we wstecznych lusterka, a przepraszam widzi niebo
Więc ja wychodzę na ulicę , wstrzymuję ruch a potem szybko wskakuję do samochodu.
Ten system na pewno sprawdziłby się w krajach północnych

, ale nie w Czarnogórze
Wskakuję do samochodu, za nami już czeka jakiś samochód, Misiek wrzuca jedynkę , noga na gaz .......a z góry ,pod prąd już zjeżdżają 2 samochody
No i czopek gotowy !
My czekamy,aż nam zjadą z drogi ..... a oni też czekają -nie wiadomo na co

Przecież jadą pod prąd
W końcu jakiś życzliwy właściciel apartamentowca podnosi szlaban i samochody jadące z góry zjeżdżają nam z drogi.
W końcu ruszamy i po chwili powoli jak inni włączamy się do ruchu na głównej drodze - czyli wciskamy się na przysłowiowego chama

. Jeszcze tylko stoimy z 15 min w korku ,żeby się wydostać z miasta i już pędzimy z prędkością 40-50 km/h w kierunku Budvy. Zerkamy na korek w stronę Kotoru - tak na oko ma z 3 kilometry
Niestety dojeżdżając do Budvy zamiast słońca widzimy ołowiane chmury pędzące w kierunku miasta.
Parkujemy blisko starego miasta (dobrze ,że wcześniej sprawdziłam parkingi w Budvie).
Budvę....przelatujemy
Stare miasto jest malutkie , a do tego zbliżający się deszcz nie pozwala na delektowanie się widokami.
Nagle zauważam strzałkę z napisem "gradska plaza" - trzeba zobaczyć jak wygląda ta plaża . Wchodzę i oczom nie wierzę: na morzu sztorm, wieje aż miło, słońca nie ma , ulewa się zbliża ...... a tu morze wyrzuciło na brzeg stado fok
Robię zdjęcie tego fenomenu i ruszamy dalej na fotograficzne łowy:
Podczas spaceru zaczyna lać .Całe szczęście ,że nie pada długo. Spacerujemy jeszcze wzdłuż murów obronnych , ale znów zaczyna kropić. Uciekamy przed deszczem do samochodu.
Budva przeleciana i zaliczona
Ruszamy w kierunku sv.Stefana i słynnej wysepki-hotelu dla milionerów.
Stajemy przy drodze i robimy zdjęcia wysepki:
Postanawiamy zaatakować wysepkę od dołu,bo słyszałam że wysepkę można zwiedzać.
Przed groblą stanowiącą wejście na wysepkę na straży stoi obsługa hotelowa. Niestety nie można wejść nawet na groblę.
Ale ja dociekliwa jestem i zaczynam drążyć temat zwiedzania z Panem z obsługi. Dowiaduję się ,że owszem wysepkę można zwiedzać , ale tylko z przewodnikiem . Następne wejście o godz.14 , wstęp kosztuje ..... usiądźcie - bardzo was proszę
20 EURO OD OSOBY !.
No to podziękował
Idziemy dalej, robimy zdjęcia:
A tu czeka nas kolejny wytrzeszcz oczu- plaża hotelowa. Ludzi na niej nie ma , bo wcześniej lało, ale patrząc na cennik o mało nie mdleję . Cena za wstęp na plażę dla osób nie będących gośćmi hotelowej wysepki to jedyne ( na pewno siedzicie ?)
100 EURO !No cóż, dobrze że nie ma pogody, bo na pewno tutaj bym plażowała
Jeszcze tylko idziemy zobaczyć plażę, którą upatrzyłam sobie na opalanie:
I robimy odwrót, bo zbliża się burza.
Niestety ulewa dopada nas przed restauracją Olive i postanawiamy coś zamówić. Restauracja okazuje się czterogwiazdkowa , czyli niezbyt tania. No cóż, burza szaleje jak oszalała , co tu robić - może coś zjemy -małego.No i zamawiamy 2 porcje muli i 2 picia . Coż przejedliśmy 60 euro
