2 listopada 2024, sobota c.d.Jeden z punktów mojej 17 punktowej listy
must see, must do zrealizowany

Idziemy na północ wydm.
Ta część plaży nazywa się
Playa del Inglés (czyli Plaża Anglików) - tak też nazywa się wschodnia nabrzeżna część Maspalomas. Jest to typowy obszar wypoczynkowy ze wszelkimi udogodnieniami, zresztą z takim założeniem powstał – pod masową turystykę. Plaża jest tu w pełni zagospodarowana, są leżaki, bar, piaszczyste boiska sportowe, spory parking oraz rząd knajpek i barów. Należy wiedzieć i pamiętać o tym, że od początku lat 70-tych XX wieku Playa del Inglés jest największym na świecie ośrodkiem turystyki gejowskiej, są tutaj liczne kluby i bary dla gejów
(zresztą na początek listopada przypada Winter Pride in Maspalomas, wiosenna edycja imprezy odbywa się w maju), na plaży także często można spotkać męskie pary w obszarze fkk. Nas interesują tutejsze knajpy, mamy ochotę coś zjeść. Leżąc na plaży wytypowaliśmy 3 miejsca z dobrymi opiniami, ale w realu żadne z nich nas nie zachwyciło, jedno wręcz zniechęciło pustkami. Tam, gdzie byli ludzie to, albo był to bar bez wolnych miejsc (z fajną muzyką na żywo), albo miejsca typu
płacisz 10 eur i jesz ile chcesz i McD… tak jest przy samej plaży

Fajnie wyglądała też knajpa z azjatyckim jedzeniem, ale my jesteśmy w Hiszpanii i nie szukamy tu tajskich smaków….
Wracamy do samochodu, przetrwamy bez konkretniejszego jedzenia...
Skoro jesteśmy już tak blisko, a powoli będzie zbliżał się wieczór, podjedziemy jeszcze pod latarnię morską. Pan M. wytypował w tej okolicy dwa niby bezpłatne miejsca do parkowania. To jedziemy na
Plaza de las Palmers na tyłach hotelu Riu Palace. Na drodze dojazdowej do parkingu jest wąsko i jest zakaz zatrzymywania się, ale na samym parkingu rzeczywiście można zaparkować, i rzeczywiście bezpłatnie. Problem w tym, że nie ma żadnego wolnego miejsca
(auto przed nami trafiło na jedyne wyjeżdżające). Kilka minut stoimy i czekamy, ale niestety żaden kierowca się nie pojawia. Robimy rundkę w okolicy hotelów, ale nie ma wolnych miejsc, wracamy na Plaza, dalej bez zmian. Drugie z wytypowanych miejsc to
Plaza del Faro, ale tu miejsca tylko dla mieszkańców hotelu. Przypominam sobie, że na rondzie przed dojazdem do hoteli stały zaparkowane samochody wzdłuż drogi, a jak nie to obok jest spory
podziemny parking. Wracamy się do ronda i już wjeżdżając na niego wypatruję kilka wolnych miejsc i do tego bezpłatnych (biała linia). Udaje nam się zaparkować dokładnie
w tym miejscu. Idziemy przyjemnym deptakiem i już z daleka mogę oglądać smukłą sylwetkę Faro de Maspalomas - bardzo klasyczna budowla
Latarnia o wysokości 55 metrów była budowana aż 28 lat, światło na jej szczycie zostało po raz pierwszy zapalone w 1890 r. Kiedyś w okolicy nie było totalnie nic, dziś są tu hotele i fajna promenada...
Znowu jesteśmy na plaży na drugim skrajnym krańcu Dunes of Maspalomas. Jest tu niewielkie molo, patrzymy na latarnię i plażę.
W tle Dunas….
Idziemy w kierunku barów (są tu też publiczne toalety)…
Jedyna knajpka, która mi się podoba jest przy samej plaży, z leżaczkami i przede wszystkim nie czuć tu zapachu tłuszczu ze smażonych kalmarów. Niestety oferuje do jedzenia tylko tosty… może i bym się skusiła, ale nie ma wolnych miejsc siedzących… Chwilę jeszcze idziemy… Jakbyśmy poszli dalej to dotarlibyśmy do
La Charca de Maspalomas, czyli wodnego rezerwatu przyrody i granicy wydm… Ale nie poszliśmy….. Poszliśmy w drugą stronę….
Tu deptak staje się bardziej elegancki,
….sklepy z wyższej półki, już nie bary, a restauracje dominują przy promenadzie… Trafiamy na fajny pomnik
Homenaje al Bar
Spacerujemy i dochodzimy do punktu archeologicznego, mini punktu - Yacimiento Punta Mujeres
Są tu ruiny domostw pierwszych mieszkańców archipelagu – Guanczerów datowane na okres pomiędzy VII a IX w. Miejsce łatwo przegapić spacerując promenadą, jest niby tablica informacyjna…
….ale jest i dużo spacerujących, a ruiny nie są jakieś mega spektakularne…

Z tego miejsca jest wspaniały widok na promenadę, palmy i Faro

Idziemy jeszcze bardziej na zachód, oddalając się od latarni i w miejscu względnie pustym przysiadamy na murku. Jemy przekąski kupione w pobliskim sklepie i czekamy na zachód słońca….
I tak udało nam się zrealizować kolejne dwa punkty z mojej listy
must see, must do
Wracamy do samochodu….
W okolicy latarni jest jeszcze jeden ciekawy 30 metrowy pomnik-fontanna
Fuente de la Morena – jeździec na murenie


Autko stoi tam, gdzie go zostawiliśmy.
Spokojnie, już po ciemku wracamy do naszej miejscówki. Zjadamy lekką kolację z tego, co było na wyposażeniu mieszkania. Idziemy jeszcze na spacer na pobliskie molo i pijemy po drinku wznosząc toast za udane wakacje…

Tego dania dużo nie zobaczyliśmy, ale było ciekawie… A nasza wycieczka wyglądała tak…
