napisał(a) dangol » 02.10.2009 19:27
Agnieszko, z przyjemnością pospacerowałam po węgierskich ścieżkach i napiłam się winka w uroczych piwniczkach

.
Słoneczny Eger bardzo mi się podobał. A minaret ... Hmmmm, to od niego

zaczął się mój lęk wysokości. Ileś tam lat wcześniej nawet przepaście Orlej Perci

nie były mi straszne, balkonik minaretu zupełnie mnie zmienił

.
A co do "grzyba" na ścianach "winniczek" to pamiętam, jak przed laty w egerskiej Dolnie Pięknej Pani winiarze opowiadali nam o

ważnej roli, jaką ta szlachetna pleśń

odgrywa w procesie wyrobu trunku Dionizosa . Ta pleśń jest dla wina zbawienna: pomaga w dojrzewaniu i uzyskiwaniu właściwego smaku

.
Wygrzebałam ze starego albumu (1998) papierowe zdjęcie z piwniczki w Egerze i oto fota z tej już historycznej fotki:
Z podziękowaniem dla Ciebie za węgierską część relacji - jeszcze ciepłe (bo tak było w ubiegły weekend

) zdjęcie z tegorocznego winobrania w zaprzyjaźnionej krajowej winnicy. Niestety, obok jeszcze brak takiej klimatycznej "winniczki" , jakie Ty nawiedziłaś...
A teraz czekam na obiecany podwodny suplemencik

.