28 lipca (niedziela): Synagoga i jezioro PalićNie wiem dlaczego

, ale bardzo lubię zwiedzać synagogi. Cieszy mnie więc fakt, że ta suboticka jest otwarta, a bilety nie kosztują fortunę. (Nie pamiętam, ile, ale przyzwoicie.)
Najpierw kilka faktów. Synagogę wybudowano w 1902 roku i jest ona jednym z najpiękniejszych przykładów sakralnej secesji w Europie:
Centralna kopuła ma wysokość 40 metrów, a cały gmach zdobią motywy pawich piór, kwiatów tulipanów i goździków. Niedawno został on odrestaurowany dzięki połączeniu funduszy dwóch rządów - Serbii oraz Węgier.
Przed budynkiem znajduje się pomnik upamiętniający 4000 żydowskich mieszkańców miasta, którzy stracili życie w obozach zagłady w czasie II wojny światowej:
Wchodzimy do środka:
Podchodzę bliżej ołtarza, żeby podziwiać menory (siedmioramienne świeczniki):
Generalnie, wystrój na bogato:
Wychodzimy na balkon, na którym ustawiono takie same seledynowe ławki, jak na dole:
z tabliczkami z nazwiskami:
Dziwi mnie fakt, że jesteśmy tu sami. Chociaż z drugiej strony... Subotica nie jest bardzo turystycznym miastem, choć nie brakuje tu kwater. Na Airbnb znaleźliśmy sporo ofert zakwaterowania.
Podziwiamy witraże:
i patrzymy w dół - na ołtarz:
Złoto i seledyn ładnie się komponują

:
Tego nie jestem w stanie przetłumaczyć

:
Wnętrze subotickiej synagogi podobało mi się, ale przydałby się przewodnik (przynajmniej w formie papierowej ulotki), żeby dowiedzieć się czegoś więcej niż garść faktów, które można znaleźć w internecie

Obecnie budynek, poza udostępnianiem do zwiedzania, jest wykorzystywany do organizacji wydarzeń kulturalnych, np. koncertów. Natomiast niewielka społeczność żydowska zamieszkująca Suboticę modli się innej małej bożnicy.
Wychodzimy z synagogi i ze smutkiem rejestrujemy, że pada

Na szczęście nieszczególnie mocno. Do "domu" mamy niedaleko, a kiedy tam docieramy, deszcz się kończy.
Postanawiamy pojechać nad oddalone o 8 km od centrum Suboticy jezioro Palić, nad którym znajduje się park, plaża, kilka restauracji i ogród zoologiczny.
Niestety, kiedy dojeżdżamy na miejsce, znowu zaczyna kropić

Trudno! Rozkładamy parasole i spod nich podziwiamy ciekawe architektonicznie budynki, w których można wynająć kwaterę:
Jak na niedzielne popołudnie, jest tu raczej pusto

:
A podobno Palić jest dla mieszkańców Suboticy ulubionym miejscem rodzinnych wypadów. Z tym że pewnie nie w takich okolicznościach pogodowych.
Nas jednak nie przestraszy byle kapuśniaczek

Spacerujemy i oglądamy pomnik Lajoša Vermeša (po węgiersku: Vermesa Lajosa, bo Węgrzy najpierw podają nazwisko, później imię

) - urodzonego w Suboticy sportowca i trenera, jednego z pierwszych węgierskich rowerzystów:
Zresztą rozpowszechnił nie tylko ten sport, a również lekkoatletykę i pływanie.
W 1880 roku założył wraz z braćmi Stowarzyszenie Gimnastyczne Subotica, a w latach 1880-1914 organizował Palicsi Olimpiai Játékok

, czyli coś na kształt igrzysk olimpijskich

Ciekawym obiektem jest drewniany budynek w stylu art nouveau nazwany "plaża dla kobiet"

:
który mieści przebieralnie i toalety oraz kawiarnię.
W tym samym stylu wybudowano centrum kulturalne Velika terasa:
Na szczęście przestaje padać i od razu jest ładniej

:
A my robimy się coraz bardziej głodni... Mijamy jedną z wielu restauracji:
Jednak w internecie upatrzyliśmy sobie inne miejsce

Musimy przejść przez teren, na którym organizuje się koncerty:
Dzieje się tu!

:
Nieużywany basen ze zjeżdżalnią i "dmuchańce"

:
Miejsce, do którego zmierzaliśmy, to Paprika Čarda:
Niestety, tłumy w środku, a na zewnątrz jakoś nie ma "klimatu".
Inną restauracją polecaną (choć trochę mniej

) na Google Maps jest Kapetanski Rit. Spróbujemy tam! Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne - siadamy w miłym otoczeniu:
Jest jednak dość drogo, jak na Serbię czy Węgry

Dookoła ludzie rozmawiają w obu tych językach.
Tym razem zamawiam inne serbskie piwo - Lav i smakuje mi ono zdecydowanie bardziej niż Jelen. (Wszystkie serbskie piwa mają w nazwie zwierzaki?

) Poza tym stawiam na bałkańską klasykę, czyli pljeskavicę:
Niestety, smak mięsa nie porywa...
Małż jak zwykle trochę wydziwia

i zamawia kurczaka z grilla nadziewanego słoniną, pieczarkami, jakimś serem i czymś tam jeszcze. Danie prezentuje się bardzo ciekawie:
Niestety, smakuje zdecydowanie gorzej. A raczej wcale nie smakuje, bo małżonek jest zmuszony odesłać je do kuchni

Chyba nigdy do tej pory nie zdarzyło nam się "reklamować" posiłku w restauracji (może nie jesteśmy bardzo wybredni

), ale surowy kurczak to jednak przesada
Kelner przyznaje Małżowi rację - ewidentnie zawalili z tym drobiem

Teraz małżonek musi poczekać, aż poprawią jego danie, a raczej zrobią je na nowo... Chwilę to trwa, a kiedy wreszcie nowy kurczak wjeżdża na stół jest lepiej, ale tylko trochę

Mięso nie jest surowe, ale połączenie składników w nadzieniu jakoś nie porywa mojego męża...
Może mnie kiedyś posłucha

i zamówi proste danie -
čevaby albo pljeskavicę, choć ta tutejsza nie była rewelacyjna. Ale ja mam w tym roku wysoko postawioną poprzeczkę, jeśli chodzi o bałkańskie mięsne dania.
Podsumowując ten obiad, było raczej średnio. Ani to Bałkany, ani Węgry (Węgrzy karmią rewelacyjnie, o czym sobie przypomnieliśmy podczas sierpniowego "długiego weekendu" w Budapeszcie

), raczej klasyczna
tourist trap. Pewnie mieszkańcy Suboticy, którzy przyjeżdżają tu w niedzielne popołudnia, wybierają jednak restaurację Paprika Čarda. Dlatego było tam tak pełno

To jeszcze nie koniec naszej wizyty nad jeziorem Palić. W następnym odcinku m.in. odwiedzimy zoo
