8 września- czwartek: Krótki, plażowy odcinek.Płyniemy na Šćedro, płyniemy do naszej zatoczki z lazurową wodą i idealnymi skalnymi półkami do leżakowania.

Šćedro położone jest 2,5 km na południe od wybrzeży Hvaru, oddzielona od niego kanałem Šćedrovskim. Długość wyspy to ponad 6km. Rok temu trochę się
po niej pokręciliśmy.Zostawiamy Hvar za sobą.


Płyniemy wzdłuż Šćedro, wypatrując charakterystycznego znaku...

... czyli kajaka w kurhanie.

Jest i zatoczka. Jak się w niej nie zakochać.





Rozkładamy się na jednej ze skalnych półek i tak zaczynają mijać długie godziny lenistwa.



Nie trzeba nawet zakładać butów, wejście do wody to otoczaki.

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że my już w ogóle, od paru lat nie używamy butów do wody. Ja całe wakacje śmigam w japonkach i ewentualnie boso, a Arturo... ze względu na swoje delikatne stópki dodatkowo używa sandałów.


Przez chwilę mieliśmy towarzystwo.
Super wyglądał jak zaczął suszyć skrzydła. Szkoda, że mu wtedy nie zrobiliśmy zdjęcia .

Nasza dzielna jednostka pływająca też odpoczywała.


Hvar na horyzoncie.

A takich kamieni przywieźliśmy do domu chyba z pół reklamówki.



Jeszcze muszę wspomnieć o jaszczurkach, których jest tam naprawdę dużo.



Było cicho, spokojnie... cudownie. Relaks na całego.
Wszystko co dobre, szybko się kończy. Wracamy na Hvar, ale do zatoczki nie mówimy żegnaj, a do widzenia.





Ten widok nigdy nam się nie znudzi.




Dopływamy do naszego portu.


Plany na popołudnie i wieczór były ambitne, ale ... ledwo zrobiliśmy sobie kawkę, a odwiedził nas Ivan (wtedy był dla nas szybko mówiącym Chorwatem

) z sąsiedniej miejscowości- Bojanić Bad i bardzo szybko zaczął coś tłumaczyć... zrozumieliśmy tyle, że szuka nurka, co ma mały ponton i jeździ białym busem. Z szaranika to żaden bus (chociaż biały), ale nurek i mały ponton (w porównaniu do nurkowej barki Siwego) to by się nawet zgadzało.
Już zdążyliśmy się przestraszyć, że coś nawywijaliśmy, ale okazało się, że potrzeba mu kogoś, kto zejdzie pod wodę i zabezpieczy bojkę, do której cumuje swoją łódkę, a na końcu zrobi
szekla assistance.
To pojechali. Arturo wrócił za jakąś godzinkę z zacnym zapasem win i nie tylko. Dodatkowo posiadł kilka cennych informacji na temat tego, kto na Hvarze ma najlepsze wino i dlaczego.

Jako, że Ivana skierował do nas Siwy, to wpadł na degustację i tyle by było z ambitnych planów na popołudnie i wieczór... chociaż misja
szekla assistance zakończyła się sukcesem.

Aaa i dla zainteresowanych przebieg trasy płynięcia. Włączyłam trochę za późno, ale większość trasy jest.

