Platforma cro.pl© Chorwacja online™ - podróżuj z nami po całym świecie! Odkryj Chorwację i nie tylko na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków ツ

Triplex Confinium - na trójstyku HUN, ROM i SRB

Wycieczki objazdowe to świetny sposób na zwiedzenie kilku miejsc w jednym terminie. Można podróżować przez kilka krajów lub zobaczyć kilka miast w jednym państwie. Dla wielu osób wycieczki objazdowe są najlepszym sposobem na poznawanie świata. Zdecydowanie warto z nich korzystać.
Pudelek
Cromaniak
Posty: 2125
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 12.03.2026 17:42

Wczesnym rankiem podrywa nas hałas: sąsiad wymyślił, że o świcie trzeba skuwać płot ogródka. Walenie młotkiem i rzucanie kawałków na przyczepę brzmi jak idealna pobudka. Tak jak się szybko zabrali do roboty, tak szybko skończyli, potem przez cały dzień stało wszystko rozkopane.
Natomiast o dziewiątej zjawił się pan Bata z synem i przynieśli śniadanie: jajka sadzone na szynce, sałatki warzywne, brzoskwinie, chleb i półtoralitrową butelkę napoju mlekopodobnego. O rany, kto tyle tego wypije? Zaraz potem podstawili nam rowery, więc uznaliśmy, że nie będziemy ryzykować zmieszania mleka ze smażonym, bo szukanie toalety albo krzaczków mogłoby być ciut kłopotliwe.

Obrazek

Wskakujemy na koła. W centrum ruch, ale też sporo rowerzystów, którzy - podobnie jak u nas - jeżdżą gdzie popadnie i trzeba uważać również na chodnikach. Bardzo dużo osób używa takich dziwnych elektrycznych maszyn, na pół rowerków, na pół skuterków. Pewnie chińszczyzna.

Obrazek

Jedziemy nad Cisę, a następnie wałem przeciwpowodziowym wzdłuż niej. Przez wał przebiega międzynarodowy szlak rowerowy EuroVelo nr 11.

Obrazek

Niestety, po kilku chwilach dojeżdżamy do dość ruchliwej drogi, dobrze, że ten odcinek jest dość krótki. Mijamy położone niżej samotne gospodarstwo.

Obrazek

Tablica wyjazdowa różni się od wjazdowej - tu umieszczono również serbską wersję łacińską. W ogóle kwestia nazewnictwa jest interesująca: jej pochodzenie jest zdecydowanie słowiańskie i nawiązuje od księcia, Węgrzy przyswoili ją do swojego języka. Potem kilkukrotnie się zmieniała: Stara Kanjiža dla Serbów, w odróżnieniu od Nowej, którą założono za rzeką. Następnie przymiotnik usunięto, za to w latach 30. ubiegłego wieku proponowano zastąpienie jej Petrov Gradem. Ta opcja nie przeszła. Węgierska wersja Magyarkanizsa funkcjonowała prawdopodobnie do końca II wojny światowej, odróżniała miejscowość od innych nazywających się Kanizsa. Komuniści wycięli narodowy przymiotnik, a następnie próbowali ją zesłowianizować. Jakiś czas temu (nie wiem dokładnie kiedy) powrócono do poprzedniej nazwy Magyarkanizsa, ale ponoć mieszkańcy z przyzwyczajenia i tak używają Kanizsa :P.

Obrazek

Za Cisą znajduje się kolejne miasteczko: Novi Kneževac (Нови Кнежевац, Törökkanizsa). W jego przypadku historia także odcisnęła piętno na nazwie. Założone zostało nieco później niż Stara Kanjiža, więc znane było wśród Serbów jako Nova Kanjiža albo Turska Kanjiža. Obie miejscowości z dwóch stron rzeki łączyła przeprawa. W okresie międzywojennym władze nadały miastu nazwę obowiązującą do dziś, natomiast węgierska pozostała bez zmian (török znaczy turecka). Jest to w sumie dziwne, bo to nie Turcy założyli osadę, istniała długo przed ich przybyciem, natomiast co najmniej raz ją spalili.

