Lednice napisał(a):Na tym kempingu były kaczki
Gęsi są o wiele większe

Też mi się tak wydawało

A teraz już mam pewność

Fatamorgana napisał(a):Osobną kwestią jest to na ile teren campu był terenem "zaminowanym" dzięki tym sympatycznym stworzeniom...
Ta kwestia rozstrzygnie się niedługo

Magda O. napisał(a):maslinka napisał(a):Co do osiołka, nie próbowaliśmy go głaskać, ale pewnie by się nie obraził

Pewnie nie, odkąd zaprzyjaźniłam się w zeszłym roku w Telašcicy z jednym takim, wiem, że lubią głaskanie i drapanie za uszkiem

Dobrze wiedzieć

Następnym razem spróbuję

Było sielsko i wiejsko, a teraz zapraszam wreszcie nad morze
22 lipca (wtorek): Skrivena LukaJak już pisałam, do plaży mamy mały kawałek, a właściwie całkiem spory

Gospodyni mówi o jakimś skrócie, ale dróżka jest tak zarośnięta, że podrapalibyśmy sobie przynajmniej nogi, jak nie więcej

Będziemy więc maszerować trochę dookoła, asfaltem:
Na szczęście nie ma tu specjalnie wielkiego ruchu. Na Lastovie w ogóle nie istnieje pojęcie tłumów, ruchu czy korków. Jest tu, podobnie jak na Mljecie, z którym tę wyspę będziemy ciągle porównywać, więcej jaszczurek niż ludzi

Z tym, że Lastovo na pewno wygrywa w kategorii "dzikość"

Co do innych kategorii, to się jeszcze wypowiem

Zmierzamy w takie ładne miejsce:
Nazwa Skrivena Luka oznacza Ukryty Port. Wszystko na Lastovie jest ukryte - stolica wyspy przed piratami, a zatoka, do której idziemy, przed wiatrami z pełnego morza.
Już niby niedaleko...
Widoki coraz ładniejsze, tylko wciąż jeszcze daleko do morza:
Bardzo urokliwa ta zatoka:
Wypatrujemy miejsca, w którym dałoby się zejść i jakiejś przynajmniej namiastki plaży. W końcu udaje się nam znaleźć wygodne zejście koło konoby Porto Rosso. (Zatoka jest inaczej zwana Portorus, stąd nazwa restauracji.)
"Wypasione" miejsce - przystań dla jachtów, żaglówek i elegancka restauracja. Niemal na każdym stoliku tabliczka z rezerwacją. Wszystko przygotowane na kolację dla żeglarzy. W tym miejscu znajduje się również baza nurkowa. Dotarliśmy więc do cywilizacji

Jest też pierwszy komin, który widzimy na wyspie:
Tylko gdzie ta plaża?
Okazuje się, że niedaleko konoby jest fragment brzegu wysypany żwirkiem:
Wystarczy nam

I tak jest już późno, a słońce powoli chowa się za wzgórza. Chodzi nam głównie o to, żeby się ochłodzić. I wreszcie wykąpać się w morzu po wczorajszym dniu bez Jadranu

No to chlup do wody:
Życie podwodne takie sobie, ale trudno się spodziewać rewelacji przy przystani. Kawałek dalej będzie super, ale to stwierdzimy dopiero pojutrze.
Zamiast rybek podziwiamy jachty:
Koniec kąpieli. Czeka nas jeszcze długa droga z powrotem, w dodatku trochę pod górkę

Z campingu asfaltem jest jakieś 1,5 km, przez krzaczory trochę bliżej, ale też idzie się wolniej. Dlatego na piechotę jesteśmy tu po raz pierwszy i ostatni

Zresztą później i tak będziemy jeździć z kajakiem na dachu

Jeszcze spojrzenie na przystań:
i latarnię morską w oddali:
To latarnia Struga, jedna z najstarszych na Adriatyku, wybudowana w 1839 roku (wg innych źródeł - w 1849). Wygląda bardzo imponująco, zwłaszcza od strony wysokiego klifu, na którym stoi. Zobaczymy ją z tamtej strony pojutrze

W latarni można wynająć pokój. Ciekawy pomysł na zakwaterowanie na wyspie

Pewnie mają zarezerwowane na kilka lat do przodu.
Powoli wracamy do naszego nowego domu:
Wieczór spędzamy w campingowej konobie przy kufelku piwa, planując, dokąd jutro pojedziemy

