Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Dalmacja 2011 - tysiąc któraś relacja - może niedoszacowałem

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12939
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 24.01.2012 14:16

Super odcinek, przeczytałem z zapartym tchem.
Opowiadasz o historii w taki sposób, że książka by z tego mogła powstać :idea:

Ja na szczęście w Dubrovniku już byłem, choć dość dawno. Ale gdybym w nim nie był, po lekturze tego opowiadania wizyta w nim byłaby priorytetem na najbliższe wakacje :D .

Pozdrawiam
i nieustająco czekam na cd :D

PS A gdzie się wybierasz w te wakacje?
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 24.01.2012 14:47

Jeszcze nie wiem - muszę skończyć czytać Twoje relacje. :D
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 25.01.2012 11:19

Niektórzy już myśleli, że to koniec tego odcinka, a tu nie... :-)

A zatem 6 sierpnia 2011 roku do Dubrovnika wybraliśmy się dokładnie 344 lata i 4 miesiące po tym feralnym dla miasta dniu. Choć "Zielony Przewodnik" Michelina podaje, że trzesienie ziemi było dokładnie 6 sierpnia, co dawałoby okrągłą rocznicę. Zważywszy na ilość źródeł które mówią jednak co innego, Michelin się myli.

Dawniej wolałem oczywiste cele odkładać na sam koniec wyprawy, ale starzeję się i tracę nerwy. Gdyby coś się nie daj Boże wydarzyło i trzeba by było przedwcześnie wracać, byłoby głupio mieć świadomość, że było się kilkanaście kilometrów od "Perły Adriatyku", ale jednak nie w samym mieście.

Powolny, dziesięciominutowy wyjazd ze Slano i jesteśmy na Jadrance. Dlaczego powolny? Od naszego kempingu do Jadranki jedzie się chyba z dziesięć minut wąziutką drogą wzdłuż zatoki. A drogą idą dzieci, psy, babcie i inne żywe istoty stwarzające zagrożenie dla szybszej jazdy.

Po drodze mijamy słynny most:

Obrazek

... oraz port Gruz. Zobaczcie jak mikroskopijny jest autobus w porównaniu ze "stateczkiem":

Obrazek

Obrazek

Wjazd do Dubrovnika przez tunel i tam, zaraz na pierwszych światłach skręcamy w prawo, wbrew drogowskazom, aby nie wylądować na płatnym parkingu. Po około 300 metrach po lewej widzimy Konzuma, którego parking jest trochę zapchany, ale poczekawszy minutkę znajdujemy też miejsce dla siebie. Taka lokalizacja parkingu nam odpowiada, bo przed wyjściem do centrum i po powrocie, możemy zrobić duże zakupy.

Obrazek

Spod Konzuma ruszamy do centrum - jakieś dwa kilometry spacerku "na czuja" i docieramy do starego miasta.

Oprócz tego co zostało ujęte w opisie trzęsienia ziemi, zwiedzilismy też inne miejsca, spośród których warto wspomnieć pomnik Ivana Gundulica. Ten raguzański poeta napisał poemat Osman, w którym opiewał polskie zwycięstwo nad Turkami. No i na jednej ze scen obecnych na jego postumencie można dostrzec ówczesnego władcę Polski, Władysława IV Wazę, który był wtedy nadzieją Bałkan w obliczu tureckiej okupacji. No ale taka nasza potęga to se ne wrati...

Obrazek

Z polskich akcentów, warto wspomnieć o Ludomirze Rogowskim, który w okresie międzywojennym mieszkał w Dubrovniku i gdzie do śmierci prowadził filharmonię.

I jeszcze ostatnie dziś spojrzenie na katedrę:

Obrazek

Przechodzimy też na druga stronę Straduna, czyli do dawnej Dubravę, i wchodzimy na ulicę Prijeko. Na marginesie, gdybyśmy tłumaczyli nazwy miast, to perła Adriatyka nazywa się ... Dąbrowa - jakoś mało romantycznie, prawda? A co powiedzieć o takim Liverpoolu?! FC Liverpool - Klub Piłkarski Staw Wątrobowy (liver- wątroba, pool -staw). Jakże mało romantycznie! Aż wstyd sie przyznać, że było sie na meczu z ich udziałem, bo brzmi jak klub z klasy C.

Ale wracajac do ulicy Prijeko - kiedyś zajęta przez handlarzy, po trzęsieniu ziemi przez bogatą szlachtę, a teraz przez restauratorów. Jak okiem sięgnąć, w jedną i w drugą stronę ciągną się tu restauracje. Coś strasznego - niemal przejść się nie da! Tu i nie tylko tu, trzeba odganiać się od naganiaczy gotowych zaciągnąć cię do jakiegoś stolika.

Rzut oka w lewo:

Obrazek

I rzut oka w prawo:

Obrazek

Trafiamy też w okolice murów, gdzie znajdujemy fajne boisko.

Obrazek

Jak piłka wychodzi poza plac gry, to spada w dół po takich uliczkach:

Obrazek]

Obrazek

Podejmujemy też próbę zdobycia murów, ale ostatecznie zapada decyzja, aby zawalczyć z nimi jutro:

Obrazek

Przy murach, w okolicy Mincety, znajduje się takie rozpustne ujęcie wody:

Obrazek

Tak, woda wypływa jej właśnie STAMTĄD!

Na dowód, że Dubrovnik to miasto frywolne, jeszcze taka rzeźba, tzw. pozycja na satyra w trójkącie z owcą. (A tak poważnie to może ktoś wie o jaką scenę mitologiczna tu się rozchodzi? Czy to bożek Pan?)

Obrazek

I jeszcze taka scenka na koniec. Za czym pani ta goni? Czy uchwyciłem "białą damę" Dubrovnika? Zamku w Dubrovniku nie ma, ale może uciekła z fortu, których tu sporo:

Obrazek

I wreszcie podsumowanie wydatków dzisiejszego dnia:
Klasztor franciszkanów: 60 kun (ok. 36 zł), Dom Rektora: 80 kun (ok. 48 zł), skarbiec katedralny 30 kun (ok. 18 zł).
Ostatnio edytowano 09.03.2012 16:51 przez DarCro, łącznie edytowano 6 razy
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 27.01.2012 14:16

Ruszamy z powrotem do Slano koło 18:00, aby załapać się jeszcze na jakieś pluskanie w wodzie. Do naszego bezpiecznego Slano... No właśnie - bezpiecznego czy nie?

5 września 1996, o 20:44, w regionie Slano i Ston nastąpiło trzęsienie ziemi o sile 6 w skali Richtera, a wstrząsy pojawiały się przez kilkanaście kolejnych dni. W Ston zostało zniszczonych około 90% domów i ewakuowano 420 osób do dwóch obozów składających się z przyczep kempingowych.

W okolicach Slano 19 wiosek ucierpiało w różnym stopniu z tego 3 zostały kompletnie zniszczone. 70-80% przestało nadawać się do użytku W sumie ewakuowano 1600 osób do pobliskich hoteli, przyczep kempingowych i rodzin, które gotowe były przyjąć poszkodowanych. Liczba rannych nie przekroczyła 100 osób, szczęśliwie nikt nie zginął.

Oto mapa wstrząsów:

Obrazek

Nie da się uciec od trzęsień ziemi w tym regionie, gdyż Platforma Adriatycka napiera nieustannie na Góry Dynarskie i historia będzie się tu powtarzać. Pozostaje mieć nadzieję, że ... to nie nam się przytrafi.

W Slano, przed snem, czeka nas jeszcze powtórka z wczorajszej bitwy z komarami. W Konzumie na szczęście pamiętaliśmy, aby zakupić sprzęt, który zapewni nam zwycięstwo w tej krwawej walce. Dymy, maści i spraye pokonują armadę krwiopijców i zmęczeni, ale zadowoleni kładziemy się spać.
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 03.02.2012 17:57

Dzień trzynasty wyprawy, 7 sierpnia 2011 roku.

Kładąc się spać mieliśmy zamiar wstać o 6:00, aby być na murach Dubrovnika o 8:00 rano i uniknąć upału. Ehh, te wakacyjne postanowienia...

Parkujemy tak jak i wczoraj pod Konzumem, znowu 2 kilometry do centrum i wchodzimy na mury o ... 10:00. Przy 30 stopniach w cieniu, nie ma już właściwie znaczenia czy to będzie 10:00 czy 12:00.

Obrazek

Późne wstawanie niestety będzie miało wkrótce dla nas bardzo przykre konsekwencje.

Obrazek

Proponuję zatem spacer po murach i kilka refleksji po drodze.

Obrazek

Przyjeżdżający do Dubrovnika dzielą się zasadniczo na 3 grupy.

Pierwsza to ci, którzy wchodzą na mury, zmęczą się, przejdą jeszcze Stradunem i już ich nie ma.

Druga grupa, to ci, którzy nawet nie wchodzą na mury ze względów finansowych, albo racjonalnych ("po co na nie włazić, jak z dołu dobrze je widzimy").

Trzecia grupa - przypuszczam, że najmniej liczna - to ci, którzy wejdą zarówno na mury, jak i do kilku innych zabytków miasta.

Obrazek

Obrazek

Gdzieś znalazłem na internecie, że jest jeszcze jedna grupa, która bardzo martwi Dubrowniczan: turyści, którzy schodzą ze statku, oglądną co trzeba, a na obiad wracają na statek. Coś strasznego! Przy tej ilości kelnerów-nagabywaczy i najwyższej cenie za gałkę lodów (ok 5 zł) z jaką się spotkaliśmy w Chorwacji, to faktycznie można współczuć i dziwić się dlaczego tak robią....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe, czy występuje tu to samo zjawisko co w Wenecji: tam oryginalni mieszkańcy miasta wyprowadzają się z miasta, bo mają już dosyć turystów, związanego z nimi tłoku w autobusach, na ulicach i drożyzny.

Obrazek

Obrazek


Próbuję znaleźć liczbę ludzi, którzy odwiedzają Dubrovnik. Jedyne co znalazłem, to informacje z 2007: 4,5 miliona turystów (z tego około milion przypływa tu na statkach - to ci co nie jedzą tu obiadów!). Dla porównania: w 2011 roku Kraków odwiedziło około 9 milionów turystów, więc może być gorzej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A jeszcze odnośnie tych, którzy oszczędzają na murach. Wejście mury nie jest tanie (za nasza rodzinkę zapłaciliśmy 200 kun (ok. 120 zł)), ale czy jedzie się do Paryża, by nie być w Luwrze, albo wybiera się do Rzymu i nie wchodzi do Koloseum? Czy z murów widać coś więcej niż z ich podnóżą, każdy może ocenić po zdjęciach. (Jak na cykanie w godzinach 10:00 - 12:00, to kilka wyszło całkiem znośnych.)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przejście murami, to spacer na długości niemal 2 kilometrów. Fakt, że mają nawet 6 metrów, sprawia, że turyści mogą w miarę swobodnie poruszać się po nich. W upale, gdy człowiek co chwilę sięga po butelkę, by się napić, i chroni się pod każdym dostępnym fragmentem cienia, a także robi zdjęcia, owe 2 kilometry ciężko pokonać w mniej niż półtorej godziny.

