Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Kretyński wypad 2007

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005
Kretyński wypad 2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 21.11.2007 00:57

Dzień Fuksiarza
17 października

Rano zaczęło padać. Spadamy stąd w dobrym momencie.

Kilka dni temu zdecydowaliśmy że musimy gdzieś wyskoczyć bo inaczej dostaniemy kota. Po parogodzinnych burzliwych dyskusjach znaleźliśmy coś żeby było dla każdego coś miłego. Przedwczoraj zrobiliśmy rezerwację. Wczoraj nam ją potwierdzili.

Miejsca w samolocie dostajemy nie obok siebie. Pewnie były przydzielane w kolejności rezerwacji. Mamy przed wejściem na pokład spytać czy może się da nas posadzić razem.

Okazuje się że można. Nowe numery miejsc dostajemy niskie więc siadamy na przodzie samolotu. Zaraz po starcie zasuwa się za nami firanka. Czyżbyśmy byli w... klasie biznes? Duuużo miejsca na nogi i osobisty samograj z filmami i muzyką dla każdego. Fajnie się zaczyna.

Ag namiętnie foci austriacke i słoweńskie Alpy i chorwacki Adriatyk. Myślałem że może zobaczymy moje albańskie Góry Przeklęte ale zanim nad nie dolatujemy, robi się zupełnie ciemno.

Obrazek Obrazek Obrazek

Późno wieczorem lądujemy w Iraklion. Autobus zabiera nas do Hersonissos. Wokół sami Holendrzy, rezydentka nawija po holendersku. Łapiemy piąte przez dziesiąte. Potem jakby co się ją dopyta.

Dojeżdżamy na miejsce i lokujemy się w naszym apartamencie. Pełny wypas za pół darmo. Na zewnątrz całkiem ciepło. Idziemy nad morze parę kroków dalej, woda też całkiem ciepła. Według mnie. Ag nie jest tego taka pewna.

W hotelowym barze degustujemy odrobinkę przed snem. Biorę tsipuro czyli raki, czyli po prostu grecko-kreteńską wersję poczciwej rakiji, a Ag ouzo, do którego ja się jeszcze nie przekonałem a jej za to smakuje. Na dużym ekranie na żywo leci transmisja jak Grecja w eliminacjach mistrzostw Europy zwycięża swojego odwiecznego przeciwnika Turcję, i to w Stambule.


Mapa dnia dzięki viamichelin.

Obrazek
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 21.11.2007 01:06

Dzień Sknery
18 października

Rano idziemy na śniadanie do hotelowej restauracji. Mamy wykupione same noclegi więc wyżywienie nie jest wliczone. Nie jest złe, ale jednak dalej będziemy się żywić sami, sami sobie przygotowując miejscowe specjały albo chodząc do knajpek. Praktycznie wszyscy goście, oprócz nas, są tej samej narodowości.

Po śniadaniu mamy umówione spotkanie z rezydentką. Schodzi sie kilkanaście osób, prezentacja odbywa się oczywiście w wiadomym języku. Wytężamy uwagę, udaje nam się skumać dużo więcej niż wczoraj w autobusie, potem się o wszystko dopytujemy po angielsku. Niestety do wąwozu Samaria nie da się już pojechać bo po sezonie jest zamknięty dla turystów. Na ostatni dzień wykupujemy sobie wycieczkę do krótszego ale też podobno ciekawego wąwozu Imbros. Pozostałe wypady postanawiamy robić na własną rękę. Rezydentka proponuje wypożyczanie samochodów w jej agencji. Ceny ma z kosmosu ale mówi że tylko u nich mamy pewność że nas nie przekręcą na ubezpieczeniu itp. a wszędzie indziej tej pewności nie ma. Hmmm, rozejrzymy się i zobaczymy.

Idziemy się przejść po okolicy. Niedługo Ag wraca do ośrodka popławić się w słońcu a ja idę na obchód wypożyczalni samochodów, które stoją dosłownie jedna na drugiej wzdłuż głównej ulicy. Już w pierwszej z brzegu ceny są prawie dwa razy niższe niż w naszej agencji, a im dalej w kierunku centrum Hersonissos tym bardziej jeszcze spadają. Zawsze się upewniam czy mogą mi dać pełne ubezpieczenie. Zależnie od wypożyczalni słyszę różne opinie na temat jazdy terenowcem po szutrze. Na ogół mówią że jak coś się stanie poza asfaltem to ubezpieczenie tego nie obejmuje i bym musiał bulić z własnej kieszeni. No to po co w ogóle ludzie pożyczają dżipy, tylko dla szpanu? - pytam. Nikt nie umie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, po prostu takie są warunki ubezpieczenia. Niektórzy mówią też że ubezpieczenie nie obejmuje uszkodzeń kół i podwozia. Jednak w paru miejscach słyszę że jeśli tylko jadę drogą, nawet szutrową, to dla nich nie ma problemu. I o to chodzi. Wybieram jedną z takich wypożyczalni. Jakoś bardziej od innych wzbudza zaufanie i ceny też ma jedne z najtańszych - terenowy suzuki jimny 40E za dobę, hyundai atos 30E, można wypożyczyć wieczór wcześniej bez dopłaty jak się chce wyjechać wcześnie rano. Jeszcze nie wiem czy zaczniemy wypady od jutra czy od pojutrza, w tym drugim przypadku i tak dziś wieczorem przyjdę wpłacić zaliczkę.

Po ponad dwóch godzinach łażenia dołączam do Ag. Resztę dnia spędzamy na kupowaniu i przyrządzaniu sobie żarełka - sałatki ze wszystkich możliwych serów, pomidorów, papryki, oliwek, oliwy, ziół, do tego chleba i salami - i kąpieli w morzu. Całkiem ciepłym. Według mnie.

Obrazek Obrazek

Wczesnym wieczorem idę zapłacić zaliczkę. Gdy przechodzę obok jednej z pozostałych wypożyczalni, macha i krzyczy za mną jej właściciel, który wcześniej usilnie namawiał mnie do skorzystania z jego usług. Nawet sobie wtedy fajnie pogadaliśmy o piłce i o zwycięstwie Greków z Turkami. Co z tego, jak jego warunki nie były zbyt korzystne. Nie oglądając się na niego idę dalej. W "mojej" wypożyczalni umawiam się na odbiór jimny'ego jutro wieczorem. Pojutrze nad ranem ruszam w góry, mam go oddać tego samego dnia na wieczór albo następnego rano i zamienić na hyundaia atosa, którym już będziemy jeździć na wypady razem z Ag.

Później idziemy na miasto. Przysiadamy w jednej knajpce z ogródkiem. Kelnerka przynosi piwko Mythos i irlandzką kawę. Słyszę że ma jakiś swojski akcent. Później przychodzi jej koleżanka i zaczynają gadać blisko nas. No i wszystko jasne. Po chwili przysłuchiwania się namierzam je dokładniej - Serbia. Jak później przychodzi z rachunkiem, wciągamy ją w pogawędkę. Mówi że Grecja to jeden z nielicznych krajów gdzie może pracować bez większych utrudnień.
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 21.11.2007 01:10

Dzień Lenia
19 października

Śpimy długo, i tak nie idziemy na śniadanie do hotelu bo żywimy sie sami. Większość dnia spędzamy na słoneczku, czasem się kąpiąc w morzu albo w basenie, czytając książki i planując wypady na następne dni. Zawalony mapami, odpoczywam przed jutrzejszą bojową operacją i zastanawiam się nad całą logistyką.

Obrazek

Wieczorem idę odebrać jimny'ego, jadę zatankować poza miasteczko na jedyną jeszcze czynną stację i parkuję go przed bramą naszego zespołu hotelowego. Tym razem w barze przed snem tylko Ag degustuje lampkę wina. Ja się muszę zadowolić colą. Idziemy spać trochę wcześniej, jutro mam pobudkę w środku nocy. Sam tego chciałeś, kretynie.
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 21.11.2007 01:34

Dzień Kretyna
20 października

Deszcz wali w przednią szybę. To nie tak miało być. Wczorajsza prognoza nie była aż taka zła.

Jadę na zachód główną kreteńską nadmorską drogą. Jest czwarta rano, ciemno jak u Murzyna, pół godziny temu wyruszyłem z Hersonissos. Jak pogoda i czas pozwolą, chcę wejść na dwie najwyższe góry tej wyspy w jeden dzień. Różnią się wysokością tylko o 3 metry ale znajdują się w dwóch różnych pasmach, odległych od siebie o kilka godzin jazdy. Pod jedną i drugą chcę podjechać tak wysoko jak się da szutrowymi drogami. Mając dobrą widoczność, mógłbym zejść z Psiloritis po ciemku z czołówką, w końcu to ma być wyraźny znakowany szlak. Jak pogoda i czas pozwolą. Na razie moim pierwszym celem jest Pachnes (2453 m) - drugi co do wysokości szczyt Krety, w Lefka Ori, Białych Górach.

Po co to szaleńcze tempo? Chcę spędzić resztę tych krótkich wakacji z Ag, która nie przepada za górami. Nie chciała żebym dziś jechał, miała rację że to za dużo na jeden dzień, że nie powinienem się sam zapuszczać w to zadupie, żebym się chociaż ograniczył do jednego górskiego masywu itd. Ale czy można dyskutować z kretynem?

Za Hanią skręcam na południe w krętą drogę prowadzącą na drugą stronę wyspy, na południowe wybrzeże, do Hora Sfakion. Deszcze przechodzą i odchodzą, wyżej w górach wjeżdżam w chmury. Jazda cały czas wymaga koncentracji, nie ma czasu na senność.

W Hora Sfakion znowu pada. Nie dojeżdżając na sam dół, znajduję zjazd w prawo. Droga szybko serpentynami pnie się w górę, gdzieś w dole w ciemności ledwo połyskuje morze.

Jeszcze jest zupełnie ciemno gdy wjeżdżam do wsi Anopoli, 600 m ponad Hora Sfakion. O tej porze roku zostało jeszcze koło godziny do świtu. Przy drodze macha miejscowy pasterz. Zatrzymuję się i go zabieram. Polonia, good! - to wszystko co umie powiedzieć zrozumiałego dla mnie, gdy mówię skąd jestem, pokazując na siebie. Z mojej strony konwersacja ogranicza się do słów Pachnes, Lefka Ori i Mouri. To ostatnie to wioska do której jedzie mój pasażer. Prowadzi mnie przez dwa albo trzy rozjazdy. Asfalt się wkrótce kończy, wrzucam napęd na cztery koła. Parę kilosów dalej prosi żebym się zatrzymał. Droga do Mouri odchodzi tu w prawo. Czekamy w samochodzie aż największy deszcz przestanie prać. Pachnes? - jeszcze raz pokazuję w górę mojej drogi. Pasterz potwierdza. Już się zdążyłem zorientować że ne, wbrew wszelkiej słowiańskiej intuicji, znaczy "tak". Próbuje mi jeszcze coś wyjaśnić o dalszej drodze ale nic z tego nie kumam. Z tego co zrozumiałem, czeka tu na kogoś kto go zabierze samochodem. A może chce iść na piechotę. Nie mam bladego pojęcia. Efcharisto! - dziękuje mi przed odejściem. Jest siódma i pierwsze światło dnia nieśmiało się przebija przez gęste chmury.

Obrazek Obrazek

Mam dokładnie to co chciałem. Jestem w środku tego kretyńskiego zadupia, sam na sam z własnymi myślami. Droga jest wyboista, miejscami jest gorzej niż na albańskiej drodze Boge-Thethi, którą pokonałem skodzinką rok temu. Dobrze że wziąłem terenówkę. Zwykłą bryczką, zakładając że bym w ogóle dał radę, te 19 kilosów szutru zajęłoby mi większość dnia. Ale i tak jadę z pewną taką nieśmiałością, w końcu prowadzę dżipa pierwszy raz w życiu więc nie szarżuję. Pogoda się stopniowo poprawia i chmury się podnoszą.

Obrazek Obrazek Obrazek

O 8.45 dojeżdżam do wyraźnego rozszerzenia. Parking? Widzę siatkę zagradzającą drogę kilkaset metrów przede mną. Jadę jednak dalej. Siatka jest otwarta akurat na tyle żeby było miejsce na przejazd. Kawałek wyżej jednak droga się kończy. Według moich map jestem gdzieś między 2000 i 2100 m n.p.m.

Obrazek

Moje mapy to osobna historia. Parę dni przed wyjazdem znalazłem w sieci jedną całkiem dokładną 1:79000, jednak później kupiłem dwie różne setki. Wydawało się że pokazują podobne szczegóły co tamta, więc nie chciało mi się jej wydrukować. Zauważyłem że te dwie różnią się pokazaniem przebiegu mojej szutrowej drogi i jej położenia względem okolicznych gór. Bardziej polegam na tej która wydaje się dokładniejsza.

Księżycowy krajobraz naokoło robi niezłe wrażenie. Nawet pomimo niskich chmur zakrywających wszystkie szczyty. Zapodaję duże śniadanie, pakuję się i opuszczam samochód. Jest zimno ale przynajmniej nie pada.

Obrazek

Na początku właściwie nie widać ścieżki, chociaż według mapy ścieżka powinna być naturalnym przedłużeniem drogi. Na tej samej mapie dwa szczyty Troharis (2402 m) są na prawo ode mnie. Może potem tam pójdę, na razie idę na Pachnes. Idę lekko w prawo po czarnych skałach i niedługo widzę czerwoną plamę pacniętą na kamieniu. A więc są znaki! Znaki są czasem rzadko i nieraz trzeba się dobrze rozejrzeć za następnym, ale i tak bardzo ułatwiają mi zadanie, szczególnie że zaczynam wchodzić we mgłę.

Obrazek

Za chwilę dochodzę na przełęcz. Stoi na niej powyginana i poprzestrzelana metalowa strzałka z wydrapanym napisem Pachnes, pokazująca w lewo. Jedna ścieżka prowadzi dalej prosto na północ, zgodnie z mapą. Druga idzie w kierunku pokazywanym przez strzałkę. Na mapie jej nie ma.

Obrazek

Włażę w zupełne mleko, widzę najwyżej na 10-15 metrów. Nie ma już czerwonych znaków, jednak ścieżkę dobrze widać i co jakiś czas są kopczyki. Ścieżka się wije w górę i w dół przez dłuższy czas niż bym się spodziewał z mapy. Kompas i czuj mówią mi że okrążam moją górę lekko od północy. Idzie się łatwo, czasem trzeba podejść trochę stromiej. Raz albo dwa mam ochotę podejść w lewo na grzbiet, mając wrażenie że ścieżka obchodzi szczyt i wyprowadzi mnie nie wiadomo gdzie. Decyduję się jednak jej trzymać i zostaję nagrodzony. Jeszcze jedno strome podejście i o 10.30 z mgły wyłania się szczytowy kopczyk z krzyżem. Sceneria jak z filmu o duchach. A miały być widoki na całą Kretę i morza naokoło.