Obrazek

Przejeżdżając Cisę opuściliśmy Baczkę i znaleźliśmy się w Banacie. Czy to ma jakieś znaczenie? Owszem i nie mam na myśli wydarzeń z przeszłości: północna część serbskiej Baczki jest znacznie bardziej węgierska niż północna część serbskiego Banatu. Madziarzy oczywiście także i tu mieszkają, ale w mało której miejscowości stanowią większość. Tak jest też w Kneževacu - Serbowie są od nich liczniejsi, a na ulicach jest dokładnie odwrotnie niż Kanjižy, bo zazwyczaj słychać język serbski. Ogólnie liczba Węgrów w Wojwodinie regularnie spada, według ostatniego spisu stanowią już jedynie dziesięć procent ludności prowincji.

Obrazek

Pedałujemy przez mniej lub bardziej opuszczone place i deptakiem, obok kościoła katolickiego, ponownie zajeżdżamy nad rzekę.

Obrazek
Obrazek

Na brzegu stoi Spomenik Palim Borcima z 1965 roku, przedstawiający dwie postacie, w tym jedną schyloną. Wyglądają, jakby grali w jakąś grę.

Obrazek

Robimy sobie zdjęcie na tle Cisy (Teresa ma dziwną minę, bo kazałem jej wyobrażać sobie różnych chłopów bez majtek P)) i z faną na tle fan.

Obrazek
Obrazek

Kawałek dalej stoi cerkiew z początku XIX wieku; zaglądamy jedynie przez drzwi, bo w środku trwa sprzątanie. Z miotłą lata facet, to naprawdę rzadkość!

Obrazek

Niebo zakrywają chmury, ale jest bardzo duszno, zatem zajeżdżamy do knajpy na deptaku. Siedząc tam przez ponad godzinę, możemy trochę popodglądać życie lokalsów. Przy sąsiednim stoliku ulokowała się grupa starszych mężczyzn, większość z nich pije kawę i wodę. Obgadują jakąś grubą babę, co chwilę wybucha głośny śmiech. Za to po ulicy ciągle kręcą się te same osoby, niektóre widzę z dziesięć razy łażące tam i z powrotem. Szczególnym powodzeniem cieszy się "rzeźnik bio", cokolwiek to znaczy.

Na deptaku stoi kolejna dziwna rzeźba, mi z daleka przypomina ślimaka.

Obrazek

Gdy idę zapłacić, uśmiechnięta barmanka zagaduje, skąd przyjechaliśmy.
- No rowerach z Polski?? - dziwi się.
Aż tak popieprzeni nie jesteśmy ;). Tłumaczę, że z Kanjižy.
- A wiesz, że my też jesteśmy Kanjiža, tylko Nowa? - właśnie wtedy się o tym dowiedziałem. - Fajnie, że tu zaglądają turyści z zagranicy, bardzo się cieszę. Widziałam twój aparat, ja też lubię robić zdjęcia bez smartfona! - woła. Czyli jeszcze lustrzankowcy nie wyginęli całkowicie!

Obrazek

Pogadaliśmy jeszcze przez chwilkę, po czym ruszyliśmy dalej. Na ścianach budynków zauważyłem sporo przekreślonych nazw ulicy, bo ze dwa lata temu burmistrz usunął wszystkich patronów z okresu komunistycznego. Pomników na szczęście nie ruszył.

Obrazek

Wyszło słońce, a my żółtym mostem wracamy do Baczki. Nota bene to ostatni most na Cisie na terenie Serbii, następny jest dopiero w Segedynie, za ponad dwadzieścia kilometrów.

Obrazek

Banacki brzeg jest tu zagospodarowany, baczki pokrywa las.

Obrazek

Kręcimy się jeszcze po bardziej oddalonych dzielnicach Kanjižy. Zaglądamy na nieczynny od 2014 roku dworzec kolejowy w typowym austro-węgierskim stylu. Nazwa węgierska jest tu jeszcze bez przymiotnika.

