Platforma cro.pl© Chorwacja online™ - podróżuj z nami po całym świecie! Odkryj Chorwację i nie tylko na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków ツ

Bardzo krótko o październikowej Gran Canarii.

Nazwa kraju Hiszpania wywodzi się od słowa Ispania, które oznacza Ziemię Królików. Język hiszpański wymieniany jest w pierwszej piątce najczęściej używanych języków na świecie. Najdłuższą rzeką Hiszpanii jest rzeka Ebro, licząca sobie 930 kilometrów. Hiszpanie to naród uwielbiający grę na loterii. Zdrapki można kupić na rogu każdej ulicy.
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 25.02.2021 19:41

Dobrze jest się nie spieszyć.
Jakie to szczęście mieć czas. Wyspiarze to szczęściarze.
Ciekawe, czy oni postrzegają to w ten sposób?
Nigdzie nie pędzić. Nie obawiać się spóźnienia.
Wczuwamy się w zdrowy rytm
,,gdy przyjdę to będę...’’.
Dużo spacerujemy.
Na końcu miejsowości, za śmietnikami, jest kamienista, niezbyt przyjemna plaża.
Dalej zaczynają się wysokie skały.
Wzdłóż półki skalnej wiedzie ścieżka.
Kolejno chodzimy wyjrzeć dokąd prowadzi.
Zbyt wąsko tam wg mnie na spacer z dzieckiem.
Ale jest to wrażenie subiektywne.
Francuzi wysiedli z jachtu i poszli z dwójka dzieci.
Fakt, że te ich pociechy nie były takie narwane...
E5B5F5C2-7849-462E-9EA5-17EF5272746F.jpeg

Pod spodem fale fantastycznie rozbijają się o skały. Przyglądam się temu jak urzeczona.
Dochodzę do miejsca, z którego można zobaczyć szczyt wulkanu Teide na Teneryfie.
014D9DBB-604E-48AC-B378-8C90424DDEC9.jpeg

Czas zawrócić.
Z bólem serca.
Zawsze intryguje mnie, co jest za kolejnym zakrętem...
Wracamy ulicą, uliczką.
Tu też jest pięknie.
Nadmorska dzielnica od strony miasta otulona jest zielenią.
9370094B-28C1-4057-A889-D57DB9BFF470.jpeg

Promenadą wracamy na plażę.
Nie ma jeszcze południa.
Woda jest bardzo płytka. Płytka i przyjemnie ciepła. Nie ma problemu z zanurzeniem się.
Rozkładamy się blisko brzegu.
Szybko przekonujemy się, że to błąd.
Wody delikatnie zaczyna przybywać.
Przenosimy się o kilka metrów wygrzej.
Po chwili znów wyżej. Mamy przypływ.
4CCBF823-7DFD-4308-8A89-4341E87F5566.jpeg

Trochę pływamy, trochę czytamy, trochę zakopujemy tatę w piasku.
Hana jest uradowana jak to tylko możliwe na wakacjach.
08E15E2A-DA36-4A2B-98E3-5210F44E06F6.jpeg

Słodkie lenistwo.
Niby do siebie, niby do morza mówię:
-W takim miejscu powinno się być dłużej...
-To o ile chcesz przedłużyć pobyt? -pyta mój cudowny mąż. :D
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 25.02.2021 20:05

CROberto napisał(a):Ciężko było trafić na Twoją relację , ale się udało... :)
Niewymuszona radość na twarzach ,potwierdza to co zawierają zdania w relacji...
Fotografia na schodach mnie zachwyciła... 8)
Zdjęcie z " duszą"... 8)

Czekam na więcej...