Jak szedłem to widać byłem od zawietrznej. Tu na górze tak gwiździ że muszę wskoczyć w goreteksa, czapkę i rękawice. Dla rozgrzewki wcinam czekoladę i popijam szumakiem. Zimnym. Robię parę fot z samowyzwalacza, może chociaż jedna jako tako wyjdzie. Wyjmuję rejestr szczytowy z blaszanej skrzynki i się wpisuję. Z ostatnich tygodni nie ma zbyt wiele wpisów.

Obrazek

Po pół godzinie zaczynam złazić tą samą drogą. Raz chmury się trochę rozwiewają, odsłaniając parę szczytów i nawet jakiś kawałek niebieskiego nieba, ale nie na długo.

Obrazek

Jak jestem z powrotem na przełęczy ze strzałką, wszystko jest na nowo schowane w jeszcze gęstszym mleku. Już wiem że pewnie nie ma sensu zmuszać się żeby jechać w masyw Psiloritis, nie mówiąc o włażeniu na szczyt, jak pogoda się nie poprawi. Zamiast tego postanawiam więc iść na Troharis.

Obrazek

Idę prosto w górę i chmurę bardzo stromym stokiem. Po mniej niż pół godzinie jestem na szczycie z małym kopczykiem, który powinien być niższym wierzchołkiem Troharisu. Widoczność dalej bliska zeru. Idę granią mniej więcej na północ, tam gdzie w odległości poniżej kilometra powinien być wyższy szczyt. Jednak grań idzie cały czas w dół i w dół, wierzchołek powinien być już dawno temu. W końcu zawracam. Na wierzchołku z kopczykiem stoki wyglądają tak samo na wszystkie strony, więc według kompasu wracam w dół a przełęcz.

Dopiero parę dni później, jak uda mi się kupić lepszą mapę 25-tkę, dowiem się że nie wszedłem na Troharis tylko na Sternes (2336 m), położony 2 km na północ od Troharisa. Po prostu ta "dokładniejsza" z moich map pokazuje koniec drogi w zupełnie innym miejscu niż jest naprawdę!

Według opisu na tej nowej 25-tce, ze szczytu Sternes nieświadomie zapuściłem się w kierunku "prawdopodobnie najbardziej niesamowitego i niedostępnego obszaru w całym masywie, z księżycową scenerią czarnych, szarych i czerwonych skał, silnie zerodowanych i niemożliwych do przejścia". Gdyby tylko chmury mi pozwoliły to wszystko zobaczyć...

Idę dalej w dół czerwono znakowaną ścieżką. Schodzę z niej w dół tam gdzie wydaje mi się że powinien być samochód. Gdy mgła się trochę rozwiewa, widzę że zszedłem za nisko. Czerwony samochód stoi trochę wyżej. Z tamtej nowej mapy się dowiem że droga się kończy na 2050 m n.p.m.

Zaczyna padać. Zjadam dwa banany i trochę czekolady i zaczynam długi zjazd powrotny. Wkrótce widzę trzech facetów idących drogą pod górę. Wyglądają jak zmokłe kury. Podjeżdżam i otwieram okno. Dobrym angielskim mówią że chcieli iść na Pachnes ale teraz nie bardzo widzą sens. Moje pytanie "podrzucić was?" tylko pomaga im podjąć jedynie słuszną decyzję. Wrzucają bety do kufra i zabierają się ze mną w dół. Jest już za późno, pogoda się robi coraz wredniejsza i w dodatku mają kaca bo wczoraj pili raki do trzeciej nad ranem. Wtedy kiedy ja się obudziłem - zauważamy ze śmiechem.

Wszyscy mieszkają w Hanii. Zostawili brykę parę kilosów niżej. A więc podjechali kawałek tym szutrem zwykłym samochodem. Znowu mi się przypomina zeszłoroczna Albania.

