Re: Mordercza wyprawa na Sveto Brdo o tym jak przeżyłem piek
napisał(a) kaja45 » 07.08.2012 14:40
Po krótkim odpoczynku atak szczytowy, ciężko, moje nogi jak z waty, płuca i serce nie wydalają, myślę co się ze mną dziś dzieje, może to wpływ Red Bulla, ale zaciskam zęby i idę dalej, do moich problemów dołączają nerki i lewy bark, jestem bliski załamania, w końcu docieramy do siodła szczytowego, podejścia około 300-400 m w linii prostej, a ja jestem tak wykończony.

Wojtek mój kolega poszedł prosto, ja wybrałem drogę zakosami, co chwila odpoczywając, w końcu docieram do szlaku i nim wchodzę na szczyt Sveto Brdo 1751 m n.p.m.
Odpoczynek i relaks należy mi się, widoki oczywiście wspaniałe, szkoda, że widoczność trochę kiepska









znalazłem skrzyneczkę z pieczątką, długopisem i księgą (jakieś 20 m poniżej szczytu) i mój pamiątkowy wpis


a to już na samej kopule szczytu




zauważony pożar