Obrazek
Obrazek

Tory rozebrano, zostały tylko na przejazdach.

Obrazek

Nie udało nam się dojść do cmentarza żydowskiego, który ze wszystkich stron otoczony jest terenami prywatnymi. Zajrzeliśmy natomiast na cmentarz katolicki, czyli węgierski. Znajdujemy na nim dużą kwaterę żołnierzy armii habsburskiej z Wielkiej Wojny.

Obrazek

Ciekawa kompozycja na grobie pewnego małżeństwa.

Obrazek

Wracamy odstawić rowery do hostelu. Przyglądając się krzyżowi przy kościele katolickim zauważam, że fundatorami pod koniec XIX wieku była rodzina... Bata.

Obrazek

A w hostelu przychodzi pan Bata i pyta się, na którą chcemy jutro śniadanie. Oddajemy mu napój mlekopodobny (który okazał się jakimś specjalistycznym jogurtem), tłumacząc, że go nie wypijemy, więc szkoda go marnować. Zabiera go wyraźnie zirytowany, pewnie pomyślał, że cudzoziemcom kompletnie odwala.

Wieczorem pora na kolejny spacer po mieście. Ulice oddalone od centrum są puste, ludzi wymiotło.

Obrazek
Obrazek

W Kanjižy również dokonano dekomunizacji i nawet marszałek Tito musiał opuścić pozycję patrona.

Obrazek

Z powodu specyfiki narodowościowej partia rządząca reklamuje się tutaj po węgiersku i zdjęciami z Orbánem. Wykonano je dość dawno temu, bo obaj politycy są mocno szczuplejsi niż dzisiaj. Tak jak Serbia i Węgry zazwyczaj ze sobą nie przepadały, tak teraz oficjalna narracja mówi o wielkiej miłości obu narodów. Ciekawe jak długo?

Obrazek
Obrazek

W restauracji nad rzeką objadamy się po uszy. Nie tylko my, obok leży kot tak gruby, że nawet nie spojrzy na rzucane mu mięsko.

Obrazek

Nieśpiesznie udajemy się na spoczynek. Czasem przemknie jakiś samochód, ale ogólnie w mieście panuje cisza. Chwilę bawię się z aparatem w parku przy ratuszu, stoi tam również pięciopalczasty spomenik.

Obrazek
Obrazek

Na nowy osiedlu brak żywego ducha, za to w największym parku ławki obsadzone przez młodzież. Palą jak smoki, ale alkoholu nie zauważyłem.

Obrazek

Rano ze śniadaniem przychodzi pani Bata. Przynosi gotowane parówki z chlebem i warzywa w panierce, a do picia herbatę, nic białego ;). Zjadamy ze smakiem.

Na koniec wizyty udajemy się jeszcze do najbliższego i jednocześnie największego parku, tam, gdzie w nocy imprezowała młodzież. Teraz są tam ludzie w starszym wieku i matki z wózkami. Na skraju skromny pomniczek jakiś założycieli.

Obrazek

Narodni park (Néppark) to pozostałość po węgierskim uzdrowisku z przełomu XIX i XX wieku. Oryginalny budynek łaźni - przypominający cerkiew - jest w kiepskim stanie, dookoła stoją obiekty mniejszej architektury i też się rozpadają.

Obrazek

Uzdrowisko nadal działa, ale w nowszych obiektach. Przed jednym z nich stoi rzeźba Cyganki; według legendy uleczyła ona kolana w miejscowym cudownym źródle i znowu mogła tańczyć!

Obrazek

W uzdrowisku zakończyliśmy wizytę na serbskiej i wojwodińskiej prowincji, pora udać się w stronę granicy.

Obrazek
Pudelek
Cromaniak
Posty: 2125
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 17.03.2026 13:48

Banat. Wielokrotnie pisałem o tej krainie historycznej i wspominałem, że to jedna z moich ulubionych. Wspominałem, że podzielny jest na trzy kraje: większość znajduje się w Rumunii, mniejszość w Serbii, a skrawek pozostał na Węgrzech. Zdarzało mi się odwiedzać jednego dnia Banat w dwóch krajach, ale jeszcze nigdy we wszystkich trzech - udało się to dopiero w lipcu 2025 roku, dzięki wejściu Rumunii do strefy Schengen. Ale po kolei.

Najpierw są ostatnie kilometry na serbskiej ziemi. Nagle na drodze wyrasta bela siana, która spadła z traktora pędzącego przed nami. Poluzowały się również inne, więc rolnicy próbują je jakoś zatrzymać.

Obrazek

Dwie ostatnie serbskie wioski to Majdan (Мајдан, węg. Magyarmajdány) i Rabe (Рабе, Rábé). Obydwie niewielkie, zamieszkałe niemal wyłącznie przez Węgrów i sprawiające ponure wrażenie z powodu opuszczonej i zniszczonej zabudowy. Już kiedyś przez nie jechaliśmy i nic się nie zmienia, chyba, że na minus.

Obrazek
Obrazek

Pojawia się węgierski płot antyimigrancki, to znak, że do przejścia coraz bliżej.

Obrazek

Przed nami trójstyk sebrsko-węgiersko-rumuński, zwany Triplex Confinium, reprezentowany przez biały obelisk z trzema stronami; każda zaopatrzona jest w herb odpowiedniego państwa.

Obrazek

Jeszcze dekadę temu pamiątkowy monument stał wśród pól, a jedyną infrastrukturą była tablica informacyjna i wiata w jednym z rogów, docierali tu jedynie rowerowi fanatycy. Jako pierwsi asfaltową drogę doprowadzili Rumuni, ale okazało się, że łatwiej było otworzyć przejście graniczne pomiędzy dwoma zaprzyjaźnionymi dyktatorami (Węgrami i Serbią) niż między krajami unijnymi. Przejście węgiersko-rumuńskie planowano na rok 2023 i znowu okazało się, że prędzej przyjdzie wstąpienie Rumunii do Schengen niż jego wybudowanie. Co prawda formalnie nie ma tutaj połączenia drogowego między Węgrami a Rumunią, ale... zobaczymy ;) . Z boku widzę dwóch rumuńskich mundurowych stojących u siebie, za wsadzonymi w ziemię flagami.

Obrazek

Podjeżdżając przeżywamy szok - trzy lata temu rolę budynków granicznych pełniły blaszane budy, a teraz są wypasione, nowoczesne budynki. Szok numer dwa - przed dwoma laty było tu pełno innych samochodów, a teraz jesteśmy kompletnie sami, nikogo z ani jednej, ani z drugiej strony. Bardzo dziwne.

Obrazek

Serbska kontrola trwa szybciutko.
- Gdzie byliście? - zagaduje pogranicznik. - W Kanjižy? - dziwi się. - Biznes?
- Niee, gdzie tam! Turyści, tam jest Cisa i plaża...
- Aaa, Tiski cvet - rzuca hasło nadbrzeżnego kempingu, ale nie wyprowadzam go z błędu, że spaliśmy pod dachem.
Za to po stronie węgierskiej dwóch celników aż podskoczyło z radości i na dzień dobry podstawili wózek na kółkach, każąc wypakować bagaże. Teresa się wkurzyła, bo ciężko potem wszystko porządnie zapakować, mi natomiast chciało się śmiać, bo wiedziałem, że nic nielegalnego u nas nie znajdą. Panowie podeszli jednak do sprawy bardzo poważnie, stukając, pukając, zaglądając do lusterek i silnika.
- Co to jest?! - jeden z nich wskazuje kopertę z rozerwanym woreczkiem, w którym coś się przewala. - Proszę otworzyć - podaje go Teresie.
W środku znajdowały się... drobne leje, a Madziar wyraźnie się zmieszał, być może już oczami wyobraźni widział jakieś pigułki.
- A co to, rakija?! - jego kolega podnosi butelkę wypełnioną ciemnobrązową cieczą. Bimber bez banderoli?
- Nie, wieziemy to z Polski...
- Ale co to jest?!
- Ice tea!
Po drugiej nietrafionej próbie chłopaki dali spokój. Najśmieszniejsze, że nawet nie dotarli do naszych zapasów alkoholu ułożonych w dolnej półce bagażnika ;).
Do tej pory zastanawiam się, czy Węgrzy mieli jakiś cynk o przemycie, czy byli zwyczajnie nadgorliwi czy im się po prostu nudziło? Jeśli to standardowa nadgorliwość, to nie dziwię się, że przejście jest puste.
Po kontroli pytam się ich, czy można przejechać stąd do Rumunii. Po krótkiej chwili zawahania kiwają głową, że tak.