Relacje w tym dziale są dobrze ukryte :wink:

Zdjęcie na schodach to jedno z nielicznych jakie w czasie wyjazdu zrobił mi mój mąż.
Babcia kiedyś uprzedzała, że z czasem zacznie fotografować dzieci i krajobrazy...
I oto przyszedł ten czas.
Mam z urlopu 4 zdjęcia.
Dziecko ma ze 200. :wink:

Zapraszam na ciąg dalszy.
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 15.03.2021 21:55

Playa Amadores
Zgodnie ustalamy, że zamiast wracać po tygodniu, czyli we wtorek, zostaniemy do niedzieli.
Chciałoby się jeszcze więcej, jeszcze łapczywiej...
Coś tam jednak, z tylu głowy i trochę natrętnie podpowiada, że trzeba kiedyś wtócić do pracy :| .
Pracy, pracy... kawał życia w tej pracy.
Mnóstwo czasu na spanie.
Na prawdziwe życie, z wiatrem we włosach, słońcem na ramionach, lampką wina w ręku, nie zostaje zbyt wiele czasu...
Skoro nie możemy zostać na całą zimę, perspektywa dodatkowych pięciu dni, raduje moje serce :D
Przed nami mnóstwo czasu.

Rozważamy możliwość zmiany miejsca pobytu.
Albo raczej, mój mąż rozważa taką możliwość.
Tym się z Jakubem różnimy.
Dla mnie lepsze jest wrogiem dobrego.
On, wiecznie szuka czegoś, sam pewnie nie wie czego :roll:
To pewnie po to, by nie było nam ze sobą nudno.
Ale wróćmy do tematu.
Kuba miał pomysł, by na te pięć dni, przenieść się do sąsiedniego Puerto Rico.
To tam wypoczywaliśmy dziesięć lat temu.
W bardzo fajnym hotelu. Do dziś miło to wspominamy.
Co ciekawe, nasz dawny hotel, biały, osadzony na skale, widać z portu w Puerto de Mogán.
Sprawdzamy, hotel jest chwilowo nieczynny.
Po sąsiedzku jest inny. Wiemy, że też warty grzechu.
Kuba chce pojechać tam, rozejrzeć się po okolicy, ewentualnie zarezerwować tam pobyt na dodatkowe dni.
Ja doskonale wiem, że nigdzie się nie przeniesiemy.
Nic nie przebije tak zielonego ogrodu.
I tak uroczego porciku.
Ale oczywiście, skoro mamy samochód, chętnie przejadę się na wycieczkę.

Następnego dnia, tuż po śniadaniu, zaopatrzeni w owoce, wyruszamy w kierunku Puerto Rico.
Droga wzdłuż wybrzeża jest w remoncie.
Chcąc niechcący wybieramy drogę, którą przyjechaliśmy. Do celu mamy 20 minut.
Puerto Rico to miejscowość położona w kanionie.
Równa, symetryczna, biała, niska zabudowa.
Zdaje się, że jedno drzewo.
Najwięcej dni słonecznych w roku, ze wszystkich zakątków wyspy.
Nadbrzeżna dzielnica to Playa Amadores.
A5FBD91C-BB99-4C01-BD21-86EF512BDDA8.jpeg

Nad zatoką, mieści się kilka dużych hoteli.
Są dobrze wkomponowane w otoczenie.
Mają niewątpliwie wspaniałe widoki.
Ale ten pustynny krajobraz, zdecydowanie przegrywa z gąszczem naszego ogrodu.
Naszego... czuję się już bardzo zadomowiona.
7B80E735-A57C-499B-B037-6E5D775B87DD.jpeg

Parkujemy prze promenadzie.
Jest sporo wolnych miejsc.
Schodzimy w dół.
Przy samej plaży mieszczą się knajpki i sklepiki.
Dziś raczej śpiące niż tętniące życiem.
Idziemy trochę poplażować.
Playa Amadores jest niewątpliwie plażą ładną.
Sprawia wrażenie białej.
I inaczej niż w Puerto de Mogán nie jest tak do końca piaszczysta.
To znaczy jest, ale jej wierzchnia warstwa to pokruszone muszelki. Gdy porusza się nogą w tej białej powłoce, ukazuje się czarny piasek.
Woda jest tu jeszcze cieplejsza niż u nas.
Miejsce warte odwiedzenia.
19062EC0-F7B9-4FF9-9E40-4E0E9E0275EA.jpeg

Spędzamy fajne przedpołudnie, miło mija nam południe.
Słonko i woda robią swoje.
W pewnych kręgach pożądana jest popołudniowa drzemka.
Pora wracać.
6E182D4C-F763-4BA7-9D2E-659F1AF6A96A.jpeg
Promenada. Zupełnie nie rozumiem, czemu nikt nie robi mi zdjęć?

