Ostatni dzień

niewiele różnił się od poprzedniego, rano wyskoczyliśmy tylko do Orebiča zatankować "kuchenkę".Bardzo miły Pan tankujący nam auto, zaproponował czy może przypadkiem nie chcemy umyć autka, z przerażeniem spojrzałam na Mężusia,

i daję głowę uciąć, że widziałam błysk w jego oku

ufff... grzecznie podziękował za oferowaną usługę .




Tam na górze jest "nasz" domek, w sumie to mógłby być nasz


Niestety nieubłaganie zbliżało się to co nieuniknione. Ostatni wieczór w Borku, uczcimy go w należyty sposób
Łezka kręci się w oku, jakoś nie tryskamy humorem, tak strasznie szybko zleciał tu czas


Jest piątek wieczorem, prawie wszystkie stoliki zajęte, widzimy, że nie tylko my przyszliśmy na pożegnalną kolację

Grupka Polaków mieszkających w tym samym apartamencie co my też tu zachodzi. Oni jutro też wyjeżdżaja.


Za rok przywiozę sobie taki garnuszek do domu,

teraz się nie zmieścił


Po przepysznej kolacji, schodzimy jeszcze na plażę na ostatnie kąpanie w Jadranie


Pakowanie auta zostawiliśmy sobie na sobotni poranek. Nie ma co się spieszyć.
Sobota
Żegnamy się z Właścicielką i jej mężem, którzy krzątają się od rana. . Bardzo miłą niespodzianką jest podarunek jaki dostajemy od Nich na pożegnanie, dla nas Travarica, a dla dzieci prażone migdały (wszystko ich wyrób).
Kilka "trąbnięć" na pożegnanie, głęboki wdech, jedziemy .
Zatrzymujemy się jeszcze tylko na dole, musimy pożegnać się z Jadranem




Ostatnie widoki na wielki błękit - Do zobaczenia za rok

Nie śpieszymy się, mamy niewiele do przejechania, wszak zostawiliśmy sobie na koniec coś do zwiedzania