A nie jest to oczywiste. Za przejściem znajduje się boczna droga w prawo. Stoi przy niej zakaz wjazdu z tabliczką o niezrozumiałej dla mnie treści oraz szlaban, lecz podniesiony.

Obrazek

To zapewne oficjalnie trasa techniczna dla służb, ale skręcam w nią, mijam płot i cofam się w stronę trójstyku. Po kilkuset metrach asfalt się kończy i zaczyna krótki odcinek szutrówki. W ten sposób docieram o Triplexu Confinium od drugiej strony. Obok bieleją niskie słupki granicy węgiersko-rumuńskiej, zaczynają się od numeru jeden.

Obrazek
Obrazek

W ten oto sposób po czterech dniach ponownie wjechaliśmy do Rumunii. Dwójka funkcjonariuszy macha ręką, aby stanąć. Proszą o dokumenty i zaglądają do bagażnika, ale bez dokładniejszego sprawdzania.
- Dokąd jedziecie? - pytają raczej z ciekawości, niż dociekliwości.
- Na Węgry.
- Jak to na Węgry?! Właśnie z nich przyjechaliście!
- Chcemy jeszcze zobaczyć kilka miejsc u was i zrobić zakupy, a potem dalej na Węgry.
Pokiwali głowami, jak się kiwa wariatom i nie drążyli tematu.
- Macie przerąbane na granicy z Rosją i Ukrainą przez tę wojnę?
- Nie aż tak. Najgorzej bywa na granicy z Białorusią z migrantami, których tam przerzucają.
- Jak to, płyną przez Bug?!
- Nie, przez płot! Jest znacznie większy niż ten węgierski, a i tak się przedostają.
To było jeszcze pomiędzy masowymi nalotami dronów ze wschodu, ale i Rumuni nie mają lekko, bo u nich też coś ciągle spada przy granicy.

Dostajemy z powrotem dowody i możemy ruszać dalej. Przekroczenie z serbskiego Banatu przez węgierski do rumuńskiego zajęło nam dwadzieścia minut. Na przejściu nadal pusto, podobnie jak pusta jest rumuńska droga - chyba mało kto jeszcze odkrył, że można tędy jeździć.

Obrazek
Obrazek

Niedaleko granicy jest "most turecki" (Pondul Turcesc), zgodnie z nazwą wybudowany jeszcze przez Turków. Musiałby zatem powstać przed 1718 rokiem, ale tak naprawdę nie wiadomo kiedy powstał.

Obrazek

Pierwszą miejscowością, oddaloną o niecałe trzy kilometry, jest Beba Veche (Óbéba, niem. Altbeba). Podobno słyszał o niej prawie każdy Rumun, bo to najbardziej wysunięta na zachód osada w państwie.

Obrazek

Początkowo po upadku Austro-Węgier zajęli ją Serbowie i włączyli ją w granice swojego kraju jako Stara Beba (Стара Беба). Nie mieli ku temu podstaw etnicznych, bowiem zamieszkiwali ją w podobnym procencie Rumuni i Węgrzy, było kilkuset Niemców (zwanych Szwabami Banackimi), natomiast Słowian prawie w ogóle. Według lokalnej legendy, miejscowi zmianę przynależności państwowej zawdzięczają... Senegalczykom z francuskiej armii, którzy przez jakiś czas tu stacjonowali. Murzyńscy żołnierze wzbudzali przerażenie, ale częstowali czekoladą, natomiast faktem jest, że w 1924 roku Serbia i Rumunia wymieli się kilkunastoma miejscowościami, jedną z nich była Beba Veche.

Dziś Rumuni stanowią dwie trzecie ludności, jest ponad trzystu Węgrów i kilku Niemców. Po jednej stronie ulicy stoi kościół katolicki, a pod nim pomnik z niemieckimi napisami, po drugiej cerkiew z pomnikiem poległych.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tu również jest stary most, niby "turecki".

Obrazek
Obrazek

Co jeszcze znajdziemy w Bebie ciekawego? Gustowny kibelek na zapleczu cerkwi, tablica poświęcona Decebalowi, tablica jakiegoś regionu z nazwą nawiązującą do trójstyku i grupy dżentelmenów siedzących pod sklepami z piwem.

Obrazek
Obrazek
Pudelek
Cromaniak
Posty: 2125
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 24.03.2026 11:00

Pora ruszać dalej. Okolica jest niemal idealnie płaska, wyróżniają się ogromne krzyże charakterystyczne dla tej części Rumunii.

Obrazek
Obrazek

Następną wioską jest znacznie mniejszy Cherestur (Pusztakeresztúr, niem. Kerestur), w którym zawsze dominowali Węgrzy. Jego również początkowo przyłączono do Serbii jako Krstur (Крстур) i również w 1924 roku oddano Rumunom. Miejscowość wygląda biednie.

Obrazek
Obrazek

A za wioską niespodzianka - w polu intensywnie pracuje kiwon. Nie wiedziałem, że i tutaj wydobywa się ropę.

Obrazek

Jeszcze biedniej wygląda sąsiednie Cheglevichi (Keglevichháza, Keglewitschhausen), zwłaszcza, że najpierw mijamy cygańskie osiedle.

Obrazek
Obrazek

Dawniej była to osada w większości niemiecka, czego pamiątką jest katolicki kościół otoczony drogami (na pomniku mamy niemiecko-węgierski łamaniec, wspomniana jest Gemeinde Keglevichház). Współcześnie numerem jeden są Rumuni.

Obrazek
Obrazek

Kolejna mieścina posiada aż trzy oficjalnie nazwy na tablicach: Dudeștii Vechi po rumuńsku oraz Stár Bišnov w wersji łacińskiej i Стар Бешенов w cyrylicy. Sądziłem, ze to nazwy serbskie, a okazały się... bułgarskimi! Najliczniejszą nacją byli i są Bułgarzy. Właśnie za tą wielokulturowość kocham Banat! Skąd się tu wzięli? Tradycyjnie uciekali przed Turkami na ziemie Habsburgów. Co ciekawe, większość z nich wyznaje katolicyzm, a nie prawosławie. Dudeștii Vechi/Stár Bišnov stanowi dziś największe skupisko i w Banacie i w Rumunii (ponad półtora tysiąca osób). I jeszcze ciekawostka lingwistyczna: Стар Бешенов to zapis w tradycyjnym bułgarskim, a Stár Bišnov to wersja w banackim bułgarskim :D.

Obrazek

Po kilku wioskach wjeżdżamy do miasta, które wydaje się małą metropolią, choć liczy dziesięć tysięcy dusz. Sânnicolau Mare (Nagyszentmiklós) co najmniej od półtora wieku było niezłą mieszanką etniczną. Za czasów austriackich najliczniejsi byli Niemcy (Groß Sankt Nikolaus) przed Rumunami, Madziarami i Serbami. Przed II wojną światową żyła tu też kilkusetosobowa społeczność żydowska. Spis z 2021 roku wykazał, poza siedmioma tysiącami Rumunów, także pół tysiąca Węgrów, po trzy setki Bułgarów i Serbów, blisko dwie setki Niemców, kilkudziesięciu Ukraińców i prawie dwa tysiące "nieokreślonych". A także dwustu Romów, choć ci na ulicach są najbardziej widoczni i żebrzą dość natarczywie, czego nie uświadczyliśmy w Siedmiogrodzie.

Obrazek

Deptak sprawia europejskie wrażenie. Zrobi się ciut mniej europejsko, jeśli zdamy sobie sprawę, że w celu jego wytyczenia komuniści zburzyli sporą część starówki.

Obrazek

W centrum stoi neoklasyczny pałac Nákó, wybudowany przez rodzinę o takim nazwisku. Hrabiowie Nákó byli pochodzenia wołoskiego i przybyli do Banatu z Macedonii. Przed ich dawną rezydencją ustawiono pomnik rumuńskich monarchów, Ferdynanda i Marii.

Obrazek

Rozmaitych pomników jest tu zresztą znacznie więcej, zupełnie jak na Węgrzech. Jeden z nich przedstawia siedzącego pana - to Béla Bartók, jeden z największych kompozytorów ubiegłego wieku.

Obrazek
Obrazek

A to Béla Bartók w wersji z czasów Ceaușescu.

Obrazek

W bliskim i nieco dalszym sąsiedztwie deptaka wznoszą się trzy świątynie: cerkiew serbska, cerkiew rumuńska i kościół katolicki. Zaglądamy do tej ostatniej. Trójjęzyczna tablica na ścianie przypomina, że uczęszczają do niej głównie mniejszości.

Obrazek

Wnętrza są klasycznie klasycystyczne. W przedsionku umieszczono tablice poświęcone niemieckim wiernym poległym w czasie II wojny światowej oraz ofiar komunistycznych deportacji. W bocznej kaplicy wisi pełno podziękowań po niemiecku, węgiersku i pojedyncze w języku rumuńskim.

Obrazek
Obrazek

Przed kościołem stoi pomnik fundatora, czyli jednego z hrabiów Nákó a pod nim dzwon. Nie pamiętam z którego roku, ale tekst po węgiersku wspominał o cenie w lejach.

Obrazek

Wydajemy ostatnią rumuńską gotówkę i już mieliśmy jechać dalej, gdy na trawniku koło samochodu zauważyliśmy dwa bezpańskie psy. Jeden zdawał się być agresywny, co się rzadko zdarza, bo zazwyczaj takie miejskie czworonogi są ospałe i potulne. W aucie wozimy karmę, więc wysypaliśmy ją na chodnik. Agresor stał się spokojny, a jego towarzysz tak się rwał do jedzenia, że prawie zaklinował się pod płotem.

Obrazek

Wyjazd w kierunku granicy nastąpił z małymi problemami, bo wiele ulic w Sânnicolau Mare jest rozkopanych i nie ma wyznaczonych objazdów.
Na głównej szosie mijam kilka radiowozów, ale nie wyglądają na polujących na kierowców.

Obrazek

Ostatnia rumuńska miejscowość to Cenad (Nagycsanád, Tschanad), dawniej również miasteczko ze Szwabami Banackimi jako najliczniejszą grupą etniczną, a także ze sporym odsetkiem Serbów. Przy głównej szosie świątynie jak zawsze stoją blisko siebie: po prawej cerkiew rumuńska, po lewej kościół katolicki.

Obrazek

Chyba rzadko ktoś te obiekty fotografuje, bo wzbudzam niezdrowe zainteresowanie grupki nastolatków włóczących się po okolicy.

Końcowe rumuńskie kilometry sprawiają wrażenie ogołoconych z wszelkiego życia. Podobnie wygląda kanał z resztką wody na dnie.

Obrazek

W Rumunii byliśmy przez dwie godziny, kraj ten żegna nas wielkim krzyżem, patroli brak. Przyjemnie patrzeć na budynki graniczne, które przynajmniej na jakiś czas przestały pełnić swą rolę,

Obrazek
Obrazek

Wspominałem, że przy Węgrach ostały się jedynie resztki Banatu: niecałe trzysta kilometrów kwadratowych, ledwie siedem wiosek i dzielnica Segedyna. Trzy wioski wizytowałem podczas dwóch poprzednich przejazdów przez madziarski Banat, zostały mi cztery, które odwiedzimy tym razem. Najbliższy i najciekawszy pod względem zabytków jest Kiszombor. Ciekawe jakie są jakiego relacje z "dużym" Somborem, leżącym w Serbii? Jakieś muszą być, skoro nazwa w każdym języku (Zamborul Mic, Мали Сомбор) posiada przymiotnik "mały".