Zmierzamy do samochodu.
Ja i Hana przodem.
Raczej nas słychać. Głośno dyskutujemy.
Z naprzeciwka nadchodzi dwóch eleganckich, albo raczej modnie ubranych rodaków.
Wiem że rodaków, bo równie głośno jak my, czynią plany na wieczór.
Kilka metrów przed nami, panowie przechodzą na hiszpański 8O
No cóż, może gdybym znała hiszpański, też czasem, ni z tego ni z owego, zaczynałaby w nim mówić.
Nie znam, to nie mówię :wink:
BCB253D1-915C-4A2F-B809-7ABE62C5361B.jpeg
Palmy przy promenadzie są pięknym tłem do zdjęcia

W drodze powrotnej zapada jedyna słuszna decyzja. Zostajemy w Puerto de Mogán.
Raz, że bardziej nam się podoba.
Dwa, że lepiej spędzać urlop na plaży niż w hotelowych recepcjach.
Pozostaje jeszcze napisać do Oli, by ,,dorzuciła” nam kilka dni pobytu.
I do europcar, że chcielibyśmy oddać samochód później :papa:
CROberto
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4866
Dołączył(a): 03.02.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) CROberto » 04.04.2021 22:10

Plaża bardzo ładna - ale zawsze i tak liczy się własny odbiór i emocje chwili...
Ważne jest to ,co zachowamy w sercu i pamięci... 8)

Proszę o kolejny odcinek... :)
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 12.04.2021 21:55

Puerto de las Nieves
Jak udany nie byłby urlop stacjonarny, trzeba, wypada, chcemy pojechać na jakąś wycieczkę.
Chcemy by było to miejsce nowe, dotąd nieodwiedzone przez nas.
Wybór pada na bajkowo brzmiące Puerto de las Nieves.
Dla mnie w samej nazwie kryje się już jakaś magia, Puerto de las Nieves :D

Jest sobota, wyruszamy po śniadaniu.
Wiadomo, owoce, wrzątek w termosie, buteleczki na mleko, miseczka na kaszkę, trochę tego i owego.
Gratów mamy jak na tygodniowe biwakowanie.

Do celu mamy 54 kilometry. Nawigacja wylicza, że droga zajmie nam godzinę i 20 minut. Dojedziemy chwilę wcześniej.
Co ciekawe, gdyby pojechać okrężną drogą, wkoło wyspy, zrobilibyśmy 115 kilometrów, ale jechalibyśmy tylko o 10 minut dłużej.

Zaraz za Puerto de Mogán znika słońce. Kilka kilometrów dalej, i wyżej, zaczyna spadać temperatura.
Jedziemy przez góry. Są piękne. Zachwycają paletą ciepłych barw. Od brązów, przez beże, po borda.
Miejscami skały są omszałe, zielonkawe.
Droga jest prawie pusta.
Mija nas grupa motocyklistów. Pewnie jadą na jakiś weekendowy zlot. Potem my ich mijamy, gdy zatrzymają się pod sklepem.
Mijamy samochód hycla, na Gran Canarii nie ma bezpańskich psów.
Mijamy się z jednym radiowozem.
I pojedynczymi samochodami.

Zjeżdżamy do jednej miejscowości.
Wydaje mi się, że było to Puerto de La Aldea. Chcieliśmy się przespacerować, ale jest sobota, miejsc parkingowych jest niewiele i wszystkie są zajęte.
O Puerto de La Aldea wiemy tyle, że położone jest nad czarną plażą, która w słońcu wygląda pięknie.
W tej części wyspy wszystkie plaże są czarne.

