6 lutego (wtorek): Kitzbühel (Resterhöhe i Wurzhöhe)Dziś, korzystając z karnetu na cały Salzburgerland i kawałek Tyrolu, będziemy szusować w Kitz, jak popularnie nazywa się ośrodek Kitzbühel. Reklamuje się on hasłem "Best of the best". Sprawdzimy, czy tak jest w rzeczywistości

Tak naprawdę wiemy, czego się możemy spodziewać, bo byliśmy w Kitz 2 lata temu. Z tamtego wyjazdu nie ma jednak relacji

, więc muszę opisać wszystko od nowa

Wydostajemy się z doliny Glemmtal i tunelem omijamy Zell am See. Kitzsteinhorn i Kaprun jak na dłoni:

Trochę chłodno dzisiaj

:

ale pięknie i zimowo:

Wjeżdżamy na przełęcz Pass Thurn. Po lewej stacja pośrednia gondolki startującej z miejscowości Hollersbach:

My jednak chcemy zacząć od kanapy, więc podjeżdżamy jeszcze kawałek na parking pod wyprzęganą "szóstką":

Świetna infrastruktura to jedna z zalet Kitzbühela.
Jesteśmy pierwsi na bramkach

:


Panowie z obsługi kładą na kanapie obok nas paczkę

- jakieś środki dezynfekujące, które odbierze obsługa na górze.
To się nazywa "pustostok" (określenie zapożyczone z forum narciarskiego)

:

A to jakaś mroczna postać

:

Przygotowanie tras jest genialne, żadnych nierówności! I tutaj Kitz też wygrywa z innymi ośrodkami.
Jest tak super, że na początku prawie nie robię zdjęć, tylko cieszę się wspaniałymi trasami i porannym sztruksikiem

Jedyne, co może przeszkadzać, to trochę chmur, choć błękit się przebija i w ciągu dnia będzie go coraz więcej.
Kitzbüheler Horn z charakterystycznym masztem przekaźnikowym:

i trochę sztruksu:


Strach się bać

:

Nie chwaliłam się jeszcze, że przed wyjazdem kupiłam nowy kask i gogle

Bardzo fajnie się sprawdziły i może teraz mniej wyglądam jak Darth Vader, a może bardziej
Dziś nartujemy w dwóch częściach Kitz, które zwą się Resterhöhe i Wurzhöhe. Dla zobrazowania sytuacji - mapka:

Właśnie na trochę utknęliśmy przy Misiowej Kanapie, czyli Bärenbadkogel:

Zazwyczaj tworzą się tu kolejki, bo prowadzą do niej aż 4 trasy, w tym bardzo fajna czarna:


Wcale nie jest trudna, raczej "misiowa"

Misiowo jest też na trasie ze slalomem, na którą wjeżdża się przez specjalną bramę strzeżoną oczywiście przez miśki

:

Dalej można spotkać jeszcze jednego drewnianego koleżkę

:

Ta atrakcja, jak widać, cieszy nie tylko dzieci

Zjeżdżamy do miasteczka Jochberg i wciągamy się gondolką:


A potem jest już czas najwyższy na przerwę w takim ładnym miejscu:

Są cudne widoki i obowiązkowe "barany":

Tylko trochę chłodno, bo słonko dzisiaj jeszcze nie pokazało, na co je stać. Chowam się więc za winklem i przytulam do ściany

:

A potem... trzeba jeździć! Nie ma lekko!

Tym bardziej, że wychodzi słoneczko

:
