No i stało się - kolejny 32 wyścig 24 godziny w Le Mans przeszedł do historii. Ten wyjątkowo morderczy dla ludzi i sprzętu weekend rozpoczął się już we wtorek treningami wolnymi. Poźniej nowość - kwalifikacje podobne jak w SBK (tylko tu jedzie team). Najlepiej zakwalifikował się zespół Honda France Nr 111. Lagrive wykręcił rekord czasem 1:38:242 (długość toru 4 185 m). Faworyt czyli Suzuki Nr 1 na starcie stali na dalszej pozycji. W ramach cięć kryzysowych nie wystawiono do rywalizacji Suzuki Nr 2. Ale był drugi zespół - to juniorzy z Suzuki LMS Nr 72.
Fantastycznie za to prezentowali i kwalifikowali się chłopaki z Yamaha France Nr 94. Nic nie wskazywało na późniejszy dramat.
Tak więc nastała sobota godz. 15. Zgromadzonych ponad 92 tys. kibiców czeka już tylko na jedno - czas start. Warunki wprost wymarzone - nie pada, nie jest gorąco, lekkie zachmurzenie.
Kto myśli, że widział zamieszanie na starcie polecam obejrzenie choć raz czegoś takiego. 46 zespołów startuje z bocznej linii (po lewej) jednocześnie podczas kiedy jeszcze niektórzy biegną do motocykla z drugiej strony (z prawej).
Honda France na początku traci pole position i spada na dalszą pozycję.
Na czoło wychodzi Yamaha 94 i wszystko idzie wspaniale. Podczas kiedy z tyłu trwa przepychanka team 94 odjeżdża. I wtedy niespodziewany zjazd do boksów. Nerwowe przeglądanie motocykla, jakieś pospieszne naprawy. Wyjazd. Strata już na początku kilku okrążeń. To jeszcze możliwe do nadrobienia. W końcu to 24 godziny. Jeszcze jedno kółko i koniec marzeń. Zjazd i wycofanie się z przyczyn technicznych. Silnik zajechany. Podobno kamyk uszkodził chłodnicę i silnik kilka okrążeń pracował przy temperaturze 140 stopni. Nie sposób opisać tego co maluje się na twarzach ludzi, którzy cały rok poświęcili dla tego jedynego startu. Jest 16 minuta od rozpoczęcia rywalizacji - przejechanych 9 okrążeń...Katastrofa.
No cóż takie to zawody - pech jednych to szczęście drugich.
Na czoło pnie się Honda Nr 111 i Kawasaki GSR Nr 11. Jednych i drugich nie omija jednak pech. Pierwsi mają awarię skrzyni biegów i dłuższy czas spędzają w boksie na naprawie, drudzy i tu zaskoczenie - realizator transmisji pokazuje tylko, że zawodnik pcha motocykl poboczem do naprawy. A to troszkę trwa w zależności od miejsca awarii (przypominam długość toru ponad 4 km a dopchać musi sam). Żadnej wywrotki nie było widać. Mechanicy w gotowości, klucze, podnośnik itd. Jakie było ich (i moje) zdziwienie kiedy okazało się, że to zabrakło paliwa. Zupełnie niepotrzebny i nieplanowy postój (+czas na dopchnięcie).
Od godziny 17 zmiana warunków. Zaczyna padać deszcz, raz mocniej, raz słabiej. I tak już będzie praktycznie do końca - do jutra do 15. Dodaje to wyścigowi pewnego smaczku (ślisko) ale tempo niestety spada. Nikt nie chce zaliczyć gleby. Rekordy ilości okrążeń nie będzie.
Nastaje noc. Deszczowa i chłodna noc. Naprawdę nie wiem co oni widzą w tym ściganiu ?
A rano? No cóż - statystyka jest bezwzględna - z 46 starujących zespołów po 16 godzinach jedzie już tylko 29. Na prowadzeniu Yamaha Austria Nr 7. To jest lekkie zaskoczenie. Czas płynie, chłopaki jadą, tankowanie, opony, smarowanie, zmiana i tak w kółko. Nuda

. Dla urozmaicenia transmisji rozmowy z naszymi zawodnikami. Niestety można z nimi pogadać bo w tym roku żadnen z nich nie jedzie. Tak więc kulisy i tajemnice endurance zdradzają Kędzior i Dubelski a gościem specjalnym jest Pan Kwas (chyba nie muszę przedstawiać). Szkoda tego projektu pod nazwą POLandPOSITION.
I takie "mokre" tempo było już do końca. Pomimo szczególnej uwagi Suzuki Nr 1 niegroźnie ale przewraca się i być może w ten sposób traci swoją szansę na wygraną.
Z ciekawostek:
- wystartowała ekipa Francuskich dziennikarzy motocyklem Honda RC30 z 1988 roku i dojechali do końca.
- tradycyjnie startował ekipa Francuskich strażaków i osobno policjantów.
- wystartował 1 KTM - nowość.
Wyniki:
1. Yamaha Austria Nr 7 w składzie: Igor Jerman, Steve Martin, Gwen Giabbani.
2. Honda France Nr 111 w składzie: Sebastien Charpentier, Matthieu Lagrive, Steve Plater. Strata 5 okrążeń.
3. Suzuki Endurance Racing Nr 1 w składzie: Guillaume Dietrich, Vincent Philippe, Barry Veneman. Strata 11 okrążeń.
Suzuki LMS Junior ko końca walczył z zespołem z Kataru i zajął 5 miejsce po tym jak wyprzedził "Katarczyka" w 23 godzinie i 30 minucie...Nie dał się do końca.
Zawodnicy przejechali ponad 3 tys. km (727 okrążeń). Ilości paliwa i zużytych kompletów opon nie sposób policzyć. Z 46 startujacych ekip zawody zakończyło 27.
Niektórych z tych zawodników zobaczymy w tym roku w Polsce na MMMP w Poznaniu.
To jest właśnie Master of Endurance.
Do zobaczenia znowu za rok.
Troszkę się chyba rozpisałem...
Do oglądania:
galeria
video