Jedziemy dalej. W planie mamy jeden punkt widokowy, ale Hana akurat zasnęła. Doskonale wiadomo, że jeśli dziecko zasnęło, absolutnie nie wolno wtedy zatrzymać samochodu...
Punkt widokowy zostawiamy na drogę powrotną.

Dojeżdżamy.
Właściwie mamy dwa cele. Puerto de las Nieves i Agaete. I właściwie trudno jest określić gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie.
Miasteczka sprawiają wrażenie połączonych.
Agaete to dzielnica bardziej oddalona od morza.
Parkujemy w części nadmorskiej.
Parkujemy to dużo powiedziane, długo jeździmy w kółko w poszukiwaniu miejsca parkingowego.
Biała, jednopiętrowa zabudowa. Domki bezpośrednio przy ulicy albo z miniaturowymi ogródkami.
Bardzo spokojnie, bardzo sennie, wrażenie portu na końcu świata. Można by tam pobyć dłużej, trzeba by tylko mieć ze sobą książkę albo dwie.
W końcu parkujemy. Parkujemy raczej brzydko. Niby na miejscu do tego przeznaczonym, ale utrudniając innym przejazd. Jakaś miła staruszka wychyla się z balkonu i tłumaczy, że to złe miejsce. Ostatecznie ,,pozwala” nam tam zostać...
Hana budzi się natychmiast gdy wyłączamy silnik.
Idziemy na rekonesans.
AA9A8487-5FDC-4212-94CA-3FA9B3791EE8.jpeg

Spacerujemy po części nadmorskiej.
Choć zdjęcia tego nie oddają, jest ciepło.
Na miejskiej plaży sporo hiszpańskich rodzin.
Jest kilka knajpek.
Spontanicznie przysiadamy w ogródku jednej z nich. Wybieramy tą najbardziej zatłoczoną.
Zamawiamy rybną platę i wino.
67D75453-9E80-4370-B3C9-E9BB4376183F.jpeg

Rybki są trzy. Kiepska, dobra i bardzo dobra.
Wino z tych win wytwarzanych gdzieś po sąsiedzku. Gatunek szybko idący w nogi i sprawiający, że wszystko jeszcze bardziej mi się podoba :oczko_usmiech:
Zjadamy, wypijamy, a raczej ja wypijam...
Kuba przecież prowadzi.
Idziemy pospacerować.
9BAA223F-F2EB-4FB5-83DC-FD3CFF66748A.jpeg
47BEBCFF-DFDC-43B1-B138-C0FE61210D29.jpeg

Puero de las Nieves posiada fantastyczną promenadę. Godzinami można by przyglądać się falom rozbijający się o kamyki w dole.
Można by... gdyby nikt mnie nie poganiał.
Moje dziecię źle znosi bezruch : :wink:
Widzimy piękne, czerwone kraby.
Nie wiem, jakim cudem utrzymują się na tych kamieniach przy tak pieniącym się morzu.
Promenada prowadzi nas do naturalnego basenu.
33B6C379-BF12-4ABD-84D7-F0A81DC1EF20.jpeg
Ludzie, całymi rodzinami, odpoczywają na kocach, ręcznikach. Jest kilku amatorów kąpieli. Podziwiam, nie odważyłabym się wejść tam do wody. Na zdjęciu wygląda to łagodnie, ale chwilami fale są naprawdę wysokie.
Siedzimy, patrzymy, dobrze mi.
Jedna taka wierci się nieustannie.
Pora wracać.
294FA78A-6963-46C5-93E2-427593FD8403.jpeg
04418961-2747-4C67-8BDC-21D8DDA367F4.jpeg