Obrazek

Wracając na chwilkę do historii Dubrovnika, warto przypomnieć jeszcze dwa momenty. Pierwszy to 1806 rok, kiedy wojska Napoleona wkroczyły do miasta, aby zdjąć z Dubrovnika rosyjsko-czarnogórskie oblężenie. Francuzi solemnie obiecywali, że będą tu krótko - ot, obietnice żabojadów... Ale trzeba oddać Francuzom, że mimo iż podporządkowali sobie Dubrovnik, to pobudowali tu drogi, oraz przeprowadzili ważne reformy prawne i ekonomiczne, które na dłuższą metę okazały się dobre dla Chorwatów.

Obrazek

Obrazek

A po Napoleonie, w 1815, kongres wiedeński zadecydował o włączeniu Chorwacji w skład Austro-Węgier. Mnie nasuwają się tu luźne podobieństwa z polską historią. Sowieci, którzy "wyzwalali" nasze ziemie, po to tylko, by w wyniku jałtańskich uzgodnień wielkich mocarstw, okupować Polskę przez kolejne 45 lat.

Obrazek

Obrazek

Ale mówiąc o Polsce, to proponuję proste logiczne rozumowanie:
a) Kraków to polskie miasto.
b) I Dubrovnik i Kraków były kiedyś w tym samym państwie.
Wniosek: Dobrovnik to też polskie miasto.

Nie próbowałem do tego przekonać żadnego Chorwata (może i dobrze), ale nie da się ukryć, że oba miasta należały do Austro-Węgier od czasu kongresu wiedeńskiego aż do I wojny światowej, co widać na tej mapie:

Obrazek

Zatem w 1806 roku czas się zatrzymał Dubrovnika: w Pałacu Rektora jest na dziedzińcu zegar, który do dziś pokazuje godzinę kiedy wojska Napoleona wkroczyły do miasta, niosąc kres wielkiej Republice Raguzy. Sami sobie sprawdźcie o której to było godzinie. :-)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drugi moment, który warto wspomnieć, to oczywiście oblężenie Dubrovnika w czasie ostatniego konfliktu na Bałkanach, kiedy 1500-2000 Chorwatów broniło miasta przed o wiele silniejszym wrogiem od października 1991 do maja 1992.

Obrazek

Obrazek

6 grudnia 1991 (wredny prezent od św. Mikołaja, no i znowu 6-ego - tak jak trzęsienie ziemi) był najgorszym dniem wojny, kiedy to od artyleryjskich ataków Serbów i Czarnogórców zginęło 19 ludzi. Razem poległo 114 cywilów, a 56% budynków uległo mniejszym lub większym zniszczeniom. Patrząc po dachówkach, łatwo się zorientujemy, które dachy są nowe, a których wojna nie naruszyła.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Za łatwo się pisze o wojnie przez pryzmat dziesiątek czy setek poległych, dlatego spójrzmy na jedną z tych anonimowych "mrówek".

6 grudnia 1991 zginał Pavo Urban, 23 letni fotograf, który dokumentował oblężenie miasta. Oto dwie z jego fotografii, które najbardziej lubię:

Obrazek

Obrazek

To zdjęcie z 6 grudnia - ostatnie zdjęcie Pavo:

Obrazek

Dowódca sił serbsko-czarnogórskich, Pavle Strugar, które atakowały Dubrovnik sam oddał się po wojnie w ręce sądu (ewenement!) i spędził 7 lat w więzieniu za zbrodnie wojenne. Co ciekawe Serbowie kusili Dubrowniczan tym, że powstanie autonomiczna Republika Dubrovnicka w granicach Serbio-Czarnogóry, ale mieszkańcy miasta, w 82% Chorwaci, nie dali się nabrać, że stare dobre czasy raguzańskiej autonomii powrócą.

Stała się też jeszcze jedna dziwna rzecz: dla mediów, większe znaczenie zdawał się mieć los zabytkowych budynków, niż los mieszkańców.

Obrazek

Oblężenie Dubrovnika oraz masakry jakie dokonali Serbowie w kolejnych latach wojny, obróciły opinię publiczną za Zachodzie przeciwko Serbom. Czy słusznie? Bądźmy ostrożni w sądach.

