napisał(a) masmedia » 25.07.2009 19:24
W środę na niebie pojawia się kilka chmurek więc licząc na trochę mniejszy upał wybieramy się do Splitu.
Pamiętam jedno zdanie koleżanki, które utkwiło mi w pamięci na jego temat - powiedziała, że Split zapamiętała jako białe miasto i rzeczywiście można odnieść takie wrażenie, a pogoda w tym dniu jeszcze tę biel uwydatnia.
Podróż nie jest długa ale po drodze zaczyna kropić (brrr) Przedmieścia nie robią na nas dobrego wrażenia - mijamy cześć przemysłową , potem blokowiska i mimo okropnego ruchu powoli posuwamy się w stronę centrum.
Dziwnym trafem zamiast na Rivę skręcamy w przeciwnym kierunku. W plątaninie zatłoczonych uliczek nie możemy ani zawrócić ani znaleźć miejsca do parkowania. Wreszcie udaje się. Pytam w pobliskim warzywniaku jak daleko do Pałacu Dioklecjana- 10 minut drogi - tyle możemy przejść. Szczęśliwie tutaj nie pada. No to idziemy. Niby pamiętam że "pravo" to po chorwacku prosto, ale chyba do końca nie udaje mi się zapamiętać wskazówek sprzedawczyni i po chwili coś mi mówi że nie tędy droga. Zaczepiam kolejnego "tubylca" - rzeczywiście źle się kierowaliśmy - mówi, że idzie właśnie w stronę pałacu. Okazuje się że to Macedończyk. To się nazywa wakacyjny luz: piankowe japonki, koszulka ubrana na lewą stronę i zdaje się tył na przód, poszarpane dżinsy, fajeczka

okazuje się bardzo sympatyczny- chwilkę gawędzimy po drodze. Doprowadza nas na miejsce i na pożegnanie rzuca : Polska - Makedonja mir

Jesteśmy na słynnej Rivie przed pałacem

Ostatnio edytowano 03.08.2009 06:48 przez
masmedia, łącznie edytowano 2 razy