Mijamy pomnik.
FDE7D279-5A7C-4E87-B923-08B6F5C9104E.jpeg

Pakujemy się do samochodu.
Jeszcze dobrze nie wsiedliśmy, nasze miejsce jest ,,sprzedane”. Ku radości naszych następców i zmartwieniu trwającej na posterunku babci :wink:
Wjeżdżamy do Agaete.
Tu zabudowa jest wyższa, uliczki węższe, szanse na miejsce parkingowe żadne.
Mijamy nieduży placyk. Siedzi na nim sporo ludzi, nietypowy widok w dzisiejszych czasach.
Widzimy fantazyjny, drewniany balkon.
Niestety nie zrobiłam mu zdjęcia.
Przejeżdżamy przez miejscowość.
Droga zaczyna się wspinać.
Wiemy, że prowadzi ona to zielonego wąwozu.
Wiemy też, że czas zawrócić.
Zatrzymujemy się na chwilkę. Wysiadam z auta zrobić zdjęcie.
E9E7B973-F7C9-420A-B2D3-F055A5D6F048.jpeg

Chciało by się tam stać i stać.
Wołają mnie... Jeszcze przez moment udaję, że nie słyszę... Wracamy.
AF3A3694-F858-4D40-8A6F-74C989911491.jpeg

Zjeżdżamy w dół. Mijamy samochód hycla.
Przejeżdżamy przy placyku.
Z głównej drogi, już bez wysiadania z samochodu, podobno zbyt długo to trwa gdy wysiadam..., robię jeszcze jedno zdjęcie.
D7E29ED2-0208-4120-AF02-5751FC3612AD.jpeg

Istny porcik na końcu świata.
Hana natychmiast zasypia.
Odpuszczamy sobie punkt widokowy, niech śpi spokojnie.
Droga mija nam szybko.
Puerto de Mogán wita nas popołudniowym słońcem.
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 12.04.2021 21:58

CROberto napisał(a):zawsze i tak liczy się własny odbiór i emocje chwili...
Ważne jest to ,co zachowamy w sercu i pamięci... 8)

Święte słowa.
Ubolewam, że w domu nie odbieram wszystkiego z takim zachwytem jak w podróży.
Byłoby o wiele łatwiej i znacznie przyjemniej.
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 23.05.2021 21:08

O tym, że warto dokładnie czytać umowy, nieładnie jest pokazywać palcem a Chorwacja jest najpiękniejsza na świecie
Zacznę od końca, bo oto od dobrego tygodnia cieszę oczy tym przedsezonowym rajem. Turystów brak, pogoda jak z bajki. Zapach jaśminu miesza się z zapachem kwitnących mandarynek...
A7189441-34A8-4EA2-98DB-C9C65CD03A30.jpeg
11B73E84-A970-48BF-A947-B69106625D7D.jpeg
0616526D-CEDC-4057-99A4-A48CC75CCB1F.jpeg
D619A098-1C90-4DC2-A3E7-9F6DEFC47796.jpeg
DD3A0DEA-F951-41EE-82FB-51AC183799FD.jpeg
8FD0A2CB-58E9-4808-903E-FE93B2B3EA23.jpeg
E2875979-0466-4A92-AB27-A483BE3E904C.jpeg
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 23.05.2021 21:40