Obrazek

Obrazek

Pamiętajmy choćby, że w czasie II wojny światowej, to Serbowie i Grecy byli samotną wyspą pośród narodów bałkańskich, (miedzy innymi Chorwatów) którzy nie sprzymierzyli się z Hitlerowcami, ale podjęli z nimi walkę:

Obrazek

Propagandowo, Serbii zapewne nigdy też nie pomagało to, że ujmowała się za nią Rosja. O tym jak manipulowano opinią publiczną Zachodu, możemy przekonać się choćby w linku poniżej, kiedy w Anglii wstrzymano wystawę zdjęć zbrodni chorwackich i bośniackich na Serbach. (UWAGA: drastyczne zdjęcia)

http://www.srpska-mreza.com/WarCrime/lm53/LM53.html

I tu nasz spacer po murach się kończy...Hvala.
Ostatnio edytowano 21.10.2012 18:36 przez DarCro, łącznie edytowano 1 raz
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 06.02.2012 20:06

Domykamą naszą wizytę W Dubrovniku wizytą w kościele św. Ignacego. (Relacji foto w skrócie):

Obrazek


oraz w klasztorze Dominikanów (60 kun, ok. 36 zł):


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z tego, czego nie zdążylismy w Dubrovnika zobaczyć, najbardziej żałuję niezałapania się na oglądnięcie Kakary, repliki jednego z galeonów Republiki Raguzy w porcie Gruz. Maybe someday...

A to co chcieliśmy jeszcze tego samego dnia zobaczyć - oczywiście jest to kolejna zagadka, z serii tych, na które nie będzie błędnych odpowiedzi:

Obrazek
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12939
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 07.02.2012 02:56

DarCro napisał(a):A to co chcieliśmy jeszcze tego samego dnia zobaczyć - oczywiście jest to kolejna zagadka, z serii tych, na które nie będzie błędnych odpowiedzi

Chcieliście, a skoro jest zdjęcie, to chyba się udało :wink:
No, chyba że innego dnia :wink:
Myślę że moja odp nie jest błędna - STON :cool:

PS. Relację śledzimy niezmiennie i z ogromnym podziwem...

Pozdrawiam
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3503
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 07.02.2012 09:45

Śledzimy ale nie odzywamy się we dwójkę.
Tym razem będzie inaczej.

Niesamowite są Twoje opowiadania czy opowieści Chorwackie.
Na faktach historycznych budujesz nam tu bardzo ciekawą fabułę. Taki szkic do powieści.
Po takich opowiadaniach już zawsze będę widzieć miejsca z Twoimi bohaterami w sytuacjach opisanych przez Ciebie. Mury i miejsca przemówiły ludzkim doświadczeniem.

Dzięki za twórcze podejście do tematu turystycznego zwiedzania.

Pozdr
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 07.02.2012 10:02

No wiedziałem, że zagadka-łatwizna, choć myślę, że byłoby zdziwko, jakbym powiedział, że to drapacz chmur z Chicago. Mam gdzieś też takie zdjęcie i mało się różni od solanek.

Pozdrawiam
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 07.02.2012 10:23

Lidia K napisał(a):Niesamowite są Twoje opowiadania czy opowieści Chorwackie.
Na faktach historycznych budujesz nam tu bardzo ciekawą fabułę. Taki szkic do powieści.
Po takich opowiadaniach już zawsze będę widzieć miejsca z Twoimi bohaterami w sytuacjach opisanych przez Ciebie. Mury i miejsca przemówiły ludzkim doświadczeniem.

Dzięki za twórcze podejście do tematu turystycznego zwiedzania.

