napisał(a) sandr » 14.05.2010 18:29
W 2006r wracając z Cro utknęliśmy na autostradzie -
wypadek.
Korek zaczynał się w okolicy zjazdu na
Zadar, kończył za tunelem
Sv.Rok...
Kto jechał ten wie. Ponad 25km wzniesienia (~14%), temperatura ok. 35 stopni C, znaczy się masakra (dla silnika i pasażerów). Jedynka, stop, jedynka, stop, jedynka [...] jedynka, wreszcie wolne, pełen gaz i niestety - tego już nie wytrzymał przegrzany alternator. Na samym akumulatorze dokuśtykaliśmy do jakiejś wioski między Ptuj a Mariborem (Slo), silnik stanął.
Cóż,
piątek, godz. 18.10 - do domu daleko...
"Assistance"? a jakże, nawet się przydało. Wezwany holownik wyraził wątpliwość o możliwości serwisowania przed poniedziałkiem. Podwiózł nas do poprzedniej wioski (małżonka przytomnie zapamiętała mijany szyld "Autoelektrika" - czy jakoś tak...). Po 22.30 lżejsi o 160 Euro ruszyliśmy w dalszą drogę.
Godzinę później, już podczas tankowania w Austrii córka otworzyła okno (niestety elektryczne) i... tak już zostało. Musiała wystarczyć silna taśma samoprzylepna.
Całe szczęście, że to nie była Sahara 
...