5 maja (sobota): Krótki odcinek kąpielowy 
Wyjeżdżamy z Labina:
mijając po drodze kościółek Wniebowzięcia NMP wybudowany w 1422 roku i przebudowany w początkach XVII wieku:
Wewnątrz tej małej świątyni mieszczą się ponoć cenne przedmioty sztuki sakralnej - rzeźby oraz obrazy. Nie sprawdzimy tego jednak.
Jedziemy piękną widokową drogą:
Liczne serpentyny:
prowadzą nas do nadmorskiego kurortu - Rabaca:
Jest tu bardzo gęsto od apartmanów wybudowanych niemal jeden na drugim
Typowa turystyczna miejscowość. No ale takie też są potrzebne

Nie przyjechaliśmy tu przecież zwiedzać, tylko chcieliśmy coś zjeść, które to plany zostały odłożone na bliżej nieoczekiwaną przyszłość w obliczu widoku, który zobaczyliśmy

:
Ja chcę na plażę! Muszę teraz, koniecznie, zaraz! Przecież jutro wyjeżdżamy, a jeszcze się nie wykąpałam - przypominam sobie nagle...
Lokalizujemy plażę, leży ona niewątpliwie przy campingu Oliva:
Znajdujemy się w zielonej dolinie otoczonej skałami, obok których przejeżdżaliśmy, pokonując wspomniane serpentyny:
Powyżej, ponad budynkami pobliskich hoteli, widać górującą nad starówką Labina dzwonnicę i w ogóle większą część Starego Miasta:
Idziemy campingową alejką, mijając bungalowy:
i drzewka oliwne:
W końcu (długo się szło przez ten camping

) wychodzimy na długą i szeroką, a co najważniejsze, niemal pustą plażę

:
W tym momencie nie przejmuję się tym, że słońce właśnie schowało się za chmury... Muszę w końcu się zanurzyć w Jadranie

:
Woda jest, hmmm... bardzo orzeźwiająca

Kąpiel nie trwa więc długo. Ale jak tu się nie wykąpać! Wyjazd do Chorwacji by się nie liczył!

Choć ten nasz kwietniowo-majowy jest i tak bardzo, jak na nas, nietypowy

(I mi się zrymowało!

)
Po przemiłej kąpieli (Małż kąpał się drugi raz na tym wyjeździe!) schniemy sobie, czując sól na skórze, której nie będziemy spłukiwać plażowym prysznicem, choć jest taka możliwość. Co to to nie! Lubię uczucie soli na skórze

Kojarzy mi się zawsze z wakacjami w Cro

No bo z czym innym ma się kojarzyć

Patrzymy też na miejscowe atrakcje - żółtą i czerwoną łódź podwodną:
i w stronę nieco zamglonej wyspy Cres, na której wypoczywaliśmy... już 7 lat temu

:
A potem przechodzimy obok pustych leżaków (trudno się dziwić, jak jest taka piękna plaża!) przy jednym z hotelowych basenów:
i wracamy do samochodu. Szybkie przebieranki

i znowu jedziemy, tym razem z planem w miarę szybkiego napełnienia żołądków gdzieś po drodze...
Droga jest bardzo malownicza:
i właśnie trafia się kolejna (wyjątkowo ciekawa!) niespodzianka, która znowu opóźni czas posiłku:
