Ostatni wieczór, w telewizji leci mecz. Składamy się solidarnie na automat telewizora - 2zł/h
Oglądam jednym okiem, bo zaczynam spisywać wrażenia. Koledzy w przerwie meczu wyskakują na pierwszą wytęsknioną fajeczkę.
Przypominam sobie różne utwory z motywem szpitala: Szwejk, Paragraf 22, Lot nad kukułczym gniazdem, Ptasiek, Pożegnanie z bronią, co tam jeszcze było? MASH i ….
Rozmyślania przerywa wieczorna pielęgniarka, rozdzielająca kroplówki. Jest miła, uśmiechnięta i ciepła, aż do momentu, gdy nasze pogodne pogaduszki jakoś skręciły na temat Żydów.
Jej twarz zrobiła się mroczna i zacięta, gdy opowiadała jak została źle potraktowana przez agentów Mossadu.
Było to podczas pielgrzymki do Ziemi Św., jeszcze na lotnisku Lublinek.(samolot był izraelski).
Na to J. zaczął wykrzykiwać, jak on też nienawidzi żydów, a M. mu przytakiwał i dorzucał swoje.
Znacie określenie „mimikra”? Upodobnij się do otoczenia, a przeżyjesz. Zachowałem się podobnie, jak moi towarzysze.
Wybiegliśmy z pochodniami na korytarz polować na żyda. Ktoś zaczął protestować i tym się od razu zdemaskował. U innego znaleźliśmy „Gazetę Koszerną”, a jedna siostra spojrzała krzywo, semicko po prostu - sprawa była prosta.
Co prawda nasze koślawe nosy też by nie przeszły podczas badania aryjskości, ale to był dobry pretekst, by rozprawić się z tymi wykształciuchami-lekarzami. Operując nosy pozwalają żydom ukryć się wśród prawdziwych Polaków. Żydowskie pachołki!
Zapędziliśmy wszystkich do szpitalnej stodoły i podłożyliśmy ogień.....
Uff ! Z tego potwornego koszmaru wyrywa mnie wieczorna pielęgniarka, rozdzielająca kroplówki.
Jest miła, uśmiechnięta i ciepła, aż do momentu, gdy.....