Obrazek

Senny i wyludniony ma długą historię sięgającą czasów przybycia Madziarów na te tereny. Początkowo nazywał się zwyczajnie Somborem, dopiero w 19. stuleciu dodano przymiotnik, aby go odróżnić od większego imiennika, więc ta sprawa została wyjaśniona...
Pamiątką po najstarszym etapie historii jest rzadki zabytek: romański kościół rotundowy z XII wieku, stojący przy dużo młodszej świątyni. Szkoda, że zamknięty, bo w środku zachowały się średniowieczne malowidła.

Obrazek

W wiosce znajdują się co najmniej trzy dawne rezydencje szlacheckie. Jedna z nich to pałac rodziny Rónay (Rónay-kúria) z ciekawą wieżyczką. W poprzednim ustroju mocno go zniszczono.

Obrazek

Spichlerz z 1835 zaprojektowany w taki sposób, że na pierwszy rzut oka też przypomina pałacyk. Ponoć unikalny w skali kraju.

Obrazek

Drogowskazy w stronę granicy z Rumunią mają przekreślony znak kontroli celnej, co przypomina, iż Bukareszt znalazł się w Schengen. My kierujemy się dokładnie w przeciwną stronę.

Obrazek

Kolejne dwie wioski (Ferencszállás i Klárafalva) tylko zaliczam, bo nie ma w nich nic ciekawego.

Obrazek
Obrazek

Węgierski Banat był mniej wymieszany niż dzisiejszy serbski i rumuński. Oprócz rozproszonych Niemców w większych grupach mieszkali tu tylko Serbowie, których garstka uchowała się w Deszk (Деска).

Obrazek

Oczywiście na ulicach tego nie widać, ale działa tu ich narodowa cerkiew prawosławna (sylwetka świątyni znalazła się nawet w herbie wioski).

Obrazek
Obrazek

W cerkwi trwa remont, więc ograniczam się jedynie do spaceru po pełnym drzew terenie przylegającym.

Obrazek

Jadąc główną drogą na wielu przystankach stoją duże grupy ludzi, czekające na autobus. Na innych stoją duże grupy rowerów, czekające na właścicieli. Najwyraźniej sporo osób dojeżdża do Segedyna komunikacją publiczną.

Obrazek

W ten sposób zakończyliśmy banacki etap naszej wakacyjnej podróży. Udało się zrealizować kilka planów na raz: odwiedzić trójstyk, odwiedzić Banat w trzech państwach w ciągu kilku minut, a także zobaczyć wszystkie miejscowości madziarskiej części. I super.
te kiero
Mistrz Ligi Narodów UEFA
Posty: 12117
Dołączył(a): 27.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) te kiero » 25.03.2026 07:04

Jak dobrze pójdzie, i ktoś nie wymyśli jakiejś kolejnej wojenki, to pojedziem tą trasą i okolicami.
Pokazujesz dokładnie to co wczoraj oglądałem ludzikiem na GM.
Jedna z opcji trasy prowadzi od Severin do Vidyń przez Serbię, ale jednak darujemy sobie przygody na granicach...
Głównie z uwagi na Schengen przecież będziemy uskuteczniać ten kierunek.
Poprzednia strona

Powrót do Relacje wielokrajowe - wycieczki objazdowe

cron
Triplex Confinium - na trójstyku HUN, ROM i SRB - strona 5
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Platforma cro.pl© Chorwacja online™ wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja platformy cro.pl© Chorwacja online™ nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl© nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

Copyright: cro.pl© 1999-2026 Wszystkie prawa zastrzeżone