tony montana napisał(a):Aga - na tym zdjęciu na falochronie normalnie jak 18-stka
Całe szczęście, że mi piwo sprzedają
tony montana napisał(a):Kiedy matura?

Za rok
4 maja (piątek): Motovun (Montona) - część pierwszaDeszcz pada, a my nie wiemy, co w takiej sytuacji robić... Na szczęście, gdy Motovun wyłania się zza kolejnego zakrętu, ulewa się kończy

Mamy natomiast inny problem - zamknięto drogę prowadzącą do miasteczka. Pstrykam zdjęcie rzeki Mirna płynącej przez zielone łąki:
i ruszamy - objazdem, który wyznaczono szutrową drogą dookoła wzgórza, na którym stoi Motovun.
Miejscami droga prowadzi przez takie gęste zarośla

:
Czy my jesteśmy w dżungli amazońskiej?
Mamy bardzo ładne widoki na miasteczko, tym razem z innej strony:
W końcu wyjeżdżamy na asfaltową drogę:
która prowadzi nas na duży parking. Można tu zostawić samochód i dalej udać się pieszo, ale miła pani w budce parkingowej informuje nas, że na samej górze, przy murach miejskich, znajdziemy miejsce i lepiej tam sobie wjechać, bo po co się męczyć

Tak też robimy

Parkujemy przy cmentarzu i zaczynamy spacer po Motovunie:
Od razu widzimy ślicznego Koleżkę

:
Nie wiem, czy to my tak przyciągamy koty, czy jest raczej odwrotnie?

Motovun został założony jako rzymski obóz wojskowy w miejscu dawnej iliryjskiej osady. Jego nazwa jest pochodzenia celtyckiego, pochodzi od słowa Montona i oznacza "miasto w górach". Trochę jak Tony Montana

(Pozdrav, Tony

)
W 1278 roku Motovun został zajęty przez Republikę Wenecką. Wtedy też miasto otoczono murem i wybudowano wieżę obserwacyjną.
Obecnie miejscowość jest znana jako stolica trufli

Od 1999 roku odbywa się tu również międzynarodowy festiwal filmowy, który przyciąga wielkie nazwiska ze świata kultury oraz oczywiście turystów.
I jeszcze jedna ciekawostka - plan (może bardziej szkic) Motovunu znajduje się na rewersie banknotu dziesięciokunowego, tuż pod amfiteatrem z Puli:

No to jeszcze rzut oka na plan miasta:
i ruszamy na zwiedzanie

:
Sklepiki, stoiska... Lokalne produkty można tu kupić na każdym kroku:
Dominują oczywiście trufle.
Przechodzimy przez bramą miejską:
ozdobioną lwem weneckim:
Można go znaleźć również wewnątrz bramy:
I jeszcze
vrata z drugiej strony:
Od razu powiem, że bardzo mi się tu podoba

Na dodatek wychodzi dawno niewidziane słoneczko

:
Przechodzimy przez kolejną bramę:
i w ten sposób trafiamy na plac Andrei Antico, najbardziej znanego mieszkańca miasta, urodzonego tu włoskiego kompozytora żyjącego na przełomie XV i XVI wieku.
Przy placu stoi kościół św.Stefana z przełomu XVI i XVII wieku wybudowany na ruinach wczesnochrześcijańskiej bazyliki:
Tuż obok - najbardziej widoczny i charakterystyczny punkt miasta, wysoka na 27 metrów dzwonnica, która kiedyś służyła jako wieża obronna i obserwacyjna. Wybudowana została w XIII wieku, później była wielokrotnie przebudowywana, aż w końcu zmieniła swoją funkcję na dzwonnicę.
Pod placem znajduje się dawna miejska cysterna, która zaopatrywała mieszkańców w wodę.
Kamienna uliczka prowadzi nas nieco w dół:
Na zwiedzanie Motovunu warto zabrać... dobrą kondycję

Trzeba się nachodzić uliczkami, w górę i w dół, choć my i tak skorzystaliśmy z możliwości zaparkowania "na samej górze".
Zwiedzanie całych murów obronnych jest płatne, nie pamiętam ile, ale odpuściliśmy sobie tę przyjemność, sądząc (być może błędnie

), że prawie

wszystko widzimy z tej części, która jest dostępna.
I tak spędziliśmy w Motovunie dużo czasu, podziwiając murale:
i mury

:
Na koniec odcinka jeszcze dwa kadry, bardziej detalicznie - dzwonnica:
i studnia:
Więcej pięknego Motovunu w następnej odsłonie relacji