Jak wysadzam Greków, pada jeszcze mocniej. Teraz to już naprawdę by trzeba więcej niż kretyna żeby iść na Psiloritis, szczególnie z perspektywą zejścia po ćmoku. Trochę przestaje padać jak zjeżdżam do Hora Sfakion, tak że nawet mam przez chwilę ładny choć przymglony widok na wysoki brzeg morza, ale zaraz potem zaczyna dupić ze zdwojoną siłą. Puszczam semsa do Ag z pytaniem czy w Hersonissos też tak leje. Trochę zaczyna kropić - przychodzi odpowiedź.

Obrazek

Mam jeszcze dużo czasu. Postanawiam jechać ładną widokową drogą przez Asi Gonia. Już jakiś czas po skręceniu w tą drogę wjeżdżam w ścianę deszczu. Jadę i jadę niekończącymi się serpentynami, w górę i w dół, w totalnej zlewie. Dobrze że mam napęd na cztery koła, to zawsze bezpieczniej. Następnego dnia zobaczymy w wieczornych wiadomościach, że przez całą Grecję przeszedł front burzowy i wyrządził znaczne szkody. Jak w końcu zjeżdżam na główną drogę nadbrzeżną, jestem taki padnięty że muszę zjechać na bok i się pół godziny kimnąć.

Mam jeszcze ponad 100 kilosów do Hersonissos. Robi się ciemno, cały czas pierze żabami. Ruch jest gęsty, miejscowi jadą jak świry, wyprzedzają gdzie popadnie.

Gdy zajeżdżam pod hotel, już prawie nie pada. Razem z Ag jedziemy wymienić samochód. W wypożyczalni siedzi współpracownik właściciela, wyjątkowy gaduła. Nawija z nami o dupie maryny dobre pół godziny. Okazuje się że jest Albańczykiem, więc rozmowa schodzi na moje albańskie wypady i przeciąga się o następne pół godziny. W końcu podpisujemy papiery, bierzemy hyundaia atosa na następne dwa dni i wracamy. W hotelu łykam piwko i idę spać.

Kretyński plan wypalił tylko w połowie. Szklanka może być do połowy wypełniona albo w połowie opróżniona, zależnie od punktu widzenia. I tak miałem niezłego fuksa że wlazłem na jedną górę zanim zaczęło lać. Efcharisto, Pachnes!


Mapa masywu Lefka Ori, dzięki tej greckiej stronie. Niestety jej nie miałem ze sobą. Poprawki i dodatki zrobiłem wg mapy 1:25000 którą kupiłem później.
Żółta ciągła - droga szutrowa (asfalt się kończy kawałek na północ od Anopoli). Czerwona przerywana - szlak znakowany czerwono, prawdopodobnie idzie z przełęczy ze strzałką dalej na północ. Brązowa przerywana - ścieżka kopczykowana. Zielona przerywana - moja droga na Sternes i dalej, w poszukiwaniu "wyższego szczytu Troharis" we mgle, nieznakowana. Wg mapy którą miałem, koniec drogi szutrowej ma być w kierunku SSW od Troharis. Nazwy miejscowości podkreślone na niebiesko są wspomniane w tekście relacji.

Obrazek

Mapa dnia dzięki viamichelin. Górskie cele zaznaczone niebieskimi trójkątami - tylko jeden zrealizowany.

Obrazek
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 21.11.2007 08:01

Efcharisto :D ! Ale było nieźle - tra la a la! :hearts: :lol:

To była klątwa kreteńska - tam się pewnie jeździ byczyć na plaży a nie w góry :lol: :lol: :lol:

Jak zwykle pewnie dokonałeś kolejnego odkrycia dla większości z nas - że i na Krecie można sobie wyprawę w góry wymyślić.

A tak w ogóle to GRATULUJĘ!!!
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1632
Dołączył(a): 21.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 21.11.2007 08:56

Doczekałem się :wink: , wspomnienia wracają :D
Tak, koniec października niesie ze sobą ryzyko pogodowe! Ale to i tak mistrzostwo (...może raczej zawodowstwo :wink: ) w Twoim wykonaniu. Ciekawe co będzie dalej :?:

pozdr

P.S.
Ale żeby tak pod palmami na koniec października i to w Europie... :lol:
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12205
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 21.11.2007 09:24

Szkoda że tak pechowo trafiłeś z pogodą :( , dwa najwyższe szczyty Krety........ pewnie niewielu Polaków mogłoby się tym pochwalić......

Poczytałem już wcześniej po angielsku, ale po naszemu jednak nieco łatwiej - dzięki :D

A tak trochę z innego wątku pytanie, o Midżor, być może niedługo najwyższy szczyt Serbii - planowałbyś wejście od strony Serbskiej czy Bułgarskiej :?:
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 21.11.2007 10:19

Fajnie Kamil! dawno temu wczytywałam sie w czyjąś (nie pamietam czyją relację) chyba w Podróżach i tak mi sie marzyło..... :wink: . Wreszcie zobaczyłam! :lool: :D Dzięki!
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 21.11.2007 14:07

Ja tu pozwolę sobie inny, nie górski, element zaakcentować :D

zawodowiec napisał(a):
Śpimy długo, i tak nie idziemy na śniadanie do hotelu bo żywimy sie sami...


Jak już się dorobisz swojej Lenki i Jasia, to zobaczysz jak sobie będziesz mógł pospać dłużej, nawet w dzień wolny od innych atrakcji :lol: :lol: :lol: :lol: ... więc korzystaj póki (jeszcze) możesz :wink: :D

Ale z górskiej 'beczki' ... to się nazywa prawdziwa pasja do gór 8O :D ... wyrazy podziwu :!:

Czekam na c.d. :)

Pozdrawiam,

PAP
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 21.11.2007 15:04

Efcharisto wszystkim!!! :lol:

shtriga napisał(a):To była klątwa kreteńska - tam się pewnie jeździ byczyć na plaży a nie w góry :lol: :lol: :lol:

Lepsza taka niż klątwa Gór Przeklętych :lol: W następnym odcinku będzie plażowanie i nie tylko!

janusz.w. napisał(a):Tak, koniec października niesie ze sobą ryzyko pogodowe!

Albańczyk z wypożyczalni nam powiedział że to był dopiero drugi większy deszcz od początku lata.

janusz.w. napisał(a):Ciekawe co będzie dalej :?:
Ale żeby tak pod palmami na koniec października i to w Europie... :lol:

Dalej będzie m.in. parę miejsc które opisałeś w swojej relacji - dzięki Tobie je odwiedziliśmy. A prawdziwe palmy to dopiero będą - to już wiesz o jakie miejsce chodzi :D

kulka53 napisał(a):Szkoda że tak pechowo trafiłeś z pogodą :( , dwa najwyższe szczyty Krety........ pewnie niewielu Polaków mogłoby się tym pochwalić......

Psiloritis z tego co wiem jest dużo łatwiej dostępny i cywilizowany, asfalt do 1400 m (od wschodu), potem dobry znakowany szlak... niby ja planowałem wjechać szutrem od południa jeszcze trochę wyżej ale stamtąd też miało być ewidentnie i po znakach.
Tu ma swoją stronę na summitpost, a tu jest super relacja z wejścia i letnie widoki przy totalnej lampie - to co mi nie było dane :lol:
Ja się powoli zabieram za redakcję strony o Pachnes na summitpost.

kulka53 napisał(a):A tak trochę z innego wątku pytanie, o Midżor, być może niedługo najwyższy szczyt Serbii - planowałbyś wejście od strony Serbskiej czy Bułgarskiej :?:

Pojęcia na razie nie mam, i w Serbii i w Bułgarii bym miał przy okazji przyjaciół do odwiedzenia :) Zresztą do bałkańskiej koronki jeszcze są Zla Kolata, Maglić i Dinara, nie wiem czy Rumunię się zalicza do Bałkanów, wtedy by był Moldoveanu...

wiolak3 napisał(a):Fajnie Kamil! dawno temu wczytywałam sie w czyjąś (nie pamietam czyją relację) chyba w Podróżach i tak mi sie marzyło..... :wink: . Wreszcie zobaczyłam! :lool: :D Dzięki!

Co do górskich informacji o takich zadupiach najwięcej zwykle można liczyć na Czechów :D Wszędzie wlezą. Ci akurat szli parę dni przez te góry z jednej strony na drugą.

PAP napisał(a):Jak już się dorobisz swojej Lenki i Jasia, to zobaczysz jak sobie będziesz mógł pospać dłużej, nawet w dzień wolny od innych atrakcji :lol: :lol: :lol: :lol: ... więc korzystaj póki (jeszcze) możesz :wink: :D

Hahahaha wiem, sama prawda, dlatego na razie korzystam! :lol:
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1632
Dołączył(a): 21.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 21.11.2007 15:15

'Prawdziwe palmy' - czyli Vai... 8)
Ciekawy jestem też wąwozu Imbros :!:
Czekam cierpliwie :)

pozdr
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 21.11.2007 17:17

zostawiam ślad, żeby móc czytać dalej :lol: :lol: :lol: :lol:
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7908
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 21.11.2007 17:32

Przeczytałem i nie mogę sie doczekać następnego odcinka. :D
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3486
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 22.11.2007 14:38

Przeczytalam kiedyś post zawodowca:
Nasz pierwszy wyjazd do Chorwacji polaczylismy z powrotem przez Slowenie i wejsciem na Triglav. Ja bo lubie lazic po gorach a moja Pani dla towarzystwa (jak ten Cygan co dla towarzystwa dal sie powiesic - dziekuje Ci Sloneczka i przepraszam ) Nie mam teraz mapy to nie pamietam wszystkich nazw... od strony Rijeki pojechalismy przez ta wysoka przelecz (ponad 1600m) na zachod od glownego masywu Alp Julijskich, spalismy w schronisku Aljazev Dom po polnocnej stronie Triglavu. Samochod sie zostawia 10 min. spaceru od schroniska. Nastepnego dnia weszlismy na Triglav przez Plemenice, duzo poreczy ze stalowych linek, drabinki, ekspozycja, cos jak nasza Orla Perc w Tatrach tylko trudniej, dobrze miec uprzaz i 2 petle z karabinkami do wpiecia sie w stalowe linki... dla mojej Pani zmajstrowalem uprzaz z mojej starej dlugiej petli wspinaczkowej i 2 karabinkow Mimo wczesnego startu do Aljazev Domu wrocilismy pozno wieczorem, wlasciwie mozna by to rozlozyc na 2 dni... Na Triglav jest jeszcze kilka innych mozliwosci wejscia, z tego co wiem to niektore duzo latwiejsze Jak ktos lubi gory to serdecznie polecam Alpy Julijskie!
pzdr
P.S. w blizej nieokreslonej przyszlosci mam w planie nastepne krotkie wypady w ten rejon, przy okazji wyjazdow do Chorwacji, BiH i Czarnogory.

Czy to ten uprzężowy wypad w Alpy Julijskie tak partnerkę zniechęcił?

Miałam to szczęście, że smakowałam z moją połową wędrówki górskie powoli, coraz wyżej, coraz dalej. Dwa lata temu wydawało się, ze wyjazd w Durmitor będzie ostatnim z powodu lekkiego zniszczenia jednego stawu kolanowego. Po 11 miesiącach kolano przestało boleć, tak samo sobie przestało boleć. I znowu były bałkańskie góry.

Czytam z zainteresowaniem po polsku (z summitpost opowiedziano mi w skrócie), nawet jeżeli tam nigdy nie wejdę na żaden szczyt.
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 22.11.2007 15:44

Lidka, kiedy byłaś w Durmitorze-jesli mozna...? :wink: tak z ciekawości pytam... :lol:
Następna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Kretyński wypad 2007
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018