napisał(a) Jarek999 » 02.09.2016 06:10
Pewna niemajętna gmina wyznaniowa w Galicji zwróciła się do właściciela największego we Lwowie składu opałowego z prośbą o ofiarowanie jej kilku wagonów węgla. Bogacz odpisał: „Nie mogę niczego darować. Gotów jestem natomiast sprzedać wam 50 wagonów węgla po połowie ceny”.
Gmina wyraziła na to zgodę i zamówiła chwilowo 25 wagonów.
Kiedy minęły trzy miesiące i należność za węgiel nie została uiszczona, kupiec upomniał się pisemnie o uregulowanie długu. Oto urywek z odpowiedzi udzielonej przez gminę:
„…Pański list wprawił nas w niemałe zdumienie. Oferował nam pan 50 wagonów po połowie ceny, a więc przyznana nam ulga równa się wartości 25 wagonów. Tyle właśnie węgla zamówiliśmy, a do reszty nie rościmy sobie żadnych pretensji”
..................................................
Szloma spacerując po ulicach Odessy spostrzega, że jego znajomy, Abram, jedzie na damskim rowerze.
- Abram, skąd u ciebie damski rower?
- To dłuższa historia, ale jak chcesz, to posłuchaj! Wiesz, byłem wczoraj u Salci. Zjedliśmy razem kolację, a po kolacji, jak wiadomo, herbata, wódka i wino. Potem deser, wódka i wino. Około północy Salci skarży się:
- Abram, tak mi gorąco!
- To zdejmij bluzkę!
Po upływie kwadransa:
- Abram, tak mi gorąco!
- To zdejmij kieckę!
Znów upłynęło dziesięć minut.
- Abram, tak mi gorąco!
- To zdejmij bieliznę!
A gdy stanęła przede mną naga, wyciągając ramiona zawołała:
- Teraz Abram, bierz to, czego tak bardzo pragniesz!
To ja wziąłem rower.
.................................................
Kupiec żydowski jechał na jarmark do miasta. W połowie drogi, gdy mijał gęsty las, z zarośli wyskoczył uzbrojony bandyta.
- Dawaj pieniądze, a nie, to strzelam! – krzyknął groźnie. Żyd po krótkim namyśle:
- Oczywiście, że oddam. Wszystko oddam. Nie będę przecież dla marnych groszy życia narażał. Ale, mój drogi, gorąca prośba! Moja żona jest bardzo podejrzliwa, ona jeszcze sobie pomyśli, że ja w mieście przepiłem pieniądze, albo że ja przegrałem w karty. Przestrzel mi, proszę, kapotę, żeby ona mi uwierzyła.
Bandyta spełnił oryginalną prośbę.
- Zrób to teraz w innym miejscu. Co dwie dziury, to nie jedna.
Zbój strzelił ponownie.
- I jeszcze mi przestrzel kapelusz.
Zbój drapie się po głowie.
- Chętnie, tylko… zabrakło mi kul.
Kupiec:
- Oj, to trudno… Jak zabrakło kul, to z jakiej racji ja mam dawać pieniądze?!