napisał(a) Franz » 13.01.2017 00:49
Jezioro to wypełnia wnętrze wygasłego krateru.
Robimy krótką sesję fotograficzną z tego miejsca i następną z kolejnego, niezbyt odległego i mającego tę zaletę, że w międzyczasie chmury zupełnie odsłoniły jezioro, snując się jedynie po krawędzi krateru. Kiedy Bea ma mi zrobić zdjęcie z pięknym tłem, przechodzę przez barierkę ochronną, lokując się na nieco śliskim, pochyłym pieńku, uważając bardzo, żeby z niego nie zjechać. Udaje mi się to i kiedy wracam na szosę, zahaczam stopą o barierkę, zawisając w efekcie na niej nogami, podczas gdy rękoma ładuję na asfalcie, unikając wyrżnięcia weń nosem. Co ciekawsze, w jednej ręce wciąż trzymam aparat fotograficzny, który jakimś cudem również unika zderzenia. Kończy się całe zdarzenie jedynie na zadrapaniach i jednym sińcu.
Opuszczając to piękne miejsce, musze się powoli i ostrożnie przebijać przez stado krów, które wzięło całą drogę w posiadanie i ma gdzieś innych użytkowników. Chwilę to zajmuje, aż wreszcie stado zostaje za nami i możemy skierować się do następnego punktu na naszej trasie.