Pozdr


Tak mi przyszło teraz do głowy, że całość można było ubrać w jedną powieść/opowiadanie, gdzie ten sam bohater/bohaterzy przemieszczają się w takim XVII wieku miedzy tymi miejscami i doświadczają róznych przygód. Ale to ciężka praca na lata. Ja za to muszę zmierzać szybko z relacją do końca, bo sie powoli sezon w ogródku zacznie... :-)
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3503
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 07.02.2012 11:18

I to jest bardzo literacki warty przemyślenia pomył. Trudno będzie włączyć w tę powieść historię Yvonne i Pierra bo raftingi to już współczesne czasy. Ale dolina Cetiny z pewnością była świadkiem wielu ciekawych historii.
W każdym razie jak nie spróbujesz to nie będziesz wiedział czy masz ochotę napisać coś więcej i czy już jesteś na taki wysiłek gotowy.

Jak się ma ogródek to faktycznie czasu już niewiele wolnego, zimowego czasu zostało.

Czekam na kolejne opowiadanie.
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 14979
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 07.02.2012 13:19

DarCro napisał(a):
Tak mi przyszło teraz do głowy, że całość można było ubrać w jedną powieść/opowiadanie, gdzie ten sam bohater/bohaterzy przemieszczają się w takim XVII wieku miedzy tymi miejscami i doświadczają róznych przygód. Ale to ciężka praca na lata. Ja za to muszę zmierzać szybko z relacją do końca, bo sie powoli sezon w ogródku zacznie... :-)


Do sezonu ogrodowego :wink: mamy jeszcze czas , chyba że myślisz o dalekosiężnych przygotwaniach do sezonu :lol:

Pomysł na taką powieść bardzo mi się podoba - czytelników już masz 8)


Pozdrawiam
Piotr
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 07.02.2012 14:18

W zeszłym roku już w połowie marca zacząłem kopać pod trawnik, więc już tuż tuż, chyba, że sie pogoda zbiesi. :(
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 14.02.2012 22:21

Zwijamy się z Dubrovnika, aby pochodzić po ... kolejnych murach łączących miejscowości Ston i Mali Ston.

Koło 15:00 dojeżdżamy do Mali Ston, gdzie zostawiamy auto i wchodzimy na mury. Tak tu się parkuje:

Obrazek

Wstęp na mury kosztuje nas 80 kun (około 48 zł), choć w jednym z przewodników jest napisane, że wejście na mury jest darmowe, finansowane z biletów w Dubrovniku.

Taaaaak, tu mamy wejść:

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Przewodniki piszą bzdury w stylu "najdłuższe mury w Europie", albo "drugie pod względem długości na świecie, po Wielkim Murze Chińskim".

Obrazek

Obrazek


Ustalmy: na pewno nie najdłuższe w Europie, bo takowym jest Mur Hadriana w Wielkiej Brytanii. Choć niewykluczone, że Mur Hadriana, pomimo, że całościowo dłuższy, nie ma aż tak długiej nieprzerwanej sekcji muru, jak mury w chorwackim Mali Ston. (Choć jest tu małe oszustwo, bo część murów tu odrestaurowano.)

A na świecie i tak są dłuższe mury oprócz Wielkiego Muru (np. Kumbhalgarh w Indiach). Tak czy siak, 5,5 kilometra murów między Ston i Mali Ston, to wciąż bardzo okazały przykład fortyfikacji.

Widoki w stronę Mali Ston są imponujące:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jesteśmy wciąż na terenach Republiki Raguzy. Jak łatwo zauważyć z mapy, mury łączące Ston i Mali Ston, skutecznie blokowały Wenecjanom wstęp na Półwysep Peljesac, który w bardzo dawnych czasach był wyspą. Zabezpieczały też solanki, które eksploatowano tu już od czasów rzymskich.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mury Stonu projektowali ci sami architekcie, którzy zajmowali się fortyfikacjami Dubrownika. Tymczasem powoli wyłania się krajobraz po drugiej części wzgórza:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widok, który mamy przed oczami - jeden z piękniejszych, jakie zdarzyło mi się zobaczyć w Chorwacji - to właśnie miasteczko Ston z "polami solankowymi".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czym była sól w średniowieczu? Była tym, czym dzisiaj jest gaz i ropa. Żupy w Wieliczce i Bochni, i solanki w Stonie dawały swoim krajom aż jedną trzecią dochodu!