Wróćmy na Gran Canarię.
O ile bez problemu można było zmienić termin lotu i z łatwością przedłużyć pobyt w hotelu,
o tyle europcar chciał, byśmy w dniu wygaśnięcia naszej umowy, pojawili się na lotnisku w celu podpisania kolejnej umowy na dodatkowe 5 dni.
Nie szło tego załatwić przez internet.
Chcąc nie chcąc, pojechaliśmy na lotnisko.
Drogą meilową umówiliśmy się, że oczywiście zostajemy w tym samym samochodzie.
Po co sprawiać pracownikom kłopot ze sprzątaniem...
Pojechaliśmy.
Kuba podpisał standardowo wyglądającą umowę w języku hiszpańskim.
Potrzebna była karta kredytowa, której nie wzięłam z hotelu.
Pani w wypożyczalni była na tyle miła by przymknąć na to oko i ,,podpiąć” to przedłużenie pod starą umowę.
Kolejne 5 dni miało nas kosztować 80€.
I tu wybiegnę nieco w przyszłość.
Po powrocie do domu, po upływie miesiąca, zaczęło mnie niepokoić, że z konta zniknęła mi jakaś dziwna suma pieniędzy.
Zamiast 100 i 80 € brakowało 150 i 120.
Początkowo myślałam, że to zablokowana kaucja, ale termin jej odblokowania minął a tu nic i nic...
W końcu napisaliśmy wiadomość do europcar. Miła przedstawicielka tejże firmy w Polsce wyjaśniła nam, że kwota, o którą chodzi to opłata za podwyższenie klasy samochodu 8O
Pani skontaktowała się z ich przedstawicielstwem na Gran Canarii i przesłano nam nawet kopie naszych podpisanych umów z podkreśloną na czerwono wzmianką o opłacie za zmianę klasy auta. Po hiszpańsku!!!
Przecież my nie prosiliśmy o żadne zamiany...
Abstrahując od tego, że przecież samochód dostaliśmy gorszy...
Poczułam się oszukana. Było mi przykro.
Napisałam to w wiadomości do europcar.
O tym, że tak nie można, że korzystamy z ich usług od lat, że nie każdy zna hiszpański i że nie można tak traktować klientów.
Chyba zrozumieli, bo postanowili oddać nam nieuczciwie pobrane kwoty.
Odbyło się to tak, że najpierw oddali mi całość by ponownie zabrać tylko tyle, na ile się umawialiśmy.
Jednym słowem, warto czytać, warto liczyć i warto rozmawiać.
Może nie chodziło o jakiś majątek ale nie załatwiwszy tego, czulibyśmy jakiś niesmak.
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 23.05.2021 22:35

Dzień naszej ,,wyprawy” na lotnisko był dniem pochmurnym. A precyzując, słońce zaszło zaraz po wyjeździe z Puerto de Mogán.
Podczas jazdy powrotnej na chwilę pokazało się na wysokości Maspalomas.
Wierzę w takie znaki, zjeżdżamy do miejscowości.
Maspalomas jest podobno najstarszym kurortem na wyspie. Sama miejscowość to hotele i ogrody hotelowe. Ogrody przy ,,naszym” prezentujące się dość skromnie.
Maspalomas posiada jednak pewną atrakcję.
Atrakcję wyróżniającą je spośród wszystkich innych kanaryjskich kurortów...
Od wieków, wiatr nawiewa w tą część wyspy saharyjski piasek.
Maspalomas to ogromne, piaszczyste, złociste plaże.
To wydmy niczym w Afryce.
W 1982 roku wydmy zostały ogłoszone rezerwatem.
Rezerwat ten ma 400 hektarów.
Ten ogrom piasku jest zachwycający.
Choć zdjęcia tego nie oddają, jest pięknie.
Wrażenie potęguje fakt, że jesteśmy prawie sami.
Ocean jest wzburzony. Fale wysokie.
Nie jest to morze do popływania.
Można natomiast wejść do wody powiedzmy do kolan i pozwolić falom robić z sobą, co tylko zechcą.
Po chwili jestem cała mokra, kilka razy porządnie wytarzana. Jednym słowem, piasek mam wszędzie.
Bawimy się tak na zmianę.
Jedno z nas pilnuje Hany.
Nie ma tam mowy o dziecięcym pluskaniu się w w wodzie.
Hana niezrażenie szaleje w piasku.
Nie wiem, czy fale w Maspalomas kiedykolwiek spokojnieją. Dziesięć lat temu wyglądało to tak samo, ale może dwukrotnie trafiliśmy na podobną pogodę. Nie wiem.
Postanawiamy wspiąć się na niewielką wydmę.
Zostawiamy nasz dobytek.
Zostawiamy buty.
Początkowo idziemy wzdłuż morza.
Stopniowo zaczynamy się od niego oddalać...
A potem sprintem wracamy by zamoczyć stopy w chłodnej wodzie.
Piasek okazał się okrutnie gorący.
Wracamy.
Na skraju plaży, przy promenadzie są odkryte prysznice.
Fantastyczna sprawa by zmyć z siebie wszechobecny piach.
Standardowe przysznice są dwa. Obok jeszcze taki mini do umycia nóg od kolan w dół.
I właśnie pod tym mini urządzeniem myję dziecko. Wiadomo, chwilę to trwało.
Ale bez przesady, woda jest chłodna, dla przyjemności się tam nie chlapiemy.
Dziecko mam nagie, wszak to przecież mycie.
Nagle orientuję się, że czuję na plecach oddech obcego mężczyzny, który chrząka mi w ucho, że zbyt długo się myjemy. Jego noga, niewiadomo jakim cudem, ląduje pod strumieniem wody gdzieś między mną a Hanką.
Coś się we mnie zagotowało.
Troszkę na niego nahuczałam.
Że potrzebuję przestrzeni, chwili, że nagość, że dystans, że pandemia.
Pan się obruszył. Doprecyzuję, pan był Włochem. Wiadomo pośpiech i temperament...
W końcu umyty pomaszerował na przystanek autobusowy.
My ruszyliśmy do samochodu.
Kuba dokucza mi trochę, że pan z pewnością jedzie do Puerto de Mogán.
Że na pewno będziemy sąsiadami...
Trzeba uważać o co się prosi...
Spotkaliśmy się następnego dnia u nas na plaży.
Patrzymy, ,,nasz znajomy” wychodzi z wody :wink:
Jeszcze nie byliśmy pewni, czy to na pewno on.
Szeptem rozmawialiśmy na ten temat...
Przy dzieciach lepiej nie mówić szeptem.
Stają się wtedy niebezpiecznie czujne :wink:
I wtedy nasza córka podbiegło kilka kroków w jego kierunku, wycelowała w niego palcem i wykrzyknęło:
-Mamo!!!! Co mówicie o tym panu!?!?!? :oops:
Nie wiedziałam gdzie oczy podziać.
Pan popatrzył na nas jak na ludzi conajmniej nienormalnych i pomaszerował do apartamentu znajdującego się przy bocznej furtce naszego hotelu. Można powiedzieć, że zostaliśmy sąsiadami :oczko_usmiech:
8406AFD2-91F0-42D3-9024-4A9834381A96.jpeg
4B9A00F6-72BC-4DDE-976E-F2E8B8CD1D53.jpeg
815B42C7-6E23-4CBA-9446-CC7629C4812A.jpeg
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 918
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 23.05.2021 22:40

Tymczasem Blace poszło spać...
Chmury chwilami otulają księżyc, chwilami pozwalają popatrzeć w ogrom gwieździstego nieba.
Zacumowane w dole łódki ocierają się o siebie...
Magiczny dźwięk.
Czasem rzuci się rybka...
W oddali śpiewa jakiś ptak...
Aż szkoda iść spać...
piotrf
Weteran
Avatar użytkownika
Posty: 18068
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 24.05.2021 18:49

Magdalena S. napisał(a):Tymczasem Blace poszło spać...
Chmury chwilami otulają księżyc, chwilami pozwalają popatrzeć w ogrom gwieździstego nieba.
Zacumowane w dole łódki ocierają się o siebie...
Magiczny dźwięk.
Czasem rzuci się rybka...
W oddali śpiewa jakiś ptak...
Aż szkoda iść spać...



Takie magiczne chwile wpisują się w pamięć na stałe i są esencją wakacyjnych wspomnień :D


Pozdrawiam
Piotr
CROberto
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4866
Dołączył(a): 03.02.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) CROberto » 25.05.2021 05:29

Magdalena S. napisał(a):Tymczasem Blace poszło spać...
Chmury chwilami otulają księżyc, chwilami pozwalają popatrzeć w ogrom gwieździstego nieba.
Zacumowane w dole łódki ocierają się o siebie...
Magiczny dźwięk.
Czasem rzuci się rybka...
W oddali śpiewa jakiś ptak...
Aż szkoda iść spać...

Pięknie... :D
Poprzednia strona

Powrót do Hiszpania - España



cron
Bardzo krótko o październikowej Gran Canarii. - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Platforma cro.pl© Chorwacja online™ wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja platformy cro.pl© Chorwacja online™ nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl© nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

Copyright: cro.pl© 1999-2024 Wszystkie prawa zastrzeżone