Obrazek

Upał dalej daje się we znaki. Powiedziałbym, że na tych murach jest gorzej niż w Dubrovniku, bo jest mniej miejsc zacienionych.

Obrazek

Z góry, po stronie od której wyruszyliśmy, widać na wodzie boje z rozpiętymi sznurami, na których hoduje się ostrygi europejskie.

Obrazek

Zwierzę to jest o tyle ciekawe, że w jednym sezonie tarłowym osobnik jest samicą, a w kolejnym samcem. Zapewne wielu ludzi też by tak chciało. Ale uwaga: nie mają genitaliów (nie ma róży bez kolców ). Aby doszło do zapłodnienia, samce wyrzucają do wody plemniki, a samice zbierają je do skorupy gdzie są jajeczka. Czyli mamy dzieci bez seksu. Bardziej pożądana przez homo sapiens opcja to jednak seks bez możliwości "zrobienia" dzieci.

Ostrygę hoduje się 3-6 lat (zależy ile planktonu jest w wodzie). Raz odłupana od sznura ostryga nigdy nie przymocuje się do niej ponownie. Ostrygą można też się otruć, jeśli będzie żyła w zanieczyszczonych wodach.

Uff, nareszcie na dole. Schodzimy do malowniczego Ston.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Ston podchodzimy pod solanki, ale nie decydujemy się wejść.

Obrazek

Obrazek

Cena wstępu wydaje się nam zbyt wygórowana, a nie wygląda na to, że zobaczymy coś więcej niż przez płot. Podobno w lecie, kiedy zbiera się sól, można znaleźć tam zatrudnienie w zamian za bezpłatne noclegi i wyżywienie.

Obrazek

W Mali Ston jest magazyn z którego kiedyś sprzedawano sól w ciekawy sposób: dwóch urzędników sprzedawało równocześnie, każdy miał własne księgi rachunkowe i strażników - to miało zapobiec odsprzedawaniu soli "na lewo". Sądzicie, że w naszych urzędach by to coś dało? Ja myślę jednak, że "Polak potrafi"...

Obrazek

W Ston jest parę "pomniejszych" zabytków, na które nie mamy jednak czasu i sił:

Obrazek

Obrazek

Jeszcze kawa, lody i ruszamy z powrotem do Mali Ston, ale tym razem zacienioną doliną wzdłuż drogi łączącej te dwie osady.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na koniec dnia zostawiliśmy sobie kulinarną atrakcję: obiad z owoców morza. Mali Ston to chorwacka stolica ostryg. Nie mógłbym sobie darować, nie spróbowawszy lokalnych "kamenice", jak chyba tutaj nazywają się ostrygi.

Generalnie starannie przygotowywałem się przed wyjazdem, aby nie cierpieć w Dalmacji, że nie mogę codziennie pozwolić sobie na owoce morze, za którymi przepadam. Przygotowanie to obejmowało kupowanie małży i przyrządzanie ich w winie, albo robieniu krewetek z tagiatellą na różne sposoby przez okres wiosny. To zahartowało mnie na tyle, że będąc już w Chorwacji mogłem się ograniczyć do jednego obiadu z owocami morza na tydzień. :-)

W porcie widać, że autentyczne życie, nie ustąpiło tu miejsca turystyce:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten pojazd budzi naszą dużą ciekawość: czy to katamaran, czy już chata z motorkiem:

Obrazek

Obrazek

Wybieramy knajpę z ładnym widokiem na zatokę: Villa Corona.

Obrazek

Wydaje się trochę siermiężna, jakby jedną nogą jeszcze w komunie, ale okazuje się, że ma na ścianie dyplom, jeszcze sprzed wojny, potwierdzający jakość swoich ostryg na targach w Londynie. Nie jest to zatem taka byle jaka knajpa...

Kelnerka podchodząc do nas wygląda na niezadowoloną, jakby sądziła, że zamówimy po prostu ostrygi w wersji minimum i się zwiniemy. W miarę poszerzania zamówienia staje się jednak coraz milsza.

Zaczynam faktycznie od ostryg. Z cennika wynika, że jedna wychodzi 6 zł:

Obrazek

Po ostrygach zabieram się do kolejnego dania. Tu możecie zgadnąć którego, bo mają menu na Internecie: http://www.vila-koruna.hr/meni_en.html

Obrazek

Jakby ktoś bardzo chciał, to zapewne można zamówić rybki z akwariów usytuowanych wzdłuż ściany.

Obrazek

To może ta rybka:

Obrazek

Za chuda? No to może ta:

Obrazek

Pyszny obiadek zamyka się w kwocie 500 kun (około 275 zł + 30 zł napiwku). Nie, to nie był tani dzień...

Na zakończenie dostajemy gratisowy woreczek z morską solą z solanek Mali Stonu.

Rzucamy pożegnalne spojrzenia na plantacje ostryg w Zatoce Mali Ston:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można wracać do Slano, popływać, stoczyć kolejną walką z komarami i zastanowić, gdzie udać się kolejnego dnia. :cry:
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 9859
Dołączył(a): 30.06.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 28.02.2012 19:48

Dziś czytałam Twoją relację, pod kątem wakacji AD 2012 z 9-latkiem (na połnoc od Splitu już zwiedzone, teraz w dół jedziemy) i znalazłam tu zdanie, które wg mnie oddaje sedno wakacji z dziećmi,

i dzieci i rodzice mają być zadowoleni i szczęśliwi, trochę dla nas, trochę dla Ciebie i w myśl tej zasady zwiedzamy, nie tylko Cro, do 8 lat

DarCro napisał(a):Miasto obfituje w muzea, kościoły i zabytki pomniejszej rangi. Zwiedzając z dziećmi, nauczyłem się kompromisów. Odpuszczamy obiekty, które dla nich mogłyby być zbyt mało interesujące, albo kiedy widzę, że są już u kresu sił. W miejscach, które zwiedzamy, staram się rozbudzić ich wyobraźnię, każę im wyszukiwać detale, opowiadam co ciekawsze historie. Po latach takiego postępowania, nie marudzą, że idziemy zwiedzać, a wręcz wykazują zainteresowanie. Tak samo są przyzwyczajone pokonywać 10-15 kilometrów dziennie w trzydziestostopniowym upale jak i klika godzin dziennie w aucie każdego dnia.

Pamiętam nasze pierwsze wakacje z dziećmi. Pojechaliśmy do Rabki. Byliśmy nastawieni, aby to dzieciom było przede wszystkim dobrze. Po tygodniu chodzenia na place zabaw i Rabkolandu, mieliśmy dosyć. Nigdy nie byłem tak blisko śmierci. Z nudów. Od tego czasu, to dzieci muszą się dostosować do nas. Fundujemy im też oczywiście typowo dziecięce atrakcje, ale zachowujemy zdrowe proporcje tego co dla nich i co dla nas, staruchów.


Ja mam identyczne zdanie, a syn się przyzwyczaił i przede wszytkim polubiał zwiedzanie i poznawanie (lody muszą być, kiedyś plac zabaw, teraz w to miejsce port z wielkimi statkami). On ogląda to, co chce, a wcześniej odlądaliśmy to co my chcieliśmy i nikt nikogo nie popędza

Życzę dalszych tak owocnych wakacji z dziećmi :!: :!:
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Dalmacja 2011 - tysiąc któraś relacja - może niedoszacowałem - strona ...
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019